![]() |
|
[Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia (/showthread.php?tid=5789) |
[Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Gabriel Montbel - 01.03.2026 Wspaniale było rozładować emocje w sposób twórczy. Nie żeby zamierzał zostać stolarzem. Ale destrukcja usprawiedliwiona tworzeniem była czymś absolutnie doskonałym i społecznie akceptowalnym, więc dziś... ofiarą została jadalnia. Z oczywistych względów, nie pasowała do kuchni. Z mniej oczywistych względów musiał zająć czymś ręce. Może musiał też zirytować Lucy. Może gdyby się na niego zirytowała i zaczęła gderać, łatwiej by do niego dotarło, że nie jest osobą, która jakkolwiek chce swoje życie spędzać w relacji z góry skazanej na porażkę. Obudził się jeszcze przed zmierzchem, bo bardzo nie chciał spać. Wparował do jadalni i rozpoczął przemianę tego miejsca. Podłoga coraz szybciej zaczęła przypominać pobojowisko. Stare tapety. Fu! Meble, na które patrzył z ostentacyjnym zażenowaniem. Tam nie było za bardzo planu. Tam był chaos. I kilka rzeczy, które kupił wcześniej. Kilka, które zostały jeszcze po "remoncie" kuchni. Nie to żeby umiał zrobić to profesjonalnie, najważniejsze, żeby już zniszczyć stare i zrobić miejsce na nowe, żeby nie było odwrotu. Albo go wyrzuci. Tak. To byłoby też... wspaniała opcja. Kiedy weszła do środka stał przy ścianie z pięcioma arkuszami tapet, przykładając jeden po drugim dwudziestocalowe kwadraty i rozmyślając, co będzie najlepszym przejściem z kuchni właśnie. Wyczuł jej obecność i uśmiechnął się pod nosem, po czym wziął wdech i z absolutnie bezczelną lekkością wyrzucił z siebie: – Myślałem o tej ekipie co działa w Dolinie. Dwa niedźwiedzie, ktoś mi pokazał ostatnio ich żałosną uloteczkę. Pomyślałem jednak, że jeśli ulotki nie potrafią porządnie zrobić, to nie powinno się mieć do nich zaufania w sprawie mebli, nie sądzisz mon pettite L?– Czy to tylko jego wyobraźnia, czy powietrze stężało i przyjemne iskierki przeskakiwały w nim zwiastując nadejście prawdziwej burzy? RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Lucy Rosewood - 09.03.2026 Jeśli tak dalej pójdzie chyba będzie musiała rozważyć zatrudnienie wybitnie zdolnego magicznego rzemieślnika, będącego w stanie stworzyć jej szereg magicznych lusterek, za pomocą których byłaby w stanie patrzeć co dzieje się w każdym pokoju opactwa, w którym akurat jej nie było. Nie śpieszyła się zejściem na dół, jeszcze jakiś czas po przebudzeniu czytając książkę, skoro raczej nie miała na dzisiaj żadnych planów, ale w pewnym momencie uznała, że zdecydowanie milej będzie się jej czytać z puszką maślanych ciasteczek obok. Oczywiście to co zobaczyła w jadalni sprawiło, że zupełnie zapomniała i o książce i o ciastkach. – Liczę, że zaraz powiesz że opętał cię jakiś duch, który zmusił cię do zrujnowania mojej jadalni, a uciekając wrzucił ci w ramiona pakiet nowych tapet, bo nie jestem pewna, czy zaakceptuję jakiekolwiek inne wyjaśnienie – powiedziała, stając w progu jadalni ze skrzyżowanymi ramionami, zirytowana że chyba wyglądała na mniej wkurzoną niż powinna. Tapety. Zerwał jej tapety. Co prawda stare i wymagające wymienienia, ale to i tak były jej tapety na jej ścianach, które on postanowił zedrzeć. – A co jest nie tak z moimi meblami, że najwyraźniej wymagają wymiany? – spytała, wpatrując się w niego kamiennym spojrzeniem. – Ale masz rację. Po co nam cokolwiek z nazwą dwa niedzwiedzie, skoro najwyrazniej ty wnosisz tutaj wnosisz wystarczająco dużo chaosu za całe Zoo. Zerknęła na trzymane przez niego tapety. – Na pewno odrzuć tę po lewej. To jadalnia, a nie sekretariat w domi uciech by mieć takie kolory. RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Gabriel Montbel - 13.03.2026 – Duch? Absolutnie nie. Robię Tobie mój prezent urodzinowy, umówmy się ta jadalnia absolutnie nie pasowała wibracjami do tego co jest teraz i co delikatnie tylko przypomnę Bardzo Ci Się Podoba w kuchni. – zawyrokował, ale też momentalnie odrzucił tę po lewej zgodnie z jej życzeniem. – Skoro już przyszłaś to możesz się na coś przydać. – dodał, odkładając dwa pozostałe płaty na stoliku i doskakując do tuby z której wyciągnął płótno. Na obrazie znajdowała się brunetka tuląca do piersi bukiet róż. Krwistoczerwone usta, kolor włosów, bladość skóry... w pewien sposób nie pozostawiał złudzeń, kto inny stojący w tym pokoju pasował do opisu. ![]() – Jeszcze nie dałem do oprawienia, bo trochę uzależnione jest to od tapety, ale myślałem, żeby na tej ścianie zrobić cały kolaż. Jeśli chcielibyśmy gdzieś podróżować, po ostatnim pływaniu promem nabrałem ochoty na wycieczki. Wiem, że masz nieco eklektyczny gust – skrzywił się, ale tylko troszeczkę, rozprostował portret i poprzymierzał w różnych punkach ściany. – ...więc wydaje mi się, że takie wizualne przedstawienie będzie adekwatne do tegoż eklektyzmu. Ach i tu... zamówiłem już regał idealny na książki kucharskie. – odłożył obraz na stół obok dwóch tapet, które zostały i z płóciennej torby wyciągnął cztery próbniki z kolorem drewna. – Rozumiem, że to będą bardzo, bardzo ważne książki, więc i w tym przypadku jeszcze nie zdecydowałem który kolor byłby lepszy. Może ciemny? Aby nadać przytulności. Zobacz na ten heban. Albo czarny orzech... taki angielski. – wybrał deskę czarny orzech i zaczął przykładać ją to do portretu, to do tapet ignorując tylko z pozoru jej dąsy. Pieśń dla uszu. Od razu było to bardziej rzeczywiste, niż pewien bardzo specyficzny sen, który nawiedził go przedwczoraj. RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Lucy Rosewood - 19.03.2026 Jego dni były policzone. Jeszcze nie wiedziała co dokładnie przechyli tę szalę, na pewno nie był to remont jadalni, zapewne nie byłby to również remont jakiegokolwiek innego pomieszczenia, czy nawet przemalowanie całego opactwa na różowo, ale Lucy wiedziała, że kiedyś Gabriel się doigra, a ona może i go nie zamorduje, ani nie zamknie w piwnicy, ale na pewno zrobi mu... Coś. Wampirzyca oparła się jedną ze zmasakrowanych ścian i skrzyżowała ręce na piersi. – A może jadalnia była moją ulubioną częścią tego domu? Może kolor ścian przypominał mu o kolorze oczu dawnego kochanka i teraz będę płakać po nocach, bo nie została mi po nim żadna pamiątka? – spytała przekornie, tonem głosu, któremu nijak nie udało się owego kochanka urzeczywistnić. A może powinna po prostu zawinąć go w te tapety, ostemplować mu czoło i wysłać do tego całego ambasadora, który tak naprawdę doprowadził do tej sytuacji, aby Gabriel jego przearanzował jadalnie... Albo wnętrzności. Widząc obraz... Uniosła brew, ale nie udało jej się ukryć błysku zaskoczenia w oczach wampirzycy, a przynajmniej nie tak dobrze jakby tego chciała. – Jest... Bardzo ładny – burknęła, rozluźniając skrzyżowane ręce. – Skąd go wytrzasnąłeś? Równie dobrze mógł po prostu wisieć na tapecie, która była tutaj wcześniej. Najgorsze było to, że miał rację. Jadalnia wymagała remontu. Obraz jej się podobał. Kolaż na ścianie i regały brzmiały miło. Tylko gdyby aż tak się tym wszystkim nie rządził, jakby mieszkał tutaj od zawsze! – Wiesz, że jesli po prostu chciałeś pobawić się w dekoratora wnętrz to mogłeś poprosić o zmiany w swoim pokoju? – powiedziała, nie chcąc, albo nie potrafiąc na razie odpuscić pretensji. – Mam też gdzieś na pewno jakiś domek dla lalek. Mógłbyś w nim urządzić każde pomieszczenie. RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Gabriel Montbel - 21.03.2026 Och, mordercze zapędy Lucy doskonale odpowiadały potrzebom Gabriela. Ten bowiem bardzo by sobie życzył, żeby panna Rosewood zrobiła mu coś. Żeby zrobiła mu dużo cosiów czymkolwiek te cosie by były. Od momentu przebudzenia w Poisy na wyczarowanym łożu w pokoju zatapetowanym gazetami szarpały nim tak sprzeczne uczucia, tak intensywne w swojej naturze, że ZDECYDOWANIE życzyłby sobie, aby podobne wrażenia sensoryczne z wnętrza swojego martwego ciała przeżywała jego gospodyni. Tymczasem zaplanowane przez nią odroczenie tortury nie do końca się udało, bo oto przez naburmuszone wargi wypadła drażliwa sugestia o genezie zerwanej tapety, która ni jak nie mogła być prawdziwa, a jednak czerwona mgła już przesłoniła jasnobłękitne ślepia, które resztkami woli odłożyły płytkę z kolorem mebli na stół bezgłośnie zamiast dajmy na to cisnąć ją przez okno w przeciwnym spektrum głośności. Fakt, że spodobał jej się obraz niczego nie zmieniał. – Tak sądzisz? Podoba Ci się? – głos mu drżał kotłującą się w piersi zazdrością. Podniósł na nią ślepia i dostrzegł, że pozostały szczątki przeszłego wystroju przy framudze o który się opierała. W kilku giętkich krokach dopadł do niej ręką sięgając najwyżej jak się dalo, zatapiając palce w dobitnie znienawidzonej dekoracji. – Tym lepiej, że ściana się zmieni, jakby to było gdyby coś tak pięknego leżało na pamiątce po kimś, kto epitetem "były" przekreślił sobie jakiekolwiek prawo do tego, żeby istnieć w Twoim życiu. – Energicznie zdarł ostatni płat ze ściany i odsunął się jak poparzony, nim przypadkiem wzrok by mu się nie ześlizgnął niżej na płatki warg, atrakcyjne w każdym możliwym ułożeniu i grymasie, nim zdążyłby pomyśleć, zadać sobie to jedno... jedyne pytanie... Czy są tak słodkie jak w moim śnie? – Idę to spalić. – wyrzucił z siebie gniewnie, zagarniając porozrzucane skrawki, "wspomnienie" innego mężczyzny wymyślone przez nią na prędce, ślepy i głuchy na to jak absurdalna to była sugestia ze strony wampirzycy. Niech się cieszy że pali tapetę, a nie byłego kochanka pozbawionego oczu. W jakiś sposób trzeba była sublimować swe mordercze zapędy. W jakiś sposób trzeba było uciec z tej jadalni, która stała się tak ciasna i duszna, jakby oni sami byli laleczkami w jej domku dla lalek. Czuł gniew i musiał go wykorzystać. W słusznym celu. W końcu po sobie sprzątał RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Lucy Rosewood - 31.03.2026 Przekrzywiła nieco głowę, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Już wiedziała, że wkrótce odpuści temat remontu, tym bardziej przyjemne wydawało jej się męczenie Gabriela. – Po pierwsze nie powiedziałam były, a dawny. Po drugie fascynuje mnie twój znak równości pomiędzy byłym, a brakiem kogoś w swoim życiu i jego wybiórcze zastosowanie w twoim życiu – powiedziała, ale mina jej zrzędła, gdy drugi wampir postanowił zadeklarować swoje gorące pomysły wobec resztek tapety. – Poczekaj – powiedziała, próbując stanąć tak aby zasłonić drzwi swoim własnym ciałem, obecnie ubranym w prostą, domową szatę w czarnym kolorze. Ciele bladym, a jednak akutalnie i tak pełnym ognia, który jako podpałkę otrzymał wszystkie ostatnie wydarzenia związane z Gabrielem. No bo jak on śmiał! Jak on śmiał pojawiać się w jej śnie, oświadczać się, a potem robić remont w jej jadalni i jeszcze uznawać za swojego wroga tapetę o kolorze, który tak naprawdę przypominał jej absolutne nic! I czy on w ogóle wiedział o tym śnie? Zapewne nie, ale czemu w takim razie tak zniknął, zostawiając jeden liścik! Powoli wyciągnęła różdżkę i machnęła ją, aby wyczarować krzesło. Rzut na kształtowanie II [roll=N] Krzesło oczywiście się nie pojawiło, ale nie wywołało to u niej zmiany planów. Ponownie machnęła różdzką. Rzut na kształtowanie II [roll=N] Krzesło może nie było wybitne, ale tym razem przynajmniej się z łaski swojej pojawiło. – Zostaw tapetę i usiądź proszę. Teraz na spokojnie porozmawiamy o zakresie remontów, które możesz przeprowadzane – oznajmiła, krzyżując dłonie ma piersi, tak aby wiedział, że nie podlegało to żadnej dyskusji. RE: [Jesień72 16.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Nie ma róży bez ognia - Gabriel Montbel - 09.04.2026 Tłumaczenie Lucy tylko zaogniło płomień zazdrości i z chęcią w narracji pojawiłby się proces myślowy Gabriela, niestety to kilkusetletnie chłopię zazwyczaj mówiło co myślało. Albo zanim w ogóle zdołało pomyśleć. – Och dawny a nie były??? To może jeszcze zaraz się okaże, że dawny jest całkiem obecny i bieżący? – gorączkował się, choć z racji swojej nieumarłości nie mógł ani się zaczerwienić, ani zweryfikować gdzie tak na prawdę te emocje go dźgają w środku. Od największa zawada bycia martwym - rozpoznanie emocjonalnego stanu było znacząco utrudnione prawidłowo działającą fizjologią. Zatem filtry jaźni i przekonań działały same, za wszystko odpowiadał mózg, a wampirowi łatwo było pomylić tęsknotę i żal, z wściekłością i rozgoryczeniem. Zwłaszcza takiemu jak Gabriel, który absolutnie nienawidził teraz całej jadalni, zapominając o portrecie, o planach i o tym, że chciał jej sprawić przyjemność lub ba! celowo zdenerwować, żeby wyrzuciła go z domu. Przypominał trochę kota wyciągniętego ze śmietnika, który mimo przespanych kilku nocy w domu zaczął się awanturować, gdy próbowało się go wziąć na ręce. A może... dlatego, że przyśniło mu się, że ktoś go z tych rąk zrzucił. Wszystkie odpowiedzi zdawały się adekwatne, choć obecnie Montbel przez czerwoną mgłę nie widział ani ich, ani choćby pytań, mogących w jakikolwiek sposób go wyciszyć. Stanął jednak słysząc jej polecenie, kawałek tapety spadł na ziemię, a on nie był aż tak zamroczony wściekłością by próbować forsować ten piękny krzak. – Nie mamy o czym rozmawiać – wycedził, wściekając się jeszcze bardziej faktem, że jest wściekły, gdy ją najwidoczniej nic to nie obchodziło, ani on, ani jego ból, ani to że sprawiła mu taką przykrość tym razem na jawie. Powinna się cieszyć, że nie ruszył na łowy. Że nie zrobił dla niej na pożegnanie bukieciku z gałek ocznych na nowym zamówionym stole, skoro tak bardzo ten kolor lubiła. A jeszcze nie miał on nic wspólnego z jego własnym chłodnym błękitem tęczówek, co uważał za podwójnie urażające. Potrójnie! – Spalę to i się wyprowadzę – przepchnął się obok ignorując wyczarowane krzesło, ignorując ją, ignorując własne ręce drżące, którymi przyciskał do serca znienawidzony papier. Co chciał w ten sposób osiągnąć? Zdążył zapomnieć, gdy długimi krokami przemierzał korytarze opactwa, szukając wyjścia na błonia. Nie musiała czekać długo by usłyszeć odbijający się echem po całej posiadłości pełen irytacji krzyk. Znów skręcił nie w tą stronę i trafił na ślepy korytarzyk z eleganckim popiersiem. Teraz pod postumentem leżał stos podartych ścianowych świstków, których nie pogubił po drodze. Leżał też i on skutecznym sposobem relaksacji za pomocą wciskania twarzy w chłodny kamień podłogi korytarza. Owszem. Zgubił się. |