Secrets of London
[grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) (/showthread.php?tid=5873)



[grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Astoria Avery - 19.03.2026

grudzień 1970, Londyn
nastał czas ciemności

Grudzień miał w sobie coś ciężkiego, jakby powietrze stało się gęstsze od niewypowiedzianych myśli i oczekiwań, które narastały wraz ze zbliżającym się Yule. Londyn żył teraz w zupełnie innym rytmie niż przez resztę roku - jakby ktoś narzucił mu nową, bardziej widowiskową narrację, w której wszystko musiało być jaśniejsze, bogatsze, bardziej przekonujące. Ulice rozświetlały się długimi pasmami zaczarowanych świateł, zawieszonych nad głowami przechodniów niczym świetliste konstelacje. W witrynach sklepowych pojawiały się starannie skomponowane sceny: sztuczny śnieg osiadający na miniaturowych dachach, figurki poruszające się w zapętlonych, niemal hipnotycznych choreografiach, manekiny ubrane w ciężkie, eleganckie tkaniny, które miały sugerować zarówno luksus, jak i ciepło. Atmosfera świąt była dla niej nie do zniesienia. Dawniej ten czas miał w sobie niepowtarzalny urok, ale po śmierci Juliana wszystko się zmieniło. Teraz każde święto to jedynie przypomnienie, że już nigdy nie spędzą ich wspólnie, że ich rodzina już zawsze będzie rozbita. Niemnie uśmiechała się, uczestniczyła w tym, co należało, potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji, ale było w tym coś mechanicznego, jak dobrze wyuczona rola.
Kurs, który właśnie ukończyła, pozostawił po sobie coś więcej niż tylko uporządkowaną wiedzę. Był jak filtr, przez który zaczęła patrzeć na świat jeszcze uważniej, jeszcze bardziej analitycznie. Każda ekspozycja, każdy detal, każda decyzja artystyczna przestawały być przypadkowe. Widziała struktury tam, gdzie inni widzieli jedynie estetykę. Ulice tętniły życiem. Sklepy przyciągały światłem i kolorami, a wystawy były niemal przesadnie dopracowane - jakby każdy detal miał udowodnić, że magia świąt istnieje naprawdę. Astoria zatrzymywała się przy niektórych z nich, przyglądając się uważnie kompozycjom, analizując układ, proporcje, sposób, w jaki prowadziły wzrok. Przynajmniej dopóki nie dostrzegła zbliżającej się postaci.
- Jak dobrze cię widzieć! - objęła Lanę krótko, ale wystarczająco mocno, by w tym geście zawrzeć coś więcej niż zwykłą uprzejmość. Było w tym uścisku echo dawnych lat - korytarzy Hogwartu, rozmów urywanych dzwonkiem na kolejne zajęcia. Świata, który wydawał się jednocześnie tak bliski i tak odległy, jakby należał do kogoś, kim już nie była. Kiedy się odsunęła, jej uśmiech pozostał. Przez moment przyglądała się Lanie uważnie, jakby chciała uchwycić wszystkie zmiany, które zaszły od czasu ich ostatniego spotkania. Nie widziały się od tak dawna, a przecież tyle się po drodze wydarzyło. Część informacji można wysłać listem, ale zwykła rozmowa twarzą w twarz potrafi przekazać więcej niż puste słowa na pergaminie. Zakupy były jedynie wygodnym pretekstem, czymś, co pozwalało nadać temu spotkaniu pozory celu.
- Jak twoje podróże? Gdzie ostatnio byłaś? - zapytała z zaciekawieniem. Wiedziała, że Lana niedawno wróciła na święta, a nie miała wcześniej okazji, by poznać więcej szczegółów.
Szła obok dziewczyny, mijając kolejne witryny, które przyciągały spojrzenia przechodniów, ale jej własne oczy zatrzymywały się na nich tylko na krótkie momenty. Bardziej skupiona była na koleżance, za którą się szczerze stęskniła. - Brakuje ci jeszcze jakichś prezentów? - ostatnie pytanie było czysto strategiczne, żeby ustalić plan działania, jakie sklepy po drodze odwiedzą. - Może jakiś grzaniec na dobry początek?


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Lana Dolohov - 22.03.2026

Umysł Lany również stale poszukiwał struktur i wzorów w otaczającym ją świecie. Jednak, w przeciwieństwie do Astorii, zamiast artystycznych kompozycji dostrzegała procesy historyczne, które nadały miastu jego obecny kształt. Ponad dwa tysiące lat wydarzeń odcisnęło swoje piętno na Londynie do tego stopnia, że Dolohovówna odkrywała coś nowego za każdym razem, gdy wracała w rodzinne strony. Tak było również teraz, kiedy przemierzała ulice metropolii, po miesiącach spędzonych na walijskiej prowincji. Nawet kiczowate świąteczne dekoracje były godne uwagi, ponieważ stanowiły swego rodzaju znak czasów; możliwe, że kiedyś historycy będą badać je pod kątem preferencji estetycznych czarodziejskiego społeczeństwa w latach 70. XX wieku.

Jak bardzo zajmująca nie byłaby analiza londyńskiego krajobrazu, Lanie zaczynało się kręcić w głowie od wszystkich otaczających ją bodźców. Dłuższy pobyt na łonie natury odzwyczaił ją od tłumów, które w okresie świątecznym niestety często zapychały świąteczne ulice. W takich sytuacjach Dolohovówna starała się znaleźć pośród tłoku jakiś znajomy element, na którym mogła skupić uwagę. Szczęśliwie nie musiała szukać długo, ponieważ ujrzała koleżankę, z którą była umówiona.
– Ciebie również dobrze widzieć Tori. – odetchnęła z ulgą obejmując drugą czarownicę. Znajomy ton głosu i zapach uspokoiły ją, przywołując wspomnienia czasów, kiedy wszystko wydawało się prostsze. Czasów, kiedy brat Astorii jeszcze żył. Czas jednak płynął nieubłaganie i tak jak zmieniał się świat dookoła, zmieniała się również ich dwójka. Między podróżami Dolohovówny oraz kursami Avery ciężko było znaleźć czas na wspólne spotkania, lecz każde nowe doświadczenie zostawiało na nich ślad, choćby subtelny. Tak jak teraz, Lana wydawała się ogólnie bardziej wypoczęta w porównaniu do ostatniego razu, kiedy się widziały (pomijając stres związany z przebywaniem w tłumie).

– Jakiś czas temu wróciłam z Anglesey, a wcześniej zwiedziłam resztę Walii. Przyznam ci, że sama nie spodziewałam się ile historii może skrywać w sobie nawet najbardziej niepozorny skrawek lądu... – po tym jak Astoria przywołała temat podróży, Lana musiała się skupić, by nie przytłoczyć koleżanki opowiadaniem o swoim ulubionym zainteresowaniu. Na to przyjdzie czas później. – Udało mi się znaleźć pamiątki, które idealnie sprawdzą się jako prezenty. Po prawdzie, mam również jeden dla ciebie. – wskazała na elegancko zapakowany pakunek, który przez cały czas trzymała pod ramieniem. – Tak, myślę, że grzaniec to dobry pomysł. Mamy przecież tyle do obgadania...


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Astoria Avery - 03.04.2026

- Dobrze wyglądasz - dodała po chwili, gdy zdążyła się przyjrzeć czarownicy. Jej usta wygięły się lekko, ale nie był to ten uprzejmy, wyuczony uśmiech. Ten był subtelniejszy, bardziej prawdziwy - pojawił się i pozostał, jakby nie wymagał kontroli. W energii między nimi wciąż były te znajome nuty. Coś, co przypominało jej dawne rozmowy, kiedy jeszcze wszystko wydawało się prostsze, mniej obciążone konsekwencjami i doświadczeniem. Lana mówiła w ten sam sposób, z charakterystycznym skupieniem, z potrzebą nadawania sensu temu, co dla innych pozostawało niezauważalne. Avery dostrzegała w tym pewną stałość, coś, co nie uległo zmianie mimo upływu czasu i wszystkich przebytych dróg.
- Anglesey? Musisz mi wszystko opowiedzieć. Odnalazłaś jakieś zapomniane magiczne szlaki? - zawsze z chęcią słuchała osób, które znały się na danym temacie i opowiadały o nim z pasją. Sama potrafiła dyskutować o sztuce bez końca, ale tylko jeśli widziała zainteresowanie drugiej strony. Poza tym lubiła słuchać opowieści o podróżach, bo sama zaznała ich niewiele. Od zawsze funkcjonowała wśród ludzi, w przestrzeniach zamkniętych, choć pełnych światła. Nawet gdy była sama, otaczały ją ślady cudzej obecności - obrazy, przedmioty, historia zatrzymana w ramach i rzeźbach. Nie znała ciszy prawdziwej samotności i połączenia z naturą. I może właśnie dlatego czuła to cicho ukłucie zazdrości. Zazdrości o coś, czego sama nigdy nie spróbowała, a co wydawało się mieć w sobie pewną formę ukojenia, którego jej brakowało. Nie okazała tego wprost. Jak zawsze.
Ruszyły dalej, powoli, wpasowując się w rytm miasta, które zdawało się nie zwracać na nie uwagi, a jednocześnie nieustannie je otaczało. Tłum przesuwał się wokół nich, ciężki od ruchu i dźwięków, ale Astoria odczuwała go teraz inaczej, jakby obecność Lany tworzyła wokół nich niewielką, oddzieloną przestrzeń.
- Tak? Właściwie też mam dla ciebie pewien drobiazg - uśmiechnęła się, choć nie wyciągnęła jeszcze niewielkiego pakunku ze swojej torebki.
Jeden ze świątecznych straganów przyciągał uwagę ciepłym światłem i aromatem przypraw, który unosił się w powietrzu, odcinając się wyraźnie od chłodnej, grudniowej aury. Nad ladą wisiały girlandy z zaczarowanych gałązek, delikatnie poruszające się mimo braku wiatru. Wskazała go Lanie i obie podeszły bliżej. Zapach grzanego wina od razu wypełnił ich zmysły.
- Z pomarańczą? - dopytała, po czym zamówiły dwie porcje, a kiedy ciepłe naczynie znalazło się w jej dłoniach, przez krótką chwilę skupiła się wyłącznie na tym odczuciu - na przyjemnym cieple przenikającym przez materiał rękawiczek, na parze unoszącej się leniwie ku górze. Oparła się lekko o drewnianą krawędź straganu, pozwalając sobie na tę drobną pauzę. I wtedy to usłyszała. Najpierw tylko podniesione głosy - ostre, wyraźnie odcinające się od reszty ulicznego gwaru. Nie były to dźwięki radosnej sprzeczki ani przypadkowej wymiany zdań. Było w nich napięcie, które natychmiast przyciągało uwagę. Astoria uniosła lekko spojrzenie. Dwóch czarodziejów stało kilka kroków dalej, zbyt blisko siebie, by można było uznać ich rozmowę za spokojną. Jeden z nich ściskał w dłoni skrawek pergaminu, który drżał lekko przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Drugi gestykulował ostro, jakby same słowa nie wystarczały, by oddać to, co próbował przekazać. Nie słyszała wszystkiego od razu. Ale fragmenty wystarczyły. Słowa, które w ostatnich tygodniach zaczynały pojawiać się coraz częściej - w rozmowach, w szeptach, w spojrzeniach rzucanych ponad ramionami. Część słyszała nawet od Cedrica. Astoria stała nieruchomo, trzymając w dłoniach ciepłe naczynie, które nagle przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Jej spojrzenie zatrzymało się na pergaminie.


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Lana Dolohov - 23.04.2026

– Naprawdę? Dziękuję. Ty również wyglądasz pięknie. – dla śmietanki towarzyskiej komplementy były utartymi formułkami, podobnie jak powitania czy pytania o samopoczucie. Sentymenty wyrażone przez rozmówcę nie musiały być autentyczne, ponieważ liczyły się wyłącznie dobre maniery. W relacji między starymi koleżankami istniało jednak o wiele więcej swobody, a co za tym szło, również szczerości. Lana wiedziała, że pochwała z ust Astorii miała pokrycie w rzeczywistości, gdyż nie musiały wymieniać na siłę pustych komplementów. Należało więc zaufać słowom kustoszki, zwłaszcza, że sama prezentowała się aktualnie jak dzieło sztuki. – To największa wyspa Walii, leży na północnym zachodzie. Przebywając tam czasami można odnieść wrażenie, że czas zapomniał o tym miejscu. Jeśli jednak głębiej się poszuka, można odnaleźć magiczne artefakty z wielu epok. Miałam ogromne szczęście... Och, wybacz. Opowiem ci, jak już gdzieś usiądziemy. – fakt, że Avery słuchała jej wypowiedzi z uwagą, ucieszył Dolohovównę (chyba nawet bardziej niż komentarz na temat wyglądu). Niewiele było osób gotowych do wytrzymania jej słowotoku, a już mniej takich, którzy robili to nie zajmując się jednocześnie zawodowo historią. Lana była więc ogromnie wdzięczna za swoją garstkę przyjaciół, która nie zraziła się do niej przez te wszystkie lata.

– Ach, czyli obie wpadłyśmy na ten sam pomysł. – uśmiechnęła się lekko, na wieść o prezencie. Zapewne mogła się spodziewać, że podczas spotkania w okresie świątecznym koleżanka czymś ją obdaruje, ale wciąż był to bardzo miły gest. Aromat roztaczający się wokół stoiska z grzanym winem był kuszący oraz intensywny. Dolohovówna wciąż czuła się trochę oszołomiona przez wszystkie otaczające ją bodźce, lecz na szczęście towarzystwo drugiej czarownicy działało na nią uspokajająco. – Tak, poproszę. – przytaknęła na propozycję przyjaciółki. Cytrusy, zwłaszcza z goździkami, były właśnie tym co nadawało świątecznemu napojowi jego charakterystyczny zapach. Lana zamknęła oczy i spróbowała wyciszyć umysł, by skupić się wyłącznie na tej sensacji. Chciała w ten sposób odgrodzić się od wszelkich natrętnych bodźców, lecz nie udało się, gdyż dotarły do niej odgłosy kłótni.

Otworzyła oczy i tak jak Astoria, podążyła wzrokiem za źródłem hałasu. Z urywków rozmowy między dwoma rozemocjonowanymi czarodziejami domyśliła się, co też zawierał pergamin trzymany przez jednego z nich. Manifest Czarnego Pana. Można było odnieść wrażenie, że mieszkając w Anglii nie dało się uniknąć tego tematu. Dolohovówna powróciła do ojczyzny już po ogłoszeniu i niemal od razu odczuła zmianę w atmosferze, jaką wywołało. Jakby już na zawsze miała pozostać skażona konfliktem. Co prawda w magicznym społeczeństwie podziały istniały niemal od zawsze, jednak tak skrajnych poglądów nie głosił nikt od czasów Grindelwalda. Lana nie wiedziała jak się odnaleźć w tej sytuacji, więc starała się spojrzeć na obecne wydarzenia z dystansu, jak gdyby była historykiem badającym jakiś okres z przeszłości.
– To... Nie spodziewałam się, że ludzie zaczną się wykłócać nawet w miejscach publicznych. Ale każdy zdaje się mieć zdanie na ten temat. – każdy poza nią samą.


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Astoria Avery - 29.04.2026

Podziękowała jej z szerokim uśmiechem na odwzajemniony komplement, przekonana o jego szczerości. Jej spojrzenie, spokojne i skupione, zatrzymało się na Lanie odrobinę dłużej, gdy ta mówiła o wyspie - o miejscu, gdzie czas zdawał się płynąć inaczej, wolniej, niemal niechętnie. W jej oczach pojawiło się coś trudniejszego do uchwycenia niż zwykłe zainteresowanie. Czy odnalazła jakiś ciekawy artefakt?
- Świetnie, bo jestem niesamowicie ciekawa twoich odkryć - kiwnęła głową z wyraźnym ożywieniem. Jej palce zacisnęły się lekko wokół naczynia z grzanym winem, gdy uniosła je nieco wyżej, pozwalając, by ciepło przeniknęło przez skórę. Zapach przypraw zdawał się na moment przytłumić ostrość rzeczywistości, stworzyć iluzję oddzielenia od świata, który pulsował wokół nich coraz bardziej niespokojnym rytmem. Uniosła napój do ust, upijając niewielki łyk, bardziej dla samego gestu niż potrzeby. Ciepło rozlało się w niej powoli, ale nie sięgało tam, gdzie zaczynało się to inne napięcie - to bardziej subtelne, trudniejsze do nazwania.
Nie dało się zignorować podniesionych głosów. Kobieta nie odrywała wzroku od sceny rozgrywającej się kilka kroków dalej, choć jej twarz pozostawała niemal idealnie spokojna,  jakby obserwowała nie kłótnię, lecz przedstawienie. Słowa o nowym porządku, o hierarchii, o miejscu, które, według jednego z nich, należało się tym "właściwym", nie brzmiały dla niej ani szokująco, ani absurdalnie. Wpisywały się w coś, co od dawna funkcjonowało pod powierzchnią, choć rzadko było wypowiadane wprost, z taką bezczelną otwartością. Nie odwróciła wzroku, gdy głosy podniosły się jeszcze bardziej. W jej postawie nadal było coś spokojnego, niemal wycofanego, a jednak pod tą maską kryła się wyraźna ciekawość - chłodna, analityczna, pozbawiona emocjonalnego zaangażowania, ale nie mniej intensywna. Kiedy jeden z mężczyzn sięgnął po różdżkę, jej spojrzenie nieco się wyostrzyło.
To był ten moment. Granica, która właśnie została przekroczona. Drugi odpowiedział tym samym - ruch szybki, instynktowny, i przez ułamek sekundy wydawało się, że wszystko wokół nich zamarło, jakby świat wstrzymał oddech, czekając na to, co wydarzy się dalej. Ale nic się nie wydarzyło. Nie zdążyło. Właściciel straganu wkroczył między nich z energią, która była niemal zaskakująca, jego głos przeciął napięcie jak ostrze, brutalnie i bezceremonialnie. Było w nim coś niepodważalnego - autorytet wynikający nie z pozycji, lecz z determinacji, z odmowy pozwolenia, by chaos rozlał się tu, na jego oczach. To wystarczyło. Napięcie opadło nagle, jakby ktoś przeciął niewidzialną nić. Mężczyźni wycofali się, każdy w swoją stronę, wciąż rozemocjonowani, wciąż napięci, ale już bez tej gotowości do działania, która przed chwilą była tak wyraźna. Pergamin wypadł z dłoni jednego z nich. Upadł na ziemię niemal bezgłośnie. Astoria zauważyła to natychmiast. Jej spojrzenie opadło wraz z nim, zatrzymując się na jasnej powierzchni kontrastującej z ciemniejszym brukiem.
Machnięciem różdżki przywołała manifest i wbiła wzrok w rozpisane postulaty.
- Tak... a będzie tylko gorzej - stwierdziła po chwili, podając przyjaciółce pergamin. - Jakie jest twoje zdanie?


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Lana Dolohov - 06.05.2026

Lana również obserwowała całe zajście, lecz wnioskując po wyrazie twarzy czarownicy, wywołało ona u niej lekkie zmieszanie. Gdyby była sama, zapewne oddaliłaby się parę kroków, by wyjść spoza potencjalnego pola rażenia. Odgłosy kłótni stanowiły również jeden z bodźców, który potrafił ją drażnić. Teraz jednak stała u boku Astorii i nie wyglądało na to, by koleżanka zamierzała się ruszyć. Czyżby zaangażował ją ten spór?

Kiedy skłucemi czarodzieje wyciągnęli różdżki, oddech zamarł Dolohovównie w piersi. Tylko trzymany w rękach kubek powstrzymał ją przed ściśnięciem Avery za ramię, w zamiarze ewakuacji. Szczęśliwie właściciel straganu zainterweniował w ostatniej chwili przed eskalacją. Lana podziękowała mu w duchu, gdyż sama była za słaba by zareagować (zarówno fiztcznie jak i psychicznie). Damie nie wypadało zresztą angażować się w potyczki, nawet słowne. Dolohovówna była gotowa zapomnieć o całej sytuacji gdy tylko mężczyźni się rozeszli, lecz najwyraźniej Astoria nie zamierzała odpuszczać. Rzuciła okiem na przekazany pergamin, czym potwierdziła swoje przypuszczenia. Miały przed sobą ten manifest.

– M-moje zdanie? – bezpośrednie pytanie koleżanki zbiło ją z tropu. Lana czuła się niezręcznie, kiedy stawiano ją na świeczniku, zwłaszcza w kwestiach dotyczących bierzących wydarzeń. Co prawda nie stroniła od tematów politycznych; śledziła sytuację w kraju i mogła przeprowadzić rozmowę na temat polityki z perspektywy historycznej. Jednakże ze względu na swój charakter oraz wychowanie w rodzinie, która ceniła sobie neutralność, wolała unikać wszelkich konfrontacji. W towarzystwie kogoś obcego zapewne udzieliłaby wymijającej odpowiedzi, akceptowalnej dla każdego stronnictwa. Ale Tori nie była "kimś" tylko jej bliską koleżanką... Może więc i w tej kwestii mogła sobie pozwolić na więcej szczerości.

– Dla mnie to wszystko jest przerażające. – odpowiedziała takim tonem, jak gdyby dawała upust tłumionym emocjom. – Agresja, która bije z tego manifestu. Wszechobecne napięcie. Rosnąca polaryzacja. Nie trzeba być historykiem by wiedzieć, że te zjawiska mogą doprowadzić do katastrofy. – przełknęła ślinę. Może i ta wypowiedź brzmiała banalnie, lecz dla przyzwyczajonej do dystansowania się Dolohovówny, nawet słowa jednoznacznie sprzeciwiające się przemocy stanowiły zajęcie jakiegoś stanowiska. – Dlatego należy zwalczać skrajne ruchy. Wszystkie, niezależnie od poglądów. – takie właśnie były jej poglądy w tym konkretnym momencie. Dopiero upływ lat oraz doświadczenie Spalonej Nocy sprawią, że Lana zacznie się zastanawiać nad swoim centrystycznym podejściem. Teraz jednak wciąż miała luksus komentowania wydarzeń z perspektywy neutralnego obserwatora, a nie osoby poszkodowanej. Pamiętała również o losie Juliana, który zmarł z ręki mugolaka. Zdaniem Dolohovówny, w każdym stronnictwie politycznym znajdą się i dobre i złe osoby, a zatem jednoznaczne opowiadanie się za którymś ugrupowaniem nie miało sensu.


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Astoria Avery - 15.05.2026

Spojrzała na Lanę odrobinę uważniej, kiedy ta mówiła o strachu, o napięciu, o katastrofie, która mogła nadejść. I choć jej twarz pozostała spokojna, w spojrzeniu pojawił się ledwie dostrzegalny cień refleksji, może sceptycyzmu. Bo Astoria rozumiała ten lęk. Wychowała się jednak w świecie, w którym poczucie wyższości nie było czymś brutalnym ani krzykliwym. Nie uczono jej nienawiści wprost - raczej przekonania, że istnieje naturalny porządek rzeczy. Że pewne nazwiska coś znaczą. Że krew ma wartość. Że kultura, wychowanie, tradycja i magia przekazywana przez pokolenia tworzą coś, czego nie da się po prostu zrównać z każdym przypadkowym czarodziejem, który dopiero co odkrył istnienie magicznego świata. To było w niej głęboko. Tak głęboko, że często nawet nie postrzegała tego jako uprzedzenia. Po prostu rzeczywistość.
Jej palce przesunęły się po krawędzi pergaminu, który wciąż trzymała w dłoni, powoli, niemal odruchowo. Słowa, które jeszcze kilka tygodni temu brzmiałyby jak radykalna fantazja wypowiadana półgłosem gdzieś w cieniu salonów, a teraz zaczynały żyć własnym życiem - krążyć po ulicach, trafiać do rąk przypadkowych ludzi, wywoływać kłótnie wśród obcych sobie czarodziejów.
Oczywiście dostrzegała brutalność. Dostrzegała fanatyzm kryjący się pod wielkimi hasłami. Nie była głupia - wiedziała, że rewolucje rzadko kończą się elegancko, a ludzie owładnięci ideologią bywają niebezpieczni niezależnie od strony, po której stoją. Ale jednocześnie... nie potrafiła całkowicie odrzucić samej idei.
- Katastrofy pojawiają się z jakiegoś powodu - odezwała się w końcu cicho. - Czasami są tylko konsekwencją napięć, które istniały od dawna, ale wszystkim wygodniej było udawać, że ich nie ma. - Miała wrażenie, że większość osób mówiła wyłącznie o skutkach, ignorując przyczyny. Mimo to jej głos pozostawał cichy, wyważony, niemal elegancki w swojej powściągliwości. Nie było w nim fanatyzmu ani emocjonalnego uniesienia. Astoria nigdy nie należała do osób, które podnosiły głos, by udowodnić swoje racje.
Rozwinęła pergamin odrobinę bardziej, pozwalając, by wzrok przesunął się po fragmentach tekstu. Litery zdawały się niemal zbyt ostre na tle świątecznych dekoracji wokół nich.
- Nasz świat od pokoleń opierał się na rodach, tradycjach, nazwiskach, które coś znaczyły. Na rodzinach, które budowały ten świat, rozwijały magię, tworzyły instytucje, chroniły własną kulturę - czy miała możliwość postrzegać to inaczej, skoro tak została wychowana? - A teraz wszyscy nagle mamy udawać, że to nie ma znaczenia?
Astoria nie postrzegała swoich przekonań jako okrucieństwa. W jej głowie były logiczną konsekwencją wychowania, środowiska, historii, którą wpajano jej od dzieciństwa. A także wydarzeń sprzed 3 lat, gdy zginął jej brat. I może właśnie dlatego manifest Czarnego Pana działał na nią w ten sposób. Ona nie słyszała wyłącznie gróźb i przemocy. Słyszała również frustrację czarodziejów, którzy od dawna czuli, że świat wymyka im się z rąk.
Mimo różnicy zdań, która zawisła między nimi niemal tak wyraźnie jak para unosząca się znad kubków grzanego wina, Astoria nie odczuwała irytacji ani potrzeby, by przekonywać Lanę za wszelką cenę do własnego sposobu myślenia. Nie musiały się we wszystkim zgadzać, żeby się lubić i szanować.
- Historia zawsze wygląda inaczej dla ludzi, którzy ją obserwują... i dla tych, którzy próbują ją tworzyć - dodała ciszej, bardziej do siebie niż do Lany, bo przecież sama jeszcze nie wiedziała, w jakiej roli zostanie obsadzona.


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Lana Dolohov - 28.05.2026

Obserwowała Astorię z lekką obawą, że źle zareaguje na jej słowa. Przyjaciółka jednak pozostała spokojna, rozważając wypowiedź Lany z charakterystyczną dla siebie elegancją. Po prawdzie powinna była się tego spodziewać; znała przecież Avery od lat i wiedziała, że nie musi się przy niej martwić o nagłe wybuchy emocji. W stresujących sytuacjach Dolohovównie zdarzało się po prostu tworzyć niepodparte niczym teorie oraz nadmiernie nimi przejmować. Dlatego reakcja kustoszki (a raczej jej brak) trochę ją uspokoiła.

Słowa, które potem padły z ust Torii sprawiły, że tym razem to Lana musiała chwilę się zastanowić nad odpowiedzią.
– To prawda. Ale zawsze można liczyć, że napięcia mimo wszystko nie doprowadzą do katastrofy. – z logicznego punktu widzenia najpewniejszym sposobem na ominięcie kryzysu było zniwelowanie napięć, lecz historyczka zdawała sobie sprawę, że wymagałoby to ogromnego wysiłku ze strony Ministerstwa (które chyba i tak nie interesowało się tymi kwestiami). Poza tym, Dolohovówna nie miała w sobie na tyle inicjatywy, by proponować aktywne sposoby na rozwiązanie problemów. Być może spora część czarodziejskiej społeczności miała podobne podejście i z tego powodu unikała poruszania tematu przyczyn aktualnego kryzysu. – Jak to się mówi, oby nie było nam dane żyć w ciekawych czasach.

Kolejna wypowiedź przyjaciółki bardziej ją zaskoczyła. Czyżby Astoria uważała, że brak jednoznacznej dominacji czarodziejów czystej krwi oznaczał zerwanie z całym dorobkiem magicznej kultury? Szczerze mówiąc, nie myślała nigdy nad tym w ten sposób. Jako elita, czystokrwiste rodziny od lat decydowały przecież o normach zachowań oraz dyktowały trendy i ciężko było wyobrazić sobie, jak wyglądałby ich świat bez tej ścisłej hierarchii. Jednak z drugiej strony, Lana odniosła wrażenie, że tym, co kierowało Lordem Voldemortem, nie była troska o kulturę czy historię.
– Nie sądzę… Większość czarodziejów brudnej krwi raczej nie chce kompletnie odcinać się od przeszłości naszego świata. – było to dość naiwne myślenie. Dolohovówna nie potrafiła też wyobrazić sobie, że realnie dałoby się zmienić podwaliny magicznego społeczeństwa, pozbawiając czystokrwistych wpływu. Lecz do tej pory tak samo nie sądziła, iż ktoś faktycznie będzie chciał całkowicie zdominować czarodziejów brudnej krwi. – A jeśli któryś by chciał, to nie różniłby się okrucieństwem od twórcy tego manifestu. – zapewne mugolak, który zabił Juliana, miał pod względem agresji sporo wspólnego ze zwolennikami Czarnego Pana.

To był chyba pierwszy raz, kiedy różnica w ich poglądach była aż tak widoczna. Z pewnością te parę lat po ukończeniu Hogwartu ukształtowało każdą z nich na inny sposób, także w kwestii przekonań. Z wyrazu twarzy Avery ciężko było odczytać cokolwiek, ale nawet jeśli poczuła się zdradzona wypowiedziami towarzyski, to tego nie okazała. Nie próbowała również na siłę jej przekonywać ani nawet z nią dyskutować, za co Lana była jej bardzo wdzięczna. Bardzo ceniła sobie przyjaźń z Astorią i nie chciałaby jej narażać przez coś tak w jej opinii abstrakcyjnego jak manifest.
– Cóż, ja zdecydowanie wolę być obserwatorką. Najchętniej zza okna biblioteki. – uśmiechnęła się lekko do przyjaciółki, by rozładować resztki napięcia. – Co powiesz na to, żebyśmy poszły teraz coś zjeść? – chciałaby również dać Tori prezent, ponieważ pakunek zaczynał jej powoli ciążyć.


RE: [grudzień 1970] Nastał czas ciemności (Lana Dolohov, Astoria Avery) - Astoria Avery - 04.06.2026

Słuchała jej uważnie, nie przerywając ani razu, pozwalając, by kolejne słowa wybrzmiały do końca. Miała w sobie coś, co wielu ludzi błędnie brało za chłód - umiejętność wysłuchania drugiej strony bez natychmiastowego wchodzenia w spór. W rzeczywistości nie wynikało to z obojętności. Wręcz przeciwnie. Astoria bardzo rzadko mówiła wszystko, co myślała. Zamiast tego analizowała. Porządkowała. Ważyła słowa. Być może dlatego tak niewiele osób zdawało sobie sprawę, jak silne potrafiła mieć przekonania.
Przez moment jej spojrzenie uciekło ku jednej z wystaw sklepowych, za którą zaczarowane figurki tańczyły wokół miniaturowej choinki. Tak zwyczajny widok. Tak oderwany od rozmowy, którą prowadziły. A jednak właśnie to było najbardziej niepokojące. Świat zawsze wyglądał normalnie, zanim przestawał taki być.
- Chciałabym w to wierzyć, ale to - uniosła odrobinę wyżej pergamin z manifestem - udowadnia, że jednak te ciekawe czasy nadeszły.
Nie chciała odbierać Lanie optymizmu, ale też nie chciała, żeby dziewczyna naiwnie myślała, że to wszystko rozejdzie się po kościach. Za daleko to zaszło, nastroje były coraz bardziej niespokojne i całość zmierzała w złym kierunku - na to trzeba było się przygotowywać.
- Ale historia nie składa się przecież wyłącznie z ludzi żądnych władzy. Składa się też z ludzi, którzy przez lata ignorowali problemy, bo wydawało im się, że same znikną.
Lekko przechyliła głowę, bo choć sama nie była ekspertem od historii, to jakąś wiedzę o świecie miała. Nie traktowała tej rozmowy jak wymiany pocisków, po prostu lubiła lubiła rozmawiać z ludźmi inteligentnymi, właśnie dlatego, że mogli się nie zgadzać. Rozmowa stawała się wtedy czymś więcej niż wymianą uprzejmości.
Kiedy Lana wspomniała, że mugolaki nie chcą odcinać się od przeszłości magicznego świata, Astoria uśmiechnęła się lekko.
- Być może - przyznała, bo nie obracała się wśród takich ludzi i nie znała ich sposobu myślenia; a jednak spodziewała się po nich tylko tego, co najgorsze. - Ale przyznasz chyba, że łatwiej deptać tradycję, której samemu nie trzeba było budować.
To właśnie rodziny czystej krwi stanowiły fundament czarodziejskiej społeczności, należało im się miejsce na piedestale, po prostu. Niemniej nie próbowała się teraz kłócić, bo nie uważała koleżanki za przeciwnika. Mogła mieć swoje zdanie. Nie była kimś, komu trzeba było cokolwiek udowadniać. Była Laną. Tą samą Laną, która godzinami potrafiła opowiadać o ruinach sprzed setek lat z takim zachwytem, jakby odkryła właśnie największy skarb świata. Tą samą, która w Hogwarcie przesiadywała z nosem w książkach i zawsze zdawała się patrzeć na rzeczywistość przez pryzmat procesów historycznych.
Zaśmiała się i kiwnęła głową. Miała wielką nadzieję, że przyjaciółka w przyszlości nie będzie musiała wychodzić z roli obserwatorki.
- Gdyby wybuchła wojna, prawdopodobnie znaleziono by cię gdzieś pośrodku katastrofy, analizującą kroniki sprzed czterystu lat i próbującą znaleźć historyczne podobieństwa - zażartowała, wsuwając dłoń pod ramię Lany w dawnym, niemal szkolnym geście. - Chodź. Znajdźmy jakieś miejsce z jedzeniem, zanim zamarzniemy tutaj na śmierć, a potem możemy oficjalnie udawać zaskoczone, kiedy wręczymy sobie prezenty.
I z tym samym subtelnym uśmiechem ruszyła dalej rozświetloną ulicą, pozwalając, by świąteczny gwar Londynu ponownie otulił je swoim hałasem, które choć na chwilę odsuwało od ludzi wszystkie sprawy większe od nich samych.
Koniec sesji