![]() |
|
[12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine (/showthread.php?tid=5938) |
[12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine - Renigald Malfoy - 08.04.2026 12 września 1972r.
Necronomicon / Inne miejsca Po wymianie listownej z szanowną kuzynką, która najwyraźniej dała mu do zrozumienia, że rodziną powinien się zainteresować, nie odpisał jej na ostatnią korespondencję. Gdyby pewnie nie napisała w tych sprawach, zapewne wciąż Renigald nie zainteresował się losem swoich rodziców. A tak, w międzyczasie, zdążył już odwiedzić rodzinny dom i sklep matki, w celu zapewnienia nowej odzieży. Rodzina powinna się wspierać. W rodzinie powinni sobie pomagać. Nawet jeżeli wychodził na durnia, to matka nie odmówiła mu noclegu w ich domu, w jego starym pokoju. Bo przecież, gdzie miał mieszkać, jak połowa mieszkania spaliła mu się? W tym najważniejsze pomieszczenie, będące sypialnią i garderobą. Długo też myślał, czy powinien odwiedzić innych członków rodziny, a tym bardziej kuzynkę, która chyba jako jedyna do niego napisała z troską o bezpieczeństwo po atakach szaleńców na Londyn. Trudno było mu stwierdzić, kto zaczął i dlaczego. Za mało może siedział w polityce? Powinien bardziej zainteresować się tym, co dzieje w kraju, niż tym, co ma zazwyczaj na sobie. Zwiedzanie magicznych dzielnic, nie należało tym razem do przyjemnych widoków, kiedy widziało się wiele zniszczeń, brudu i spalenizny. Mieszkańców pracujących nad naprawami, matek opłakujących straty w dzieciach. Czy powinien się tym przejmować? Nie umiał jakoś. Nie uznawał tego za swój problem. Skręcił na Aleję Horyzontalną, krzyżującą się z ulicą Śmiertelnego Nocturnu, gdzie minął sklep Weasleyowej w niezbyt dobrym stanie. Miał jednak dziwne przeczucie, że Penny sobie poradziła, zdążyła uciec. Ale czy była bezpieczna? Przez moment ciągnęło go, aby tam wejść, sprawdzić. Obiecał jednak, że nie będzie się tam kręcił. Odwrócił wzrok i ruszył w głąb ciemnej ulicy spowitej, uczęszczanej tylko przez odważnych. Szukał zakładu pogrzebowego. Starając się nie wdepnąć w coś, co by zabrudziło jego drogie, jeżeli nie jedyne na chwilę obecną buty. Gdy tak spoglądał na tutejsze budynki, nie miałby zapewne porównania do obecnego stanu z ulicą Pokątną. Nie zaprzątał sobie tym głowy, mijając właśnie jakiegoś obleściucha, co mu się dziwnie przyglądał. Na szczęście, nie miał zamiaru zaczepiać. W końcu oczom młodego Malfoya, ukazał się znany szyld zakładu pogrzebowego Necronomicon. Stojąc przed drzwiami, dopiero zaczął zastanawiać się, czy powinien uprzedzić Lorraine o swojej obecności. Umówić na spotkanie? Może powinien. Postanowił jednak zrobić jej niezapowiedzianą wizytę. Skoro już tutaj jest, nie będzie się wycofywać, aby wysłać jej list, bo nagle stwierdził inaczej. Nacisnął klamkę, otworzył drzwi i przekroczył magiczny próg, który okazał się widocznie dla Malfoya łaskawy. Blondyn rozejrzał się wstępnie, szukając znanej sobie blondwłosej kuzynki. Zamknął drzwi i poprawił na sobie płaszcz, podziwiając wnętrze wyposażone w trumny. Nawet podszedł do jednej z ciekawości, sprawdzając znajdującą się w niej poduszce. Chcąc dotknąć, sprawdzić jak bardzo jest miękka i z jakiego materiału wykonana. RE: [12.09.1972] Bo rodzina jest ważna | Renigald & Lorraine - Lorraine Malfoy - 12.04.2026 Niektórzy oceniali ludzi po butach. Czy były wypastowane, czy nosiły ślady błota. Jakiego błota? Czy było to błoto ulicy, błoto Nokturnu, czy pochodziło z miejsc bardziej odległych, skoro zdążyło już zaschnąć na cholewkach? Znała się na modzie, wiedziała więc, czy obuwie jest wysokiej jakości, wykonane na zamówienie, czy tanie, produkowane masowo, a może wręcz zakupione w mugolskich dzielnicach. Lorraine zwracała uwagę na takie rzeczy. Zwracała uwagę na to, czy pozostawione na nosach świeże ślady pasty zdradzały pośpiech, nieuważność, czy świadczyły o próżności, jaką była wizyta u pucybuta. Późną jesienią często zostawiali rysy na skórze, gdy ręce zaczynały już drżeć z zimna, odmawiając posłuszeństwa. Jeszcze inni oceniali ludzi po dłoniach właśnie. Po ich drżeniu, albo jego braku, po tym, czy były szorstkie od pracy, czy miękkie od bezczynności. Wiele było rzeczy, po których można było oceniać ludzkie charaktery, Lorraine Malfoy najpewniej czuła się jednak oceniając ludzi po trumnach. Po rodzajach drewna, po wyrytych w tym drewnie zdobieniach albo ich braku. Po kształcie, dokładności, z jaką została wykonana trumna. Po cenie, jaką przyszło za nią zapłacić, choć ta rzadko odzwierciedlała realne preferencje. Ale Lorraine potrafiła przecież znaleźć coś dla każdego. Może dlatego, że wiele trumien wypróbowała osobiście. – Nie jest zbyt wygodna, jeżeli szukasz miejsca wiecznego spoczynku w miejsce spalonej łożnicy – odezwała się na głos, w ten łagodny, nieco melancholijny sposób, w którym słyszeć dało się jednak... Pewną żartobliwą przewrotność kogoś, kto do śmierci był nie tyle nawykły, co wręcz zaprzyjaźniony z myślą o niej. Ale Lorraine zawsze przecież taka była. W dzieciństwie urządzała pogrzeby swoim lalkom. Nadawała imiona wisielcom zwieszającym się z gałęzi drzew, które porastały las w Little Hangleton. Przygrywając na pianinie najchętniej sięgała pieśni smutne, żałobne niemal, próbowała układać rekwia, marsze pogrzebowe. Odwiedzała cmentarze tak jak inni odwiedzają ulubione miejsca spacerowe. Gdy krążyła pośród nagrobków, czuła spokój. Kolekcjonowała wypisane na nich imiona zanim kamień skruszał pod naporem czasu, a potem wplatała je w bajki, które pisywał jej ojciec. Tak wiele znaczyła dla niej pamięć. Pamięć oznaczała godność, konstytuowała wartość relacji, jej trwałość, nieważne, czy chodziło o zmarłych, czy o żywych. Może dlatego nie potrafiła nie kochać Baldwina, obdarzonego pamięcią absolutną. Nie potrafiła nie martwić się o rodzinę, która była dla niej najważniejszą, nawet jeżeli w dzieciństwie często ścierali się wspólnie z Renigaldem, jak przystało na aroganckie dzieciaki, wychowane z myślą, że świat należy do nich. Gdy teraz wychnęła z ciemności spowijających wnętrze zakładu pogrzebowego, jak zawsze obleczona w biel. obdarzyła jednak kuzyna łaskawym uśmiechem. Bo pamiętał. Bo przyszedł. – Chodź za mną – rzuciła władczo, pokazując podbródkiem, w którą stronę należy się udać. – Pokażę ci inne trumny, takie, które są godne malfoyowej głowy. A ty będziesz opowiadał mi, co w tej głowie siedzi. – Nie wyciągnęła w jego stronę dłoni, jak zrobiłaby z każdym, z kim była bliżej, nie zawahała się jednak, zapraszając go do swojego świata. Pozostawiła mu mimo wszystko przestrzeń, nie narzucając bliskości, która mogłaby zostać odczytana jako nieszczera. Nie kłamała, mówiąc, że jest dla niej ważnym. Musiała być zajęta organizacją pogrzebów, których odbyło się w ostatnich dniach wiele, ale teraz Renigald otrzymał pełnię jej uwagi. – Cieszę się, że przyszedłeś – dodała jednak, jak gdyby łagodniej, a na pewno bardziej czule, niż zwykła. Naprawdę się o niego martwiła. |