![]() |
|
[27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria (/showthread.php?tid=5965) Strony:
1
2
|
[27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Victoria Lestrange - 19.04.2026 27.09.1972, przed północą
Miała wyjątkowo paskudny dzień. Pomijając całą sytuacje natury sercowo-rozczarowującej, pasmo ostatnich niepowodzeń i długi, trudny dzień w pracy nie polepszył jej humoru, który z rana był delikatnie mówiąc tragiczny (inaczej nie rozpłakałaby się nad nieudanym ciastem). Teraz zaś, gdy już było późno, gry wróciła do domu i nie miała nawet siły długo ogarniać się w łazience. Powlokła się po schodach, torebkę rzuciła na krzesło przy toaletce, pogłaskała kota, który zakręcił się wokół jej nóg na przywitanie i… miała ochotę bardzo nieelegancko rzucić się na łóżko. Normalnie była bardzo poukładaną, niemalże dystyngowaną damą. Na krześle siadała prosto, wiedziała dokładnie jakimi sztućcami jeść które danie, jak się ubrać i jak zachować pokerową twarz. Nawet w zaciszu własnego domu, przy swoich siostrach, często trzymała się sztywno – nie dlatego, że chciała coś przed kimś udawać, a po prostu dlatego, że to było w niej tak mocno zakorzenione. Ale czasem… czasem nie miała siły trzymać się tych wszystkich zasad. Czasami po prostu wywalała się na fotel z nogami przewieszonymi przez podłokietniki. A czasami, gdy była zmęczona jak diabli, stawała w nogach łóżka i padała na brzuch na materac. Na chwilę – tylko na chwilę, żeby za niedługą chwilę zażyć jednak eliksir nasenny, choćby tylko odrobinę i dopomóc sobie w zaśnięciu. Taki plan był dzisiaj. Ale gdy już stanęła przy łóżku i miała na nie po prostu paść… Coś zwróciło jej uwagę: wybrzuszenie pod kołdrą. Odwróciła się, myśląc w pierwszym momencie, że to może Błękitny Kwiatuszek zawinął się pod kołdrę, zamiast do doniczki, ale nie, faktycznie zerkał z pobliża rośliny na swoją właścicielkę, Luna też to nie była, przed chwilą przecież się do niej tuliła. Zresztą – co za głupi pomysł – skarciła się Victoria w myślach – ten kształt zupełnie nie przypominał kota. Strzałka? Czy to była skrzatka domowa…? Lestrange pokręciła głową – kolejny durny pomysł, chyba była już zbyt zmęczona i jakieś kompletne bzdury przychodziły jej do głowy, skrzatka przecież nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Westchnęła ciężko. Złapała za kołdrę i po prostu ją jednym, szybkim ruchem odrzuciła ją na ziemię. I wtedy zamarła. Paskudna, uśmiechnięta szeroko morda, którą bardzo dobrze znała patrzyła na nią z jej własnego, cholernego łóżka. Victoria zamarła, miała wrażenie, że serce zaczęło bić jej tak mocno, jakby miało zaraz wyskoczyć z klatki piersiowej. A on zaczął się czołgać; szybko, zwinnie, w iście pajęczy, odrażający sposób, chociaż miał tylko cztery kończyny, a nie osiem, ale jego oczy, niemal wygłodniałe, były w nią wpatrzone niemalże tak, jakby miał ich kilka… Skoczył. ***
Drzwi do pokoju Victorii były otwarte na oścież, a ona tarzała się po łóżku niespokojnie. Na tyle niespokojnie, że Primrose mogła usłyszeć najpierw dźwięk tłuczonego szkła, gdy fiolka z eliksirem nasennym, strącona jej ręką, rozbiła się z trzaskiem o podłogę. I krzyki. Dołączyły do tego krzyki, które nietłumione przez drzwi, niosły się po klatce schodowej kamienicy na Pokątnej. Koty krążyły po pokoju niespokojnie. – Nie. Nie nie nie nie NIE! RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Primrose Lestrange - 06.05.2026 Łup, łup, łup. Kiedyś mieli takiego pacjenta mugolskiego pochodzenia, który zapomniał, że jest czarodziejem i uroił sobie bycie porwanym przez „przybyszów z kosmosu”. Zdaniem jej współpracowników nawet pasowało do niej bycie kosmitką i chyba za bardzo wczuła się w to, co wystukiwał na ścianie Munga, bo nawet sprawdziła po co on tak szybko coś stukał, a potem robił przerwy. To był jakiś mugolski alfabet, zupełnie jej zbędny, ale dowiedziała się o możliwości wzywania w ten sposób pomocy. Stuk, stuk, bam. Prześladowało ją to teraz. Tak, wszystkie znaki na niebie i ziemi malowały w wyobraźni obraz irytującego sąsiada, który miał gdzieś wszystkich innych i kupił swojemu dziecku bęben. Jeszcze samo kupienie dziecku bębna – spoko, jakoś by to zniosła, zresztą właściwie wszyscy mieszkańcy tej kamienicy przychodzili tutaj tylko spać, ale... Na świecącą dupę Louvaina, zabierzcie mu ten bęben kiedy zbliża się pora snu. Przecież ona cały dzień spędziła w Lecznicy i rano musiała wstać do niej znowu. Ta sytuacja jeszcze dobitniej uświadamiała jej, że nie była ani gotowa ani chętna do pracy. Właściwie, to kiedy bębny nadal dudniły po typowej porze kiedy dzieciaki zaczynało odcinać, do Primrose powoli docierało, że to żadne dziecko z bębenkiem, tylko... a) spędziła z pierdolniętymi tak dużo czasu, że sama została pierdolnięta, b) któreś okno jest pewnie otwarte i zamiast piszczeć to tak dudni, a ona głupia niby się przeszła po domu i to posprawdzała, ale o którymś oknie zapomniała albo nie wie, c) to jest ktoś dorosły i może na niego nakrzyczeć i się popłakać, to na pewno mu pokaże (!), d) a co jeśli ktoś wzywał pomocy...? No i tak sobie siedziała w pokoju ze swoją nową przytulanką, przesuwała palcami po materiale i myślała nad tym, czy pamięta cokolwiek z tamtego dnia, kiedy o tym czytała w bibliotece Maeve. Nic. Zero. Gówno. Hańba. Nie wracajcie do domu. No bo po co miałaby uczyć się tego na pamięć, skoro korzystali z tego mugole. Żeby komunikować się z wariatami? Usłyszała, jak Victoria wraca do domu, ale nawet się nie podniosła. Obie słusznie założyły, że druga próbuje spać, a jutro też był dzień, a potem... Jak ten miś nie wystrzelił do góry, kiedy Primrose poderwała się do biegu. Wpadła w panikę od samego „nie!”, zbędna była reszta akompaniamentów dźwiękowych, a było ich sporo – dalsze łupanie, rozbite szkło – nie wiedziała skąd znalazła w sobie moc wejścia tam, skoro i tak momentalnie dostanie paraliżu, ale... PRZYNAJMNIEJ MOGŁY UMRZEĆ RAZEM. – Victoria?! – Jej pisk niósł w sobie jeszcze większe przerażenie, chociaż to nie ona zobaczyła pod kołdrą jakąś maszkarę. Z czubka jej różdżki świecił się nędzny Lumos, który zgasł momentalnie, kiedy sapnęła. Wciąż odziana w uzdrowicielski kitel, z ułożonymi włosami, wyglądała jakby dopiero co wróciła z pracy. W gruncie rzeczy, poza rozbitą fiolką nie było tu nic strasznego... – Pająka masz na pościeli? RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Victoria Lestrange - 10.05.2026 Któryś z kotów, gdy Primrose znalazła się w pokoju Victorii, najwyraźniej oprzytomniał i wybiegł w końcu z pomieszczenia, najwyraźniej mając już serdecznie dość tych hałasów, i otarł się o nogę uzdrowicielki, po czym na korytarzu i schodach dało się słyszeć charakterystyczne kocie tuptanie. Victoria wzięła bardzo urywany oddech i gwałtownie się podniosła. Przed jej oczami, wydawało jej się, że zamigotało światełko, ale teraz widziała głównie światło dobiegające gdzieś z głębi korytarza czy klatki schodowej i sylwetkę swojej siostry, będąca jedynie mocnym konturem. To chyba jej głos ją zdołał wybudzić – nie była pewna. Jedyne, czego pewna była to to, że ubranie klei jej się do ciała. Ubranie, nie koszula nocna, bo Lestrange miała na sobie spodnie i koszulę będące częścią kompletu munduru aurorskiego. Cud, że nie miała na sobie butów, naprawdę. – Ja pierdole – wymamrotała w odpowiedzi na pytanie Primrose i uniosła rękę, by przeczesać nerwowo włosy, wtedy też poczuła, że ma wilgotne czoło. – Obudziłam cię? – Victoria brzmiała, jakby miała chrypkę, musiała mieć w trakcie tego niezbyt długiego snu mocno zaciśnięte gardło. – Chyba coś mi się… śniło. Pająka zjadłyby koty – ciągle czuła, że serce wali jej jak szalone i gdyby przymknęła oczy, to z pewnością zobaczyłaby te paskudnie uśmiechającą się mordę, teraz jednak Victoria obróciła się i usiadła na skraju materaca, by wstać, jednocześnie macając na swojej szafce nocnej w poszukiwaniu swojej różdżki, a jej gołe stopy bardzo nieświadomie dotknęły odłamków szkła po zbitej fiolce… – Kurwa mać – wyrwało jej się pomiędzy syknięciem, gdy ciężarem swojego ciała nadziała się na szkło. Tak po prawdzie, to ciągle czuła się skołowana, jak to człowiek gwałtownie wybudzony ze snu, pamiętający ciągle niemal każdy jego szczegół, a koszmary miały to do siebie, że lubiły nękać później przez cały dzień… Tyle że była noc. Primrose nie wiedziała nawet jak blisko była, gdy mówiła o tym pająku, tyle, że to był człowiek-pająk. I nadal do niej nie dotarło, że gdzieś w tle do akompaniamentu tego wszystkiego, ktoś stukał. Stuk, stuk, bam. Złapała w końcu swoją różdżkę i spróbowała wyczarować światło. // Kształtowanie ◉◉◉◉○ – lumos xd [roll=PO] RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Primrose Lestrange - 13.05.2026 Już po samym kocie Primrose domyśliła się odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. Oczywiście, że nie było tutaj pająka, bo wtedy pupilek Victorii próbowałby go złapać miaucząc głośno, a... No właśnie. Ta wnikliwa (jak na nią) analiza nie pomogła dziewczynie w opanowaniu narastającej w niej paniki. Ciężko było w takich warunkach utrzymać pokerową twarz, ale na szczęście wcale nie musiała tego robić, bo w tej rodzinie nie bez powodu cały ciężar bycia człowiekiem opanowanym spadał na jej starszą siostrę. Miała do tego, delikatnie mówiąc, ździebko lepsze predyspozycje. Jej młodsza siostra nie potrafiła reagować szybko. Ledwo widząc gołe stopy zmierzające w kierunku, w którym wcześniej w świetle księżyca migotały odłamki potłuczonego szkła, ledwo uniosła dłoń, nie zdążyła nawet otworzyć ust, żeby ją powstrzymać. Naprawdę nietrudno było domyślić się, dlaczego Dorinda zaleciła jej taką, a nie inną specjalizację. Gdyby z takim refleksem miała zajmować się pacjentami w stanie krytycznym, nikt o zdrowych zmysłach by na pewną śmierć do Munga nie przyjeżdżał. – Oh nie! – Pisnęła z opóźnieniem, mrużąc oczy w dziwaczny sposób, jakby miało jej to pomóc w dostrzeżeniu skali bałaganu mimo dotkliwej w takich okolicznościach wady wzroku. – Nie mam okularów... – Przyznała, kompletnie nie orientując się w tym, jakie przemyślenia błądziły po zmęczonej głowie Victorii. Nie wpadła nawet na to, żeby się wokół siebie rozejrzeć, ale to może dla wszystkich lepiej – bo gdyby to ona tę paskudną mordę ujrzała w swoim wygodnym łóżku, jej krzyk usłyszanoby w Maida Vale i jeszcze dalej. Nawet bogowie nie wiedzieli, jak długo musiałaby po tym pić eliksiry nasenne. – Nieeee, nie spałam. Jestem jakaś przemęczona i ciągle słyszę jakieś durne bębny, więc siedziałam w fotelu jak nasz ojciec przed wyjściem do pracy. Wiesz, zawsze tak siadał rano i jak się zeszło do kuchni napić wody, to on tam siedział żeby powiedzieć, że nie śpi od piątej, a potem – ziewnęła głęboko, wciąż nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji – a potem wychodził robić te swoje dorosłe sprawy. Bardzo się skaleczyłaś? Mam w pokoju apteczkę. – Chociaż zakładała, że Victoria też. Kiedy światło rozbłysło, a ona mogła dojrzeć cokolwiek więcej, dobyła swojej różdżki, żeby transmutować pozostałe szkło w mięciutke, szklane żelki. [roll=PO] RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Victoria Lestrange - 16.05.2026 Victoria dopiero teraz, w świetle swojej różdżki, która objęła jej sypialnię, dostrzegła, że na szafce nie stroi już flakonik z eliksirem nasennym, tylko że znajduje się on na podłodze. W częściach. A to, co z niego zostało, to właśnie mokra plama na parkiecie i najpewniej setki odłamków szkła, z czego część znajdowała się teraz w jej stopach. W odruchu podciągnęła nogi, próbując znaleźć miejsce, gdzie tego szkła nie ma i dopiero rozejrzała się po pomieszczeniu. Pościel na łóżku miała skołtunioną, jakby się w tym śnie co najmniej rzucała, ale poza tym… poza tym wyglądało to normalnie. Kotów nigdzie nie było widać. Zresztą tak samo jak człowieka-pająka o okropnym uśmiechu. Nie była zła, że Prim jej nie ostrzegła. Nawet nie przyszło jej do głowy, że ta widziała te odłamki po flakonie na podłodze, a nawet gdyby – musiała ją chyba nieźle nastraszyć, skoro stała tu teraz w drzwiach i ją obudziła. Dokładnie tak było: Victoria była tarczą, za którą mogły się chować jej siostry i nawet nie oczekiwała, by miało to wyglądać inaczej. Zresztą wiedziała, że Primrose nie jest najodważniejszą osobą na świecie i kochała ją pomimo to. – Chyba musiałam zrzucić eliksir nasenny – powiedziała do niej, patrząc znowu na te odłamki szkła, pobłyskujące teraz w świetle jej różdżki. – Nie wiem czy go w ogóle wypiłam… – przyznała w końcu, bo nie przypominała sobie tego momentu, a czasami, gdy udało jej się jakimś cudem zasnąć bez środków wspomagających, to śniły jej się koszmary, po których wcale nie czuła się wyspana. Może to był właśnie taki moment…? Słuchała oczywiście paplania siostry, chociaż głowa ją bolała (ale nie od znanego szczebiotu, rzecz jasna) i nawet uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie ich ojca, a potem… – …bębny? – powtórzyła za Prim i uniosła na nią spojrzenie. – Jak długo je słyszysz? – Lestrange miała wrażenie, że zacisnął jej się żołądek – nie ze strachu samego w sobie, ale te bębny zaalarmowały ją już wczoraj, gdy była tutaj z Brenną, co zmusiło je do przeszukania całego mieszkania. Zostawiła co prawda wiadomość Primrose, ale nie wiedziała, czy ta ją w ogóle odczytała, a teraz… Koszmar. Paskudny mężczyzna, który zaatakował ją już we śnie. A teraz te bębny – i wszystko w jednym momencie. Czy Spalona Noc nie przyniosła tutaj sadzy czy innych dziwnych run, a klątwę…? Czy to był kolejny zły duch, który się nimi karmił…? – Chyba tylko trochę… To nic takiego – stwierdziła i przymknęła na moment oczy, próbując zebrać myśli. Bam, bam, bam. RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Primrose Lestrange - 17.05.2026 Primrose tupnęła nóżką rozczarowana, po czym ziewnęła próbując odpowiedzieć siostrze na pytanie. Słychać było od razu, że jest koszmarnie zmęczona i najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, w jakiej się znajdowały. Przerażające, mrożące krew w żyłach zdarzenie sprzed chwili wzięła za zły sen (i to też chyba nie najgorszy – bo Victoria reagowała na stres w sposób, który Primrose wewnętrznie uspokajał). Hałas w swojej głowie – za niezbyt uprzejmych, ale całkiem żywych, zupełnie-nie-upiornych sąsiadów z fantazją do występowania na sabatach. Zmiażdżona fizycznie i psychicznie przez pracę, przeciągnięta przez dziwaczne zdarzenia, wciąż wyglądała jakby miała zaraz wskoczyć w bawełnianą piżamkę i pisać głupie listy na różowej papeterii. – Odkąd wróciłam do domku – powiedziała dosyć spokojnie. – Strasznie mnie to denerwuje bo nie mogę spać. – Ziewnęła jeszcze raz. – O matulu i teraz tak będziemy ziewać na zmianę, no nie wytrzymam zaraz. Weź się nie ruszaj, żebyś nie weszła w to szkło bardziej, a ja skoczę po oksy i apteczkę... Raz ci się do czegoś przyda siostra z magisterką, bo nam w Lecznicy dają środki nasenne. No i spróbowała się uśmiechnąć, ale mizernie jej to wyszło, bo była już w tym stanie, w którym człowiek myśli już tylko o zimnej poduszce na stosie czyściutkiej pościeli. Zapaliła światło w pokoju, bo na cóż Victorii ten Lumos, z Lumosem wszystko było sześćdziesiąt siedem razy bardziej przerażające. – Zaraz wracam – rzuciła i swoimi małymi kroczkami ruszyła korytarzem, żeby przynieść tam zmiotkę i torebkę z medykamentami. Najwyraźniej, mimo paniki sprzed chwili całkiem nieźle to zniosła. Szkoda tylko, że to dudnienie wcale nie ustawało, a i jej się echem po głowie niosło i zaraz zamiast do pracy pójdzie do wariatkowa na przeleżenie objawów. Nawet się nie potknęła o swoje rzeczy rozrzucone po podłodze, znalazła zmiotkę od razu, tuż obok... klapy... – Ej Vicky – rzuciła zaspana, idąc w kierunku jej pokoju, chociaż było to stąpanie tak ciche, że równie dobrze mogła przy tej klapie wciąż stać – zawsze miałaś w domu piwnicę? RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Victoria Lestrange - 20.05.2026 To, że Primrose nie wpadła w panikę, było chyba jakąś tajemną sztuką, która Victorii wyszła śpiewająco w tym całym bałaganie myśli i odczuć wszelakich. Jej panika to było ostatnie, czego tutaj potrzebowały, a prawda była taka, że w tym momencie nawet Victoria czuła niepokój. Jej okropny sen, bębny, których źródło było tak tajemnicze jak i makabryczne, sprawa była bardzo poważna, ale nie chciała straszyć swojej siostry. Wiec może to dobrze, że ta skupiła się na tym, że Victoria powbijała sobie w stopy szkło, że chciała się zająć pomocą – jedna rzecz na raz, pomalutku… Odkąd wróciłam do domku – zakołatało się w głowie Victorii, odbijając się od czaszki raz i dwa, i zanim zdążyła zareagować, Primrose gadała dalej, zupełnie nieświadoma niebezpieczeństwa i grozy, jakie zalęgły się w kamienicy na Pokątnej. Tori jej nie zatrzymała, po prostu kiwnęła głową i uśmiechnęła się nieco blado do siostry, po czym gdy tylko wyszła, capnęła swoją kołdrę i wywaliła ją na drugą stronę łóżka, aż spadła na podłogę po drugiej stronie, by ukazać… właściwie to nic. Po paskudnej, uśmiechniętej mordzie i człowieku który czołgał się po jej łóżku nie było już śladu. Wycelowała nawet w to miejsce różdżką i splotła zaklęcie, chcąc rozproszyć jakąkolwiek magię, jaka się tutaj unosiła… // Rozpraszanie ◉◉◉◉○ [roll=PO] Zaklęcie zamigotało i zaraz zgasło, ale… nie było tutaj niczego. Zgrzytnęła zębami, głośniej wypuściła powietrze nosem, spojrzała w okno – nie, nie było uchylone, potem w sufit. Niczego tutaj nie było. I tak właśnie miała zastać ją Prim: wciąż siedzącą na skraju łóżka, z kołdrą wywaloną na podłogę po drugiej stronie i ewidentnie z miną, która wskazywała na to, że chomik w jej głowie właśnie bardzo szybko zapierdalał na swoim kołowrotku. Usłyszała jej pytanie, ale nie odpowiedziała od razu. Teraz miała pewność, że Prim nie widziała jej wiadomości, że jej nie przeczytała… i w pewnym sensie to dobrze, bo przynajmniej nie obsrała się ze strachu w samotności, a Victoria mogła być przy niej. – Jeśli masz na myśli piętro znajdujące się pod parterem, to tak – odpowiedziała jej spokojnie. – Ale jeśli masz na myśli klapę w podłodze, to muszę cię rozczarować – powiedziała to najnormalniej na świecie, jakby właśnie komentowała ostatnio kiepską pogodę. Zgadywała z tą klapą: wczoraj to były bębny i pojawiła się klapa. Dzisiaj były bębny, więc… to musiało być ze sobą powiązane, biorąc pod uwagę to dziwne znalezisko, jakie znajdowało się w pomieszczeniu z klapą? – Znalazłaś wczoraj moją wiadomość? – rzuciła jeszcze, jak gdyby nigdy nic. RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Primrose Lestrange - 22.05.2026 Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek schodziła w tej kamienicy poniżej parteru. Co prawda Victoria potwierdziła, że jakaś piwnica tutaj istniała, ale klapy nie było. To właśnie te słowa sprawiły, że Primrose przyspieszyła kroku i zachowała się dokładnie tak, jak zachowywały się wszystkie dzieci po przypomnieniu sobie o potworach czających się w ciemności – szła coraz szybciej, a w pewnym momencie zaczęła biec. Gdyby się potknęła, pewnie czołgałaby się krzycząc, bo… no niby to była tylko klapa w podłodze, okej nie powinno jej tam być, ale klapy w podłodze nie biegały i nie stwarzały zagrożenia w postaci paszczy odgrywającej młodym kobietom stopę do kostki, a… a może stwarzały, nigdy nie mów nigdy? Żadna z nich nie wyglądała szczególnie dobrze, kiedy przekroczyła próg pokoju Victorii. Dłoń trzymającą apteczkę miała aż obolałą od zaciskania na niej palców. – NIE UWIERZYSZ, ALE BYŁA TAM KLAPA – powiedziała pełna przerażenia, ale też i powagi, zupełnie tak, jakby to była najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła jej się w życiu, a przecież kiedyś niemal nie utopiła się w stawie i kilka dni widziała pożar doszczętnie trawiący ich dom rodzinny. – NIE CZYTAŁAM – przyznała, a później odkaszlnęła, bo wszystko to powiedziała na jednym wdechu, bez choćby westchnienia pomiędzy. Rzadko zapominała oddychać, nawet kiedy zaczynała panikować, więc sama się zdziwiła. Weszła do pomieszczenia głębiej i oparła się ręką o ścianę. To, że nie stała na wylocie tuż przy drzwiach wyraźnie jej pomogło, ale wciąż wyglądała, jakby miała zacząć dygotać z przerażenia. – NIGDY SIĘ TAK NIE WYSTRASZYŁAM KLAPY W PODŁODZE. NORMALNIE JAKBY MI DRZAZGA W DUSZĘ WESZŁA CZY COŚ. – A później odetchnęła. Raz, drugi, trzeci. Poklepała się po twarzy. Musiała to często robić w pracy, żeby nie walnąć pacjentowi jakiejś głupoty, więc mogła wykorzystać to teraz, kiedy… – Ah, twoja stopa – rozejrzała się wokół bardzo uważnie, po czym translokowała zmiotkę do uprzątnięcia resztek szkła. [roll=O] Ta uniosła się w górę tylko po to, żeby upaść na podłogę z głośnym trzaśnięciem. – O matko, ja mam chyba jakiś uraz mózgu. RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Victoria Lestrange - 24.05.2026 O ile tę piwnicę w ogóle można by nazwać typową piwnicą… To nie był żaden smutny loszek czy coś w tym stylu, tylko przedłużenie domu; schody wychodziły na dość szeroki korytarz, gdzie znajdowały się dwa pomieszczenia, z czego w jednym Victoria zrobiła swoją pracownię, a drugie… drugie stało puste. Nie chodziła tam zbyt często, ostatnio niemal wcale, bo nie miała na to czasu. Zresztą nie miało to już większego znaczenia, bo wczorajszego dnia Victoria postanowiła, że znajdzie im dom pozbawiony tej psychodelicznej nuty, która musiała czaić się gdzieś w ścianach. Wyegzorcyzmowany poltergeist to jedno, ale te bębny, które zwiastowały jakiś mroczny rytuał, to drugie… Dlatego posłała już sowę do agenta nieruchomości, z którym rozmawiała już w sierpniu i nawet wstępnie oglądała jakieś domy, nim wszystko odłożyła „na później”. Później nastąpiło teraz i Victoria miała wielką nadzieję, że nadal będzie mieć jakieś sensowne oferty, bo nie zamierzała narażać komfortu życia swojej rodziny. Na razie czekała na odpowiedź. Victoria spokojnie spojrzała na Primrose i nawet spróbowała się lekko uśmiechnąć, kiedy ta z pełnym przejęciem zaczęła mówić o klapie. – Właściwie, to wierzę – odpowiedziała jej najspokojniej na świecie, ale wewnętrznie już myślała o tym, czy a) poltergeist jednak zdołał wrócić, b) czy ten dom jest naprawdę przeklęty, c) czy ma to coś wspólnego z facetem ze snów, d) czy może jednak w ten sposób objawia się cokolwiek Voldemort zrobił w Spaloną Noc (skoro niektórzy mieli w domach sadzę, której nie mogli się pozbyć, albo znikające i pojawiające się w losowych miejscach runy…). – Okej, to nieważne… Pokażesz mi, gdzie widziałaś tę klapę? Zobaczę co jest grane – mówiła to takim tonem, jakby właśnie pytała siostrę o to, czy pożyczy jej sukienkę, a to wszystko dlatego, że doskonale wiedziała, jak bardzo Primrose potrafi być strachliwa i nie chciała jej przestraszyć mocniej. Już wystarczało, że Victoria sama bała się o swoją rodzinę i o to, co się właściwie najlepszego działo w tym domu. – To znaczy jak już mi popatrzysz na stópkę – dodała, a gdy siostra spróbowała przywołać tutaj zmiotkę, a ta tylko podskoczyła, to machnęła na to ręką. – Nie szkodzi. Poprosimy Strzałkę, żeby to potem sprzątnęła. Tu chyba nie ma tego szkła – i podniosła nogi z podłogi po czym podciągnęła się na łóżku i przeturlała na jego drugą stronę, gdzie faktycznie było już dużo czyściej. Jakieś pojedyncze odłamki oczywiście tutaj były, ale nie tyle, co po drugiej stronie, gdzie zbiła się fiolka. – I jak? Bardzo jest źle? – trochę bolało, jak to na stopie, ale… nie było to nic, czego już nie przeżywała. Nic do tej pory nie równało się z bólem, jaki czuła gdy odzyskiwała świadomość w szpitalu polowym po nieszczęsnym Beltane. RE: [27.09.1972, Mieszkanie Victorii] Sweet dreams are made of this | Primrose & Victoria - Primrose Lestrange - 30.05.2026 Dziewczyna nie potrafiła zachować pokerowej twarzy. Niemrawo wpatrywala się w miotłę przez kilka długich sekund, póki się w sobie nie zebrała do podniesienia jej i oparcia o ścianę. Widać było, jak trawi jakąś myśl. Wpierw nie potrafiła doszukać się w niej żadnego smaku, później przyszedł czas na gorycz, cierpkość i… przełknęła ją, godząc się z czymś, z czym niekoniecznie godzić się umiała. – Pokażę ci, ale… – przygryzła wargę – znaczy no bez „ale”, zwyczajnie doszłam do wniosku, że muszę być bardziej przemęczona niż myślałam. Wiem, cały dzień siedzę przy biurku i chodzę na spacerki po baśniowym ogrodzie, a i tak narzekam. – Frustracja na jej twarzy była szczera. Ta klapa w piwnicy, przed którą uciekała z całych sił wydawała się nagle niesamowicie odległą koncepcją. Primrose była zdolna w kategoriach, które rozumiała i zdecydowanie potrafiła knuć intrygi godne największych plotkar szkolnych korytarzy, ale miała wyraźny problem z dostrzeganiem oczywistych zagrożeń. Zdecydowanie nie nadawała się na kurs Aurorski, bo jej intuicja kończyła się dokładnie w tym miejscu, w którym cudze oczy uciekały w bok podczas rozmowy na istotny temat. Zdecydowanie lepiej znała się na ludziach, niż na tym co ich otaczało. – No dobra, pokazuj tę girę. Te wszystkie demony dzisiejszego dnia wydawały jej się tak samo rzeczywiste, jak straszne opowieści opowiadane pod kołdrą podczas wakacji u babci. Miała jednak dobre wyczucie ludzkich granic. Delikatne ręce dotykające cudzego ciała robiły to z gracją, jakiej oczekiwano od kogoś podejmującego się tego zawodu. Na widok krwi, tym razem nierozmazanej, bo wreszcie założyła na czubek nosa okulary, w jej spojrzeniu rozbłysła należyta wnikliwość. Oczyściła tę ranę i nałożyła na nią mazidło, od którego momentalnie zaczęła się zabliźniać. – Będzie git – poinformowała – ale mi to przypomniało, jak mnie ktoś w Mungu wrobił, że jak ci się gwóźdź wbije w stopę, to czubek może się ułamać i popłynąć żyłami prosto do serca. To chyba był doktor Prewett? Dorindka mi potem powiedziała, że się z chujem na łby pozamieniał. – Zamilkła na moment. – Cokolwiek to znaczy. To ja ci pokażę tę klapę. |