Secrets of London
8 października 1972, knieja godryka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+---- Dział: Knieja Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=31)
+---- Wątek: 8 października 1972, knieja godryka (/showthread.php?tid=5900)



8 października 1972, knieja godryka - Eutierria - 28.03.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=5juRsvF.png[/inny avek]
8 października 1972, spotykacie się na skraju Kniei

Miesięcznica największego zamachu w historii tej wojny, a może i historii brytyjskich czarodziejów – nie na wyliczaniu kto i kiedy zabił więcej skupiały się myśli ludzi spoglądających w kierunku Kniei Godryka, lecz na tym, że to tam wszystko się zaczęło.

Dzisiaj mieliście zobaczyć na własne oczy w jaki sposób miejsce będące dumą Doliny zmieniło się od wiosny.

Państwo z Ministerstwa, tak? – Głos drobnej kobiety nadciągającej z głębi lasu był niepewny, ale za wielkimi, grubymi jak denka od słoika szkłami okularów krył się ktoś, kogo dobrze znaliście. Fryderyka Shacklebolt, również jak wy Niewymowna skąpana w blasku jasnowidztwa, ale jednocześnie... oh tak, jak na kogoś kto powinien dostrzegać więcej niż inni, pozostawała niebywale ślepa na to, co miała przed sobą. – Taaaak – powiedziała, kiedy znalazła się bardzo blisko – dobre miałam przeczucie, że to wy... – I w istocie nie było tu miejsca na pomyłkę, bo współpracowaliście już na tyle długo, aby ktoś taki jak Frydzia zapamiętał nie tylko waszą aparycję, dokonania i temperament, ale i dług karmiczny waszych dziadków. Była kobietą aż nazbyt szczerą, dobitnie kwitowała każdą głupotę parsknięciem, a idiotyczne pytania – wzruszeniem ramion. Na oko po czterdziestce, ale należała do kobiet bardzo urodziwych, na których wiek nie odcisnął aż tak dużego piętna. – Słuchajcie panowie, wybrano mnie, żebym was przeprowadziła ścieżką przez las i poinformowała, że rzucono na nią zaklęcia, które nie umożliwiają zbyt dużego skupienia się na otoczeniu. Projekt biura Aurorów, żeebyy... wędrujący nie zbaczali z obranej ścieżki. – Nie wyjaśniła jednak dlaczego.

Jesteście gotowi?

Czy macie dla mnie jakieś rewelacje – zdawała się mówić jej twarz. Koraliki przy jej spódnicy zabrzęczały na wietrze, a ona zmarszczyła brwi, wpatrując się w was na przemian.

Jak nie to chodźcie. Jak tak to też chodźcie, opowiecie mi po drodze. Lepiej nie stać na skraju zbyt długo.

Opiszcie mi w poście wejściowym: czy postacie mają przy sobie coś specyficznego, czy jakoś dziwnie wyglądają, jaki mają generalny vibe (będę na was reagowała różnymi postaciami trzymając się tego co same tutaj określicie). Idąc ścieżką na Polanę nie możecie utrzymać wzroku na drzewach. Frydzia idzie przodem, więc możecie patrzeć się na nią lub natrętnie próbować złamać siłę tegoż zaklęcia patrząc na roślinność. Możecie napisać tutaj dwie tury postów (jeśli chcecie) i najpierw się ze sobą przywitać.
@Morpheus Longbottom@Alexander Mulciber



RE: 8 października 1972, knieja godryka - Alexander Mulciber - 05.04.2026

Alexander Mulciber poczuł coś na kształt irytacji, gdy zrozumiał, że widok na las przesłania mu iluzja. Coś na kształt gniewu. Chciał spojrzeć na drzewa, w których zamknięte były dusze, a nie mógł nawet skupić na nich wzroku. Chciał posłuchać, jak mówią, choć mówiły obcym językiem. Las mówi ze sobą w ziemi, mówiła Helloise, gdy odwiedził ją dzisiejszego ranka. W ziemi grzyby noszą między drzewa wieści. O chorobie. O suszy. O niebezpieczeństwie.
A jednak las milczał.
Alexander czuł obok siebie równie milczącą, widmową obecność eksterioryzującej Helloise, która odprowadziła go pod Knieję. Nie zbliżaj się do skraju, mruknął tylko, pożegnawszy się z nią na dobre. Nie odwrócił się za siebie. Skupił się na ścieżce.

Z Morpheusem przywitał się skinieniem głowy. Z Fredericką również, choć wątpił, żeby dostrzegła gest. Gdy się odezwał, głos jego był monotonny, jak zawsze pozbawiony właściwej intonacji, przez co Alexander brzmiał jak gdyby był znudzony. Było w tym coś irytującego. Było w tym też coś kojącego. W jego niewzruszonym spokoju. W wiecznej obojętności.

Pomagałaś wytyczyć ich kształt? – zapytał, gdy Frederica napomknęła o zaklęciach obszarowych, nałożonych na Knieję z ramienia Biura Aurorów. Nie ufał jego przedstawicielom. Widać to było po nim. Alexander niespecjalnie lubił współpracować ze wścibskimi funkcjonariuszami prawa. Wierzył jednak w trafność przewidywań Niewymownej, która swym darem profecji wspomagała Departament Tajemnic. Ekspertyzy jasnowidzów traktował poważnie. Aurorom natomiast nie zależało na nauce, lecz na jej osiągach. Nie byli badaczami, a w prowadzonych badaniach wręcz przeszkadzali, co Alexander przyjmował z pogardą właściwą dla naukowca, który wolał mnożyć pytania, niż szukać konkretnych odpowiedzi. – Dlaczego wybrali taką, a nie inną ścieżkę?
Wiele ścieżek wiodło przecież przez las. Co czyniło tą bezpieczniejszą od innych? Być może była to kwestia wygody, a może kryło się za tym coś więcej. Coś w zachowaniu Widm, co sprawiło, że podążały konkretnymi szlakami.

Ubrany był dokładnie tak jak zawsze, w czerń i biel. Nudna, pozbawiona ozdobników czarna szata przypominająca garnitur. Elegancka biała koszula pod spodem, choć spod płaszcza wyglądał tylko zaprasowany kołnierzyk. Nie widać było śladów ziemi, jakie zostawiła na jego ramionach Helloise, która pomazała go czarnoziemem jak świętym olejem. Alexander był człowiekiem przesądnym, wierzył więc w udzielone mu błogosławieństwo. Potrzebował go, nie miał bowiem na palcach swych charakterystycznych, złotych pierścieni, będących atrybutami jasnowidza. Jedynie rodowy sygnet wciąż gościł na jego dłoni. Poza tym jego ubiór nie odbiegał niczym od sposobu, w jaki nosił się na co dzień. Kroje były proste, klasyczne, ale ubrania, jakie miał na sobie, niewątpliwie wyglądały na drogie. Nie pasowały na wyprawę do lasu. Ale pasowały do Alexandra, którego sposób bycia cechowała obrzydliwa nonszalancja kogoś, kto wychował się w bogactwie, więc nie nauczył się nigdy szanować posiadanych rzeczy. Może i były drogie, ale nie miały dla niego żadnej wartości. Tak łatwo dały się przecież zastąpić. Nie bał się przynajmniej upierdolić w trakcie roboty, co było zresztą widać po eleganckich butach z czarnej skóry. Były całe ubłocone. Musiał długo łazić po okolicy, zanim stawił się na umówione miejsce spotkania.


Alexander zjadł porcję potrawki z elfa zanim stawił się na miejsce spotkania. Potrawka sprawia, że postać do końca dnia przestaje odczuwać lęk – niweluje opisy zawad.