![]() |
|
[Jesień 72 13.10 Lamezia Terme] Włoski brzask [Ceolsige i Helena] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [Jesień 72 13.10 Lamezia Terme] Włoski brzask [Ceolsige i Helena] (/showthread.php?tid=5905) |
[Jesień 72 13.10 Lamezia Terme] Włoski brzask [Ceolsige i Helena] - Ceolsige Burke - 29.03.2026 Płaskie, wiązane sandały wystukiwały jednolity rytm towarzysząc jej krokom. Przemieszczała się szybko i sprężyście z celowością częstego bywalca, któremu żadna sala nie jest obca. Obudziła się w bardzo dobrym humorze. Stan ten wyraźnie lśnił na jej twarzy. Delikatny, niewymuszony uśmiech zadowolenia był jedynym źródłem napięcia na w pełni odprężonej twarzy. Nieco poszerzone źrenice błękitnych oczu pośród delikatnie otwartych oczu zdradzały szczere zadowolenie i wewnętrze rozbawienie. Nadawało jej to wyjątkowo przystępne i towarzyskie wrażenie - efekt, którego zazwyczaj musiała chociaż nominalnie pilnować. Przechodząc obok przeszklonej ściany mimowolnie uśmiechnęła się szerzej na widok pojawiającej się tam sylwetki. Wysoka, smukła postać, której bladość cery jeszcze podkreślały ciemne kolory ubrań. Niemal biała, smukłą szyja wyrastała z delikatnej, szmaragdowej, opinającej mgiełki tkaniny. Jej splot gęstniał przechodząc płynnie w lśniący materiał opinający dekolt i talię. Cienki haft przedstawiający węże w kolorze złotym i magenta biegł od barków. Ich zwoje krzyżowały się kilkukrotnie na ciele optycznie uwypuklając sylwetkę zanim w tali się oplotły. Fragmenty ich oplotów pod splątanymi szarfami granatowej spódnicy, która zwiewnie rozlewała się w dół jej nóg w barwach granatu z licznymi haftami bieli, srebra i złota. Była zadowolona, że strój, który zamówiła przed kilku laty, za namową Urd, nadal tak dobrze na nią pasuje. A może to był przegrany zakład? Szybkim ruchem poprawiła niesforny kosmyk, który uciekł spod spiczastego kapelusza o niewielkim rondzie. Długie blond włosy zostawiła w większości swobodnie na plecach. Tylko niewielkie warkocze okalając jej czoło i splatając się na karku trzymały fryzurę w ryzach. Niemal prychając na własne zachowanie ruszyła gwałtownie kołysząc głową prawie jakby w powietrzu unosiła się jakaś, tylko jej znana muzyka. Kąciki ust zadrgały kiedy jej wzrok spoczął na wielkim akwarium ponad restauracją. Niewyraźnie wspomnienie wczorajszej rewii zadrgało na dnie jej oczu. Przywitała się z innymi członkami ekspedycji, obecnymi już przy śniadaniu w zakresie jaki idealnie wypełniał ramy nienachalnej kurtuazji. Przechodząc przez salę wyłapała spojrzeniem jednego z kelnerów. Spojrzeniem na tyle wymownym by wiedział, że będzie za chwilę potrzebny. Skierowała się ku szerokim wygodnym fotelom rozstawionym przy jednym ze stolików tuż przy wyjściu na basen. Słońce Italii, niemal abstrakcyjne dla tych, którzy nawykli do londyńskich mgieł, wdzierało się do wnętrza przez wielkie przeszklenia, tańcząc na srebrnych sztućcach i kryształowych karafkach. Ceolsige pozwoliła, by ten blask na moment ją oślepił, gdy odsuwała ciężki, tapicerowany fotel. Materiał spódnicy zaszeleścił cicho, układając się w misterne fałdy wokół jej nóg, gdy zajmowała miejsce. Powolnym ruchem zdjęła spiczasty kapelusz, kładąc go na wolnym krześle obok z taką nabożnością, jakby był co najmniej artefaktem z III wieku. Dopiero wtedy spojrzała ponownie na mężczyznę, a jej uśmiech stał się nieco bardziej profesjonalny. Kiedy podszedł odmówiła stanowczym gestem menu i przypomniała mu tylko o ustaleniach jakie wczoraj poczyniła w temacie dzisiejszego śniadania z obsługą. Wyraźnie zadowolona z jego potwierdzenia i absolutnego braku oznak jakiegokolwiek zaskoczenia zamówiła jeszcze mocną herbatę i espresso do śniadania. Gdy kelner odszedł, Ceolsige poprawiła szmaragdową tkaninę na ramionach, dbając o to, by hafty węży splotły się w odpowiednim porządku. Wyprostowała plecy, opierając przedramiona na podłokietnikach. Smukłe palce lewej dłoni zaczęły wystukiwać rytm nieistniejącej melodii. Przeciągłym spojrzeniem obiegła lśniący refleksami słońca basen i krajobraz kształtujący się za nim. Pozwoliła by powoli wspinające się promienie słońca oblewały jej sylwetkę i odsłonięta skórę ramion. Założyła swobodnie nogę na nogę. Zwieszona stopa zaczęła delikatnie się kołysać wprawiając rąbek spódnicy w rytmiczny, falujący ruch. Czuła przy tym wyraźni ciężar fajki i sztywność ukrytej różdżki ale jakoś nie śpieszyło się jej dzisiaj zapalić. Po dłuższej chwili przeniosła wzrok z powrotem na salę wyglądając potencjalnie interesującego towarzystwa na to śniadanie. Bez wysiłku przybrała ten szczególny wyraz twarz, który łatwo można było odczytać jako zapraszający. |