![]() |
|
[08/10/72] Sir Mulciber znaku, jaki dama rycerzowi daje, nie nosił - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [08/10/72] Sir Mulciber znaku, jaki dama rycerzowi daje, nie nosił (/showthread.php?tid=5904) |
[08/10/72] Sir Mulciber znaku, jaki dama rycerzowi daje, nie nosił - Helloise Rowle - 29.03.2026 Krótka odprawa przed wyprawą na widma— Las mówi ze sobą w ziemi — rozległ się za uchem Alexandra szeleszczący szept. — W ziemi grzyby noszą między drzewa wieści. O chorobie. O suszy. O niebezpieczeństwie. Z jednego końca lasu na drugi. Ostrzegają się. I czasem myślę… — Helloise zawiesiła głos. O podłogę uderzyła krótko podeszwa jej buta. Stuk. — I czasem myślę, jak daleko sięgają. — I myślała tak, gdy wcześniej ryła palcami w spulchnionej glebie za domem. Gdy wyszarpała ziejącą ranę w tkankach ziemi i jej grudach, żeby dostać się do żyłek, do tych grzybni, które przenosiły wieści z lasu. — I myślałam, czy opowiedzą mi tu…? — Czarne dłonie zsunęły się na ramiona Alexandra skryte pod cienkim materiałem białej koszuli. Ziemia na dłoniach była wciąż wilgotna. Poczerniałe ręce zostawiły na ubraniu ciemne plamy tam, gdzie Helloise zacisnęła na mężczyźnie kurczowo palce. — Przynieś mi dziś coś stamtąd. Cokolwiek. Wróżbitę usadziła na krześle pośrodku chaty. Chatka zawsze jest zwrócona drzwiami, bo drzwi jest dwoje. Drzwi dla ludzi oraz drzwi dla lasu. Stuk. Czarownica stała za wróżbitą i opowiadała mu od dawna rozwlekłe historie ustami sinymi od wina gorzkiego trucizną, która miała wkrótce złożyć Helloise do snu — snu krótkiego i głębokiego. Jej ręce spoczywające na Alexandrze uderzały nozdrza eteryczną wonią petrichoru. Teraz wszystko, co przychodzi, musi zatrzymać się w chacie. Drzwi dla ludzi były za nimi zamknięte. Tylko jednymi mógł stąd dziś wyjść. Stuk. — Znajdź drogę do lasu. Przynieś mi. Opowiadała tak wróżbicie, a on siedział zwrócony na drogę, a droga z chaty do lasu była prosta. Czarna szata Mulcibera powiewała tam na krzywej sztachecie płotu — czekała, aż on skryje pod nią splamioną biel koszuli. Obok zaś czuwała para strzyżyków zaglądająca do ciemnego wnętrza chaty, gdzie czarodzieje trwali zaszyci w cienistym gąszczu magicznych roślin. — Idziesz z Longbottomem. — Helloise oparła podbródek na ramieniu Alexandra, aby niby jego oczami patrzeć na drogę przed nimi. — Była u mnie Longbottom. Brenna. I mówiła… mówiła… — Wiedźma cedziła słowa powoli, z wyraźną niechęcią. — Mówiła, że są rytuały, które chronią. Są runy, które chronią. Lecz Brenna Longbottom — palce na ramionach wróżbity rozluźniły się na moment, nim znów go chwyciły w żelazne szpony — och, Brenna Longbottom nie zna run, więc nie umie mi ich pokazać — wypluła w końcu jak prześmiewczą obelgę. Nie wierzyła jej. — Brenna Longbottom nie zna rytuałów. Ta kłamczucha — syknęła ostrym, tłumionym gniewem — ta kłamczucha nic mi nie da. Ale może Morpheus Longbottom zna runy i rytuały. Zaczynało jej się kręcić w głowie. Czarownica westchnęła ciężko przejęta nagłą falą zmęczenia. Puściła Alexandra, żeby wesprzeć się rękoma o oparcie krzesła. Spróbowała się wyprostować, ale ściągnęło ją w dół. Oparła czoło o tył głowy czarodzieja, zamknęła na chwilę oczy, niemal poddając się wymuszonej eliksirem senności. Czarna ziemia na palcach zasychała w burą skorupę, kruszyła się pod paznokciami. — Będę szła za tobą — wymamrotała wyzbyta z wcześniejszej zaciętości Helloise, łaskocząc oddechem kark Mulcibera. — A gdy już dalej nie będę mogła iść, będą z tobą inne duchy. Takie same jak ja. RE: [08/10/72] Sir Mulciber znaku, jaki dama rycerzowi daje, nie nosił - Alexander Mulciber - 05.04.2026 Umazała go ziemią. Odchylił głowę do tyłu, gdy rękoma przesunęła wzdłuż jego barków, odcisnąwszy czarne ślady swych dłoni na białej koszuli. Alexander poruszył ramionami, pozbywając się powoli tkwiącego w nich napięcia. Niemal uśmiechnął się, czując jak kurczowo zacisnęła na nim swe palce Helloise. Nie protestował, pozwalając jej snuć swą opowieść, podczas gdy sam siedział rozparty w krześle, które kazała mu odstawić na środek chaty. Odeszli od stołu po tym jak już zjadł postawioną przed nim potrawkę z elfa. Ufała mu na tyle, aby podzielić się z nim swymi tajemnicami. Pomóc mu słyszeć, tak jak on pomagał jej patrzeć. Wspólnie przyglądali się otwartym na leśną ścieżynę drzwiom. Wspólnie przysłuchiwali się głuchemu stukotowi chaty, która odpowiedziała na wezwanie. Las mówił ze sobą w ziemi, a Alexander pomazany był ziemią. Nie musiał odpowiadać. Wystarczyło, że oparł głowę o jej głowę, zaplótłszy palce w skołtunionych włosach kobiety. Wiedziała, że spełni jej prośbę. – Nie jesteś duchem, Helloise – powiedział. Mogę cię dotknąć. Zrobił to, zamiast wyrzec słowa na głos. Obrócił się na krześle, pożądliwie przyciągając ją do siebie ramieniem, gdy osunęła się niżej. Pocałował ją, nagle pełen zaciętości, której ona się wyzbyła. Zrobił to krótko, ale dobitnie. Nie chciał innych duchów. Nie chciał, żeby stała się jednym z Widm. – Nie wychodź znowu zbyt daleko – wyszeptał. Trącił ją lekko nosem, gdy zderzyła się z nim, słaniając się na nogach niby w wieszczym transie. Wpadła w jego ramiona, słodka i omdlewająca jak opita krwią pajęczyca. Wydawało się to dziwnie właściwym. Posadził ją na tym samym krześle, na którym siedział wcześniej, przytrzymując ją delikatnie, aby nie uderzyła o oparcie głową opadającą pod ciężarem snów wonących mchem i paprocią. Snów wonących laudanum. A może tak po prostu nim. Na odchodnym zastukał trzy razy we framugę drzwi. Stuk. Stuk. Stuk. Zabrał płaszcz z płotu. Gdy narzucał go na siebie, czuł dłonie Helloise na swych ramionach. Koniec sesji
|