![]() |
|
[8.10.1972] Vindicate | Rodolphus, Nicholas - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [8.10.1972] Vindicate | Rodolphus, Nicholas (/showthread.php?tid=5885) |
[8.10.1972] Vindicate | Rodolphus, Nicholas - Rodolphus Lestrange - 23.03.2026 8 październik 1972
Noc Rodolphus siedział u siebie w domu, w salonie. Przeglądał Proroka Codziennego, niby od niechcenia przerzucając kolejne strony gazety. Jego wzrok uważnie śledził jakiekolwiek wzmianki na temat zniszczeń po Spalonej Nocy. Było ich, siłą rzeczy, coraz mniej. Ludzie powoli dźwigali się na nogi, a chaos zdawał się przygasać. Czyż to nie był idealny moment na to, by dolać do ledwo tlącego się ognia odrobinę oliwy? Dementorek podleciał do młodego Lestrange'a i przysiadł mu na ramieniu. Zamachał nóżkami, by usadowić się wygodniej, a potem zajrzał w głąb gazety, naciągając mocniej kaptur na głowę. Rodolphus zdążył się już przyzwyczaić do jego obecności - i gdy tylko mógł, to wypuszczał papierowego szkodnika, by sobie latał po pokoju swobodnie. Zegar tyknął cicho, wskazując godzinę 11 w nocy. O tej porze doby jego mechanizm był przyciszony, by nikogo nie budzić ze snu. Lestrange czekał na Nicholasa, któremu posłał krótką notkę z prośbą o spotkanie. Mimowolnie jego wzrok uniósł się znad gazety i spoczął na obrazie, podarowanym przez Astorię. Pewnie znalazł się w piwnicy - dźwięczało mu w uszach. Uśmiechnął się nieznacznie, bo jakże Avery się myliła. Załamania farby odbijały nikłe światło świec, które miękkim blaskiem otulały pomieszczenie. Szelest dementorka, przeciągającego się na ramieniu, wyrwał go z rozmyślania o Astorii. Rodolphus nieco przekrzywił głowę, by zerknąć na swojego "towarzysza". Ten wydawał się o tej porze dnia mniej skory do psot. Odłożył więc gazetę, wcześniej starannie ją składając, a następnie podsunął figurce dłoń. - Do spania - w jego głosie czaiła się jakaś miękkość, którą miał dla tego nie-stworzonka. Szczególnie w takich momentach zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby, gdyby tego typu figurki dzieci posiadały zamiast brudnych zwierząt, które tak kochały. Dementorek posłusznie zsunął się na podstawioną rękę, po czym wykonał gest, jakby ziewał. Lestrange ostrożnie wstał i odłożył go do jego czarnego zameczku, a następnie nałożył na przestrzeń klosz. Lepiej było, mimo wszystko, nie zostawiać go bez opieki. Doszły go ciekawe informacje na targu. Cmentarz leżący nieopodal granicy miasteczka liczył wiele grobów, w tym tych bezimiennych. Jednak jedno imię było szczególnie osobliwe. John Winniczek - szlama, polski imigrant, nieżyjący od wielu, wielu lat. Jakim cudem jego nagrobek uchował się w takim miejscu, jak Little Hangleton? Czy miał rodzinę, skoro ktoś ewidentnie dbał o grób? Był czysty, zadbany, a na płycie często spoczywały świeże kwiaty. Czy gdzieś tu czaiła się szlamowata rodzina, chociaż nigdy nie słyszał o nikim z podobnym nazwiskiem? Zerknął na zegar. Nicholas powinien zaraz się zjawić. RE: [8.10.1972] Vindicate | Rodolphus, Nicholas - Nicholas Travers - 28.03.2026 W momencie, kiedy przyleciała sowa z wiadomością od Rodolphusa, Nicholas przebywał w swojej dobudowanej oranżerii, przystosowanej do hodowli motyli. Nie była przesadnie duża, ale średnia objętościowo, żeby skrzydlate owady o pięknych skrzydłach, miały możliwość rozwijać się i pożywiać. Piękne okazy, żyjące dość krótko. Do swoich eksperymentów potrzebował ich znacznie więcej. Dlatego też zaczął w wolnym czasie pogłębiać wiedzę na ich temat oraz roślinności jaką potrzebowały do pożywiania się, oraz zamieszkiwania. A przede wszystkim do rozmnażania się. Na krótką wiadomość, nie odpisywał. Nie było to konieczne, skoro wiedział, że wpadnie do niego, dowiedzieć osobiście, w jakim celu chce się z nim widzieć. Wychodząc z oranżerii, zamknął ją i zabezpieczył dodatkowo zaklęciami, aby nikogo nieproszonego tutaj nie przywiało, jak i żeby motyle nie uciekły. Narzucił na siebie czarny płaszcz, zabezpieczył dom i po prostu teleportował się prosto do posiadłości Lestrange’a, zjawiając z trzaskiem w samym jego salonie. Punktualnie. - Chciałeś się spotkać.Zakomunikował swoją obecność, odnajdując zimnym wzrokiem postać Rodolphusa. Mając nadzieję, że sprawa jest wystarczająco ważna, skoro wymagała również jego obecności. |