![]() |
|
[10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Charing Cross Road (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=119) +---- Wątek: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses (/showthread.php?tid=5891) |
[10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Brenna Longbottom - 25.03.2026 Bingo C3 Kontakt nie pojawił się. Normalnie Brenna może by nad tym wzdychała. Tego wieczora była z tego zadowolona. Gdyby się pojawił i zobaczył tę scenę bójki, to pewnie by się ulotnił i jeszcze narobił im kłopotów. Ale oznaczało to, że możliwości zostały wyczerpane, i gdy szło o ten cały, podejrzany handel (podobno) czarnomagicznymi księgami pozostawało im iść na chama czyli do mugolskiej księgarni na Charing Cross, przez którą mogły być szmuglowane. Brenna poprawiła kaptur i szalik, nie tyle dlatego, że martwiła się rozpoznaniem: tu już nikt się raczej na nich nie rzuci, bo rozpozna funkcjonariusza. Po prostu mieli zgarnąć Victorię (w zamierzeniu przekazać jej informacje, których jednak nie było), i Brenna miała dziwne wrażenie, że na twarzy ma już wystarczająco piękną paletę barw, żeby Lestrange wykazała tym ponadprzeciętne zainteresowanie. Zwłaszcza że nie chodziło przecież o makijaż. Bolało, ale nie był to ból, którego nie mogłaby znieść i jak sądziła, kość policzkowa nie została złamana, co można było uznać za uśmiech losu, bo przy takich ciosach łatwo było o poważne obrażenia. Prawdopodobnie powinna być o to wściekła, ale po prawdzie liczyła się z tym, że oberwie, kiedy pomiędzy mężczyzn wpadła. – Poważnie, akurat jak czekaliśmy na informatora? – spytała z jakąś rezygnacją, gdy już znajdowali się w pobliżu przejścia na niemagiczny Londyn. Nie żeby Nott był tutaj niewinny, bo sam szarpnął Atreusa, ale ten naprawdę bardzo ewidentnie do bójki dążył i sam zaczął wbijać szpilki. Nie żeby to było zaskoczenie, okoliczności jednak nie sprzyjały i chyba nie mogło chodzić tylko o jakiś półfinałowy mecz przegrany w roku 1965. Odpowiedział jej śmiech. Wyprostowała się gwałtownie, sięgając po różdżkę, bo znała już ten złośliwy chichot, i rzeczywiście, zza rogu wypadła widmowa sylwetka, która przemknęła pomiędzy nimi, zrzucając Brennie z głowy kaptur i mierzwiąc włosy Atreusa. Coś zalśniło w powietrzu, a poltergeist znikł. Brenna uniosła szybko dłoń i zmarszczyła brwi, bo to była dalej jej dłoń, żadnej zamiany ciał, żadnej zmiany płci. – Ten drań lubi rzucać klątwy… często zmieniają… człowieka – powiedziała ostrożnie, niepewna, czy tym razem się im upiekło, czy poltergeist rzucił coś niezauważalnego na pierwszy rzut oka. Zsunęła nawet szalik, by dotknąć własnej twarzy, ale wydawało się, że to dalej jej twarz. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Atreus Bulstrode - 30.03.2026 Pierwsze co zrobił, kiedy opuścili Białego Wiwerna, to odpalił papierosa. Ćmił go powoli, nie śpiesząc się i w sumie też niewiele mówiąc. To nawet nie było tak, ze gnębiło go jakieś poczucie winy - uderzył ją niecelowo i to dlatego, że sama wepchnęła się dokładnie tam, gdzie nie powinna się znaleźć. Bardziej teraz chodził mu po głowie prosty fakt, że informator w ogóle się nie pojawił. Ktoś ich wystawił, a może wpadł w jakieś kłopoty? Spojrzał na nią nieco krzywo, wykrzywiając usta w jakimś dziwnym wyrazie, jakby absolutnie nie rozumiejąc, czego ona nie była w stanie pojąć w sytuacji z nokturnowskiej knajpy. Otworzył nawet usta, żeby jej to wszystko wytłumaczyć, ale wtedy dobiegł ich chichot. Atreus rozejrzał się, samemu również łapiąc za różdżkę, ale był to tylko poltergeist. Stety-niestety. Bo poltergeisty miały to do siebie, że płatały sobie obrzydliwe wygłupy. To nie były duchy, zamknięte w ramach poprzednich żyć, które miały jakieś tam swoje schematy. - Co masz niby na myśli przez zmienia człowieka? - zapytał z pewną podejrzliwości w głosie, patrząc jak sama się ogląda. Wyglądała normalnie, ale pomyślała że nie zaszkodziłoby, gdyby zrobiła dokładnie to samo. Spojrzał na swoje ręce - normalne, a skóra twarzy pod palcami również wydawała się niezmienna. - Wydaje mi się, że wszystko jest ok? Chyba trochę przesadzasz. W każdym razie musimy się pośpieszyć, bo Victoria czeka - no i fajnie by było, gdyby ich świt nie zastał w tej ksiegarni. A wraz z nim właściciele. Ruszył więc dalej uliczką, wyciągając kroki do miejsca, gdzie mieli się złapać z Lestrange i już we trójkę ruszyć do sklepiku. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Victoria Lestrange - 30.03.2026 Czekała. Jedną trzecią całej tej pracy jako funkcjonariusz było czekanie – wcale nie pościgi i wybuchy, albo papiereczki na biureczku, tylko właśnie to cholerne czekanie, więc po kilku latach takiej szkoły, Victorii nie robiło to większego problemu. Stała sobie oparta o mur najbliższej kamieniczki, starając się nie rzucać w oczy pojedynczych przechodniów, tym bardziej, że większość z nich to byli mugole. To czekanie to był fantastyczny czas na to, by sobie pomyśleć nad sprawami bieżącymi, tymi pilnymi a (być może zwłaszcza) tymi zdecydowanie mniej. Starała się nie myśleć o mieszkaniu na Pokątnej, o dość zdecydowanej i może nawet nieco pospiesznej przeprowadzce do Grasmere, próbowała nie myśleć o powoli, choć nieubłaganie zbliżającym się Samhain i przede wszystkim starała się nie myśleć o Rookwoodzie. Zamiast tego myślała o niedawnej akcji z ratowaniem smoków, o spotkaniu z Brenną, o balu i tym całym „zaskocz mnie”, które rzuciła do Christophera w przypływie jakiejś takiej zaczepności, a które wyewoluowało w to, że miała sobie zarezerwować wieczór za trzy dni. I myślała sobie też o tym, co ich czeka… w sumie za niedługo. Jak już Brenna i Atreus przyjdą z informacjami i zadecydują co dalej. W końcu usłyszała znajome głosy i być może odrobine zniecierpliwiona wyszła im na spotkanie, łapiąc ich tuż przy latarni. – I co, co macie? – rzuciła na przywitanie, patrząc to na jedno, to na drugie. Bulstrode wyglądał jak zawsze, z tym swoim cwaniackim wyrazem twarzy, za to Brenna… też wyglądała jak zawsze. No prawie. Bo jednak cos przykuło spojrzenie Victorii i ta trochę zmrużyła oczy, jakby to miało w czymś pomóc… – Bren… Twoja twarz… Co ci się stało? – w tym świetle wyglądało co najmniej, jakby coś jej tam spuchło. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Brenna Longbottom - 31.03.2026 Gdyby chociaż podejrzewała, że walnął ją tak specjalnie, prawdopodobnie na to spotkanie szłaby sama. Bo trochę co innego oderwać przypadkiem czy podczas treningu, a co innego ze złości. Ale i tak trochę ją wkurzało zachowanie obu mężczyzn, a Atreusa podwójnie, bo czekali na informatora. Zwłaszcza że bolało jak diabli. Jasne, też kiedyś od niej dostał przypadkiem, co stanowiło okoliczność łagodzącą, ale ta bójka tutaj w jej opinii n a p r a w d ę nie była potrzebna. Na szczęście nie zdążyli się pokłócić. Poltergeist dość skutecznie odwrócił jej uwagę. - Hm, mógłby na przykład zamienić nas ciałami. Albo przerobić cię na kobietę. Albo mnie na dziecko - wyliczyła przypadki, że jakimi się już zdążyła zetknąć. Drań był irytujący i odnotowała sobie, by napisać do Sebastiana, czy ich wydział w ogóle próbuje coś z tym zrobić... choć po Spalonej to pewnie było ciężkie. Trochę była podejrzliwa, że tym razem zostawił ich w spokoju, i może nawet poświęciłaby temu więcej myśli, gdyby akurat się nie spieszyli... Poprawiła kaptur, ale zapomniała poprawić szalik: czekająca po drugiej stronie Victoria mogła więc faktycznie dostrzec, że twarz Brenny wygląda tak odrobinę inaczej niż powinna. - Nawet mi nie mów - westchnęła, unosząc na moment wzrok ku niebu, a potem sięgnęła ku materiałowi, aby naciągnąć go nieco wyżej. - Wyobraź sobie, że dwóch takich na Nokturnie uznało, że świetnie będzie pobić się o quidditcha, i dostałam przypadkiem, jak ich rozdzielałam. Ofiary to moja twarz, butelka i przynajmniej jedno poczucie własnej godności, tak sobie myślę - wyjaśniła, uznając, że chyba prawda, choć może bez szczegółów, będzie tu lepsza niż wciskanie jakiejś bajeczki o tym, że zderzyła się że ścianą. Ale nieładnie byłoby przyznawać, że był w to zamieszany Nott. Gdzie dwóch się bije... tam trzeci odrywa, przynajmniej jeśli postanowi się w tę bójkę wtrącić. - Co gorsza facet się nie pojawił, więc pozostaje nam chyba iść na chama i spróbować tam wejść i liczyć, że coś konkretnego znajdziemy. Lokal mugolski, to pewnie nie będzie takie trudne... A jeśli zostałby zabezpieczony magicznie, kiedy miał być mugolski, to też już stanowiło wielki, ostrzegawczy znak i sprawiało, że łatwiej będzie tam ściągnąć specjalistów od takich zabezpieczeń. - Chyba że macie inną ideę? - rzuciła, choć już skręcała we właściwą stronę, bo nawet jak mieli i z wchodzenia do środka zrezygnują, to nie zaszkodzi sobie przynajmniej obejrzeć okolicy. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Atreus Bulstrode - 04.04.2026 Skrzywił się wyraźnie, no bo może i uważał że odrobinę przesadzała z tym poltergeistem, ale faktycznie wymienione przez nią przypadłości, wcale do najprzyjemniejszych nie należały. Jemu chyba się jeszcze ani razu nie zdarzyło, żeby natknął się na działalność śmigającego po Londynie urwisa, ale to może lepiej, biorąc pod uwagę jak działało mu na nerwy mieszanie magią dookoła niego. Ruszyli w końcu dalej, a Victoria nawet wyszła im naprzeciw i znaleźli się w trójkę pod latarnią. Lepiej trafić nie mogli, bo ciepłe światło, które rozlewało się kręgiem dookoła, znakomicie pozwalało dopatrzeć się siniaka który rozkwitał na twarzy Brenny. I pewnie jakichś niewytartych do końca śladów krwi też. Atreus zaciągnął się na nowo papierosem, jak gdyby nigdy nic. Brenna mówiła, a on patrzył. Spoglądał na Victorię, może trochę zastanawiając się nad jej reakcją, chociaż nie to że jakoś przesadnie mu zależało na tym, żeby się teraz jakoś nie uniosła. A ten cwaniacki wyraz twarzy, cóż, gdzieś mu po drodze zniknął. - No sama mi weszłaś pod rękę, było się nie wtrącać - mruknął, niby bardziej do siebie niż do nich, ale przecież stali tak blisko że nie dało się nie usłyszeć tego narzekania. - Nie ma. Po prostu tam wejdziemy i nie ma co się nad tym rozwodzić - nie mieli informacji, które miał im dostarczyć informator, więc musieli sobie teraz radzić na swój sposób. Póki nikt ich nie przyłapie na rzucaniu czarów, przynajmniej jeśli chodziło o mugoli, to i tak nie mieli się o co martwić aż tak. Zawsze mogli się wylegitymować oznakami i ewentualnie dostaliby wtedy pouczenie od szanownego państwa szefostwa, gdyby ktoś zgłosił skargę, ale nic więcej. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Victoria Lestrange - 04.04.2026 – Przypadkiem jak ich rozdzielałaś – powtórzyła za Brenną, czując jak ciśnie jej się na pierwszy plan retrospekcja bardzo bliźniaczej sytuacji, podczas której Victoria przyglądała się z uwagą podbitego oka Brenny, gdy ta oznajmiła, że próbowała rozdzielić dwóch typów którzy się bili, z czego jednym z nich był wtedy jej narzeczonym, i jeden z nich przypadkiem jej przywalił. Właśnie jej narzeczony. Tak. – Może na przyszłość nie rozdzielaj ich, tylko zwiąż bardzo mocno zaklęciem, najwyżej na siebie wlecą i może wpadnie trochę rozumu do pustych łbów – bić się o quidditcha, też coś. Ale przy tym zmierzyła spojrzeniem Atreusa, bo rzeczywiście dosłyszała co powiedział. Czyli znowu się na kogoś rzucił. – O quidditcha? Serio? Podczas akcji? – pomijając, że przywalił akurat ze wszystkich osób Brennie. Jasne, jej przyjaciółka potrafiła o siebie zadbać, ale jakoś Victorii się nie podobało, że facet, który tamtej się podobał i z którym się… umawiała… przypadkiem trzaskał ją w twarz. Miał cholerne szczęście, że to faktycznie było przypadkiem. Co było takiego ważnego w quidditchu, żeby się o niego bić, tego chyba nie pojmie nigdy. – Bren… Może chociaż wyczaruj sobie coś zimnego i przyłóż do tej twarzy, żeby to się nie zrobiło… wiesz… – zwróciła się przy tym do Longbottom, myśląc sobie, że zostawianie tak tego to może nie jest najweselszy pomysł, a i pewnie już bolało jak szlag. Twarz miała to do tego, że była bogato unerwiona, zresztą nawet mimowolnie się poruszało mięśniami, choćby mrugając, ale nawet mówiąc, więc jakoś od razu bywało bardziej bolesne. A może taki lód owinięty w jakąś szmatkę trochę by ten obrzęk obkurczył… Czy coś. Victoria nie znała się nad tym od kwestii szczegółowej, wiedziała po prostu, że na takie stłuczenia dobrze działało zimno. – Nie, chodźmy tam po prostu. Na miejscu zobaczymy co i jak… – no bo cóż… Skoro nie mieli informacji od informatora, to będą je musieli zdobyć sami. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Brenna Longbottom - 04.04.2026 W wypadku Sauriela było trochę mniej przypadkiem, bo ten się odwrócił i jej rąbnął: Atreus dokładnie chciał przywalić Nottowi, i niechcący trafił ją. Może dlatego Brennie kojarzyło się to bardziej raczej z tym przypadkiem, gdy Bulstrode znikąd teleportował się jej przed nosem i w ciemnościach, bijąc się z kimś innym, rozwaliła mu buzię. I może dlatego nie odmaszerowała bez słowa, chociaż wciąż nie pojmowała, jak można sprowokować bójkę o quidditcha w środku akcji, a choć pewną okoliczność łagodzącą stanowiło to, że Thedore szarpnął go za kołnierz pierwszy, to Atreus całkiem wyraźnie dążył do konfrontacji. Rzuciła Atreusowi spojrzenie z ukosa, ale skoro już sam przyznał, że chodziło o niego… – Jego o to pytaj – oświadczyła, wskazując Bulstroda kciukiem. – Pobili się o… zaraz, jak to szło? Jakieś odsłanianie się z lewej? Będę musiała jutro pisać i przepraszać, że tak wyszło. Normalnie uśmiechnęłaby się do Victorii uspokajająco, ale teraz po pierwsze, to trochę by bolało, po drugie, z powrotem ukryła obrażenia pod szalikiem, ledwo ruszyli w plątaninę londyńskich uliczek, zostawiając za sobą Dziurawy Kocioł. Księgarnia, szczęśliwie, leżała całkiem blisko, więc nie musieli męczyć się z niemagicznymi środkami transportu, a może ze względu na tę bliskość Pokątnej właśnie ponoć stała się miejscem „przerzutu” ksiąg o niepokojącej tematyce. O ile to faktycznie były powieści o nekromancji, a nie dzieło jakichś mugoli, którzy sprzedawali je wyznawcom jakiegoś wiccanizmu, satanizmu czy innego izmu, których Brenna niezbyt od siebie odróżniała. – Nie chcę zwracać uwagi – szepnęła więc tylko, odbijając w boczną uliczkę, o tej porze już niemal opustoszałą, na końcu której miał znajdować się ich cel. – Jak tylko z tym skończymy nałożę maść, a potem się zobaczy, może znajdę kogoś, żeby mi to naprawił. Być może uda się poprosić o pomoc Basiliusa. A jak nie, to nie był pierwszy siniak na twarzy w jej życiu. RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Atreus Bulstrode - 04.04.2026 Wywrócił oczami. Raz, drugi, trzeci. Tak samo na Victorię, jak i na Brennę, bo czuł że ta sytuacja wcale nie jest rozumiana tak jak powinna. Jasne, mówili o Quidditchu, ale to nie latanie na miotle chodziło. Nie zmieniało to jednak faktu, że był to idealny powód by zasłonić to, co kryło się gdzieś pod spodem, a o czym nie wypadało drzeć się na środku Białego Wiwerna. Atreus miał nawet ambicję siedzieć obrażony i nikogo nie wyprowadzać z błędu, bo w sumie Crossing Road też nie było optymalnym miejscem, tak samo jak i towarzystwo Victorii, ale Longbottom musiała wspomnieć o przepraszaniu. - Przepraszać? Listy jeszcze będziesz do niego pisać? - zapytał z przekąsem, bawiąc się papierosem między palcami i obracając go to w jedną, to w drugą stronę. - Naprawdę uważasz, że chodzi o durnego Quidditcha? Co mnie obchodzi że typ nie umie prosto na miotle latać, to nie ja dostanę tłuczkiem w mordę na następnym meczu. Zarywał do ciebie na oczach wszystkich, w tamtym liście też, a ty zamiast mu powiedzieć żeby spadał bo na kogoś czekasz, to nic. I to moja wina, że informatora nie było. A co, uważasz że by się dosiadł do naszej trójeczki? - prychnął, no bo ile można było. Szedł jednak przed siebie, nie mając zamiaru sprzeczać się dalej pod tą latarnią, szczególnie że do księgarni daleko nie mieli. Mówił jednak cicho, ale nawet w tym pomruku dało się wyczuć zirytowanie. Niech se ten kompres przykłada, albo i nie, jego to nie obchodziło. I bez spuchniętej twarzy wydawała się nie widzieć tego co miała przed nosem. Pod księgarnią było oczywiście pusto - w końcu pora była już taka, że nikt normalny nie kręcił się po ulicach, a już w szczególności w okolicach sklepików, gdzie sprzedawało się same książki. W środku było ciemno, a na drzwiach widniała tabliczka informująca, że było zamknięte. Bulstrode widząc to wyciągnął różdżkę i stanął przed wejściem, chcąc rzucić zaklęcie, które przestawiłoby zapadki zamka i go otworzyło. // translokacja ◉◉○○○ na otworzenie zamka? [roll=N] RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Victoria Lestrange - 04.04.2026 Sytuacja była dynamiczna, tak to chyba należało nazwać, bo gdy wyszła im na spotkanie pod latarnię, nie sądziła, że to się skończy tak: że zobaczy, ze Brenna ma ewidentnie podbite oko, że powód podbitego oka znajduje się tuz obok i jeszcze się do tego przyzna, że wyjdzie, że to jakiś quidditch, ale w sumie to nie quidditch. Nie. Chodziło o jakiegoś faceta. Brwi Victorii bardzo szybko podjechały w górę. Czyli był jakiś chłop. I ten chłop był najwyraźniej Brennie znany, skoro chciała słać sowę z przeprosinami, i najwyraźniej to podziałało na Atreusa jak płachta na byka… i nie mogła mu się dziwić. Ale i tak nie mogła się nie odezwać, bo do Victorii bardzo szybko dotarło, co właśnie ma miejsce. – Bulstrode… czy ty jesteś zazdrosny o jakiegoś gościa z Wiwerna? – próbowała zachować kamienną twarz, ale cholera, to nie było takie proste, kiedy głupawy uśmieszek jakoś sam jej się cisnął na usta. Atreus co prawda nie mógł go widzieć, skoro wkurzony szedł przodem (chyba, że się odwrócił), ale to absolutnie nic nie zmieniało. Zastanawiała się o jaki list chodziło, ale teraz miała ciekawsze rzeczy przed sobą, to jest poskładanie sobie w głowie rekonstrukcji sceny jaka zadziała się w Wiwernie, ale wypowiedź blondyna rozjaśniła jej w głowie bardzo dużo. Pokiwała jeszcze do Brenny, że niech jej będzie, niech się tym zajmie po całej akcji, i tak nie wierzyła, że ją teraz namówi do tego, żeby jednak zadbała o tę twarz jak najszybciej, zresztą niedługo później znaleźli się pod księgarnią, a cokolwiek próbował zrobić Bulstrode, raczej nie podziałało, bo nie było słychać charakterystycznego kliknięcia w zamku. – Ciekawe czy w ogóle jest zamknięte – mruknęła, ale sama wyciągnęła różdżkę nei po to, by coś grzebać przy zamku, a żeby się upewnić, czy jednak nikt tu nie rzucił na drzwi jakiegoś zaklęcia. Skoro to mógł być punkt przemytu, to i mogło być nałożone jakieś zabezpieczenie, a nim dotkną tej klamki, to wypadałoby to sprawdzić. Upewniła się jeszcze tylko, że nikogo nie ma w pobliżu i sama spróbowała swojego zaklęcia. // Rozproszenie ◉◉◉◉○ [roll=PO] RE: [10.10.72, noc] I owe you a black eye and two kisses - Brenna Longbottom - 04.04.2026 – Mam się nigdy nie odzywać do każdego, z kim kiedykolwiek się pobiłeś? Czy na tej liście nie znajdzie się połowa czarodziejów z Wielkiej Brytanii między dwudziestym, a czterdziestym rokiem życia? Jeśli cię to pocieszy, usłyszy, znaczy się przeczyta, że nie powinien cię szarpać – odparła z pewną irytacją, bo obaj zdawali się jej całkiem w tym wszystkim winni, jeden prowokowania i wymierzenia faktycznego ciosu, a drugi łapania za kołnierz. – Że co? – wyrwało się jej, bo jako żywo, nawet o tym nie pomyślała, a poza tym jakby nie było: Atreus dopadł stolika i od razu zaczął Notta atakować, niby kiedy ten zdążyłby do niej zarywać? A Atreus to zauważyć? – W jakim liś… – zaczęła jeszcze, zanim dotarło do niej, że musiał mówić o tym, który przyszedł parę dni temu do jej londyńskiego mieszkania. Nie wpadła na to w pierwszej chwili, bo raz, list ostatecznie był po prostu reakcją na to wszystko, co stało się podczas Spalonej i artykuły Blackówny, dwa, nie wiedziała nawet, że Bulstrode go postanowił przeczytać. – Na Merlina, pytał po prostu listownie, czy wszystko w porządku, i nie zamierzałam z nim siedzieć. Pytałam tylko, co robi sam w Wiwernie i powiedziałam, że jestem z tobą – odparła, chociaż naprawdę wolałaby nie roztrząsać takich rzeczy przy Victorii. Z drugiej strony, gdyby nie Victoria, to Brenna pewnie trwałaby w przekonaniu, że naprawdę chodziło o cholerny quidditch. Victoria, która dolała oliwy do ognia, pytając, czy auror jest zazdrosny. Raczej nie panujący nad gniewem, pomyślała, ale przecież nie ją pytano, więc… Brenna uniosłaby może oczy ku niebu, gdyby nie kaptur. Zamiast tego, gdy czar Victorii zadziałał i coś błysnęło lekko – samo w sobie dowód, że coś tutaj z tą księgarnią chyba faktycznie było nie tak – po prostu podeszła do drzwi i szarpnęła klamkę nieco mocniej niż było to konieczne. I drzwi po prostu stanęły otworem… |