Secrets of London
[12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody (/showthread.php?tid=5813)



[12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Dora Crawford - 11.03.2026

- Dostałam niedawno jajko! - oznajmiła wesoło Dora, stojąc z Woodym przed wejściem do Księżycowego Stawu. Przed nimi rozpościerał się widok na tyły posiadłości, gdzie po burzliwym wrześniu dało się zauważyć znaczące zmiany. Część chwastów została wykarczowana, a trawa doprowadzona do rozsądnej długości, chociaż było widać że zdążyła już nieco odrosnąć. Pojawiły się też ciemne placki ziemi, które zwiastowały miejsce wygospodarowane na zasadzenie nowych ziół i magicznych roślin. Nie było tego sporo, bo Crawleyówna większość planowała na planowaną szklarnię. - Wyglądało jak taki spalony ziemniak, a że jakiś czas temu coś sobie czytałam gdzieś o podobnych fenomenach, no to stwierdziłam że wsadzę je do ognia. I wiesz co? Wykluł się z tego pisklak. Dzisiaj przyniosłam go tutaj, bo wrzuciłam jajko do ognia u Brenny. I jak rozmawiałam z Bren, to w sumie by było dobrze zaaranżować jakąś sowiarnię chyba, bo coraz więcej tych ptaków. A jak dobrze pójdzie i ten mój pisklak podrośnie to będzie taki cały czarny i będzie sypał iskrami. Głównie będzie ładnie wyglądać - założyła ręce za siebie, lekko kołysząc się z pięt na palce, kiedy opowiadałam Tarpowi o nowym pupilu. - Tylko nie wiem co wtedy z tym poltergeistem co go mamy na strychu. Ja jestem za tym, żeby go zostawić i zbudować ptakom coś nowego.

!Zakon A1


RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Pan Losu - 11.03.2026

Zostaliście poproszeni o przeszukanie biblioteki Księżycowego Stawu za konkretną informacją. Podczas prac natykacie się na przedstawiający mroczny las obraz, który prawdopodobnie któryś z poprzednich właścicieli zamierzał zabrać, już spakowany do wysyłki. Wymaga odnowienia, ale bez wątpienia został stworzony ręką wprawnego artysty… Problem polega na tym, że kiedy któreś z was dotyka jego powierzchni, zostajecie wciągnięci do środka obrazu. Znajdujecie się w środku starego lasu, w którym nie działa teleportacja i z różnych stron dobiegają dziwne szepty. Dopiero po dobrych dwóch godzinach wędrówki udaje się wam dotrzeć do punktu, z którego możecie się teleportować.


RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Woody Tarpaulin - 12.03.2026

Były osoby, przed którymi Woody wstydził się tego, kim się stał. Nie był to Godryk Longbottom i nie była to Tessa, Jonathan czy Aaron. Były to dziewczyny, które pamiętał jako małe szkraby, a one znały go do pewnego momentu wyłącznie jako dobrego wuja: Brenna, Hestia czy Dora. W ich obecności stary odczuwał zawód samym sobą i niczego nie pragnął bardziej niż stać się znów kimś, kim od dawna nie był.
Czuł na sobie brudną skorupę Nokturnu, nawet kiedy był wymyty, czysto ubrany i trzeźwy.
Gdy stawała przed Tarpem wesoła zielona istota, ten radosny elfik o kryształowym sercu, rynsztokowy język, jaki rozplenił się w ustach pana Longbottoma, wydawał się nagle kompromitujący. Czarodziej szukał przykurzonych przyzwoitych słów, lecz nawet jeśli je znajdował, i tak towarzyszyła im pijacka chrypka, a po głowie krążyły myśli, czy tak samo zestarzałaby mu się twarz, gdyby tyle nie chlał.
Powinien na tym podwórzu siedzieć z Dorą szanowny pan detektyw w mundurze, nie stary Nokturniarz w kowbojkach i śmiesznym kapeluszu.
I gdzie się takie ptaki dostaje, hę? Pokazałabyś no tego pisklaka — zachęcił, bo skoro Dorę cieszył ptaszek, to nie było przeszkód, aby i on nie mógł pocieszyć nim chwilę oka. — Spokojna głowa — machnął ręką na te uwagi o poltergeiście — jeśli się go będą pozbywać, włos mu z głowy przy tym nie spadnie. Swoją drogą, jak już wspomniałaś o Bren — stary podrapał się po głowie i sięgnął do kieszeni spodni po wymiętą karteczkę — kazała mi tu sprawdzić coś takiego — zmrużył oczy, lecz była to raczej kwestia problemów z własnym charakterem pisma niż ze wzrokiem — Nobby Leach, skandal z szóstego lipca sześćdziesiątego siódmego. Już nie pamiętam, holender, który to był. Tyle się wtedy tego podziało. Jak ci się nudzi, mała ogrodniczko, możesz skoczyć ze mną szybko na górę po Proroka i zaraz wracamy na dwór oddychać, póki jeszcze znośna pogoda.


RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Dora Crawford - 21.03.2026

Dorze absolutnie nie przeszkadzał fakt, że Woody był tym kim był. No bo jakby nie był sobą, to byłby kimś zupełnie innym. Kto wiedział, czy ćwierkałaby do niego tak przemile, gdyby nie stał tu w kowbojkach i śmiesznym kapeluszu, a poważnym mundurze detektywa. Może ograniczałaby słowa, odrobinę niepewna jak otwarcie powinna mówić przy kimś tak poważnym, jak zdarzało jej się przy Alastorze. A może zwyczajnie uciekałaby od niego wzrokiem, jak to robiła przy Aaronie?

- No, ja na przykład dostałam. Ale Brenna powiedziała, że jej ktoś coś takiego sprzedał pod domem w niemagicznym Londynie. Ja jej wtedy w sumie powiedziałam, bo nie wiem czy wiesz, ale mugole mają takie śmieszne jajka. One są owinięte w bardzo cienki srebrny metalowy kubraczek i jak się je odwinie, to w środku jest czekoladowe jajko, ale to nie koniec, bo jak się to jajko otworzy, to tam jest kolejne jajko, ale już plastikowe, a jak się i to jajko otworzy to tam jest zabawka taka malutka - opowiedziała mu wszystko dokładnie, bo ją absolutnie fascynowały te kinder niespodzianki i miała szczerą nadzieję, że Bren sprzeda ten pomysł Norze i oto zacznie się jakiś jajkowy boom wśród czarodziejów.

Dora pochyliła się nad karteluszką zaciekawiona, nie komentując ani tych bazgrołów (pewnie bazgrałaby sto razy gorzej, gdyby skończyła swoje medyczne praktyki), ani tego że może Woody potrzebuje okularów, skoro nie może się rozczytać (przydałaby się tutaj do tego Asenka). Pokiwała obsypaną kwiatkami głową, na temat kwestii Nobby'ego Leacha i można było przez chwilę dostrzec, że chyba próbuje tę informację znaleźć w głowie. Pamięć ją jednak zawodziła, co w sumie przyjęła bez większych problemów - w sześćdziesiątym siódmym to ona jeszcze w Hogwarcie była, więc równie dobrze mogło ja to całkowicie ominąć.

- Mogę pokazać pisklaka, ale to potem. Jest u mnie w pokoju. A teraz możemy iść po Proroka. To do biblioteki - uniosła dramatycznie palec, by zamaszystym gestem określić kurs do wnętrza posiadłości i na właściwe pomieszczenie, maszerując do środka.




RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Woody Tarpaulin - 22.03.2026

A od kogo to takie podarunki? — zapytał, bo jak powszechnie wiadomo, za darmo to rzadkość nawet w mordę dostać. Od razu więc ta wzmianka o prezencie wzbudziła podejrzenia Tarpaulina, szczególnie że inny egzemplarz jaja odnalazł Brennę w Niemagicznym Londynie. Podejrzana sprawa, choć nie zamierzał też żadnej z dziewczyn odmawiać rozumu. Jeśli Dora przyjęła jajko, musiała być pewna, że nie ma w nim nic złego, ale ostrożności nigdy za wiele. — Spożywcza matrioszka, rozumiem, rozumiem. Zmyślne. — Stary pokiwał głową z najwyższą powagą.
Woody nie potrzebuje okularów. Nie ma konieczności, aby Asena interweniowała. A tymczasem udajemy się do biblioteki, która — jak się okazuje z opisów lokacji — wcale nie znajduje się „na górze”, lecz na parterze. Poszli więc prosto przez korytarze Księżycowego Stawu do tej zakonnej skarbnicy wiedzy nieobjętej klauzulami tajności.
Odnalezienie regału, na którym leżały archiwalne numery czołowego magicznego szmatławca okazało się całkiem intuicyjne. Gazetki były ułożone prawie chronologicznie, z drobnymi wyjątkami.
Siedemdziesiąt jeden. Siedemdziesiąt. Sześćdziesiąt dziewięć… — wyliczał pod nosem Woody, przerzucając pospinane w miesiące pakiety makulatury, żeby dostać się do upatrzonego roku.
Nie osiągnął jednak nawet sześćdziesiątego ósmego, ponieważ dotarł do części szafy przystawionej zapakowanym w szary papier obrazem. Nie jest to wielka przeszkoda: czarodziej wziął ramę w dłonie i miał ją przestawić, lecz jakoś mu się łapa omsknęła i palec przebił się przez papier pakunkowy. Woody cmoknął i patrzył chwilę w milczeniu na zniszczenia, ale wzruszył ostatecznie ramionami.
Trudno, nic się nie stało — mruknął, bo przecież rolka szarego papieru majątkiem nie była. — Myślisz, że to nasze? — zapytał Dorę, przyglądając się znalezisku. — Chyba nie. Zbyt zakurzone. — Z drugiej strony w starych, długo nieużywanych domach wcale wiele czasu nie trzeba było, aby na byle czym osiadła pokaźna kołderka kurzowa. — Żem już naderwał, to i tak po wszystkim. Można równie dobrze cały ten papier zdjąć. — Jak stary zapowiedział, tak zrobił. Ściągnął szeleszczące opakowanie, ukazując im obojgu malowidło mrocznego lasu. Odchylił się nieco do tyłu, aby przyjrzeć się mu z dystansu. — Powiem ci, takie nawet niczego sobie.


RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Dora Crawford - 23.03.2026

- Od rodzeństwa - wyjaśniła grzecznie (a ja proszę o niedopytywanie bo nikt nigdy nie ustalił dokładnie jakie ja mam to rodzeństwo i ile). Wydawało jej się to wystarczającym argumentem za tym, że nie stała z tyłu jakaś interesowność. - Czytałam sobie o nich gdzieś. W sensie bo to takie nietutejsze te jajka, bardziej zza żelaznej kurtyny do nas przychodzą. Pewnie ktoś zrobił zakup, a że no... nie każdy sobie teraz może na to pozwolić, to może próbuje się tego tym szybciej pozbyć - wzruszyła ramionami, bo prawa ekonomii i handlu to jednak nie była jej broszka i mogła zwyczajnie się w jakiś sposób tutaj przeliczyć.

Woody zaczął przekopywać gazetki, szukając odpowiedniego rocznika i numeru, a ona nie chciała mu w tym aż tak przeszkadzać. Wierzyła w wujka niemal bezgranicznie, jeśli chodziło o zrozumienie, jak działają ciągi liczbowe i który numer występuje po jakim, dlatego sama złapała parę książek, które ktoś zostawił na jednym ze stołów, i postanowiła odstawić je na miejsce. Wsuwała woluminy delikatnie i z troską, wracając nieco uważniejszym spojrzeniem do Tarpa, kiedy dało się usłyszeć dźwięk drącego papieru.

W pierwszej chwili zmartwiła się, że podarł jakąś książkę. Na całe jednak szczęście (głównie dla niego, bo nie łamał właśnie jej serca) nie ucierpiał ani żaden tomik, ani też gazeta. Zamiast tego był obraz, zawinięty w szary papier, teraz naruszony.

- Nie jestem pewna. Znaczy chyba musi być? Ale nie przypominam sobie żeby Millie mówiła o robieniu czegoś takiego, ani też żeby ktokolwiek mówił że coś takiego ma i to tu zostawać - stanęła obok Clemensa, przyglądając się całości i nie oponując kiedy postanowił rozpakować pakunek. W sumie sama była ciekawa co też obraz krył w sobie.

- Ładny las, może jakiś tutejszy? - kucnęła sobie przed obrazem i wyciągnęła rękę. Chciała sprawdzić fakturę farby gdzieś na granicy cienia, czy to może nie wydruk bo podobno takie sztuczki były coraz bardziej popularne, ale kiedy tylko dotknęła płótna, coś się zmieniło. Skręciło ją, w ten charakterystyczny sposób kiedy na ciało człowieka działała magia translokacyjna i zanim się obejrzała... był las.




RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Woody Tarpaulin - 29.03.2026

Skoro prezent pochodził od rodzeństwa, Woody nie miał powodów dalej o ptaszka dopytywać. Gdy usłyszał: „dostałam”, od razu pojawił mu się przed oczami wizerunek szemranego typa spod ciemnej gwiazdy, który za rogiem Pokątnej rozdaje niewinnym dziewczynom podejrzany towar niby za darmo… a wszyscy wiemy, co za darmo można.
Woody oczywiście umiał liczyć, i to przynajmniej do dziewięćdziesięciu sześciu, bo na tylu procentach kończyły się zwykle spirytusy.
Ktokolwiek by tu tego nie zniósł, teraz jest już nasze. — Wzruszył ramionami. Dom Brenna kupiła, zdaje się, z wyposażeniem, więc ten malunek im się po prostu należał. — Takie to ponure, że ja bym powiedział prędzej, że inspirowane Little Hangleton, nie?
Mroczna sztuka to jeszcze nie był powód do podejrzeń. Czasami te najmroczniejsze obrazki zamawiali sobie najsłodsi ludzie. Pozory potrafiły mylić, nadmierna podejrzliwość prowadziła do obłędu… któż mógł się spodziewać, że gdy Crawleyówna dotknie powierzchni obrazu, przestrzeń wokół niej zakrzywi się od aktywowanej magii translokacyjnej?
— Dorka! — Stary wuj miał wbrew pozorom refleks i zareagował szybko, łapiąc dziewczynę w pasie, żeby ją odstawić od obrazu. Być może refleks i działanie przed myśleniem nie w każdej sytuacji popłaca, bo Tarp osiągnął tylko tyle, że go pociągnęło za młodą. Odstawił ją więc bohatersko — ale na pobocze leśnej ścieżki.
Ledwo się czarodziej zorientował, że jego ratunek się nie udał, zaklął i kopnął czubem buta piach na wydeptanej dróżce, wznosząc w powietrze kłąb pyłu.
No tośmy trafili. — Pokręcił głową, nie mogąc się pogodzić z porażką. — Nienawidzę takich niespodzianek. Powinni przepchnąć wymóg w prawie, żeby to diabelstwo oznaczać. Pewno za tym stoją jakieś sztuczki Averych. — Machnął zeźlony ręką.
Otaczały ich zewsząd mroczne drzewa, spomiędzy których — jakby tego było mało — coś szeptało niepokojąco. Woody’emu się nawiedzone gaje bynajmniej nie kojarzyły dobrze, szczególnie odkąd coś opętało godrykowy las, a w sąsiadującej z nim Dolinie Godryka do niedawna uparcie mieszkała samotnie Quintessa.
Tarpaulin nie próbował jednak teleportować się z tej pułapki od razu. Zwyciężyła ciekawość. Zrobił kilka kroków w gęstwinę, spodziewając się natrafić na granicę tego dzieła bądź ukrytą w nim ciekawostkę. Nic takiego się nie stało. Krajobraz pozostał tak samo monotonny i niezmierzony.


RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Dora Crawford - 30.03.2026

Słowa Woodiego pewnie powinny wprawić Dorę w chociaż odrobinę zastanowienia, bo ale jak to Little Hangleton. Może powinna zmrużyć oczy, przyjrzeć się mu nieco uważniej, no bo jak była mowa o tym specyficznym miasteczku, to i może obraz był jakiś nawiedzony? Żeby nie powiedzieć z miejsca dosadniej i użyć słowa czarnomagiczny. Dziewczynie jednak wydawało się, że cokolwiek nie kryło się za tym obrazem, to nie mogło być to nic złego, głównie dlatego że przecież znajdował się w Księżycowym Stawie, a ten był teraz uznawany za bardzo, ale to bardzo bezpieczne miejsce. No i co mógł zrobić taki ponury obraz co?

Wessać, jak się miało okazać.

Magia mlasnęła z pewnym rozleniwieniem i wypluła dziewczę w mrocznym lesie, który przed chwilą mogła sobie oglądać na płótnie. A było nie dotykać, to podobno całkiem dobra rada była, by nie rzucać się z rękoma na nieznajome rzeczy, ale no kto by pomyślał? Dora westchnęła z jakimś takim zastanowieniem, w którym tkwił przynajmniej gram niepokoju, kiedy Tarp odstawił ją na swoje własne nogi.

- Oh, jak tu wszystko prawdziwie wygląda - zakomunikowała z pewnym zdziwieniem, no bo po takich obrazach chyba można było się spodziewać wielu rzeczy. Na przykład tego, że jak się do jednego trafi, to wszystko będzie niczym nakreślone pędzlem. - Takie sztuczki wydają się całkiem poręczne... Znaczy może nie teraz, tak? Ale tak ogólnie - pomacała trawę, bo czasem ciężko się było uczyć na błędach. A przynajmniej nie spodziewała się, że ją wciągnie do kolejnego kieszonkowego wymiaru.

- Myślisz, że to jakieś duchy? - zapytała cichutko, już wyprostowana i robiąc w ślad za wujem parę kroków, kiedy dookoła rozlegały się przedziwne szepty. Nie to żeby się bała, bo nic jeszcze na nich nie wyskakiwało, ale... ale zawsze mogło i to był chyba problem.




RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Woody Tarpaulin - 09.04.2026

Gdyby zapytać Woody’ego, czego się on spodziewał w obrazie, to by odrzec nie umiał. Nigdy się w tychże iluzjach obrazkowych nie specjalizował — wiedzieć mu wystarczyło, że to podstępne paskudztwo i że się da po obrazach chodzić, a czasem to i między obrazami. To wiedział szczególnie, bo mu się czasem portrety tłukły nielitościwie. Taka to magia.
Tarp pokiwał zgodnie głową, gdy mu Dora zwróciła uwagę, że wszystko wokół jest nader prawdziwe.
Może to nie obraz, tylko jaki świstoklik i gdzieś nas wywiało — rzucił swobodną myśl, bo cała ta sceneria była faktycznie z podejrzaną dokładnością odwzorowana.
Im więcej jednak mężczyzna robił kroków, tym większą repetytywność dostrzegał w tych krajobrazach. Nie do końca jakby krążyli w pętli, bo szczegóły zmieniały się, lecz las ani się nie przerzedzał, ani nie zagęszczał, a szepty dochodziły jakby zawsze z tej samej odległości, niezależnie gdzie się Dora z Woodym przemieścili. Mimo więc złudzenia prawdziwości stary był niemal pewien, że z niczym prawdziwym tu nie mają do czynienia.
Jak przystało na siłę niszczycielską, Woody Tarpaulin zaczął swoje wnikliwe badania lasu nie od ugłaskania trawki, a od czegoś bardziej destruktywnego: dziad sobie ułamał gałązkę z pierwszego lepszego drzewa. Podrzucił ją w rękach, upewniając się, że obiekt ma ciężar, po czym zwrócił się do czarownicy:
Znalazłby człowiek na to zastosowanie, ano. Tylko skąd to brać? Nikt u nas tego robić nie umie. — U tajemniczych nas, nie w Zakonie, bo kto wie, co to za obraz i czy aby nie zapamiętuje, co się w nim powiedziało.
Woody zerknął ponownie na drzewo, z którego ułamał gałązkę. Nie mógł teraz odnaleźć miejsca, z którego ją zabrał, jakby to nigdy nie istniało. Czarodziej zmarszczył się na twarzy, odrzucił patyk w ściółkę. Duchy zaproponowane przez Crawley nie brzmiały aż tak absurdalnie. Egzorcyzmy to kolejna dziedzina, w jakiej się ex-detektyw absolutnie nie specjalizował, lecz wiedział, że do Samhain trzeba ducha w czymś przetrzymać. Czemu nie w obrazie?
Lepiej nie ryzykować. Obejrzyjmy to sobie jeszcze z zewnątrz. Dasz radę się deportować do biblioteki? — zapytał, zamierzając posłać dziewczynę przed sobą, aby nie pozostała w tym miejscu sama, gdyby przypadkiem coś poszło nie tak.


RE: [12.10.72, Księżycowy Staw] Circle of pine and red oak | Dora & Woody - Dora Crawford - 10.04.2026

- Może - odpowiedziała króciutko. To zawsze była jakaś możliwość, ale świstokliki miały określone zasady dzięki którym funkcjonowały, nie była więc taka pewna że trafili na taki. Dodatkowo był opakowany w szary papier, jakby ktoś wcześniej już go miał w rękach i przeznaczył do wysyłki. Nie odrzucała jednak tej teorii całkowicie, bo nie miała ku temu odpowiednich podstaw.

Patrzyła na ten urwany badylek, ale nie miała w tym wypadku żadnych zastrzeżeń. W końcu to było drzewo, a nie kopanie biegających dookoła wiewiórek, których, jak się w sumie nad tym zastanowiła, to wcale tutaj nie było. Las żył, ale jakimś własnym, wypaczonym życiem, które wypełniały tajemnicze szepty.

- No u nas nie, ale... chyba nie ma problemu coś takiego zamówić? W sensie chyba nikt nie prowadzi ewidencji takich zamawianych portretów, ani przesadnie nie inwigiluje pejzaży? - chyba bardziej w tym momencie pytała niż stwierdzała fakty, bo może jakiś nawiedzony artysta miał ku temu ciągoty, kto wie. - Ale w sumie gdyby tak przechodzić nie w obrazy, a między obrazami? Oo, albo nie obrazami, ale są te, no szafki zniknięć, tak? To by było całkiem sprytne - ustawiłoby się takie komody w strategicznych przejściach i voila, mogliby szybko przechodzić. A jeśli nie potrafiło się odpowiednio szafki ustawić, to wtedy nie dało się za kimś podążyć.

- Mogę sprawdzić, ale... - już prawie unosiła różdżkę, żeby to przetestować, ale zwęszyła podstęp, który zastanawiał na nią Woody, bo inaczej się tego nie dało określić. - Ale nie chcę cię zostawiać samego. Co jak coś cię zje?