![]() |
|
[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów (/showthread.php?tid=5811) |
[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Dearg Dur - 11.03.2026 13.10 - późny wieczór
Ruiny będące bramą do kurortu Gwiazdy lśniły zachęcająco, a temperatura zdawała się idealna do wieczornego spaceru z kieliszkiem wina i miłością do teatru na ustach, jak miało to miejsce w przypadku Hannibala i Heleny. Inni nie próżnowali - Peregrinus zapodziany między wystającymi z ziemi zębami dawnej budowli metodycznie weryfikował stan zaklęć tych współczesnych, zorientowanych na odstraszaniu mugoli, jak i - a może przede wszystkim - tych dawniejszych, które mogłyby mu pomóc w odszukaniu zejściu gdzieś w głąb wzgórza. Miles odleciała na wulkaniczną wyspę. Nie było daty, ani chwili lepszej do tej eksploracji. Cała trójka była świadoma swojej obecności i nie przeszkadzała sobie zadaniach, które umyślili na ten jakże uroczy i spokojny wieczór. Do czasu… Peregrinusowi udało się znaleźć zaklęcie odstraszające, bardzo sprawnie znaczące cegły. Z czysto zawodowej ciekawości prześledził ciąg run aż trafił na pierwszą i momentalnie zrozumiał sytuację - cegła w tym miejscu została uszkodzona. Pazury? Zęby? Zadrapania były wystarczające, by nadkruszyć zaklęcie, była to rzecz, która mogłaby zagrozić mocno kurortowi. Mężczyzna nie zdążył jednak ni jak zareagować, gdyż w tej samej chwili wszyscy czarujący wycieczkowicze z Anglii usłyszeli gromki śmiech i piosenki śpiewane przez… najprawdopodobniej mugolskie, amerykańskie gardła. - To będzie doskonała miejscówka na wywoływanie duchów! Aż dziw, że nie ma o tym więcej w żadnym przewodniku! - przebijał się podekscytowany żeński głos. - Czej, to zagram coś bardziej nastrojowego… - czknął drugi, należący do chłopaka, a zaraz potem zabrzmiały pierwsze dźwięki dość znanej piosenki i kilka zadowolonych okrzyków - No, czekajcie, tu nie wolno, jest zakaz… - zmartwiony głos drugiej towarzyszki, z silnym włoskim akcentem przebił się przez biesiadę. - Moja babka mówiła, że tu straszy… to wielki pech pić tutaj w takim miejscu, nie idźmy tam, znam lepsze miejsce. - prosiła dziewczyna. - Chyba żartujesz? Straszy? To właśnie IDEALNIE do naszego planu. Ogarnij się, jak tu nikt nie chodzi, to będziemy mieć spokój od tych waszych żandarmów. Głosy narastały zbliżając się coraz bliżej do Was. Zaklęcie nie tylko zostało naruszone. Ono przestało działać. Tura trwa do 13.03., lub wcześniej jeśli pojawią się wszystkie odpisy.
Każdy Rzut znajdujący się w temacie musi być zgodny z treścią Akcji podejmowanych w poście oraz posiadać opis zawierający cechę na którą rzucacie (z wartością liczbową kropek), krótką deklaracją akcji i ewentualnymi przewagami/zawadami, innymi elementami karty postaci, które mogą wpłynąć na efekt. Bez opisu Rzutu, będę rozstrzygać Akcje bez uwzględniania wyniku na kości. W ramach posta można 1x rzucić na zaklęcie oraz 1x na cechę niemagiczną. W razie potrzeby w toku fabuły mogę poprosić o edycję i dopisanie 3 rzutu. Wyrażam zgodę na edycję postów w celu poprawiania literówek. Jeśli ktoś będzie potrzebował większej ingerencji, proszę o kontakt na pw. Z racji średniego ryzyka i blokady kwartału dla uczestników, zgłoszenie nieobecności oznacza wycofanie się z eventu. RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Helena Rowle - 11.03.2026 Spacer sprawił, że humor panny Rowle uległ znacznej poprawie w stosunku do tego, jak się czuła po przybyciu do ośrodka. Z początku wydawało jej się, że wszystko będzie w porządku, jednak dość szybko została skonfrontowana z faktem, że cała ekipa Cutty Sark nie będzie mogła skorzystać z atrakcji kurortu w pełnej krasie. Powiedzieć, że była zawiedziona, to jakby nic nie powiedzieć. Chociaż okolice syrenich term były wprost przepiękne, a majestatyczne widoki rozciągały się praktycznie po sam horyzont, tak dziewczyna zdecydowanie nie była zadowolona z tego, jak zostali przyjęci. Liczyła, że będzie mogła się w pełni zrelaksować, przygotowała sobie całą listę zabiegów, które chciała przetestować, a tutaj... Cóż...
Próby rozmowy z pracownikami ośrodka nie przyniosły wielkiego pocieszenia. Większość obsługi zdawała się unikać dzielenia się z odwiedzającymi jakimikolwiek istotnymi informacjami, a kiedy już znalazła kogoś, kto nieco się rozgadał, to zaczęła wątpić w intencje trytońskiego jegomościa. Nie do końca wiedziała, jak powinna interpretować propozycję prywatnego masażu w jej pokoju. Z jednej strony wydawała się dość normalna ze względu na to, kim był Marco, ale z drugiej chłopak był nią dość mocno zainteresowany. Czuła w tym wszystkim kapkę... dwuznaczności. Helena westchnęła cicho, zerkając kątem oka na towarzyszącego jej Hannibala. Już miała coś powiedzieć, gdy nagle zatrzymała się w pół kroku; dobiegły ją dźwięki obcych głosów i niesionych za ich pośrednictwem słów mugolskiej piosenki. Prawie się wzdrygnęła, gdy pośród okrzyków wychwyciła charakterystyczny akcent zza oceanu. Dobry Merlinie, chroń nas przed Amerykanami. Mimowolnie obejrzała się przez ramię ku magicznym termom. — Przysięgam, że to miejsce traci urok dosłownie z każdą godziną — rzuciła pod nosem do Hannibala, prostując się z godnością kogoś, kto był przekonany o prawdziwości swych słów, i wsuwając ciemne okulary wyżej na nos. — Najpierw zamknęli dostęp do solankowej groty tuż przed naszym przyjazdem, a teraz jeszcze czeka nas oblężenie ze strony jankesów. — I to jeszcze mugolskich. — Co będzie dalej? Uraczą nas pokazem filetowania lokalnego druzgotka na żywo? Wszystko na to wskazuje, skoro wszędzie czeka na nas jakaś kontrowersja! W ostateczności jeszcze mogą spróbować z syreną, dodała bezgłośnie, po czym westchnęła ostentacyjnie, jakby cały świat postawił sobie za cel, aby ją rozczarować podczas tego wyjazdu. Miała nadzieję, że obcy szybko stąd znikną. Nie miała zbytnio ochoty na słuchanie na wpół pijanych mugoli. Z drugiej strony, zastanawiało ją, jak skończyłoby się to całe wywoływanie duchów w ich wykonaniu. Czy jedno z nich chciało udawać przywoływacza? Na twarzy Rowle pojawił się uśmieszek. Cóż za niedorzeczność! — Panie Trelawney? — zagaiła Helena nieco wyższym głosem, podchodząc do starszego czarodzieja, który pracował nieopodal. Jedynie ciemne okulary sprawiały, że jej wzrok nie skakał z boku na bok; teraz trudniej było zauważyć, czy patrzy bezpośrednio na Peregrinusa. — W skali od 1 do 10... Jak wysokie są szansę, że mugol sprowadzi na siebie kłopoty, próbując igrać z duchem? RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Peregrinus Trelawney - 13.03.2026 Pamiętał moment, gdy żegnał się z Millie. Moment wydawał się odległy, choć wydarzył się nie więcej niż godzinę temu. Może znacznie mniej. Czas ciągnął się od tamtej pory plastycznie; bez tej znajomej twarzy trzymającej go przy ziemi Peregrinus czuł się bezwładnie rzucony na łaskę proroctwa ciągnącego go przez kolejne minuty. Kroczył tą ścieżką pół ze snu, pół z jawy. Elementy przemieszały się. Chciał to odwlec, ale nie zrobił nic, żeby wtedy zatrzymać Moody — jej przeznaczeniem tego wieczora było lecieć, jego przyjść tu. Klęcząc przy runicznych inskrypcjach, Trelawney odwrócił się na Eremitę, który trzymał za nim lampion rozjaśniający mroki nocy — po czym wróżbita spuścił wzrok, zamrugał kilka razy. Gdy podniósł głowę, lampion lewitował sam. Tak jak powinien. Podniósł głowę wyżej: na Księżyc. Wspominał wróżbę tego poranka — nieprzyjemne uczucie tęsknoty za prawdziwością wszyte w kartę Księżyca. Niepokoiło go to, co poczuł, biorąc ją do ręki. Dotknął teraz ukrytej pod koszulą zawieszki w kształcie księżyca, którą dostał od Vakela tuż przed podróżą. Czy Dolohov wiedział, jeszcze zanim Peregrin wyciągnął kartę? Czy to przeczucie trzeciego oka kazało mu zdecydować się akurat na taki prezent? Peregrinus szukał w tym otuchy przed niewygodnym lękiem odcięcia od realnego świata, który szeptały mu wróżby. Skoro bowiem Vasilij widział wcześniej księżyc i drogę, może i jemu będzie dane znaleźć wyjście. Ale nie zgubił się jeszcze przecież. Słyszał w tle rozmowy dwóch innych uczestników wycieczki, widział przed sobą surowe cegły, czuł pod palcami żłobienia run — niewątpliwie prawdziwe. Gdy tylko jednak jego wzrok padł na uszkodzone runy zaklęcia maskującego, uczucie odrealnienia zostało przebite gwałtownym zaskoczeniem i zastrzykiem stresu. Mężczyzna zmarszczył w skupieniu brwi. Czy rozpoznawał te runy? Czy dało się choćby tymczasowo i prowizorycznie odnowić ochronę? rzucam WOŚ4 na próbę oceny tego, czy dam radę w miarę szybko naprawić runę lub wstawić gdzieś nową dzięki przewadze Pieczętowanie opartej na tej statystyce [roll=PO] Czarodziej podniósł się natychmiast, gdy usłyszał głosy mugoli. Chwycił swobodnie lewitujący do tej pory lampion i ustawił go twardo na ziemi. Otrzepał kolana z piachu, w pośpiechu zbliżył się do swoich towarzyszy. — Zdaje się, panno Rowle, że bez odpowiedniego instrumentarium magicznego, świec i przedmiotów, z których korzysta medium, nie będą w stanie nawiązać żadnego kontaktu — powiedział, ale wyraźnie myślami był w innym miejscu. Patrzył z niepokojem na zbliżającą się do nich grupę. — Ci ludzie nie powinni tutaj być. Zaklęcie odstraszające mugoli zostało przełamane. Uszkodzenie wygląda na ślady jakiejś istoty. — Nie miał pojęcia, czy Helena podzielała zoologiczne zainteresowania utożsamiane z jej rodziną i czy potrafiłaby rozpoznać źródło zadrapania; zerknął więc na nią kontrolnie, aby zobaczyć, czy dziewczyna zareaguje w jakiś sposób na tę sugestię. — Zdaje się, że nasz kurort korzystał z tego samego układu zabezpieczeń, co to miejsce. Powinniśmy zgłosić to jak najszybciej. — Tu przeniósł wzrok na Hannibala, który zdawał się w ich zespole najbardziej rezolutnym i czarującym. — Chciałbym wrócić i spojrzeć na to jeszcze raz… ale z tymi ludźmi za plecami — pokazał niezręcznie na mugoli — będzie to... trudne. // wykorzystane w poście: statystyka WOŚ, przewaga Pieczętowanie III RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Hannibal Selwyn - 13.03.2026 Hannibal uśmiechnął się ze współczuciem do Heleny. On również nieco inaczej wyobrażał sobie ten wyjazd. Gdyby termy były czynne, właśnie pławiłby się w masażach, kąpielach, saunach i ogólnym relaksie. Wobec jednak (tragicznego!) obrócenia wniwecz jego planów, postanowił odpoczywać nieco bardziej aktywnie i z radością powitał propozycję spaceru do ruin. Uśmiechnął się mimo woli, słysząc ojczysty język zakropiony mieszanką akcentów i pogardliwy epitet Heleny. Cholerni jankesi, rozbrzmiał w jego myślach głos Jessiego, jego osobistego Jankesa - renegata. Amerykanie byli głośni, nie szanowali ani lokalnych zasad, ani przestrzeni osobistej (byli tacy, którzy powiedzieliby, że pod tym względem Hannibal wcale nie był od nich lepszy). Ach, no i trzeba też było im oddać, że potrafili się bawić. Reakcja Heleny nie zachęcała jednak do dzielenia się z nią tym poglądem. Krótko zastanowił się, czy pokaz filetowania lokalnego druzgotka miałby być w wykonaniu mugoli z Ameryki, czy pracowników kurortu, ale tego pytania również wolał nie zadawać. Włosko-amerykańska grupa wpisywała się doskonale w stereotypy i zdecydowanie nie starała się być cicho. Czarodzieje doskonale słyszeli każde słowo. Wywoływanie duchów? Taaak, Amerykanie potrafili się bawić, Czasami aż za dobrze. - Czy oni nie powinni… no nie wiem, nie zauważać tych ruin albo coś? - szepnął cicho, kierując pytanie głównie do Peregrinusa. Może nie - jeżeli wierzyć rewelacjom dwóch czarownic, z którymi rozmawiał w kurorcie, amerykańscy intruzi nie byli pierwszymi mugolami, na których zaklęcia ochronne nie zrobiły większego wrażenia. Napotkał wzrok jasnowidza i przyjął jego niewypowiedzianą prośbę skinieniem głowy. Uśmiechnął się psotnie. - Spróbuję skłonić ich do odejścia. Zmierzwił palcami włosy i ruszył w stronę wciąż skrytej za załomem muru grupy. Po drodze rozpiął dwa górne guziki swojej lnianej koszuli (jak to len, wygniecionej, szczęśliwie i adekwatnie do jego celów) i wywlókł ją niedbale ze spodni. Ukazał się mugolom próbując wygładzić koszulę, celowo na tyle nieskutecznie, że wyglądał jeszcze bardziej niechlujnie. Westchnął pokazowo i podniósł wzrok na nieznajomych. - Ach, hmm, dobry wieczór - powiedział, udając rozkojarzenie i próbując ocenić, która z kobiet jest drugą Amerykanką - Wybaczcie, ale usłyszałem głosy. Nie spodziewaliśmy się tu towarzystwa - upchnął koszulę jako tako w spodnie i podszedł tak, żeby zająć miejsce między domniemaną parą Amerykanów. Objął ich lekko ramionami - Słuchajcie, jest taka sytuacja, przyszedłem z dziewczyną na romantyczny spacer. Jakbyście mogli... - posłał znaczące spojrzenie mężczyźnie - Hmmm, na długo tu jesteście? Dajcie nam jeden wieczór, obiecuję, że jutro nas tu nie będzie, będziecie sobie mogli do woli wywoływać duchy - kontynuował trochę przyciszonym głosem, z naciskiem kogoś, kto chciałby jak najszybciej wrócić do przerwanych zajęć. Dyskretnie skierował ich w przeciwnym kierunku. - Chociaż koleżanka ma rację, plaża jest zdecydowanie lepszym miejscem na śpiewanie przy winku. Kiedy morze jest spokojne, głos się dobrze niesie - zawyrokował z absolutną pewnością siebie. Charyzma - wciskam kit (chociaż właściwie to mówię samą prawdę, choć nie całą!) [roll=Z]
//Zdaje mi się, że używam Przewagi: Występy. RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Dearg Dur - 15.03.2026 Peregrinus pospiesznie ocenił stan pieczęci oraz runy i dysponował wiedzą jak ją naprawić - przynajmniej tymczasowo. Zaklęcie o tym zasięgu i mocy wymagało nakładu energii i czasu i po takim uszkodzeniu powinno być rzucone ponownie. Teraz jednak aby na jeden wieczór, prowizorycznie zapewnić im bezpieczeństwo, mógł poświęcić te kilka minut by dokonać renowacji runy. Nie przeszkadzałaby mu w tym Helena jeśli jej życzeniem byłoby sprawdzić co uszkodziło runę. Tymczasem Hannibal był w swoim żywiole. Grupka bez najmniejszego zawahania łyknęła jak młode jankeskie pelikany wszystko, łącznie z przeświadczeniem, że panna w połowie była już rozebrana, dlatego do nich nie wyszła. Do morza narzekali, że mają zbyt daleko, wszyscy jednak pozostali zgodni, że nie należy parze przeszkadzać. Finalnie grupowo zadecydowali, że pójdą po więcej alkoholu i wrócą tu za godzinę, może dwie i serdecznie zachęcali Hannibala do dołączenia przez nich "po wszystkim" do seansu spirytystycznego. Tura kończy się 18.03
Peregrinus, jeśli chcesz zrobić prowizoryczną runę, cały twój post musi być poświęcony tej Akcji (brak Rzutów, automatyczny Sukces). Helena, jeśli masz ochotę rozpoznać uszkodzenia, proszę aby jeden Rzut był na Percepcję z modyfikatorem +5 za każdą kropkę Wiedzy o Przyrodzie oraz poziom Opieki nad Magicznymi Stworzeniami RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Helena Rowle - 15.03.2026 Skinęła ochoczo głową na zawoalowaną prośbę ze strony Peregrinusa. Niestety, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ubiegł ją Hannibal, który przyjął zadanie wyproszenia wścibskich mugoli z terenu ruin. Helena uniosła brwi. Czy naprawdę chciał tak ryzykować? Mieli do czynienia ze wstawionymi niemagami ze zza oceanu, którzy ewidentnie nie znali umiaru. Kto wie, do czego byli zdolni i jak bardzo zależało im na imprezowaniu w tym konkretnym miejscu? Oczywiście, magia dawała im ogromną przewagę w wypadku konfrontacji, ale czy należało kusić los?
— Uważaj na siebie — rzuciła jakby w ramach ostrzeżenia, zerkając nieufnie w stronę, z której dobiegały odgłosy rozbawionych jankesów. — Mogą być nieprzewidywalni, więc... Urwała, zauważając, jak Selwyn przygotowuje się do tej ''misji''. Mogłam się domyślić, pomyślała przelotnie, tłumiąc w sobie głębokie westchnienie. Osobiście nie zdecydowałaby się na zagadanie do grupy mugoli w taki sposób, ale nie potrafiła odmówić Hannibalowi pewnego uroku. Jak mało kto wiedział, jak wykorzystać swoje atuty, a skoro już udało mu się wziąć szturmem londyńską scenę teatralną, to przekonanie paru osób do oddalenia się nie powinno mu sprawić większego problemu. Odprowadziła go wzrokiem, a następnie przyklękła z gracją przy nadgryzionej zębem czasu ścianie. Przez chwilę wodziła wzrokiem po symbolach, które utrzymywały tutejsze zaklęcia zabezpieczające w mocy, aż jej wzrok zatrzymał się na wspomnianych wcześniej przez pana Trelawneya uszkodzeniach. Cegła ewidentnie nie była w dobrym stanie, ale to jeszcze niczego nie dowodziło. Bądź co bądź, ruiny miały to do siebie, że niszczały. Ludzie, pogoda, czas... a czasem zwykła ignorancja ze strony odwiedzających. Helena mimowolnie przesunęła okulary niżej na nos, aby ciemne szkła nie utrudniały jej dostrzeżenia jej jakichś mniej rzucających się w oko szczegółów. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało jej to na robotę człowieka. Długie linie przypominały ślady pazurów, rozłożone inaczej niż typowe zadrapania. Czy to wykluczało humanoida? Nie do końca. Ale coś jej tu nie pasowało.Dziewczyna przechyliła lekko głowę w bok, przesuwając spojrzeniem po sąsiednich cegłach w poszukiwaniu podobnych uszkodzeń, próbując powiązać ślady z konkretnym stworzeniem. — Czy ten symbol jest w jakiś sposób wyjątkowy? — spytała Helena, zadzierając nieco głowę, aby spojrzeć na Peregrinusa. Nie zamierzała wydawać werdyktu bez pełnego obrazu sytuacji. Po chwili znów skupiła się na runach. Przyciągały jej wzrok swoimi układami, jednak nie była w stanie wiele z nich wyczytać. Pamiętała część znaków z zajęć szkolnych, ale w tym momencie nie porwałaby się na wykonanie autorskiego tłumaczenia. Na pewno nie bez podręcznika i paru ściągawek. Wykorzystanie Percepcji w oparciu o statystykę WoP i przewagę ONMS. (Percepcja) Próba identyfikacji pochodzenia zadrapań x1
[roll=Z]+10 (II. poziom WoP) +5 (I. poziom ONMS) =15 RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Peregrinus Trelawney - 17.03.2026 — Same ruiny nie są ukryte. Nałożono na nie runy odstraszające mugoli, lecz mogą oni zawsze zobaczyć to miejsce. Nie powinni móc do niego podejść — zreferował cicho swoim towarzyszom Peregrinus w odpowiedzi na pytanie Hannibala. — Kurort jest z kolei zamaskowany, lecz bez tego zaklęcia odstraszającego mogą do niego przypadkiem wejść. Nie interesował wróżbity sposób, w jaki Hannibal wziął się do przekierowywania uwagi mugoli na inne uroki turystycznej mieściny. Najważniejsze było to, że był w tym urzekająco skuteczny, a on mógł wraz z Heleną zbliżyć się do ściany, którą znaczyły uszkodzenia. Peregrinus, choć w pierwszej chwili skupił się głównie na runach, zerkał również co jakiś czas na dziewczynę, ciekaw tego, na co ta zwróci uwagę i czy wyciągnie coś z kształtu tego zadrapania. Przeszło mu przez myśl, że Rowle wyglądała na bliską w wieku do Lyssy, a jednak wydawała się od niej spokojniejsza i bardziej wyważona. Tak bardzo wróż przywykł do głośnej i porywczej natury Dolohóvny, że ta dziewczyna wydała się niecodziennym zjawiskiem. — Nie ma w nim niczego szczególnego — mężczyzna wyjaśnił znak, który został przełamany, oderwawszy się na moment od tworzenia w głowie koncepcji na renowację runy. — Problemem jest wyłącznie to, że zerwano ciągłość układu. Wahał się pomiędzy spleceniem zupełnie nowego runicznego wzoru, który szedłby ponad zniszczonym znakiem i omijał go, a działaniem na uszkodzonej runie. Pierwsza opcja gwarantowała zachowanie śladu pazurów czy kłów w nienaruszonej formie — z pewnością ułatwiłoby to dalsze badanie sprawy uszkodzenia. Wydało się to jednak Trelawneyowi rozwiązaniem wymagającym zbyt dużego nakładu czasu, którego mogli nie mieć, skoro raz już wydarzyło się najście. Zdecydował się więc nałożyć świeżą runę w miejsce tej uszkodzonej, na pogłębienie jej, dołożenie nowych warstw magii na to poszarpane, niestabilne miejsce. — Czy mogę? — zapytał Heleny, aby mieć pewność, że jeśli coś pójdzie nie tak, nie stracą żadnej informacji, którą w przeciwnym razie mogliby uzyskać. Jeśli otrzymał potwierdzenie, od razu przystąpił do kreślenia różdżką świeżego symbolu nad przełamaną runą. Powietrze rozgrzało się od wibrującej w nim magii, gdy znak złożony przez Peregrinusa powoli wżarł się w strukturę ściany, osadzając się głębiej niż sięgało zadrapanie. // wykorzystuję przewagę Pieczętowanie III RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Hannibal Selwyn - 18.03.2026 Gdyby Hannibal miał tendencje do wątpienia w swoje umiejętności aktorskie i przekonywania, w jego piersi pewnie rozlałaby się ulga. Ponieważ jednak porażka nie była opcją nawet, gdyby mugole nie kupili historyjki o kochankach w ruinach (chociaż, bitch, please, czyje serce nie zmiękłoby wobec młodzieńczego zauroczenia?), czuł raczej satysfakcję. Pozwolił, by doprawiła uśmiech wdzięczności, którym obdarzył rozmówców. Pasowała do roli - w końcu perspektywa powrotu do rzekomej oczekującej dziewczyny była tuż-tuż. - Dzięki, dzięki. Dwie godzinki, dobrze? - uwolnił ramiona dwójki turystów i zrobił jeden, niecierpliwy krok w stronę z której przyszedł. Na odchodnym polecił im jeszcze pierwszy lepszy bar serwujący lokalne alkohole, jaki wpadł mu w oko w miasteczku i ruszył z powrotem, uważnie jednak nasłuchując sygnałów ich odejścia. Kiedy zniknęli wzajemnie ze swojego pola widzenia, przeczesał palcami włosy, nadając im pozory ładu i poprawił koszulę bez śladu wcześniejszej niezborności w ruchach. Nie kłopotał się dopięciem górnych guzików. Dopiero w takim, nieco bardziej ogarniętym stanie, wrócił do Peregrinusa i Heleny. - Mamy jakieś dwie godziny, wystarczy? - zapytał, kucając obok pary czarodziejów przy murze. Wyjął z kieszeni różdżkę i wyczarowawszy niedbałym machnięciem małe, łagodne światełko o ciepłej barwie, przyglądał się z zainteresowaniem (choć bez szczególnego zrozumienia) runom. Nawet bez fachowej wiedzy widać było, że zostały uszkodzone. - To się samo stało, czy ktoś celowo rozpieprzył? - pochylił się lekko w stronę Heleny, nie chcąc rozpraszać Trelawneya. Ktoś… albo coś, przeszło mu przez głowę i odruchowo rozejrzał się dookoła w granatowej ciemności letniej nocy, ciemniejszej jeszcze w kontraście z jego magiczną latarką. Kiedy wróżbita zaczął pieczętowanie, Hannibal skupił uwagę na nim. Fachowcy przy pracy zawsze byli fascynującym przedmiotem obserwacji. Selwyn kolekcjonował w pamięci gesty, sposób poruszania i postawę ciała znajomych zajmujących się różnymi profesjami. Morpheus Longbottom sprawiał wrażenie, jakby nieustannie dźwigał całą wiedzę dostarczoną mu przez trzecie oko na własnych plecach. Gesty obscenicznie zgrabnych dłoni Anthony’ego Shafiqa, kiedy wróżył, były pełne namaszczenia, jakby celebrował rytuał religijny. Jonathan podglądał nici dyskretnie, czasami z lekkim uśmiechem błądzącym na ustach, jak ktoś mający dostęp do nieswojej tajemnicy. Jaki był Peregrinus? Głosy mugoli dawno ucichły w oddali i noc była wypełniona cykaniem świerszczy i pohukiwaniem jakichś ptaków. Szumem lekkiego, chłodnego wietrzyka. Cichym szelestem ubrań, kiedy któreś z nich zmieniało pozycję. Nieregularnym, delikatnym odgłosem różdżki ocierającej się o kamień, kiedy Peregrinus nakładał nową pieczęć w miejsce tej zniszczonej… Spokojem. …zniszczonej przez kogoś, albo coś. Napięciem. Coś… żywego? Hannibal obserwował pracującego czarodzieja, ale wsłuchiwał się w nieznajomy zestaw dźwięków, znacznie bardziej tajemniczy, niż w świetle dnia. Percepcja - nasłuchuję sam nie wiem, czego [roll=N]
//Zawada: Miastowy. Hannibal nie czuje się szczególnie pewnie w nocy poza miastem. RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Dearg Dur - 21.03.2026 Helena przyjrzała się zniszczonej runie, niczym wykwalifikowany śledczy, drobiazgowy i doświadczony znawca tematu uszkodzeń odzwierzęcych. Zęby szczura. Pazur mysz. Dziub ptaka. Kolejni sprawcy, kolejne uszkodzenia. Żaden człowiek, a zmasowany przypływ okolicznej fauny bardzo celowo i bardzo konsekwentnie atakujący bardzo konkretny cel. Nie było w tym punkcie z kolei niczego interesującego z poziomu zwierzęcia (a na pewno nie z poziomu tak wielu gatunków). Najważniejsze - były one powszechne w okolicy i coś lub ktoś musiał nakazać im tą prostą aktywność. Jedyne co przychodziło w tym momencie Helenie do głowy to... ...opętanie.
Komuś zależało na tym, by zasłona opadła i by mugole zaczęli nawiedzać to miejsce. I raczej, skoro musiał wysługiwać się zwierzętami, nie był on żywy.Tymczasem Hannibal interpersonalnie błyskawicznie uporał się z tym kryzysem, Peregrinus zabezpieczał przestrzeń, by na kilkanaście, kilkadziesiąt godzin mieli spokój. Aktor nie chcąc przeszkadzać pozostałej dwójce w ich działaniach, zaczął nasłuchiwać i... huk Dobiegał z przyklejonego do ruin kurortu. Z okolic łaźni, na ile Selwyn był w stanie ocenić. Tura trwa do 24.03
Gratuluję wysokich rzutów i barwnych opisów! Ze względu na działanie Peregrinusa i Hannibala rozprawiliście się błyskawicznie z problemem mugoli, sukces na kości Heleny zapewnił Wam kolejną Wskazówkę. Hannibal - ponieważ masz Sukces na nasłuchiwaniu Twoja postać wie, że coś się dzieje w okolicach łaźni. Tym samym otwierasz ścieżkę fabularną umożliwiającą przeniesienie się do wątku LimonCello. RE: [Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów - Helena Rowle - 24.03.2026 Pokiwała głową, chociaż na jej twarzy pojawiła się wyraźna zmarszczka, gdy Trelawney dzielił się z nią wyjaśnieniami na temat zniszczonej runy. W pierwszej chwili sądziła, że uszkodzenie układu w tym miejscu wynikało z tego, że ta konkretna runa była głównym spoiwem systemu obronnego. Skoro jednak zdaniem Peregrinusa była jedynie zwykłym elementem ciągu, to nie miało to większego sensu. Nie znaczyło to, że Helena nie miała już przygotowanego alternatywnego wyjaśnienia. Wzięła głęboki oddech.
— To aż nazbyt dużo czasu. Ślady są dość... hmm… łatwe do zinterpretowania — odparła na pytanie Hannibala, podnosząc się powoli z ziemi. Wygładziła niespiesznie materiał sukienki, który zagniótł się mniej więcej w okolicy kolan.— Widzę ślady szczura, myszy i jakiegoś ptaka. To zapewne uderzenie dziobem ostatecznie wykończyło runę. Mam jednak wątpliwości co do tego, czy cała trójka działała... z własnej woli. Wskazała na sąsiadujące z naruszoną runą cegły, którą właśnie próbował doprowadzić do porządku Peregrinus. — Reszta konstrukcji, owszem, nie jest w dobrym stanie, ale nie widać tam tak poważnych uszkodzeń. O ile zaklęcia nie wywołują jakichś zmian w zachowaniu lokalnej fauny, to podejrzewam działanie czynnika zewnętrznego. Czegoś świadomego. Kogoś świadomego, kto nimi pokierował — Trudno było jej uwierzyć, że trzy różne gatunki zwierząt mogły zdecydować niezależnie o ataku w to samo miejsce muru. — To raczej nie byli animagowie. Trójka w jednym miejsc? Wątpliwe. Jak już to stawiałabym na ducha. Pomniejsze opętanie, gdzie każde ze zwierząt było opanowywane w nieregularnych odstępach czasu. Nie potrafiła ocenić, co było powodem takiego, a nie innego działania. Widziadła nie znajdowały się nigdy w głównej sferze jej zainteresowań. Może duch nie miał wystarczająco dużo energii, aby przejąć kontrolę nad kilkoma osobnikami naraz? A może lokalna fauna była bardzo uboga w tym okolicach? Kto wie, zaklęcia narzucone przez właścicieli kompleksu również mogły się do tego przyczynić; czary zwodzące mogły odpędzać stąd nie tylko mugoli, ale także większość zwykłych zwierząt. — To miejsce faktycznie może być nawiedzone — podsumowała z ciężkim westchnieniem. Do czego to doszło, żeby niespełna osiemnastoletnia turystka musiała rozwiązywać takie zagadki na wakacjach? Czyż nie od tego był personel hotelu? Pracownicy włoskiego Ministerstwa Magii? Brytyjczycy już dawno otoczyliby cały teren przez zespoły co najmniej trzech różnych departamentów. |