Secrets of London
[Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan (/showthread.php?tid=5851)



[Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Jonathan Selwyn - 15.03.2026

W grudniu miną dwa lata od kiedy Brenna przyszła do niego z ryzykowną propozycja dołączenia do Zakonu, na którą oczywiście się zgodził. Zabawne, że zaraz miał spotkać się z Robertem i rozmawiać o Zakonie w tym samym gabinecie, w którym rozmawiał o tym z Longbottom. Tylko, że teraz to on przejął od niej te obowiązki, a czarownica otrzymała nowe zadania.
Robercie. Doskonale cię widzieć. Cieszę się, że tak wybitny sędzia Wizengamotu znalazł dla mnie czas. Dobrze rozumiem że ty też udajesz się później na to spotkanie z Anthonym? – powiedział witając Roberta od progu. Późniejsze spotkanie... Shafiq miał plan, a chociaż sytuacja pomiędzy ich dwójka była wciąż... Dość dziwna, to zamierzał mu pomóc w tej inicjatywie. To jednak była sprawa na później. Na razie miał interes do samego Roberta. – Chcesz się może czegoś napić? Jesteś głodny? – spytał, wpuszczając kuzyna do środka i zamykając za nim drzwi.

Czuł, że zaangażowanie w to wszystko Roberta było dobrą decyzją. Crouch w końcu nadawał się idealnie. Przede wszystkim miał serce po właściwej stronie, nie bał się otwarcie mówić o swoich przekonaniach i Jonathan miał czasem wrażenie, że jego drogi kuzyn w pewnym sprawach był progresywnieijszy niż on sam. A to był przecież dopiero początek, bo naprawdę potrzebowali kogoś jeszcze w Ministerstwie, a pozycja Roberta była wręcz idealna. Sędzia Wizengamotu po ich stronie. To naprawdę mogło pomoc.
Czarodziej obiektywnie mówiąc był też dość wyględny, a chociaż nie był to w żaden sposób element obowiązkowy, to jednak dobrze było, aby Zakonnicy wyglądali całkiem dobrze zwłaszcza w kontrze do paskudnych masek Śmierciożerców. Tak. Robert był idealnym kandydatem. Pytanie tylko, czy wysoko postawiony sędzia Wizengamotu i ojciec był w stanie podjąć takie ryzyko?


RE: [Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Robert Albert Crouch - 15.03.2026

Zdziwiło go zaproszenie od Jonathana. Spotkanie po pracy. Ważna sprawa. Wszystko to brzmiało albo jak jakiś spisek, albo żartobliwa propozycja wspólnego picia. Selwynowie przecież kochali taki teatrzyk. Robert podejrzewał więc to drugie.
Jonathan zaczął spotkanie od pochlebstw, co sprawiło, że sędzia uniósł brwi z lekkim rozbawieniem. Nie mógł powiedzieć, że nie było mu przyjemnie, ale jak ktoś nazywał go nieironicznie "wybitnym sędzią Wizengamotu", znaczyło to, że czegoś chciał. Czyżby Selwyn wpakował się w jakieś porachunki z prawem i potrzebował, żeby sędziowska dłoń go z nich wyciągnęła?

– Idę, oczywiście – przytaknął. Shafiq był jednym z niewielu czystokrwistych bogaczy, którzy chcieli wykorzystywać swój majątek, by pomagać potrzebującym. Robert chciał jak najbardziej wesprzeć go i pójść tymi śladami. – Jeśli masz brandy, to chętnie się skuszę. I jedzeniem też nie pogardzę.

W pracy zdarzało mu się, że zapominał jeść, a potem w domu dopadał go głód. Teraz, co prawda, uraczył się w Ministerstwie smacznym lunchem, lecz wciąż potrzebował kalorii. Nie miał już niestety dostępu do osobistej siłowni, bo ta znajdowała się w pokrytej sadzą kamienicy. Jednak codziennie przed pracą chodził biegać. Dzięki temu nie tylko dbał o formę, ale także nie wariował. A leśno-polne tereny dookoła rodzinnej posiadłości miały doskonałe powietrze, o wiele czystsze niż w Londynie.

Usiadł w gabinecie Jonathana. Po pracy bolał go jeszcze trochę kark. Za dużo siedział nad papierami.

– No dobrze. Co to za sprawa, o której byś chciał porozmawiać? – zapytał.


RE: [Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Jonathan Selwyn - 17.03.2026

Świetnie. W takim razie idziemy razem – oznajmił, czując pewną ulgę, że będzie miał przy sobie znajomą twarz, z którą mógł swobodnie porozmawiać bez całego napięcia wynikającego z jego pogodzenia się, ale nie do końca z Anthonym.

Ruszyli po schodach do znajdującego się na pierwszym piętrze kamienicy gabinetu Jonathana. Pomieszczenie było, jak można się spodziewać po jego właścicielu, utrzymane w stylu maksymalistycznym. Ciemne ściany zdobiła tapeta w bladoróżowe kwiaty, chociaż Jonathan upewnił się, aby nie znalazła się na niej żadna roża. Dekoracji dopełniały również obrazy, część z nich starannie wybrana tak aby dodawały czerwonych i różowych elementów kolorystycznych. Oczywiście znajdowały się tu również ciemne regały, a także czerwony fotel, na wypadek gdyby pan domu chciał na chwilę odpocząć od siedzenia przy biurku, które stało na środku pomieszczenia wraz z dwoma krzesłami. Na jego powierzchni, poza stosem dokumentów, czekały już trzy trunki do wyboru w tym jedna brandy, a także dwie pozłacane szklanki ze szkła Murano. Po chwili natomiast do pomieszczenia zajrzał Merkutio, skrzat Selwyna z talerzem wytrawnych tartaletek o różnych smakach.
Dziękuję Merkutio, Robercie proszę częstuj się. Moim faworytem są chyba te z camembertem. – Skrzat wyszedł z pomieszczenia, a Jonathan usiadł na swoim miejscu i rozlał brandy. – Jak zapewne już się domyśliłeś, nie zaprosiłem cię tutaj tylko aby pić i jeść tartaletki, ale proszę powiedz mi najpierw. Jak odnajdujesz się w rzeczywistości po tym paskudnym ataku?


RE: [Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Robert Albert Crouch - 19.03.2026

Robert nie pierwszy raz odwiedzał gabinet Jonathana. Już wcześniej zdarzało się kuzynom rozmawiać tu o polityce i innych sprawach bieżących, popijając oczywiście doskonałą brandy. Tym razem jednak Robert zatęsknił za swoim gabinetem. Obecnie pracował raczej w Ministerstwie, a jak przynosił papiery do domu, spoczywały one na biurku w pokoju gościnnym. A jednak, każdy porządny urzędnik musiał mieć taki swój kącik. Swego rodzaju kryjówkę. Jednak teraz to nie było możliwe przez sadzę i klątwę. Kolejny powód, by nienawidzić Śmierciożerców i wszystkiego, co sobą reprezentowali.

Rozweselił go dopiero widok tartaletek. Nałożył sobie na talerz od razu dwie. Znał siebie i wiedział, że na jednej nie poprzestanie.

– Uwierz mi, w obecnych czasach chętnie bym się spotkał na jedzenie tartaletek i picie brandy – uśmiechnął się. Wyczuł w pytaniu Jonathana jakąś kryjącą się tezę. Coś w rodzaju testu. Samo to, że Selwyn mówił zagadkami było dostatecznie podejrzane. Robert jednak nie sądził, by kuzyn miał złe intencje. Tym bardziej poczuł się zaciekawiony. – Jak się odnajduję? Mam wrażenie, że wreszcie przeglądam na oczy. Wiesz, że podczas Spalonej Nocy siedziałem w atrium i pomagałem, ile tylko się dało. Obiło ci się zapewne o uszy, że dałem się pobić mugolakowi i uważają mnie za pizdę, bo nie wniosłem oskarżenia. No ale nie powinienem teraz narzekać, bo jestem na dobrej drodze, by załatwić mieszkania dla poszkodowanych podczas Spalonej. Wciąż nie wiem, jak możemy pozwalać na to, by ludzie spali w namiotach. I jak nieporadne jest Ministerstwo, jak wszyscy wolą chodzić na bankiety i brylować w socjecie niż kłaść na stół konkretne pomysły i rozwiązania. Odnajduję się więc nieźle, bo zaczynam widzieć, jak jesteśmy zacofani. A czuję się z tym fatalnie, bo wolałbym żyć w kraju, w którym wszystkim zależy na tym, by obywatelom żyło się po prostu jak najlepiej i najspokojniej.

Ostatnio miał tyle przemyśleń, że mógł w sumie napisać sobie z tego jakieś mowy. Przypomniał sobie, co Anthony mówił o wyborach. Czy gdyby przemówił do ludzi tak szczerze jak do Jonathana (może bez kolokwializmów), zjednałby sobie ich sympatię? Czy zdobyłby ich głos?


RE: [Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Jonathan Selwyn - 31.03.2026

Jonathan zaśmiał się cicho i wskazał na przyniesione jedzenie i alkohol.
Myślę, że to akurat da się zorganizować – powiedział, bo na wyborne brandy i tartalerki można było znaleźć czas nawet w najgorszych chwilach. – Oczywiście o ile tylko zignoruje się ból głowy wywołany wszystkim innym.

Dalej po prostu słuchał Roberta. Odpowiedź kuzyna oczywiście przypadła mu do gustu. Twarz Jonathana, chociaż raz czy dwa rozjaśnił ją błysk szczerego uśmiechu, pozostała jednak dziwnie poważna. Selwyn ze skupieniem słuchał każdych słów sędziego Wizengamotu, cały czas analizując czy aby na pewno był to dobry pomysł. Bo to że Robert chciał pomóc było bardziej niż pewne. Pytanie pozostawało natomiast takie, czy będzie skłony ryzykować aż tak jak mogli tego od niego oczekiwać.
Czyli nie tracisz czasu. To się chwali – podsumował chwytając z biurka szklany przycisk do papieru i zaczynają się nim bezwiednie bawić. – Nie jest dobrze. Zgadzam się. Niestety sam nie mam nic pozytywnego do powiedzenia. Zginęli ludzie. Ministerstwo zawiodło i bardziej przypomina schorowanego konia, na którym obecnie żerują śmierciożerskie pijawki w jego szeregach. Propaganda się tylko szerzy, a nastroje są coraz gorsze i obawiam się że poplecznicy... Voldemorta będą pozwalać sobie na jeszcze więcej. – Zamilkł na chwilę, ponownie odkładając czerwone szkiełko na stertę papierów. A może po prostu to on bał się proponować swojemu młodszemu kuzynowi coś takiego? Odgonił od siebie te myśli, doskonale wiedząc że za nimi poszłyby rozważania na temat jego kłótni z Anthonym i tym co oznaczała jego obecna pozycja w Zakonie. – Pamiętam co powiedziałeś Monie, gdy spytała się o poglądy naszej rodziny. Wiem, że zależy ci na sprawie, ale ta sprawa nie zajdzie daleko jeśli nie uzyska odpowiedniej pomocy. Nie można działać w pojedynkę przeciwko ich zorganizowanej grupie. Powiedz mi... Skoro oni wchodzą do domów ludzi oczekując pomocy, po tym gdy zabierali życia innych, nie chciałbyś może odwrócić tę sytuację? Być kimś kto wspiera tych, którzy wchodzą do obcych im czarodziejów, aby nieść pomoc? Zamiast rozważać jak Śmierciożercy wykorzystują niedomaganie Ministerstwa... Być pierwszym który to zrobi aby zakończyć ten teatrzyk złoczyńców?


RE: [Jesień, 2.10.72] Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia | Robert & Jonathan - Robert Albert Crouch - 04.04.2026

Oparł się wygodnie na krześle, w ręku trzymał kieliszek z brandy, a na jego twarzy malowało się rosnące zainteresowanie słowami Jonathana. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego kuzyn nie był ślepy. Od czasu spotkania w rezerwacie smoków Rowle'ów, znał dobrze jego opinię, której zresztą wcześniej się spodziewał. Selwyn miał serce po dobrej stronie. Robertowi czasem zdarzało się zapominać, że takich ludzi było więcej niż myślał. W Wizengamocie dominowały prawica i zachowawcze do bólu, silnie prawicujące centrum. Woleli często kłócić się o kwestie światopoglądowe, bo to było łatwiejsze niż prawdziwe działanie.

– Oczywiście, że będą sobie pozwalać, bo istnieje na to przyzwolenie. Słyszałem, że Bulstrode stara się coś tam zdziałać z ściganiem winnych, ale na brodę Merlina, mamy już październik. Azkaban powinien być wypełniony tymi skurwysynami, a prace renowacyjne trwać w najlepsze. A co mamy zamiast tego? Bankiety! Nie zrozum mnie źle, Ekstaza Merlina to ważne wydarzenie dla naszej rodziny, ale czy naprawdę wypada, żebyśmy bawili się w najlepsze i udawali, że pomagamy poprzez fundowanie jakichś cegiełek? Czy naprawdę odbudowa kraju ma leżeć w gestii osób prywatnych, które wspaniałomyślnie wydadzą odrobinkę ze swojego majątku? A zaraz mamy kolejny bal, u Lestrange'ów tym razem. Wstęp tylko dla czystków. To wszystko jest niemal groteskowe – zalał Jonathana potokiem słów. – Masz rację. Nie można działać w pojedynkę, szczególnie kiedy naszym wrogiem jest cały system, który po cichu wspiera Śmierciożerców. Bardzo bym chciał odwrócić sytuację. Chciałbym, żeby w Hogsmeade i innych miasteczkach zawisły plakaty o tym, że żadna krew nie jest brudna. Żeby było tak, jak mówisz.

Przerwał na chwilę. Nie do końca rozumiał ostatnie zdanie Jonathana.

– Chodzi o jakieś zrzeszenie polityczne? Nowe stronnictwo? Ruch społeczny? – zapytał, patrząc badawczo na kuzyna. Nie dopowiedział słowa klucza. Partię?