Secrets of London
[18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [18/10/1972] próba ognia || erik & heather (/showthread.php?tid=5816)



[18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Erik Longbottom - 12.03.2026

—18/10/1972—
Okolice Księżycowy Staw, Wielka Brytania
Erik Longbottom & Heather Wood



Od powrotu drużyny Zakonu Feniksa z przeklętej wyspy kwintopedów minęło już parę dni. W tym czasie wszelkie plany na stanie się właścicielem tamtejszego zamku kompletnie wyparowały z głowy Erika. Nic dziwnego - po tym, czego tam doświadczyli, perspektywa zamieszkania w tym miejscu byłaby czystym szaleństwem. Nie chodziło już nawet o te okropne stwory, z którymi miał okazję zmierzyć się w towarzystwie Heather, a o te wszystkie pułapki, które były ukryte głęboko w lochach starej budowli.

Nadal odczuwał głęboki niepokój na myśl o klatce, która wykorzystała przeciwko niemu jego własny strach. Nie chciałby natknąć się na podobną niespodziankę na własną rękę. Kto wie, może wtedy w ogóle nie udałoby mu się wydostać z potrzasku? Longbottom pokręcił stanowczo głową, zaciskając prawą pięść na tyle mocno, że aż pobielały mu kłykcie. Wiedział, że te wspomnienia nie oddalą się od niego zbyt szybko, ale nie mógł cały czas rozpamiętywać tej sprawy. Zwłaszcza że teraz dostali inne... bojowe... zadanie od Brenny.

Jak bardzo ufamy temu świstoklikowi? — rzucił przez ramię Erik do swej rudowłosej towarzyszki. — Nie żebym nie wierzył swojej siostrze, ale mam wrażenie, że takimi testami powinien zająć się ktoś bardziej wprawiony w magii translokacyjnej.

Zmarszczył czoło. Z drugiej strony, czy znajomość tego typu zaklęć mogła jakkolwiek ocalić człowieka, gdyby okazało się, że artefakt będzie wadliwy? Czy da się dzięki temu uniknąć rozszczepienia? Longbottom westchnął ciężko. Byli już dobry kawałek dalej od posiadłości Księżycowego Stawu, a wśród rozciągających się przed nimi drzew miał znajdować się stary świstoklik, który ponoć miał ich zabrać w odpowiednie miejsce.

Obyśmy nie wpadli znowu w jakieś kłopoty — mruknął pod nosem, pocierając jedną dłonią o drugą. Robiło się coraz chłodniej, a porywisty wiatr zdawał się dopadać człowieka wszędzie - żywiołowi nie robiło różnicy czy pomiatał ludźmi w Dolinie Godryka, czy Londynie. — Jak tam powrót do rzeczywistości po naszym ostatnim... wypadzie?

W gruncie rzeczy cieszył się, że Heather nie zabrała się wtedy z nimi do piwnicy. Nie, żeby nie ufał w jej umiejętności; widział już na własne oczy, że dziewczyna świetnie odnajduje się w niebezpiecznych sytuacjach, jednak... Czuł swego rodzaju ulgę, że reszta drużyny nie musiała mierzyć się z tą przypominający bogina pułapką. Nie musieli dzielić każdego traumatycznego doświadczenia, nawet jeśli wszyscy służyli w Zakonie Feniksa.

!Zakon A2



RE: [18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Pan Losu - 12.03.2026

Dostaliście świstoklik i adres pewnego specjalisty, mającego zakład w Paryżu, który ma przygotować paczkę (z towarami lub informacjami zgodnymi z waszymi przewagami, waszym zadaniem jest więc ją sprawdzić). Na miejscu okazuje się, że świstoklik powrotny się zacina, i musicie skorzystać z promu, aby wrócić do Anglii. Specjalista oferuje wam bilety na niego i podwózkę, ale zanim to nastąpi, macie trzy godziny na zwiedzenie miasta – bawcie się dobrze!


RE: [18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Heather Wood - 13.03.2026

Heather Wood ostatnio nie narzekała na nudę. Zaliczyła całkiem interesującą wizytę na zamek ze swoimi zakonowymi koleżkami, w którym z początku chciała zamieszkać. Duchy, które tam spotkała postanowiły ją jednak zamrozić, co potraktowała jako obrazę, zresztą zamek znajdował się na wypizdowie, a ona była młoda - wolała mieszkać w mieście, szybko więc zapomniała o tym, że w ogóle rozważała to, że może kupić tamtą posiadłość.

Była nieco rozczarowana, bo miała zaliczyć kolejną wycieczkę ze swoim nowym najlepszych kolegą dwa dni temu, ale kilka dni wcześniej został pokiereszowany przez bestię przez co ona się nie odbyła, na szczęście miały pojawić się kolejne możliwości. Tak wiele działo się w jej życiu! Nie mogła narzekać na nudę i to było wspaniałe, bo Ruda nie znosiła nudy. Miała obiecane, że odbędą jeszcze tę wyprawę, która nie doszła do skutku, a dzisiaj pojawiła się tutaj, aby załatwić jakieś rzeczy dla zakonu. Wspaniale! To było dużo bardziej pasjonujące od patrolowania ulic Londynu.

Towarzyszyć miał jej Erik, co uznała za całkiem sympatyczną niespodziankę, bo lubiła z nim współpracować. Miała do niego zaufanie, trochę już razem przeżyli, zresztą powinna mu podziękować za namiary na klątwołamacza, nie spodziewała się, że ta krótka informacja, aż tak zmieni jej życie, dzięki niemu przecież spotkała kogoś wyjątkowego, z którym od razu złapała więź inną niż wszystkie, a nawet nie wiedziała, że potrzebuje kogoś takiego w swoim życiu.

Humor jej dopisywał, a jakże, uśmiechała się więc od ucha do ucha, jesień była całkiem przyjemna, wiatr muskał jej twarz i plątał włosy, nie miała na noc narzekać, a co najważniejsze jeszcze mogła tu przylecieć na miotle.

- To nie tak, że nie ufam Brennie... - Starała się brzmieć bardzo neutralnie. - ale nie znoszę się teleportować, świstokliki to trochę podobny środek transportu, więc ogólnie, z zasady im nie ufam, nie tylko temu jednemu, a wszystkim z ich gatunku. - Dodała na usprawiedliwienie swojej opinii.

- My, razem, w kłopoty? No coś Ty, to będzie na pewno wspaniała zabawa. - Nieco inaczej patrzyła na ich wspólne doświadczenia. - Obiecasz mi, że jak gdzieś zgubię po drodze rękę, albo nogę to ją znajdziesz? - Przeniosła jeszcze wzrok na Longbottoma. Kto wiedział, jak przebiegnie ich podróż, a zdecydowanie wolałaby mieć po niej wszystkie kończyny, były jej przecież jeszcze potrzebne.

- Powrót całkiem spoko, chociaż jeśli mam być szczera to wolę takie wypady niż pracę w BUMie. Jest nudniejsza. - Niby mogło być gorzej, mogła utknąć w jakimś nudnym biurze w ministerstwie, ale jednak miała chyba prawo ponarzekać. - On ma nas przenieść do Francji? Tu jest napisane, że ten pomiot szatana ma nas tam przenieść. - Pokazała Erikowi kartkę z adresem, nie spodziewała się tego, że wylądują dzisiaj za granicą, to było miłą niespodzianką. - Myślisz, że uda nam się przytachać stamtąd trochę wina? Pewnie będziemy mieli na to miejsce. - Nie mogłaby ominąć takiej okazji, francuskie wino przecież było całkiem niezłe.




RE: [18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Erik Longbottom - 21.03.2026

Nawet tak nie mów! Ściągniesz na siebie kiedyś jakieś nieszczęście takim gadaniem — mruknął Erik, przecierając dłonią twarz. — Jak wrócisz z misji bez jakiejkolwiek kończyny, to Brenna urwie mi moją i tobie ją przyszyje. A ja bardzo lubię swoją nogę i wolałbym się z nią nie rozstawać, więc po prostu muszę cię sprowadzić z powrotem w jednym kawałku.

Wbił poważne spojrzenie w brygadzistkę, chcą podkreślić powagę sytuacji. Lepiej będzie, jeśli nie przydarzy im się żaden wypadek. W przeciwnym wypadku Heather Wood mogła przestać być znana ze swojej kariery sportowej i życia towarzyskiego, a zamiast tego po wsze czasy towarzyszyłyby jej zdjęcia, na których jedną nogę ma zdecydowanie dłuższą od drugiej. Na pewno chciała ryzykować, że dostanie w prezencie nogę prawie dwumetrowego faceta? Z drugiej strony, taki był z niej chojrak, że może byłaby skłonna przetestować czy przeszczepiona noga wciąż żyjącego wilkołaka też przechodzi transformację w trakcie pełni.

Tak, domyślam się. — Pokiwał powoli głową. — Kiedy zderzasz się z czymś, co wykracza poza twoje codzienne obowiązki, to czasem trudno potem wrócić do zwykłej pracy. Nawet jeśli w BUMie bywa nerwowo, to po jakimś czasie ciężko porównywać zwykłe śledztwa do... No nawet tego zamku. Czy walk ze Śmierciożercami, kiedy teoretycznie nie ogranicza cię mundur.

Przynajmniej oni mieli tyle szczęścia, że sporo pracowników BUM i Biura Aurorów funkcjonowało także w strukturach Zakonu Feniksa. Mogli wymieniać się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Erik wiedział jedno; gdyby był jedynym brygadzistą w organizacji, to na pewno byłoby mu dużo ciężej niż teraz. A przecież już i tak targały nim wyrzuty sumienia, ilekroć musiał wybierać między jednym a drugim. Gdyby nie mógł nawet porozmawiać o tym z siostrą czy najlepszym przyjacielem, to na pewno nie wpłynęłoby to na niego pozytywnie.

Dawno nie byłem we Francji — skomentował pod nosem, marszcząc lekko brwi. Zakon ewidentnie rozwijał swoje strefy wpływów, skoro sięgali już poza Wyspy Brytyjskie. — Czeka na nas stolica czy jakieś ościenne miasteczko?

Lepiej będzie, jak nie będziemy się zbytnio wychylać, pomyślał mimowolnie. Wolałby nie tłumaczyć się przed funkcjonariuszami francuskiego Ministerstwa Magii z obecności dwóch pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów na terenie kraju. Na moment wybałuszył oczy, gdy zdał sobie sprawę, że październik dobiegał do końca. Dopiero gdy przypomniał sobie datę nadchodzącej pełni, nieco się uspokoił; zostało mu już kilka dni, więc... Chyba nie było czym się martwić?

Jeśli jej nie puścimy podczas podróży i lądowania, to skrzynkę na pewno moglibyśmy ze sobą zabrać — zawyrokował po chwili.

Po kilkuminutowym kręceniu się wśród drzew i krzewów para natknęła się w końcu na małą polankę, w której centrum leżała metalowy lampion, który można by było, chociażby zawiesić na tarasie czy balkonie. Szklana szybka była pęknięta i pokryta kurzem, ale poza tym wyglądała... No trochę jak porzucony przez kogoś śmieć. A każdy czarodziej wiedział, że świstoklikami często bywały właśnie tego typu przedmioty.



RE: [18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Heather Wood - 27.03.2026

- To tak nie działa. Nie da się na siebie ściągnąć nieszczęścia samym gadaniem. - Wydawała się mieć co do tego pewność, ton jej głosu brzmiał bowiem tak, jakby nie znosił sprzeciwu. - Mogę się zgodzić z tym, że urwałaby Ci Twoją, jednak raczej nie przyszyłaby mi jej, bo by nie pasowała. Jesteś za duży na to, żeby stać się moim dawcą kończyć, musiałaby znaleźć innego szczęśliwca. - Wyobraziła sobie jak wyglądałaby z ręką, albo nogą Erika i parsknęła śmiechem. Wyglądałaby tragicznie, on miał przerażająco długie nogi i wielkie ręce, nie potrafiłaby się na pewno nimi posługiwać, więc byłby to zupełnie niewykorzystany potencjał, komuś innemu mogłyby się bardziej przydać. - Dobrze jest jednak wiedzieć, że masz bardzo solidny powód co do tego, żebym zawsze wracała cała i zdrowa. - Sama pewnie nie chciałaby sprawdzić, jak zareagowałaby Longbottomówna na to, gdyby ktoś z jej bliskich wrócił bez jakiejś części ciała.

- To prawda, podejrzewam, że kiedyś będzie mi tego strasznie brakowało, to nie tak, że nie chcę, żeby się to skończyło, wiesz? Po prostu lubię jak dużo się dzieje. - Naprawdę zależało jej na tym, żeby wojna się skończyła, śmierciożercy ponieśli konsekwencje za swoje terrorystyczne zagrywki, jednak trochę się bała, że wtedy w ogóle już nie będzie potrafiła się odnaleźć w spokojnym i ułożonym świecie. Powinna sobie znaleźć jakieś interesujące zajęcie, aby nigdy się nie nudzić, tak - to była jakaś myśl. Nie zamierzała do usranej śmierci przecież wypisywać mandatów za źle zaparkowane miotły. Zbyt szybko stawało się to monotonne. Na szczęście Zakon był pełen utalentowanych czarodziejów od których mogła się sporo nauczyć, być może znajdzie dla siebie jakąś inną drogę, kiedy będzie ich podglądać.

- Stolica! Nie mogliśmy lepiej trafić, zobaczymy jak im się powodzi, na pewno Paryż wygląda lepiej od Londynu... - Po ostatnich atakach stolica Wielkiej Brytanii niemalże cała spłonęła, więc wcale nie było o to jakoś specjalnie trudno.

- Nie wiem, czy jestem w stanie utrzymać cokolwiek podczas tego typu podróży, ale warto spróbować, najwyżej butelki rozbiją się po drodze, żałowałabym gdybyśmy nie spróbowali. - Erik nie zamierzał jej odmówić, co w sumie było całkiem pocieszające, nie powiedział, ze to głupi pomysł, szkoda byłoby nie skorzystać z okazji i nie zaopatrzyć się w to pyszne wino. W końcu było uznawane za jedno z lepszych na świecie. Skrzynka być może nie była jakąś wielką ilością, ale tym mogliby już się podzielić, więc wcale nie było tak źle.




RE: [18/10/1972] próba ognia || erik & heather - Erik Longbottom - 30.03.2026

Oczywiście, że to tak działa, starł się z postawą swojej towarzyszki w myślach. Erik był przekonany, że pech miał wyjątkową zdolność przyczepiania się do czarodziejów i czarownic, kiedy tylko wyczuwał, że zaczynają nimi targać wątpliwości. Przyklejał się do nich i nie puszczał, dopóki kompletnie nie napsuł im krwi. Czasem kończyło się na tym, że człowiek wywalał się z butelką na prostej drodze do jadalni po ciężkim dniu pracy, a innym razem pech czekał nawet tygodniami na dogodny moment, rzucając swojemu nosicielowi drobne kłody pod nogi, sukcesywnie budując w nim poczucie frustracji.

Miejmy nadzieję, że przyskrzynimy ich wszystkich, zanim jedyne, co będziemy znać to konflikt i niekończąca się wojna — stwierdził Erik, zerkając z troską na młodszą brygadzistkę.

Chociaż był o dziesięć lat starszy od niej, to coraz mocniej odczuwał ciężar stawiania oporu wobec działań Śmierciożerców i Czarnego Pana. Zwykła długoletnia praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów potrafiła wykończyć człowieka, nie mówiąc już o takiej, gdzie regularnie musiał wybierać wobec kogo jest winien lojalność - Ministerstwa Magii czy organizacji Albusa Dumbledore'a. Skoro on odczuwał efekty całej tak kampanii, to jak musiało to wpływać na młodą Heather?

Z jednej strony zawsze kojarzyła mu się z osobą, która była w stanie przyjąć na siebie chaotyczne sytuacje z całym dobrodziejstwem inwentarza, jednak z drugiej... Mogła nawet nie wiedzieć, że bierze na barki zbyt duży ciężar. Ciężkie czasy tworzą silnych ludzi, skomentował cichy głosik w jego głowie. Z tym nie potrafił się nie zgodzić. Jeśli Wood będzie dane za dziesięć czy dwadzieścia lat spojrzeć na ten okres z dalszej perspektywy, to zapewne będzie w lekkim szoku, jak wiele przeszła. Z jak wieloma rzeczami zdołała przejść do porządku dziennego i normalnie budzić się, iść śniadanie i iść do pracy.

Nudzić się na pewno nie będziemy — mruknął, wracając wspomnieniami do swojej ostatniej wizyty w Paryżu. Wolał na tym etapie nie obiecywać Heather, co uda im się zobaczyć, nim załatwią zlecenie dla Zakonu. Wiele w końcu zależało od tego, co właściwie czeka ich na miejscu, czyż nie? — Byłaś we Francji w ramach jakiegoś wyjazdu z Harpiami, czy raczej trzymałyście się granic Wysp?

Pokiwał głową. Nawet podróże krajowe za pomocą świstoklików potrafiły być dość wyboiste, jeśli artefakt nie był w idealnym stanie, więc powrót do kraju z delikatnym bagażem mógł nie być najlepszym pomysłem pod słońcem. Erik mimowolnie poklepał się po kieszeniach spodni.

Ech, żałuję, że nie zainwestowałem w te magiczne sakiewki. Moglibyśmy w ten sposób przenieść więcej niż skrzynkę, jakby dobrze pokombinować z zaklęciami transmutacyjnymi — rzucił do dziewczyny.

Longbottom podszedł do porzuconej latarni zlokalizowanej pośrodku polany, jednak, zamiast zawołać Heather i od razu za nią chwycić, przykląkł przy artefakcie i zaczął mu się uważnie przyglądać. Ręce trzymał z daleka, polegając jedynie na własnej percepcji; wolał nagle nie polecieć sam na kontynent, pozostawiając Rudą samej sobie. Wolał też skontrolować, czy stan świstoklika nie jest jakiś tragiczny.