Secrets of London
14 września 1972, restauracja - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Bristol (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=154)
+---- Wątek: 14 września 1972, restauracja (/showthread.php?tid=5856)



14 września 1972, restauracja - Vakel Dolohov - 30.03.2026

Urodziny Lyssy
elegancka restauracja nieopodal galerii sztuki

To nie był najpiękniejszy jeżeli chodzi o pogodę dzień w tym roku, ale ciemne chmury rozgonił wiatr, a krótki spacer w kierunku restauracji, w której zarezerwowano im stolik dla dwojga wydawał się mieć tak miłą otoczkę, na jaką tylko było stać angielską pogodę. Wiatr wiejący od wody wymuszał na nich szczelniejsze owinięcie się chustami, ale to wcale nie przeszkadzało – ich spotkanie zapowiadało się całkiem dobrze – lekko rozwiane włosy nie zmyły z twarzy ojca Lyssy wesołego uśmiechu, który towarzyszył mu od Praw Czasu, aż po miejsce docelowe, którym okazała się restauracja na południu Bristolu.

Nie wybrałem tego miejsca przypadkiem – przyznał, chociaż zapewne nikt nie spodziewał się po działaniach Dolohova czegoś takiego jak przypadek, a już na pewno nie jego córka. Ciężko było przeoczyć, jak mało jego intuicja pozostawiała przypadkowi – miał też jednak tendencję do ujmowania rzeczy prostych i oczywistych w zbyt dużej liczbie słów, żeby rozmowy nie brzmiały sucho ani sztucznie. – Bristol jest jednym z ważniejszych kulturowo miejsc Anglii, przynajmniej dla mugoli. Nie będę udawał, że znam się na tym głęboko, bo to nieprawda – mugoloznawstwo nigdy nie było dziedziną jego zainteresowań, nawet jeżeli obeznanie w świecie wymuszało na nim znajomość podstawowych pojęć – ale całkiem blisko znajduje się galeria uniwersytecka. Wywieszane są tam prace studentów. Jesteś zainteresowana?

Vasilij otworzył przed nią drzwi, wpuszczając córkę do środka niekoniecznie ekskluzywnego lokalu (a przynajmniej nie w rozumieniu tego, w jakich miejscach mogli stołować się przy ich majętności), ale... Miał on w sobie coś. To nie była restauracja, w której bogacze na spotkaniach biznesowych przelewali do kieliszków litry firmowych pieniędzy, ale jedno z tych miejsc odwiedzanych przez tych tajemniczych ludzi z jakiegoś powodu zawsze wiedzących gdzie i kiedy w okolicy odbywa się ciekawe przedstawienie teatralne i z kim sypia artysta, którego ty widziałeś jedynie przelotem na jego własnym wernisażu.

Nietrudno było domyślić się, że nie było to dla niego częste miejsce wizyt, o ile w ogóle kiedykolwiek był w środku. Najwyraźniej chciał sprawić Lyssie przyjemność, próbując wstrzelić się jako w to, co o niej wiedział, a... cóż, mógł pisać artykuły o pozjadaniu wszystkich tęgich głów świata, ale to wcale nie ułatwiało mu pełnego zrozumienia gustu własnej córki. Próbował wyczytać reakcję z wyrazu jej twarzy.




RE: 14 września 1972, restauracja - Lyssa Dolohov - 26.04.2026

Nie była pewna, czego właściwie powinna spodziewać się odnośnie swoich urodzin. Po pierwsze, wszystkie wcześniejsze spędzała we Francji. Mama zawsze przysyłała jej do szkoły paczkę z prezentem, a z koleżankami miały tradycję wymieniania się upominkami. Po drugie, jeszcze parę dni temu płonęła cała Anglia. Ta chyba kwestia wprawiała dziewczynę w największą zadumę, bo chyba powinna czuć się przejęta tym, co działo się dookoła i jak wiele zostało zniszczone. Wystarczyło wyjżeć z okna Praw Czasu, by dostrzec pasmo nieszczęść, po którym normalni ludzie podnosili się powoli i z ociąganiem, podczas gdy ich kamienica miała już wprawione nowe szkła w ramy. Powinna, ale jak to miały uprzywilejowane głowy, ciężko jej było wcisnąć się w buty kogoś, kim nigdy nie miała okazji być.

Nie oponowała więc na wycieczkę. Ba, wyprawa do Bristolu wydawała się rozsądnym posunięciem, no bo przecież znajdował się z dala od blizny jaką pozostawiły nad krajem pożary. Nie było tutaj ciemnych od popiołu chmur, ani ciężkiego zapachu spalenizny, który wciąż wlókł się za niektórymi miejscami. Było tu czysto, a do tego wiatr wiał znad morza, dodając całości doświadczenia pewnej rzeźkości. Nie była pewna czy podoba jej się to miejsce tylko dlatego, że nie była jeszcze do końca pewna czy podoba jej się cała Anglia.

- Tak? - zapytała, podnosząc na ojca spojrzenie. - Może powinnam o nim poczytać, kiedy wrócimy do domu - bo prawdę powiedziawszy, sama niewiele o Bristolu wiedziała. Kolejne miejsca na mapie, a Lyssa dodatkowo sama specjalistką od mugolskich spraw nie była. Magiczny świat do tej pory pochłaniał ją w całości. - W sumie bardzo chętnie bym je obejrzała. Ciekawa jestem, co takiego malować mogą studenci - i na ile chodzenie do takiej szkoły wyższej się opłacało. A kto wie, może miało ją to doświadczenie pozytywnie zaskoczyć.

Drzwi skrzypnęły i znaleźli się oboje wewnątrz lokalu, który wybrał Vakel. Jego córka rozejrzała się, szybkim spojrzeniem omiatając wnętrze, które na pierwszy rzut oka zdawało się niezbyt wyróżniać na tle innych, podobnych mu miejsc. Ale wszystko zawsze tkwiło w szczegółach, które napełniały to konkretne pomieszczenia tym sławetnym czymś. Czymś co podchwytywało raczej serce, rozpoznające w kątach znajome elementy nadające im jakiegoś artystycznego ducha. Uśmiechnęła się lekko, sama do siebie, bo wciąż zerkała przed siebie, ale pamięcią sięgała do podobnych miejsc, które odwiedzała w wakacje we Francji.




RE: 14 września 1972, restauracja - Vakel Dolohov - 04.05.2026

Dobrze. To po obiedzie udamy się w kierunku galerii.

Nie zaistniało w nim w zwątpienie w to, że podjęte decyzje były dobre. Bo tak – nie do końca ją rozumiał (zapewne z wzajemnością), ale u Dolohova, oprócz niesamowitej charyzmy, na piedestał można było wystawić również wysoką percepcję, z niej zaś płynęła doskonała analiza sytuacji, w których się znajdował. Domyślał się, że to mogło być irytujące – nie każdy chciał mieć ojca znajdującego w chwilę odpowiedzi na wszystkie pytania i planującego czas tak, jakby był filmem, a nie prawdziwym życiem – ale hej (!), Lyssa wydawała się tym zainteresowana, a więc nie pozostawało mu nic poza uśmiechnięciem się szczerze i wejściem z nią do wnętrza. Prawdę mówiąc, widział je dopiero drugi raz w życiu.

Charles – powiedział z tym uśmiechem nieprzeznaczonym dla niego, lecz dla jego córki, do mężczyzny ubranego na pierwszy rzut oka po mugolsku, ale kiedy się przypatrzyło mocniej, to miał nawet wyszytą w kolorowej tunice kieszonkę na różdżkę. Dolohov podał mu rękę. Charles poklepał go po ramieniu jak starego druha. – Witamy w Bristolu pana celebryytę, a ty musisz być – odsunął się, żeby spojrzeć na stojącą obok Lyssę. Najwyraźniej Vakel nie musiał go przedstawiać – panienka Lyssa Dolohov? Charles Durham, miło mi poznać. – Do niej również wyciągnął dłoń. Szotstką jak diabli, wyraźnie noszącą na sobie znamiona pracy w kuchni. – I wszystkiego najlepszego! Chodźcie, to was zaprowadzę do stolika.

I tak też zrobił.

Stolik ten znajdował się na antresoli. Pomieszczenie, do którego weszli nie miało drzwi – od przestrzeni mugolskiej oddzielała ją kaskada koralików i kryształów zwisających na cienkich żyłkach. Vakel odchylił je przed Lyssą, a jej oczom ukazało się pomieszczenie o wiele bardziej kameralne. Znajdowało się tutaj o wiele mniej osób, a po ujrzeniu wieszaka na kapelusze jasnym stało się, że wydzielono tę przestrzeń specjalnie dla czarodziejów. Mugolom musiało się wydawać, że znajduje się tu ściana, a nie girlanda – nie patrzyli w tę stronę w ogóle, zaś od drugiej strony wciąż można było podziwiać wystrój wnętrz i rozstawione tu liczne dzieła sztuki.

Pozwolisz, że daruję sobie rozmowę i nadrobimy ją innym razem – powiedział Dolohov spokojnie, a niejaki Charles mrugnął do niego w zrozumieniu, pozostawiając na stoliku karty dań i zapalając różdżką stojąca na nim świeczkę.


RE: 14 września 1972, restauracja - Lyssa Dolohov - 12.05.2026

Lyssa obserwowała z pewnym zainteresowaniem całą tą interakcję, która przebiegała między jej ojcem, a nie jakimś Charlesem. Nieznajomy wyglądał do bólu zwyczajnie, ale może o to chodziło, by w mugolskiej restauracji nie zwracać na siebie przesadnej uwagi. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego grzecznie, odpowiedziała że jej też niezmiernie miło było go poznać, a potem ruszyłą w ślad za nim, kiedy zaprowadził ich na antresolę. Zajęli miejsce przy przeznaczonym im stoliku, w salce skrytej za girlandą i dziewczyna przez chwilę jeszcze patrzyła na mężczyznę, kiedy ten odchodził w swoją stronę.

- To jakiś twój znajomy? - zapytała grzecznie, nie będąc pewną na co się zdecydować. Z jednej strony Charles przywitał jej ojca raczej jowialnie, ale kto by nie chciał móc przywitać się w ten sposób z celebrytą klasy Dolohova? Prawda była taka, że Dolohóvna nie miała aż tak dużo okazji obserwować Vakela w środowisku, które wyrywało się z kręgów socjety. Widziała go co prawda na tym nieszczęsnym pojedynku o honor Loretty, ale wciąż był tam w osobie celebryty, a tutaj? A może Charles też był kimś ważnym i kogo znać powinna? Niesamowitym, zniewalającym podniebienia szefem kuchni, który w sumie to był właścicielem tej restauracji, no i jeszcze lubił sztukę, biorąc pod uwagę rozmieszczone to tu, to tam ładne obrazy i rzeźby. Wszystko to miał zdecydowanie smak i gust, ale równie dobrze można było za to komuś zapłacić. Komuś, kto znał się na rzeczy.




RE: 14 września 1972, restauracja - Vakel Dolohov - 14.05.2026

Tak – odpowiedział otwarcie, nie mając tutaj przecież nic do ukrycia. – Poznaliśmy się na konferencji w Lizbonie wiele lat temu, kiedy był zarządcą lokalu, w którym się ta konferencja odbywała, a kiedy wrócił do kraju i otworzył swoją firmę, znów nawiązaliśmy kontakt. To miejsce jest jednym z jego unikalnych dzieł. – Przed wypowiedzeniem kolejnego zdania zrobił krótką przerwę i uśmiechnął się lekko. – Sposób, w jaki o nim mówił sprawił, że nie potrafiłem nie pomyśleć o tobie. – Stała się częścią jego życia już tak wyraźnie, że nie wahał się przed przyznawaniem, jak często nawiedzała jego myśli. Nie mówił jednak głośno o tym ile inspiracji dla powstającego instytutu zawdzięczał właśnie posiadaniu córki. To patrząc w jej oczy dochodził do wniosku o potrzebie zapewnienia młodym ludziom lepszych warunków na rozwój niż stara szkoła na szczycie szkockiej góry. Zresztą, opuszczali jej mury długo przed dowiedzeniem się co właściwie chcieli w życiu robić. Niektórzy nie odnajdywali sensownego celu przez dekady.

No i mają tu wegetariańskie pierożki które bardzo lubię. – Uśmiech Dolohova poszerzył się, nabierając nieco głupkowatego wyrazu. Nie stracił jednak swojego celebryctwa. Siedział przy tym stoliku tak drętwy jak zawsze, przeglądając kartę dań z manierą mugolskiej królowej.


RE: 14 września 1972, restauracja - Lyssa Dolohov - 29.05.2026

Słuchała z zainteresowaniem. Vakel był tą jedną z nielicznych osób, w której słowa dziewczyna faktycznie próbowała się wsłuchiwać, a nie tylko bezmyślnie słuchać co było do niej mówione. Zwykle też nie zależało jej aż tak bardzo, żeby z rozmowy wyciągnąć cokolwiek poza szansą do samozadowolenia, nawet jeśli zdarzało się że była to jednocześnie jak najszybsza próba ucięcia wymiany zdań. Z Vasilim było inaczej, bo przecież nie był zwykłym człowiekiem. Był kimś nad kim zastanawiała się większość swojego życia, nawet jeśli nie chciałaby się do tego otwarcie przyznać.

Jednym z unikalnych dzieł? — powtórzyła za nim, spojrzeniem przeskakując na nowo po otoczeniu. Pewnie można było tak nazwać całe to miejsce. Dziełem. — Czyli ma takich więcej? Każde ma jakiś unikalny klimat czy jak to działa? — dopytała, uśmiechając się do ojca delikatnie. Chyba najczęstszym modelem restauracyjnym było stworzenie dobrej marki i sieci lokali, które zapewniały klientowi dokładnie takie same przeżycia. Podobne wystroje i menu miały chyba zapewnić pewien poziom poczucia się jak u siebie, jeśli odwiedziło się przynajmniej jedno z takich miejsc. A tutaj? Może było inaczej. Na pewno byłoby to jakimś ewenementem. - O, to w takim razie będę musiała sama ich spróbować.




RE: 14 września 1972, restauracja - Vakel Dolohov - 29.05.2026

Tak, to dosyć znana praktyka wśród osób jego talentów – zaczął tonem sugerującym, że zaraz rozpocznie jakiś dłuższy wywód. – Tworzysz miejsce, biznes. Rozwijasz je korzystając ze swoich umiejętności, promujesz nazwiskiem, tworzysz nowe koneksje i co najważniejsze – rekrutujesz ludzi, którzy będą o nie później dbali. Po jakimś czasie ruszasz dalej, ale twoje udziały i marka zostają, czerpiesz z tego pasywnie zysk, ale nie musisz być na miejscu cały czas. Po prostu musisz to nadzorować. – Mówił to przeglądając powoli listę dań z położonej na stoliku karty. Robił to z czystej ciekawości, nawet pomimo tego, że przekraczając próg restauracji, z góry wiedział co zamierza zamówić. – Charles zawsze bezbłędnie trafiał w to, jakiego typu lokalu potrzebuje dane miejsce i kiedy kończy się jego czas. – Uśmiechnął się nieco. – No, kilka razy mu w tym pomogłem.

Pasował tutaj wizualnie tak, jak pięść pasowała do gęby. Na dole właśnie porcję obiadu na wynos zamawiała dziewczyna usmarowana farbą olejną, trzymająca pod pachą wielką, czarną teczkę, zapewne z zakupionym przed chwilą płótnem. Jego idealnie ułożone włosy kontrastowały z jej niedbałym kokiem. Dwa światy.

Nie wypowiadał się jednak o tym miejscu pogardliwie. Wręcz przeciwnie, był nim wyraźnie zainteresowany.

Nie znam takiego miejsca w Londynie. Mamy galerie sztuki, owszem, ale brakuje nam chyba podobnych mugolom szkół wyższych, na których artyści znaleźliby swoje miejsce. Bristol je ma, my mamy miejsca komercyjnej rozrywki takie jak Soho czy Covent Garden. Odkąd otworzyli targ przy Camden Lock, może tam też bym spojrzał, generalnie mógłbym tak wymieniać, ale… Nigdzie jeszcze nie uświadczyłem widoku tak wielu ekscentrycznych artystów i miejsca o zbliżonej estetyce. Ciekawe, czy stolica to podłapie. Równowagę pomiędzy luksusem, na który stać nielicznych i zaułkiem handlu narkotykami na Piccadilly Circus.




RE: 14 września 1972, restauracja - Lyssa Dolohov - 05.06.2026

Lyssa słuchała co Vakel miał do powiedzenia na temat tego całego Charlesa i tak samo jak z jednej strony wydawało jej się to całkiem ciekawe, tak z drugiej coś chyba jej nie do końca pasowało. Jakieś niezdecydowanie, kryjące się na granicy wykonywanych przez nią ruchów i kącikach oczu, kiedy zamiast czytać kartę, spoglądała znad niej na twarz ojca. Brzmiało jej to okropnie niedbale i jak ktoś, kto nie mógł przez całe życie zdecydować się na to, czego właściwie chciał. Kreowanie własnej marki i przyciąganie na nią publikę było zabiegiem jak najbardziej właściwym, ale jak na kogoś tak niestałego, z jakiegoś powodu podobał jej się pomysł konceptów które fascynowały przez całe życie. Charles w opowieści Dolohova brzmiał dla niej jak dziecko, które po chwili zabawy nowymi klockami odrzucało je w kąt by zająć się czymś innym. — Brzmi nowobogacko — podsumowała, wreszcie opuszczając spojrzenie niżej, na trzymane w dłoniach menu. Przeczytała je szybko, zapamiętując jego treść i odkładając je po tym na krawędź stołu.

Nawet przy Royal Academy of Arts? — zdziwiła się wyraźnie. Nie to, że opowieści ojca nie wierzyła, ale pozostawała w niej jakaś nieufność, jakby wynikająca z tego że przedstawiona przez niego sytuacja wydawała jej się zwyczajnie niemożliwa. Ośrodki sztuki przyciągały artystów, ci garnęli się do siebie jakby było to elementem ich natury i… może Londyn faktycznie był miejscem gorszym, niż jej się do tej pory wydawało. Lyssa niekoniecznie nad wielkimi molochami naukowymi przepadała, z historii chyba wnioskując że jest to pożywka dla wyjątkowo pełnego uprzedzeń traktowała, ale nie na tyle by podważać ich istotność do tworzenia pajęczyn powiązań. — Może powinieneś w takim razie Charlesowi zaproponować by jego następny projekt osadził się w Londynie? — zasugerowała grzecznie, bo kto wie, może wyczarowałby akurat w Londynie coś, dzięki czemu zmieniłaby zdanie.




RE: 14 września 1972, restauracja - Vakel Dolohov - 05.06.2026

Dolohov zdecydowanie lubił momenty, w których jego córka nie bała się wygłaszać własnych opinii. Owszem, zdarzyłoby mu się pewnie ją w pewnych sytuacjach przystopować – bo w świecie pełnym agresji i buntu w imię idei spychających innych na margines, trzeba było na pewne wypowiedzi uważać, jeśli nie były warte twojego bezpieczeństwa i życia. Ale reszta? Istniało tak wiele zjawisk społecznych każących kobietom zachowywać się idealnie i przystosowywać do narzuconych im konwenansów. Nie zamierzał dokładać do tego cegły. Słuchał jej wypowiedzi z uśmiechem, nawet kiedy się z nimi nie zgadzał.

Słysząc jej pytanie przekręcił głowę i wzruszył ramionami.

Różni ludzie, różne zasady, różne miejsca. – I chociaż sam wychował się w bogactwie, jakiego wielu nigdy w swoim życiu nawet nie ujrzy na oczy, nie mówiąc o zaznaniu ich jako swoich, sam był zdania, że prawdziwa sztuka i najlepsze pomysły rodziły się poza systemem, którego fundamenty zbudowano na wielopokoleniowych fortunach. Zapewne dlatego ludzie pokroju jego ojca tak chętnie zgniatali wszelkie pomysły zmiany tegoż porządku świata, w którym rozsądni ludzie mogli wyrwać się spod buta bogatego ciemiężcy. – Ciekawa myśl, ale nie wiem Lysso, czy ostrożni ludzie powielający w kółko podobny schemat, chcą jeszcze inwestować w stolicę swoje pieniądze. – Powiązania tej myśli ze Spaloną Nocą tłumaczyć raczej nie musiał. – Londyn ma rozwinąć się jeśli chodzi o ofertę naukową, co zagwarantuje podobny światowi mugolskiemu rozkwit życia studenckiego – masz więc nosa jeśli chodzi o moment, ale szczerze wątpię, aby to akurat Charles miał się tego podjąć. – Czas upływał, a decyzyjność przekazywano w dłonie ludzi młodych.


RE: 14 września 1972, restauracja - Lyssa Dolohov - 10.06.2026

Jego strata. Może akurat ta okazałaby się największym dziełem jego życia — wzruszyła ramionami. Rozumiała, dlaczego ktoś mógłby chcieć zrezygnować z Londynu. Ale tu nie chodziło tylko o Londyn. Tu chodziło o prawie połowę kraju, która ucierpiała w skutek Spalonej Nocy. Ostrożni ludzie musieli więc hurtem skoncentrować się na zachodniej i północnej części wysp, jeśli chcieli dalej rozwijać i mnożyć swoje biznesy, a do tego uchronić się od zagrożenia. Albo nawet i nie, bo według Lyssy nic nie stało na przeszkodzie, by następnym razem Czarny Pan postanowił urządzić sobie imprezę w innym miejscu. Nowe widoki, nowe możliwości. — Tak? Ktoś postanowił, że Londyn nie jest jeszcze kompletnie spisany na straty i postanowił coś z nim zrobić? — zapytała, nieco kwaśno z resztą, ale było widać że wspomnienie spalonej nocy i jej reperkusji, jakoś popsuło jej humor. Jakże miałoby nie, kiedy wspomnienia były takie nieprzyjemne. Dookoła tylko duszący, drapiący w gardło dym i czerwień płomieni. Jasna łuna odbijała się na ciemnych kłębach, które wzbijały się ponad miasto. Ludzie krzyczeli, dostawali małpiego rozumu, tracili domy i umierali. Wszystko wtedy było nie tak jak powinno. Żywiła szczerą nadzieję, że ten pokaz mocy był jedynym na który zdecyduje się Voldemort, bo nie była pewna czy kolejne takie atrakcje byłaby w stanie przeżyć emocjonalnie.