[23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Brynja Nordgersim - 03.04.2026
Każdy kogo ukochałam, tu w tych murach jest
Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń
(…)
Proszę cię skończ, bo budzi mnie twój smętny ton
Może chcesz zbić mnie z tropu, żebym gdzieś zrobiła błąd
A może coś nas łączy, jakaś pokrewieństwa nić
Bo dobrze wiesz, że kimś innym pragnę być
Na ładnej podłodze w jodełkę walały się kolorowe wycinki papieru, porozsuwane kartki, nożyczki i kilka niedokończonych, dziecięco nieporadnych kształtów. Wspomniane przedmioty miały stać się w poniedziałek czymś bardziej sensownym w małych rączkach przedszkolaków. Liście, jeże, może girlandy, tam pękaty kształt, który może był puszkiem pigmejskim i łuk feniksiego pióra, wyciętego z czerwonego papieru. Nie wszystko jeszcze wyglądało tak, jak powinno. Czyniło natomiast zadość zamysłowi, który zrodził się w głowie selkie.
Kiedy ruszyła boso przez pokój, jeden z wycinków natychmiast przykleił się jej do stopy. Brynja prychnęła pod nosem i strzepnęła go o drugą nogę. Po chwili powlokła się dalej przez mieszkanie, a za nią wlokły się resztki tygodnia.
Po drodze odwiesiła ręcznik niedbale na oparcie krzesła i skierowała się ku niewielkiemu aneksowi kuchennemu, nie mając żadnej ochoty na gotowanie tego dnia sama. Wizja obierania, krojenia i stania nad kuchenką wydawała się obelgą po dwunastu godzinach spędzonych na nogach. W związku z tym, sięgnęła po czajnik, uniosła różdżkę i krótkim ruchem wprawiła wodę w ruch. Cienka smużka pary zaczęła się unosić.
Na blacie czekało jeszcze zawiniątko z tłustego papieru, które przyniosła ze sobą z pracy. W środku spoczywała porcja frytek, które zdążyły już nieco zmięknąć od własnego ciepła oraz kawałek ryby w chrupiącej panierce. Nie było to szczególnie godne Mabonu, ale ciepły posiłek oraz kubek herbaty stanowiły tego wieczoru obrzęd wystarczający. Święta, jeśli miały mieć jakąkolwiek wartość, powinny przecież umieć znieść jej grzech.
It's me, Anastazja - Urd Nordgersim - 01.06.2026
Dźwięk, który pojawił się pośrodku w sumie całkiem zwyczajnego lokum w całkiem zwyczajny - pomimo trwającego sabatu dzień - przypominał pojedyncze cyknięcie zimnych ogni, którymi mugole czasami lubili się bawić przy okazji karnawału.
Tsk
Łatwe do ominięcia. Potem jednak owych "tsk" było więcej. Więcej. I więcej. Magiczna ingerencja w domową przestrzeń nie była poczytywana przez czarodziei jako szczyt marzeń, ale ich świat był wystarczająco pełen szaleństwa, by można było uznać ją za niemożliwą do uczynienia. Odgłos palącego się zimnego ognia przemieszczał się przez moment, niczym zagubiony, otumaniony jesienią dogasający motyl, by we końcu zogniskować się tuż nad szafką.
A potem zniknął.
A potem z trzaśnięciem zabrzmiał po raz ostatni
TSK
… by zaraz po nim doszło więcej, bardziej związanych z fizyką dźwięków, jakie może wydawać szafka na którą upadł kilkudziesięciokilowy człowiek w futrze z dwiema walizkami podróżnymi.
– Niech to diabli, pierdolone trefne chińskie wynalazki… – Złorzeczenia płynęły spomiędzy fałd futra, ale już pierwsze słowo, "po jednej nutce", gospodyni mogła przypisać do znajomej twarzy. Do bardzo znajomej twarzy.
– Ha! Cóż to za rupieć mały Puszku, w tej Anglii nigdy nie znali się na stolarce – podsumowała przygodę z szafką podnosząc się na nogi i wypełniając swoją osobą i prezencją przestrzeń. Dwie walizki leżały wciąż na ziemi, ale wysoka blondynka skupiła się na poprawieniu swojego messy buna na czubku głowy, który miał być messy tak jak ona sobie tego życzyła, niekoniecznie, jak uczyniła to z jej fryzurą magiczna wycieczka. Odruch został przerwany jednak po kilku sekundach - grube futro było nader niepraktyczne, ale też nade wszystko nie przebyła połowy świata by se fryzure poprawiać. Iskrzące oczy zweryfikowały okolicę (nie żeby było tej okolicy jakoś dużo) i zatrzymały się na twarzy Brynji. Urd która cały czas się uśmiechała, teraz uśmiechnęła się jeszcze szerzej, eksponując dwa rzędy równych białych ząbków. Z rozmachem zrzuciła futro na ziemię i w dwóch krokach dopadła do młodszej siostry zatapiając ją w swoim objęciu.
– Jakie to szczęście, że Cię nie przypaliło mała! Jak tylko dowiedziałam się o tej piekielnej nocy ruszyłam w drogę. Wybacz, że to tak długo trwało… - ściskała Brynję, jakby celowo chcąc wypchnąć z jej wątłej piersi resztki powietrza i nie dopuścić nowego do ciężkiej pracy utrzymania człowieka przy życiu.
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Brynja Nordgersim - 01.06.2026
Pierwsze tsk Brynja zignorowała. Drugie sprawiło, że jej spojrzenie oderwało się od parującego naczynia i zawisło gdzieś pośrodku kuchni.
Może któreś z londyńskich dziwactw postanowiło akurat tego dnia zainteresować się jej skromnym lokum. Stare kamienice czasem wzdychały. Rury wydawały odgłosy przypominające jęki uwięzionych duchów. Magia również miała swoje kaprysy. W mieszkaniu, które wynajmowała, warstwy zaklęć i ludzkich nieszczęść się na siebie nakładały.
— Urdićka?! — pisnęła, a serce podskoczyło do gardła.
Kobieta nie miała żadnych szans z Urd. Zachwiała się pod jej naporem, a z piersi wydarło oooofff!. Nie zdołała jednak zaprotestować, ponieważ została pochłonięta przez znajome ciepło i jeszcze bardziej znajomą woń siostry. Wszystko się wymieszało — gorąc skóry muśniętej słońcem, pewność bliskości, której nie mogły zniszczyć ani odległość, ani upływ czasu. Gdyby tylko mogła swobodnie nabrać powietrza, zapewne westchnęłaby z rezygnacją dobrze sobie znaną wszystkim, którzy mieli szczęście i przywilej kochać starszy klejnot północy.
Ponad ramieniem blondynki dostrzegła dwie ciężkie walizy oraz futro spoczywające pośrodku pokoju. Brynja miała na ten temat kilka uwag. Nieszczęśliwie, aby je wygłosić, musiała najpierw przestać się dusić. W związku z tym, sapnęła: — Serce moje, dusisz mnie — żebra zaprotestowały pod naporem uścisku. Selkie poklepała niezręcznie starszą siostrę po plecach, sama zaczęła się wiercić jak ryba wyciągnięta na brzeg, czując jak świat zaczyna wirować przed oczami. — Puść, bo zwymiotuję ci na to twoje drogie futro.
Tęskniła jednak za Urd zbyt długo i dotkliwie, a coś w jej serduszku zakuło, żeby naprawdę próbować się uwolnić. Poddała się więc bez walki. Oparła policzek o jej ramię oraz wsunęła twarz w zagłębienie szyi, obejmując rodzeństwo czule w pasie. Tak wiele czasu minęło od ich ostatniego spotkania.
— Normalni ludzie zwykli najpierw wysłać list — uniosła lekko powieki, spojrzała w stronę zniszczonej szafki. Przedmiotowy mebel dorwała kiedyś na mugolskim pchlim targu. Przez ostatnie miesiące wiernie służył za szafkę nocną. Obecnie jego kariera dobiegła końca, ponieważ ukochana siostra uwaliła na nim swoje walizki niczym smok swoje łupy. Normalni ludzie używali kominka…
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Urd Nordgersim - 22.06.2026
– No a kto niby? Freya na kocim rydwanie?! – zaśmiała się perliście, wypełniając swoją osobowością całą przestrzeń, jak ekstatyczne wypuszczana z puszki bita śmietana. Na skargi o duszeniu zluzowała trochę, troszenieńkę uchwyt, nie chcąc nadto zaruszać swojego morskiego kwiatka, delikatnej muszelki. Ta głupia Anna ich matka, mogła lepiej wybrać materiał genetyczny! Nie żeby narzekała na drobinkostwo swojej ukochanej siostrzyczki, która dożywotnio była i być miała jej MAŁĄ siostrzyczką, ale czasem patrząc na nie trudno było to pokrewieństwo odcyfrować. No chyba że w oczkach układających się w serduszka, gdy Urdićka patrzyła na swój mały Bryndzowy serek.
– Mówisz o tych zawszonych sowach?! Z miejsca w którym byłam, one lecą dłużej, niż ja się tu znalazłam! Nawet nie będę Ci kłamać, że jakaś by tu do Ciebie dotarła, choć oczywiście jeśli chcesz… - wypuściła ją z wielką niechęcią ze swoich objęć i rozejrzała się za krzesłem i stolikiem, a jeśli tylko jakiś znalazła, to w sposób mocno przerysowany zasiadła przy nim i dokończyła: – To Ci jakiś napisze. Tylko chyżo! Dej mnie dziecko pergamin, moja siostra zasługuje na najpiękniejsze listowne uprzedzenie o moim pojawieniu się na Mabońskiej uczcie! I podaj mi piwo też jeśli masz przy okazji duszko, albo miodu, bo strasznie suszy mnie po tej podróży… – odchrząknęła, uśmiechając się zaraz potem promiennie. – Najważniejsze, że nie jesteś skwarkiem, bałam się że mnie teleportuje do tej kliniki tutaj ichniejszej mangowej? Mingowej? – jej dłoń odgoniła tę niedogną lukę w pamięci, jak natrętną muchę. Nie było to przecież istotne. – Opowiadaj co u Ciebie? Gdzie pracujesz? Co porabiasz? Czy ktoś skradł Ci serce? – To pytanie, to ostatnie pytanie z pozoru tylko było lekkie jak poprzednie. Wśród tych kwiatków był jednak ukryty jadowity sztylet, bo Urd nie dopuszczała myśli, że Bryndzeczka mogłaby choćby przez ułamek swojego foczego życia przebywać w towarzystwie kogokolwiek, kto mógłby ją jakkolwiek zranić. Potrafiła już w przeszłości być bardzo dotkliwa w tej materii, gdy Brynja musiała postawić wyraźnie granicę zabraniającą zastraszania wiarołomnych przyjaciółek, czy podrzucania im duchów w puzderkach imitujących magiczne mgiełki od Potterów. Urd się starała. Ale chciała wiedzieć. Może po to by zebrać kwiatki dla wybranka na powitanie i wzajemne zapoznanie. Albo by naostrzyć nóż. Albo oba.
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Brynja Nordgersim - 03.07.2026
— Gdybyś uprzedziła mnie choćby jednym listem, zdążyłabym przynajmniej udawać, że prowadzę dom godny przyjęcia gości — słowa padły z cieniem wyrzutu, ale były bez rzeczywistej goryczy. — Tęskniłam za tobą — przyznała nagle. Z kolei te słowa opuściły jej usta łatwo. Urd była ostatnią osobą z rodziny, z którą utrzymywała kontakt.
Ich matka… Brynja zachodziła w głowę, czy matka kiedykolwiek tęskniła za własnymi córkami. Czy oddając młodszej selkie foczą skórę, przeklinała jej imię? A może był to ostatni, cichy akt miłości rodzicielskiej, jedyne błogosławieństwo, na jakie było ją jeszcze stać?
— Coś ci zaraz znajdę, poczekaj, proszę. Powinnam mieć trochę miodu o ile nie wypiłam go w zeszłym tygodniu po którymś z wyjątkowo długich zmian. Gdzie cię tym razem wyniosło? — zapytała. Zaczęła szperać po szafkach, aby jak najlepiej przyjąć gościa.
Kobieta odwróciła głowę i podrapała się po policzku. Trudno było jej wyobrazić sobie opowieść mniej godną uwagi niż własna codzienność. Posada w przedszkolu, a po zmroku dodatkowe godziny spędzane za szynkwasem niewielkiego pubu… nie był to żywot, który znalazłby miejsce w kronikach ludzi wielkich czynów. Cóż mogła rzec Urd? Że przestała z lękiem odliczać monety do kolejnego czynszu? Nie odczuwała jednak tęsknoty za dawnym domem. Bezkresny chłód głębin i swoboda, którą odnajdywała pod powierzchnią fal, wynagradzały jej każdą godzinę spędzoną w ludzkiej postaci.
— Pracuję w przedszkolu. Wieczorami zaś dorabiam w pubie. Nie jest to może zajęcie, o jakim śpiewają skaldowie, ale pozwala mi opłacić czynsz i od czasu do czasu kupić coś więcej niż śledzia i herbatę — powiedziała, nalewając miodu do ciężkiego kufla. — Moje serce? — powtórzyła łagodnie. Postawiła naczynie przed Urd i oparła się biodrem o blat.
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Urd Nordgersim - 03.07.2026
Zaśmiała się soczyście na te wyrzuty słodsze od miodu podanego na stół.
– Żyjesz w świecie przerażających niespodzianek, pozwól starej siostrze na jedną jakże pozytywną. – Wywinęła się łatwo, jak zawsze, bo choć nie posiadała foczej skóry schowanej w kuferku pod łóżkiem, to potrafiła być równie zwinna w wywijaniu się z sieci jakiegokolwiek zakłopotania. Też i całą swoją postawą pokazywała Brynji absolutny brak krytycyzmu wobec sposobu w jaki żyła. Wręcz przeciwnie… Była żywo zainteresowana historią siostry, reagując na nie pełnią uwagi i zainteresowania.
– Przedszkole i pub… nie wiem, jak sobie to umyśliłaś foczko, być może to dwoistość Twojej natury popchnęła Cię ku dwoistej ścieżynie zawodowej. W dzień anioł, w nocy diablica, bardzo to przebiegle. – Upiła miód i na moment ustała w roztaczaniu swojego ekstrawertycznego blasku, na rzecz pochylenia się nad jakością trunku.
Siostra i miód.
Słodycz dla ducha i słodycz dla ciała.
Czegóż więcej można chcieć? Może partyjki gargulków. Albo backgammona chociaż?
– Chiny. Przeklęta waza. Opętany ambasador. Lewitujący samoistnie kostium smoka – wyrzucała z siebie niedbale, jasno wskazując kto tu jest interesującym tematem. – Za ostatnie zlecenie dla starego antykwariusza dostałam propozycję barteru na jednorazowy przelot do osoby, którą kocham najmocniej, brałam od razu, wiedząc dokładnie gdzie mnie wyniesie. – Uśmiechnęła się szeroko, zapatrzona w szczuplutką twarzyczkę Brynji. Może i nie miały jednego ojca a ich matka… cóż, spuśćmy na nią całun milczenia, być może miała jedno dziecko za wcześnie, a drugie za późno. Nie o Annie jednak tu rozmawiały. Nie dzisiaj. Był miód. Wypadałoby mieć na stole jakąś świeczkę i dynię by tradycji stało się za dość.
– Twoje serce. O nie właśnie pytam. Bo moje się kraje na myśl o tym, że byłabyś w tym paskudnym Londynie zupełnie samotna. – Chcę poznać ich wszystkich, chcę znać ich twarze, imiona i adresy, chcę widzieć ich nici i ładnie zadbać o Ciebie droga siostrzyczko, ażeby żadna zarobaczona śliwka nie zepsuła Ci deserku Urd miała za sobą wiele lat słodkich uśmiechów, takich zza których nie było widać tej drapieżności i wściekłości kłębiącej się na każdego kto ośmieliłby się choćby pomyśleć o zranieniu małej białej gwiazdki na nieboskłonie jej życia. Jedynego dobrego, czystego i niewinnego aspektu tegoż.
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Brynja Nordgersim - 05.07.2026
— Nie jesteś przecież ode mnie aż tak wiele starsza. I kogóż właściwie nazywasz diablicą? Przemierzyłaś pół świata tylko po to, aby napić się ze mną miodu? A gdyby coś ci się stało? Nawet bym się o tym nie dowiedziała… — łagodnie się uśmiechnęła celem rozproszenia cienia zbyt poważnych myśli. Odrzuciła niepokój, który zrodził się wyłącznie z miłości do siostry, a był właściwy córkom morza. Może zaprzeczając upływowi lat, próbowała oszukać czas. Może Matka również nie spieszyła się z odbieraniem tego, co najdroższe.
Brynja urwała, ponieważ dalsze słowa mogły sprowadzić nieszczęście samym tylko brzmieniem. Nie była to skarga ani wyrzut.
— Nie tęsknię za złamanym sercem. Za… za potrzebą bycia czyjąś. Może to wina naszej krwi. Selkie nie są stworzone do trwania przy kimś na zawsze na lądzie — jej oczy koloru zmąconego morza wróciły na twarz siostry. — Nie jestem sama, ponieważ nie mam to czasu. Mam dzieci w przedszkolu, które potrzebują uwagi i stałych bywalców w pubie, którzy głośno narzekają, gdy im źle naleję. Czasem napatoczy się kilka dobrych dusz, które od czasu do czasu sprawdzają, czy jeszcze oddycham. A poza tym mam ciebie, prawda? Któż potrzebowałby więcej, skoro los podarował mu taką siostrę? — próbowała ją udobruchać. — Odnowiłam parę znajomości ze szkoły. Poznałam też kogoś…
Na te słowa uśmiech rozjaśnił jej oblicze, odrobinę figlarny. Imię jej pani Księżyca nie przeszło przez gardło. Było zbyt kruche… zbyt nowe, aby wypowiedzieć je głośno. Zachowała je więc dla siebie niczym muszlę skrywającą najpiękniejszą perłę.
— A ty? Twoje serce? Czy gdzieś w tych opętanych wazach i lewitujących smokach znalazłaś coś więcej niż złoto i przygodę?
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Urd Nordgersim - 27.07.2026
Argumentacja młodszej siostry była całkiem zasadna - Urd ze swojej natury była powsinogą i ciężko było jej usiedzieć w miejscu. Być może przed czymś uciekała, choć starszej z sióstr Nordgersim łatwiej było powiedzieć, że za czymś goniła. Za kimś? Bynajmniej. Ludzie byli komplikacją, ciężarem, kotwicą u nogi, która uniemożliwiała rozwój. Wzrost. Albo i upadek. Albo oba na raz w perfekcyjnie zbalansowanym szaleństwie.
Gdyby coś jej się stało podczas tej podróży, Brynja by się nie dowiedziała, ale też i by się nie dowiedziała, gdyby się coś Urd stało, jakby ta siedziała na dupie i patrzyła całymi dniami w Morze Północne z okien swojego małego domeczku umieszczonego na zapomnianej przez bogów małej wysepce. Kobieta cieszyła się mnóstwem znajomości, które były tak liczne co powierzchowne, a przed którymi niebywale rzadko dzieliła się prawdziwymi skarbami schowanymi w głębinach foczej duszy. Imię siostry, jej zajęcie i obecna lokacja były jednym z nich. Czasem w karty można było przegrać bardzo wiele, a Urd mimo własnej powrozowej pętli ukrytej za rzędami pereł, szalenie nie chciała by cokolwiek się stało małemu Bryndzusiowi. Dlatego też przybywając do Londynu obiecała sobie, że będzie ograniczać hazard do niezbędnego minimum i znajdzie sobie jakieś sensowne zlecenia.
To jednak nie był temat… O wiele bardziej ciekawa była życia Brynji, tego kim i czym się otaczała.
– Za dnia przedszkole i w nocy też przedszkole, nawet jeśli metryki mówią co innego! – zaśmiała się z tej niezbyt oczywistej na pierwszy rzut oka korelacji "klientów" siostry. Oczywiście nie uszła jej uwadze ta krótka chwila okraszona Bardzo Charakterystycznym Uśmiechem i Ucieczką Wzroku Na Bok. Nie dała po sobie poznać jednak, że śledztwo właśnie zostało rozpoczęte, a cała sieć nici drobnej siostrzyczki musiała się przygotować na wnikliwą inspekcję. – Koniecznie będziemy musiały się wybrać gdzieś razem och, będzie po temu wiele okazji, bo zamierzam zostać na dłużej – oznajmiła z twarzą zdobną w uśmiech któremu bardzo mało osób było w stanie odmówić. Nim ruszy dalej musi sprawdzić tego kogoś kto próbował ukraść szczerozłote serduszko tej najsłodszej istocie, jaką zrodziło morze. No i może zajrzałaby w wolnej chwili od śledztwa do Ceolsige, minęło w końcu kilka lat…
– Same nudy nie warte opowiadania… – skwitowała lekceważąco, odganiając to pytanie jak natrętną muchę. Nieświadomość jest definicją szczęścia, a mała niewinna dziewczynka nie musiała słuchać opowieści o tym, jak raz czy drugi Urd podwinęła się noga i osoba, która niemalże się jej oświadczyła, później podtapiała ją w ramach zemsty za tak zwane oszustwo matrymonialne. Nie żeby tym razem chciała to zrobić, ale jej tłumaczenia były bardzo mało wiarygodne. Cóż… raz na powierzchni raz pod nią. Od tego czasu zawsze miała przy sobie ukrytych kilka dropsików skrzeloziela. Może i lubiła ryzyko, ale nie aż tak bardzo.
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Brynja Nordgersim - 27.07.2026
— Gdybyś oznajmiła mi, że jutro znów zamierzasz zniknąć na drugim krańcu świata, pierwszy raz w życiu rozważyłabym użycie tak barbarzyńskich metod, jak na przykład przywiązanie cię do kaloryfera — odparła w odpowiedzi, uśmiechając się pod nosem.
Londyn, mimo że przez ostatnie lata stał się miejscem znajomym, nadal pozostawał miastem obcym w tych najcichszych godzinach wieczoru. Dla kogoś wychowanego wśród nieustannego szumu fal, krzyku mew i pieśni wiatru uderzającego o skaliste brzegi, brudna Tamiza była paskudna!
A jej Urd przypominała jej morze, z którym obie były nierozerwalnie związane. Można było próbować je uspokoić, prosić je o łaskę, a nawet nawet budować przeciwko niemu najdoskonalsze zapory. Ostatecznie jednak przypływ zawsze odnajdywał szczelinę, przez którą mógł się wedrzeć. W związku z tym, Brynja westchnęła delikatnie, gdy siostra nie dała za wygraną. Nie była przecież tą samą drobną istotą, którą należało osłaniać przed każdym chłodniejszym powiewem losu, czy słowem, które mogłoby zranić zbyt młode serce. Co więcej, znała już smak samotności. Nauczyła się żyć z tym wszystkim.
Nie rozsypała się, choć niejednokrotnie miała ku temu powody… Jednakże Urd wciąż spoglądała na nią tak, jakby przed sobą miała tę samą małą foczkę sprzed lat.
Czego właściwie tak bardzo się obawiała? Czy tego, że młodsza siostra ujrzałaby pęknięcia w obrazie, który przez lata tak starannie budowała? Że dostrzegłaby chwile zwątpienia ukryte za uśmiechem? Że przestałaby widzieć w niej niezniszczalną bohaterkę, zdolną przepędzić ducha z przeklętej świątyni i wrócić do domu z uśmiechem na ustach? Brynja nie potrzebowała bohaterki. Potrzebowała siostry. Nie powiedziała jednak nic.
— Właściwie to dziś mamy Mabon. Chyba obraziłabym wszystkich dawnych bogów, gdybyśmy świętowały równonoc czymś takim — odezwała się po chwili, kiedy odwróciła się ku siostrze. Spojrzała na zawiniątko z rybą i frytkami leżące na blacie. Bryja wyglądała… nieśmiało. Rzadko o coś prosiła. — Ale skoro już zesłałaś się na moją biedną szafkę nocną niczym grom z jasnego nieba, nie pozwolę ci nigdzie uciec. Co ty na to abyśmy urządziły sobie prawdziwą ucztę? Nie będzie wprawdzie pieśni skaldów, ale dam sobie radę. Upiekę rybę, zrobię chleb z jabłkami… och! Może nawet znajdzie się butelka cydru, którą trzymałam na lepszą okazję. Zostań dziś ze mną, Urd.
RE: [23.09.1972 r.] Więc zrozumże, syreno dziwna, na nic twoja pieśń - Urd Nordgersim - 05.08.2026
Na wspomnienie barbarzyńskich metod, jakimi miałoby być przywiązanie do kaloryfera, Urd błysnęła białymi ząbkami nie kryjąc zadowolenia. Zwykle skupiona na tu i teraz, na czmyhającej spomiędzy palców bieżącej chwili, teraz z zaskoczeniem odkrywała, że może mieć jakieś plany, które bynajmniej nie będą obejmować uwiedzenia jakiegoś bogatego dupka, czy wypuszczenie kilku buńczycznych duszyczek, gdy na rynku brakowało zleceń.
Och nie.
Chciała być siostrą na pełen etat. Chciała mieć siostrę na pełen etat (tylko nie wiadomo, gdzie to wcisnąć przy dwóch robotach, ale to już nie było aż takie istotne).
– To się wybitnie dobrze składa, ponieważ nigdzie się nie wybieramy kochanieńka. Wręcz przeciwnie, zamierzam trochę posiedzieć Ci na głowie, nim ruszę dalej w drogę. – Na tym etapie to mógł być tydzień, mógł być miesiąc. Może trzy. Urd nie zakładała, że jej niespokojny duch dałby radę więcej.
Przypływ miał to do siebie, że cyklicznie ustępował odpływowi…
– A tak sabaty srabaty – rzuciła krytycznym okiem po fish and chipsie, ale była zbyt szczęśliwa, by narzekać. Może i była pozerką, która udawał, że ma więcej pieniędzy niż miała w rzeczywistości, nie dało się ukryć że obecność dawno nie widzianej siostrzyczki była najlepszą z możliwych przypraw. – Jestem przekonana, że nie ma i nie będzie lepszej okazji. I oczywiście że zostanę, nie masz chyba wątpliwości, że zaryzkowałam tę pieprzoną chińską przejażdkę przez Ciebie i dla Ciebie serku! – Wydęła usta, co ona wampir, żeby trzeba było ją zapraszać? Z Urd było raczej jak z duchami. Łatwa do przywołania, zdecydowanie trudniejsza do usunięcia.
– To… gdzie będzie moja sypialnia? Masz jakieś łóżko dodatkowe prawda? Kanapę czy coś? – wstała ze swojego miejsca, żeby zwiedzić gniazdeczko małej foczki. Ani przez myśl nie przeszło jej, że Nordgersimówna mogłaby mieć cokolwiek przeciwko. Ostatecznie Urd wypełniała sobą przestrzeń dosadnie nie tylko aurą. – Och cóż to? Zaproszenie? – rzuciła nieoczekiwanie z zainteresowaniem sroki wgapiając się się w elegancki bilecik. – Emilio tez dotarł na wyspy? No niemożliwe! – Upewniła się, że nie ma dopisku na drugiej stronie. – Musimy sobie kupić coś na te okazje, zakupy jutro? – zaproponowała, choć w sumie całkiem możliwe, że najchętniej wyszłaby od razu, gdyby nie obrzydliwe burczenie w brzuchu, które właśnie złowrogo wybrzmiało w przestrzeni mieszkaniowej młodszej z sióstr.
|