Secrets of London
[10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126)
+---- Dział: Pembrokeshire (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=133)
+---- Wątek: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure (/showthread.php?tid=5958)



[10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Eutierria - 19.04.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4G7N9UL.png[/inny avek]
Smakujące chilli spotkanie
The world will come to an end
but love and music will endure


Wybrzeże Pembrokshire skrywa wiele mniej i bardziej znanych legend. Ta o Maelgwynie nie jest wyjątkowo popularna, a jednak Leviathan znał historię tegoż od stuleci martwego czarodzieja na pamięć, ponieważ na minione urodziny ojciec wręczył mu medalion, o którym mówiło się, że był jego sercem.

Maelgwyn był człowiekiem potężnym i nieprzewidywalnym jak ocean, a miejscowi nazywali go obrońcą krainy. Pokonał na tych terenach wielu wrogów, zarówno ludzi i istoty, jak i potężne bestie, o których dziś czarodziejom nawet się nie śniło, a później... zestarzał się. Tacy bohaterowie nie odchodzili łatwo – ginęli w boju. Podobno morze w tym miejscu zasnuło się ołowiem, a Maelgwyn zniknął pomiędzy falami, pozostawiając po sobie ukryty w czeluściach okolicznych jaskiń artefakt o ogromnej mocy. Leviathan wielokrotnie przeszukiwał okolicę zatoki, w miejscu gdzie fale rozbijały się o skały zwane Zębami Olbrzyma – za każdym razem nieskutecznie. Posiadał ten medalion – znajdowały się na nim kamienne kły i spirale przypominające wiry morskie. Cóż mu po tym, jeśli nie mógł wyciągnąć z tego miejsca nic ponad szum morza?

Z pomocą miało przyjść mu samo morze.

Znalezienie się w Walii przez Urd nie było przypadkowe. Wezwała ją tutaj woda. Kiedy Rowle zbliżał się do zatoki, chcąc ostatni raz zbadać okolicę podczas odpływu, Urd znajdowała się na miejscu, mocząc nogi i wpatrując się w przedziwne, magiczne kształty rysujące się na powierzchni wokół nich. To miejsce z pewnością było zaklęte i reagowało na obecność córki oceanu. Kiedy Urd się odezwała – światło malujące wspomniane wcześniej wzory rozbłyskało jaśniej. Najwyraźniej jej obecność była kluczem do prawdy.

Selkie mogła zanurkować, dopłynąć do zanurzonego głęboko posągu Maelgwyna i przepięknej kobiety splecionej z nim w rytualnym tańcu. Czuła to – konkretne ruchy, jakie trzeba było wykonać, aby znaleźć się w podobnej pozycji. Szybko zrozumiała, że jej ciało niemalże samo niosło ją tak, jak parę czarodziejów. Wiedziała, w jaki sposób pomóc Leviathanowi – ale czy zamierzała podzielić się z nim tą rewelacją? To w końcu był taniec zakochanych. Trzeba było znaleźć się blisko, ciało przy ciele, oddech przy oddechu – i trwać.

Maelgwyn nie ukrył tutaj żadnego artefaktu o wielkiej mocy. Wszelkie zapiski na ten temat były błędne. Odtańczenie tych ruchów na brzegu zatoki wprawi w ruch pradawny mechanizm. Od tej chwili Maelgwyn i Rashia będą tańczyć na dnie w rytm uderzeń fal. Jeżeli wsłuchacie się w to, jak szumi tu woda, to zrozumiecie – to jedna z walijskich melodii, najpewniej bliska sercu żonie walijskiego bohatera.

Czy mogli wyobrazić sobie coś bardziej romantycznego? Będą mogli wracać tu zawsze wtedy, kiedy zechcą posłuchać muzyki, którą napędzała miłość sprzed setek lat. A jeśli nie zatańczyli razem? Cóż, każdą legendę pochłonie kiedyś czas.


Dla @Leviathan Rowle i @Urd Nordgesim – rozpoczyna się wasza Randka w ciemno. Wybierzcie fabularną datę tego spotkania i zgłoście ją w moim temacie konsultacji. Uprzejmie informuję, że ponieważ pisanie postów wstępnych zajęło mi sporo czasu, wszyscy uczestnicy otrzymują dodatkowe dwa miesiące na rozliczenie tych sesji. Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki. Życzę pikantnej zabawy.



RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Leviathan Rowle - 03.05.2026

Tajemniczy medalion ciążył mu co jakiś czas, kusząc i zapraszając by kolejny raz ruszyć ku Zębom Olbrzyma i przeszukać okolicę. Bo co, jeśli tym razem wreszcie uda mu się dojść do skrywanych tam tajemnic? Co, jeśli wreszcie uda mu się położyć rękę na wszystkich skarbach, które skrywały w sobie legendy o Maelgwynie? No właśnie, co? Ciężko było mu powiedzieć, że kryła się za tym jakaś zachłanność, która nakazywała mu zagarną dla siebie wszystko, na podobieństwo smoków, które robiły to w wielu legendach. Nie, do przodu ciągnęło go coś o wiele bardziej spokojnego. Jakaś zwyczajna ciekawość i głód wiedzy, ale też sama cisza która panowała w okolicy wody. Samotność. Lubił jej smak, tutaj skarmiajacy solą, którą dało wyczuć się w powietrzu. Bezkres morza - to czasem było to, co jego zdaniem przydawało się każdemu.

Tym razem jednak, znajome skały nie były same. Odpływ odsłonił nie tylko skawki ziemi, ale też zrobił miejsce dla nieznajomej kobiety, której obecność w pierwszej chwili przyjął z pewną irytacją. Jak miał szukać tutaj czegokolwiek, kiedy ktoś przy tym miał mu się patrzeć na ręce? Ale potem kobieta odezwała się, barwne światło rozbłysło na tajemniczych wzorach, a Leviathan złagodniał.

Od słowa do słowa, czasem można było dojść w bardzo ciekawe miejsca. Szczególnie, kiedy świadkiem takiej rozmowy było zaledwie morze, które nigdy nie oceniało. Dlatego Rowle opowiadał; wyciągnął medalion, pokazując kobiecie wyryte na nim kamienne kły i spirale, które równie dobrze mogły kojarzyć się z morskimi wirami. Mówił też o Walii i Maelwynie, który w swoim czasie rządził tą ziemią, pozbywając się wrogów i zagrażajacych jego ludziom potworów. Nie było w tej opowieści podziwu, bardziej szacunek dla kogoś, kto pozostawił za sobą tak wiele legend.

- Przychodzę tu czasem, bardziej z ciekawości - wyjaśnił wreszcie, kiedy Maelgwyn w jego opowieści zniknął pomiędzy falami, pozostawiając za sobą wielką niewiadomą. Podciągnął wyżej kolana i oparł się o nie rękoma, obserwując odsunięte morze. - Mówią, że ten medalion to jego serce. Więc gdzie prowadzi serce Maelgwyna? 




RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Urd Nordgersim - 09.06.2026

Londyn miał w sobie kilka jasnych pereł, na tle spływającej rynsztokiem ulicy.

Tamiza zdawała się tak brudna i wypełniona osadem, że Urd bez cienia zaskoczenia przyjęłaby wiadomość o tym, że ludzie uznali, że łatwiej tę rzekę orać, niż przez nią przepłynąć.

Ucieczka, była jedyną opcją, wędrówka w poszukiwaniu miejsca w którym można było nie zastanawiać się nad prozą życia, a poczuć, poczuć prawdę, poczuć spokój we krwi, poczuć komfort, gdy wanna przestawała spełniać swoją funkcję.

To miejsce było pełne uroku i przywodziło na myśl kobiecie zatoczkę niedaleko jej osobistego domku, w którym potwornie się nudziła, ale przynajmniej miała to… miała zatoczkę. Miała wodę, która obejmowała ją ciasno swoimi ramionami z większą miłością niż czyniła to własna matka.

Obecność tajemniczego nieznajomego nie robiła na niej większego wrażenia, być może dlatego, że była w pełni świadoma swojej urody i wpływu, jaki potrafiła wywołać w nowo poznanych, a może dlatego, że jako zatwardziała hazardzistka uwielbiała igrać z losem. A może miała w sobie odrobinę poetki, gdy bawił ją smoczy anturaż rozmówcy i skojarzenie z ogniem gdy ona, och ona tak bardzo – zwłaszcza teraz była wodną istotą.
– Jest tylko jeden sposób by się przekonać, wiesz o tym równie dobrze, jak i ja…
– odpowiedziała mu filuternie, sięgając palcami do troczków swojej białej, haftowanej w niezapominajki koszuli. Był październik. Było zimno. Nigdy jednak nie miało większego znaczenia, nie gdy woda ją wzywała. – Wiem gdzie prowadzi mnie moje serce nieznajomy, a Twoje? Jakbyś miał powiedzieć… Jakbyś miał zgadnąć, dokąd doprowadziłby mnie Twój medalion? – jasne oczy śledziły przystojną twarz smoka, który jeszcze nie wiedział, nie powinien wiedzieć, że spotkał na swojej drodze morską nimfę. Nimfę, która zastanawiała się, na ile medalion poprowadzi ją tam, gdzie sama przecież chciała się znaleźć jeszcze chwilę temu, nim mężczyzna pojawił się na horyzoncie, nadając całemu spotkaniu nowy tor. Rzemienie spódnicy stały się luźne, grzechoczące bransoletki z błękitnych i lazurowych opali opadły na swobodnie porzucone ubranie i bieliznę. Urd uniosła ramiona przeciągając się, pozwalając morskiej bryzie skomplementować jej sylwetkę, gdy sięgnęła do jasnych kosmyków wiążąc je wprawnie w koczek na czubku głowy. Zaraz potem z medalika zawieszonego na szyi wyciągnęła porcję skrzeloziela.


RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Leviathan Rowle - 13.06.2026

Skoro tęskniła do wody, może spodobałoby się jej Llyn Llydaw. Było to co prawda jezioro i położone wysoko w górach, ale było dość pokaźnych rozmiarów. Roztaczało dookoła swój urok, odbijając niebo i w nocy można było policzyć na nim gwiazdy, patrząc się zaledwie na samą taflę. Rowle lubił czasem siadać nad jego brzegiem i myśleć. O dniu, który zostawił za plecami, o swoich zmartwieniach, radościach. O życiu. Była w nim też jakaś tęsknota, ale nie wody, a do samego nieba. Gdyby mógł, rozpostarłby skrzydła na zawsze i nie oglądał się za siebie. Ale morze… morze też było piękne. Morze kojarzyło mu się z tym magicznym momentem, kiedy horyzont całkowicie zatracał się w błękicie. Kiedy nie można było rozróżnić gdzie kończy się woda, a zaczyna powietrze. Morze wreszcie, kojarzyło mu się z błękitnymi do szaleństwa oczami, jakie nosiły istoty je zamieszkujące.

Leviathan znał oczy, jakimi patrzyły selkie. Nie raz tonął w nich, by wreszcie wynurzyć się na powierzchnię. Z niechęcią, ale nawet najznamienitszy pływak musiał wreszcie zaczerpnąć świeżego powietrza. Wydawało mu się przez to, że dostrzega w nieznajomej coś, przez co nie powinna zostać jeną wielką nieznajomą i ułudą, utkaną z morskiej piany która rozbije się o skały rzeczywistości, kiedy tylko postanowią opuścić skrawek plaży.

Patrzył na nią, oczyma równie błękitnymi co niebo, przeciętymi w pionie czernią źrenic i mrugającymi nienaturalnie. Było w nich coś smoczego, ale Rowle zawsze trzymał w sobie pewien smutek, że jego imię wcale smocze nie było. Nosił miano wodnej kreatury. Potwora mórz, który mieszkał w otchłani i przynosił chaos, zło i wreszcie też symbolizował niezatrzymywalne siły natury. W tym momencie miał jednak nadzieję, że nie zniszczy niczego, co miała do zaoferowania piękna nieznajoma.

Wiedział? Chciał wiedzieć. W tym momencie chciał posiadać całą możliwą wiedzę i opić się nie do rozpuku, byleby tylko móc ruszyć krok w krok, w ślad za kusicielką. Może gdyby to nie było dzisiaj, gdyby tylko poprzedniego dnia nie był zmuszony podpisać rozwodowych dokumentów, gdyby tylko nie było w nim jakiegoś żalu i rozczarowania z tym związanych. Gdyby tylko… miał w sobie więcej samozaparcia. Ale nigdy go nie miał. Nie kiedy chodziło o coś tak pięknego i ulotnego, jakby miało rozpłynąć się pod palcami.

Chciałby sprawdzić, na ile była prawdziwa i na ile ta prawda mogła trwać. A kiedy zobaczył, jak zaczyna rozsupływać troczki koszuli, przez moment patrzył się na nią. Tylko i aż.

— Moje serce? — powtórzył za nią, a palce powędrowały do materiału szaty, zsuwając ją z ramion i zaraz robiąc to samo z koszulą. Zimno, które panowało dookoła, nie miało teraz najmniejszego znaczenia. Jeśli go zdradzi, zawsze pozostawały eliksiry, które zaraz postawią go na nogi. A serce? Serce nie sługa, jak to mówiono. To biło teraz mocno, w rytm gnających do przodu myśli, chciałoby się powiedzieć, ale te zamiast gdzieś uciekać, zdawały się teraz unosić i opadać w rytmie otaczających ich fal. W rytmie nabieranych przez Nią oddechów i rozciąganego ciała. — Moje serce chce iść za tobą. Z tobą — poprawił się, jakby coś w nim czuło potrzebę sprecyzowania i obawiało się, że pierwsza deklaracja mogłaby doprowadzić do jej ucieczki. Teraz już obydwoje stali na piasku w niczym, co krępowałoby ich ruchy i zasłaniało przed chłodnym, słonym powietrzem, noszącym ze sobą morską pianę.




RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Urd Nordgersim - 30.06.2026

Kobieta zmierzyła go spojrzeniem powoli spod wpółprzymkniętych oczu, z tą samą uwagą, z jaką zaciekawiona mewa ocenia skorupiaka. Na ileż metrów trzeba byłoby go wznieść, by twarda osłonka w zderzeniu z kamieniami odsłoniła miękkie, smakowite wnętrze?

Ta myśl przemknęła jej przez głowę lekko, niemal leniwie. Lubiła patrzeć, kiedy mężczyźni próbowali wyglądać odważnie. Jeszcze bardziej lubiła tych, którzy naprawdę byli. Przez moment obracała w palcach własny, zamknięty już medalion, zastanawiając się tylko pozornie, skoro decyzja już dawno była podjęta.

W końcu kącik ust drgnął ku górze.

– Zobaczmy, czy umiesz dotrzymać mi kroku, nieznajomy. – Rzuciła mu od niechcenia puzderko na łańcuszku. Rzuciła mu wyzwanie. Poleciało krótkim łukiem, a razem z nim niewielka, ostatnia porcja skrzeloziela, która pozostała w objęciach chłodnego metalu. Hazard zawsze smakował lepiej, gdy stawką było coś więcej niż galeony. Nigdy nie rozumiała ludzi, którzy bali się nieznanego. Czyż nie tam mieszkały wszystkie dobre historie?

Nie wiedziała, kim był. Nie wiedziała, czy za godzinę okaże się bohaterem, głupcem, czy potworem. Mógł próbować ją okłamać. Mógł chcieć ją wykorzystać. Mógł równie dobrze zniknąć wraz z przypływem i już nigdy więcej nie przeciąć jej drogi. Cóż… ona mogła zrobić dokładnie to samo.

Nie czekała, by zobaczyć, jak pokornie połyka dawkę podwodnej przygody. Odwróciła się od razu ku falom i wbiegła między nie z nieskrępowaną radością, która nigdy nie nauczyła się zachowywać powagi. Lodowata woda objęła łydki, potem uda, a z ust kobiety wyrwał się śmiech tak lekki, że powierzchnia morza znów zamigotała tysiącem srebrnych refleksów, jakby sama chciała śmiać się razem ze nią.

– Rzeźko! – zawołała przez ramię i zanurkowała oddając się w słone ramiona swojemu najstarszemu kochankowi bez chwili zawahania.


RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Leviathan Rowle - 17.08.2026

Widział jak się zastanawia. Jak obraca w myślach słowa, które rzucił w jej stronę i miał szczerą nadzieję, że podchwyci je bez większego problemu. Że była w niej jakaś odrobina zaczepności i ciekawości, która pociągnęłaby ją w upragnioną przez niego stronę. A potem puzderko, które trzymała, znalazło się w powietrzu, lądując finalnie w jego dłoniach. Uśmiechnął się lekko, zerkając w dół i lustrując medalion pobieżnie, obracając go w palcach, w końcu jednak otwierając i wyciągając z niego pozostałą porcję skrzeloziela. Pusty już amulet upadł na stertę jej ubrań, gotowy do ubrania przez właścicielkę, kiedy tylko skończy się ich kąpiel.

Łydki zmąciły wodę, kiedy ruszył w jej stronę, krok za krokiem zagłębiając się w objęcia morza. Woda była lodowata, ale nie było co spodziewać się czegoś innego po tej porze roku, a otaczające wyspy wody wcale nie należały i tak do najcieplejszych. W tym czasie wsunął podebrane ziele do ust, przełykając je szybko, z pewnym niesmakiem, bo to było nieco obślizgłe i wcale przyjemne. Oczarowanie robiło jednak swoje, kręcąc się radośnie w parze z zaciekawieniem, które wywoływała w nim nieznajoma.

Wilgoć objęła uda, biodra, sięgając torsu z każdym kolejnym krokiem, aż wreszcie Rowle odepchnął się mocniej, nurkując w ślad za Urd, która przecierała ich podwodne szlaki. Zioło zadziałało, pozwalając nabrać oddech, chociaż pierwszy przyszedł z pewnym oporem, kiedy ciało walczyło nieco gdy mózg rozpaczliwie próbował ostrzec przed nabrania wody w płuca. Ale po tej chwili przystosowania, stało się nieco bardziej jasne, co przyciągało i reagowało na jej obecność. Gdzieś pod nimi, niżej na dnie morza, utkwiony został posąd spleconych ze sobą kochanków.




RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Urd Nordgersim - 25.08.2026

W pierwszej chwili może i chciała poczekać na niego, lecz dusza hazardzisty nie dała o sobie zapomnieć. Mogłaby śmiać się serdecznie, że to wyborny likier płynący tętnicami kasyna stanowi połowę jej duszy, ale poza tą żyłką popychająca ją ku wyzwaniu i rzucaniu wyzwania nieznajomemu, do głębin ciągnęło ją coś jeszcze.

Śpiew.

Nie była dzieckiem morza, nie była nawet jego wnuczką. Na jej linii miała kompletnie rozrzedzić się krew morza, wciąż jeszcze żywioł odpowiadał na jej obecność, przyjmując ją jak swoją. Urd czuła to za dnia, czuła gdy przechadzała się ulicami miasta, tak bardzo jak uważała sama siebie za miastową, wciąż tęskniąc za bezkresem i spokojem morskiej toni. Za zanurzeniem się w życiu tak jakim ono powinno być dla niej. Nie odziedziczyła skóry, nie chciała tego nawet, uważając przemianę w zwierzę za śmieszną, żeby nie powiedzieć dziecinną zabawę. Ale w chwilach takich jak ta… po prostu musiała płynąć. Morze chciało jej coś powiedzieć. Morze chciało coś jej zaśpiewać.

Nie była pewna, czy mężczyźnie udało się dotrzymać tempa, ale zatrzymała się jak wryta patrząc na marmurową rzeźbę, której energetyczne pole odpychało zmuszenie glonów i ratowało przed korozją czasu. To była para. Martwa. Zimna. Bezbrzeżnie zakochana w sobie. Ich biel odbijała światło ledwie dochodzące tak głęboko, obdarzając ich splecione ciała niecodzienną w tym środowisku łuną, ale co innego zachwyciło potomkinię selki. Para się ruszała. Jak w magicznej pozytywce ich powolne ruchy zachwycały swoim czarem, niemal słyszała melodię, którą och tak, zdecydowanie, byłaby w stanie później wyśpiewać. Odtworzyć kształt gestu potwierdzającego uczucie, tarcie, pragnienie, wzajemne przyciąganie. Dopiero gdy dotknęła chłodu twardego barku milczącej towarzyszki tancerza, zdała sobie sprawę, że rzeźba nie była magiczna, nie w ten sposób, w który się spodziewała. Realnie, rzeczywiście pozostawała nieruchoma, szepcząc jej czy tylko jej? swoje tajemnice. Wstrzymałaby oddech z zachwytu, gdyby nie fakt, że skrzelami i tak oddychało się inaczej. Pragnienie tańca rozkwitło w jej białej piersi, gdy gładziła rzeźbione pukle ukochanej… jak mu tam było na imię…? Oczarowana zjawiskiem zapomniała przez moment o tu i teraz, nucąc podmorską pieśń, uzupełniając harmonię niewidzialnej pozytywki miejsca, które otworzyło przed nią swoje tajemnice.


RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Leviathan Rowle - 11.09.2026

Chłód wody i okropne wrażenie, z którym oślizgłe skrzeloziele spływało mu po gardle, nie mogło powstrzymać go od tego, by chociaż spróbować dotrzymać jej kroku. Zanurkował w ślad za nią, łapiąc oddech na nowy, zupełnie obcy mu sposób, ale gadzie oczy zdawały się o wiele lepiej przystosowane do tego, by rodzić spojrzeniem pod wodą i z łatwością odnaleźć sylwetkę kobiety, która zanurkowała jako pierwsza.

Podążył za nią, z pewnym zaskoczeniem zauważając, że na dnie znajdował się posąg. Wykonany z kamienia, zdawał się zastygnąć w jakimś tajemniczym tańcu, któremu oddawali się kobieta z mężczyzną. Rowle zatrzymał się na chwilę, obserwując Urd z paru metrów. Jej delikatność, to jak zafascynowana wydawała się posągiem i jak jej palce przesuwały się po jego powierzchni. On przez moment zastanawiał się, kim była pogrzebana tutaj para – czy był to sam Maelgwyn, skoro jego medalion przywiódł go w to właśnie miejsce? Ale w takim razie czemu rzeźba znajdowała się samym dnie morza, tak by nikt nie był w stanie jej zobaczyć?

A potem znowu poruszył rękoma, zagarniając wodę i ruszając w stronę blondynki. Z jednej strony nie chciał wyrywać jej z zamyślenia, jakby cała ta sceneria zmuszała go do nadmiernego wyczucia, ale z drugiej dłonie same wyciągały się w jej stronę, byleby tylko znaleźć się odrobinę bliżej. Dotknął jej ramienia, delikatnie, tak samo jak ona dotykała pochowanej tutaj pary. Była w tym geście fascynacja, ale miękka i delikatna, niczym morska piana, i przede wszystkim nieme pytanie czy poświęci mu odrobinę więcej uwagi.




RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Urd Nordgersim - 16.09.2026

Chwilę zajęło nim odwróciła się do mężczyzny. W jej oczach odbijał się blask zachwytu, nawet gdy woda odkształcała swoją gęstością rysy twarzy. Jej uśmiech zdawał się jeszcze piękniejszy tutaj, w środowisku, które choć nie było jej w pełni, to rezonowało z nią. Mogła nie mieć foczej skóry, mogła nie móc śpiewać pieśni tak głęboko pośród morskiej toni, ale wciąż w jej żyłach płynęła krew selki. Widziała magię, widziała piękno, widziała mężczyznę, który nie był świadom.

Podpłynęła do niego i chwyciła go za dłoń z medalionem. Palce ześlizgnęły się z uścisku do artefaktu. On był poszukiwaczem, a ona ujęta przestrzenią i magią tańczącej pary chciała mu pomóc.

Sprawdzę to – powiedziała, a potem zaśmiała się sama z siebie i na migi pokazała mu co planuje. W końcu gdy odebrała mu amulet, podpłynęła ponownie do posągu, poszukując… czegoś. Zdarzało się jej być poszukiwaczem przygód, w romantyzowanym ujęciu nomada szarpanego przez los od zlecenia do zlecenia. Zdarzało jej się być badaczem tajemnic, gdy prosta prośba o wygonienie ducha, stawała się zajmującym śledztwem ocierającym się o nekromancję i czarną magię. Zdarzało jej się… szukać skarbów, należała do tych blondynek, które kochają diamenty.

Po uważnej obserwacji tak tej pary jak i miejsca, po poszukiwaniach symboli po skupieniu się na wibracjach magii… Nie wypatrzyła nic więcej. Tylko tyle i aż tyle. Czyż nie pasowało to do ścieżki, którą miał podążać nieznajomy? Zamyśliła się na chwilę a potem podwodnie westchnęła i podpłynęła znów do przebywającego z nią tutaj, pod wodą mężczyzny. Czy będzie rozczarowany? Nie wiedziała z jakiej gliny jest ulepiony, ona była w stanie łagodnością swej natury docenić nakład pracy, jaki musiał włożyć ten mag, by zakląć w ten sposób rzeźbę…

Oddała mu medalion, dała też moment, gdyby sam chciał dokonać własnej ekspertyzy, ale nasyciwszy oczy chciała wracać. Tym bardziej, że zdaje się powoli świat chylił się ku zachodowi i choć niewiele słońca docierało tak głęboko, to teraz zdawało się go docierać coraz mniej. Dlatego niedługo potem ruszyli ku powierzchni, gdzie czekały ich ubrania, różdżki i… czy miała jeszcze ze sobą odrobinę ciasteczek, które kupiła sobie na tę wyprawę. Zdawało jej się, że w końcu gdy zaspokoiła swoją własną tęsknotę za morzem wzmógł w niej apetyt… na wszystko co niosła powierzchnia.

– Czy widziałeś ich taniec? – zapytała, gdy tylko się wynurzyli, bezpruderyjnie ześlizgując się wzrokiem po wilgotnej sylwetce maga. Najsłodsze ciasteczko zdało się nie pozostało grzecznie na brzegu. – To było przyjemne doświadczenie, dobrze wiedzieć, że i wody opływające Anglię ukrywają swoje tajemnice – mówiła miękko i nisko, cicho, tak by musiał się ku niej pochylić jeśli chciał usłyszeć cichą melodię z której utkana była jej opowieść. – Przyjechałam bardzo niedawno do tego kraju… znasz inne podobne temu miejsca? – dopytywała przerzucając włosy na jeden bok, by niespiesznie wycisnąć je z wody i ułożyć w zgrabniejszą, asymetryczną falę.


RE: [10.10.72] The world will come to an end but love and music will endure - Leviathan Rowle - 02.10.2026

Leviathan widział przede wszystkim ją – skąpaną w morskiej toni i jakimś cudem, momentami wydawała się jeszcze bardziej urokliwa, niż kiedy zobaczył ją siedzącą na piasku. To tak, jakby nagle znalazła się dokładnie tam gdzie powinna i woda stała się jej żywiołem. A może była nim od dawna i dlatego wszystko zgrywało się w taki sposób.

Podpłynęła do niego, a on nie bronił się, mocniej zaciskając palce na medalionie. Pozwolił jej złapać za pamiątkę, z jakiegoś powodu ufając, że nie zamierza jej zwyczajnie posłać na dno morza. A może zwyczajnie chcąc w ten sposób zyskać nieco więcej jej względów.

Powiedziała coś, a on pokiwał głową i oddał uśmiech, może odrobinkę zakłopotany, bo zwyczajnie nie zrozumiał co chciała mu dosłownie przekazać. Wystarczyło jednak podążyć za nią spojrzeniem. Do posągów, złączonych w tańcu i do tajemnicy, którą mogły w sobie posiadać. Szukała czegoś. Może porównywała, ale jej rozczarowanie brakiem wskazówek umknęło mu.
Co go nieco zdziwiło, to że chciała umknąć ku powierzchni tak szybko. Nie znalazła czego szukała, oddała mu jego własność, a on chciał by zatrzymała się na dłuższy moment tam, pod wodą. Nie był pewien, ile skrzeloziele mogło działać, ale na pewno jeszcze chwilę dłużej dałoby radę.

— Taniec? — zapytał, chyba trochę zdziwiony, zerkając na powrót w stronę wody. — To tylko nieruchome statuy splecione ze sobą w objęciu. Bardziej stoją, niż tańczą… — mruknął na koniec, nie przejmując się jej spojrzeniem, samemu też taksując jej sylwetkę wzrokiem. — Dla ciebie się ruszały? — zmrużył oczy z pewnym zastanowieniu, a potem przeczesał włosy palcami, zbierając z nich nadmiar wilgoci. — Nie. Przynajmniej nie te, które tkwią pod wodą, ale pewnie znalazłoby się parę na stałym lądzie.