Secrets of London
[czerwiec 1972, posiadłość Mulciberów w Szkocji] миллион алых роз - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [czerwiec 1972, posiadłość Mulciberów w Szkocji] миллион алых роз (/showthread.php?tid=5877)



[czerwiec 1972, posiadłość Mulciberów w Szkocji] миллион алых роз - Lorien Mulciber - 19.03.2026

- Pani powinna wyjść na spacer.- Zaskrzeczała nerwowo Selar, trzymając w drżących dłoniach czajnik z gorącą, czarną herbatą i porcelanową filiżankę. Bała się, bo przecież ostatnim razem Pani wszystko potrzaskała parząc biedną Selar. A potem nakazała sobie przygotować nową herbatę i zrobiła dokładnie to samo!
Bała się Pani, gdy Pani godzinami siedziała w milczeniu w ciemnej bibliotece, nie zgadzając się nawet na uchylenie ciężkich zasłon i wpuszczenie trochę powietrza. Nigdy nie było wiadomo czy Pani akurat czuje się dobrze, czy gdy się odwróci to spojrzy na Selar z tą straszną nienawiścią. I niby Pan mówił, że Selar nie ma się czego bać, ale jak się nie bać jak Pani zabraniała biednej Selar mówić o tych wszystkich strasznych rzeczach, które ona jej mówiła. A potem się śmiała, tak strasznie się śmiała, jakby to wszystko to był tylko przerażający żart. A przecież, nie był, prawda? Nie mógł być, skoro Pani…

Lorien odwróciła się powoli w stronę skrzatki, a ta zamarła bez ruchu. Jedynie taca zaczęła dygotać jeszcze bardziej jakby chuderlawe stworzenie nie było w stanie utrzymać jej w powietrzu. Żałosne. Wszystko to co ją otaczało było zwyczajnie w świecie żałosne. Nie potrafiła powiedzieć czy tęskni. A jeśli tęskniła - to za czym. Obracała w dłoniach różdżkę. Przerzucała ją między swoimi palcami, czuła przepływającą przez leszczynowe drewno magię. Mogłaby ją skrzywdzić. Znała przecież zaklęcie. Czy wtedy wróciłoby zrozumienie? Czy wróciłaby wola walki o to co lubili nazywać życiem? Czy wijąca się w konwulsjach skrzatka była tym czego łaknęło jej serce i dusza? Przechyliła głowę. Chyba nie. Nie była tego warta.
Zamiast tego skierowała różdżkę w stronę gramofonu ustawionego na stoliku. Igła zgrzytnęła, przywołana do życia, płyta zaczęła powoli się kręcić, a muzyka płynąć pośród zakurzonych ksiąg starej biblioteki.
Миллион, миллион, миллион алых роз…

Lorien westchnęła cicho, przymykając oczy.
Marudzenie starej skrzatki rozmyło się w powietrzu, gdy pozwoliła sobie na mentalną ucieczkę. We wspomnieniach zawsze wędrowała po ośnieżonych wzgórzach West Yorkshire. Czasami był z nią Alexander, czasem podążała znaną ścieżką sama w towarzystwie Kopernika. Śnieg spadał ciężkimi płatami na jej ciemne loki, moczył miękki błękitny kubraczek i wysokie botki. Ale szła dalej przed siebie - zwykle docierała na cmentarz. Pod swój własny pomnik.
Nie rozumiała tego, a spoglądająca z piedestału kamienna podobizna zdawała się niezrozumienie odwzajemniać. Nie wyryto inicjałów, żadnego epitafium, nawet dat. Pewnie planowali zrobić to później, gdy wreszcie będzie przydatny. Ale w postumencie umieszczono żelazne drzwiczki. Zwykle kucała przy nich i pokazywała zainteresowanemu psu. “Widzisz? Tu mnie złożą, gdy się przemienię i… gdy w końcu umrę.”  Powtarzanie tego przynosiło dziwny spokój.
Potem podnosiła się i przyglądała przez chwilę samej rzeźbie. Ciężko było odmówić kamieniarzowi kunsztu, ale… czy to wciąż była ona? Lata mijały, a kamień zatrzymał się w czasie. Tu wciąż miała szesnaście lat. Może tak powinno być? Może taką chcieli ją pamiętać?
Dookoła posadzono krzewy czerwonych róż, które zimą obumierały i straszyły gąszczem gałęzi i kolców. Pośród nich na wiosnę uwiją sobie gniazda wróble i mazurki. Umoszczą się w nich kosy, albo nawet pokrzewki. Podobała jej się ta wizja.
- Zawsze przychodzisz i odchodzisz, co?- Odezwał się znajomy głos. Uśmiechnęła się ciepło, odwracając do skrytego za mgłą wspomnienia.

Z marzeń sennych wybudziło ją ciche stukanie w okno. Otworzyła oczy.
Кто влюблен, кто влюблен, кто влюблен и всерьез
Piosenka zapętlała się od tak dawna, że Lorien straciła poczucie czasu. Ale przynajmniej Selar sobie już poszła zostawiając zimną herbatę i filiżankę na stoliku przy fotelu Pani. Zignorowała napój. Nie chciała ryzykować. Znowu to stukanie. Zaklęciem uchyliła okno, wpuszczając do środka ciepły wieczorny wiatr i Paula, do którego nóżki przewiązano list.
Znała tą elegancką wstążkę; czerwony tusz; pieczęć. Niegdyś ją to cieszyło - teraz, nie czuła absolutnie nic, gdy wzięła pergamin do rąk.
- Czego ty ode mnie chcesz Donaldzie Mulciber? - Spytała milczącego kawałka papieru, po czym… wrzuciła go do rozpalonego kominka. Przytuliła do siebie stęsknionego po dalekiej podróży kruka, obserwując jak woskowa pieczęć i zapisane równym pismem karty płoną.
Może rzeczywiście powinna wybrać się na spacer? Gwiazdy musiały wyglądać niezwykle pięknie nad szkockimi klifami.

Koniec sesji