![]() |
|
[lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury (/showthread.php?tid=5975) |
[lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Atreus Bulstrode - 22.04.2026 Od momentu kiedy rozstał się z Cressidą, bardzo starał się o niej nie myśleć. Nie to, że przychodziło mu to przesadnie trudno, bo kiedy nudził się kimś ostatecznie, tak jak nią, ta osoba nad wyraz łatwo wypadała z głowy. Szkoda tylko, że Avery robiła wszystko, żeby przemocą niemal na nowo zaistnieć na kartach jego życia. Pojawiała się na balach czy innych spotkankach socjety, i co prawda nikt jej tego nie mógł zabronić, ale czuł na sobie wtedy jej intensywne spojrzenie, nie mówiąc już o tym że wybierała czasem zgromadzenia, na których wcześniej jej stopa by nie postała. Były też plotki i ploteczki, bo czemu Cressida miałaby się w tym temacie powstrzymywać? Sam już stracił rachubę w tym, jak była w stanie obsmarować człowieka, a na szczęście nie miał też czasu, by prowadzić cały katalog głupot które gadała. A potem? Potem stwierdziła, że będzie umawiać się z Christopherem - Atreus w jakimś swoim egocentryzmie oczywiście był absolutnie przekonany, że kobieta zrobiła to tylko po to, żeby mu dogryźć. Ale jeśli Rosierowi miało się podobać, to co mu do tego, szczególnie że był ostatnim który rzucałby kamieniem w tym temacie. A potem przyszło rozstanie i pozostawało przyjacielowi współczuć, bo Bulstrode doskonale zdawał sobie sprawę z tego, do czego Cressida była zdolna. Dlatego wspaniałomyślnie stwierdził, że przejście się do jakiejś przyjemnej knajpy na Pokątnej było wręcz wyśmienitym pomysłem. Nic tak nie potrafiło ukoić myśli jak alkohol. - Gdybym miał galeona za każdym razem, kiedy Avery odstawi coś durnego, to mogłoby to stanowić moje jedyne źródło przychodu - mruknął w stronę Chrisa. Lokal znajdował się niedaleko, będąc nieco schowanym przed tłumem który przechadzał się po głównej arterii Pokątnej. Jeszcze trochę i będą na miejscu. RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Christopher Rosier - 23.04.2026 Gdyby ktoś spytał o to Christophera, oburzyłby się na samą sugestię, że Avery umawiała się z nim, by odegrać się na byłym parterze. Ba, byłby skłonny stwierdzić, że umawiała się z Atreusem, by zwrócić jego, Rosiera uwagę. Na całe szczęście nikt nic nie mówił, Chris nie musiał więc udowadniać swoich racji… Gdy prawda pewnie była taka, że Cressida umawiała się z nimi oboma, bo mieli pieniądze, ładne buzie i przede wszystkim: byli chętni. Zazwyczaj trzymał się z daleka od byłych kolegów, ale Atreus spotykał się z Cressidą krótko, Chris niezbyt w jego opowieści o dziewczynie wierzył, i ujęły go jej uśmiech oraz jeden z jej obrazów. Popełnił błąd. Niechętnie przyznawał się do błędów, ale tutaj nie mógł udawać, że nie dał się nabrać. – Należałby ci się kolejny, bo wiesz, co ta wariatka zrobiła? Poza tym, że napadła na moją ciotkę, uznając, że się umawiamy? Ja i moja ciotka – wycedził z oburzeniem, bo ciotka była kilkanaście lat starsza od niego i niestety wdała się w swojego ojca, osobnika z bardzo dużym nosem. Jak ktoś mógłby uznać ich za parę?! Tak, to te dwa dni temu stało się ostateczną przyczyną zerwania. – Wczoraj cały dzień mnie śledziła, a w nocy próbowała włamać się do mojego mieszkania – oświadczył, święcie wierząc w swoje racje. Cały wczorajszy dzień czuł się obserwowany. Ilekroć się oglądał, nikogo nie widział, ale czuł na sobie spojrzenie. A potem w pewnym momencie mignęła mu Cressida i choć szybko umknął, wrażenie obserwacji nie minęło. Może Avery kryła się w tym cieniu, który dostrzegł, zanim wbiegł do swojego mieszkania? Rosier był pewny: ta wariatka za nim chodziła. I po tych dwóch drinkach, które już wybił w barze, mała przystawka przed resztą nocy, był skłonny podwójnie opowiadać o jej szaleństwach. O próbie włamania przekonało go otwarte okno. Pamiętał, że je zamykał z tego prostego powodu, że wieczorem rozpętała się letnia burza. Chris, który niedawno przeniósł się do mieszkania, by umknąć sprzed oczu rodziców, specjalnie wstawał z łóżka, by je zamknąć i walczył chwilę z zasłonką, którą na początku przytrzasnął, bo mocno wiało. Nie było mowy o pomyłce: okno było zamknięte, kiedy zasypiał i otwarte na oścież, gdy wstał. Przeciąg tego nie zrobił. I Chrisowi przychodziła do głowy tylko jedna osoba, która mogłaby dopuścić się czegoś takiego… Obrócił głowę, gdy z jednego z pobliskich zaułków dobiegło coś... jakby dziecięcy płacz. RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Atreus Bulstrode - 04.05.2026 - Pierdolisz - zakomunikował Atreus, z niedowierzaniem spoglądając na Chrisa, zanim usta rozciągnęły się w coraz większym uśmiechu, w miarę jak dochodziło do niego że nie, absolutnie teraz nie zmyślał i był jak najbardziej poważny. Wreszcie prychnął i zaśmiał się w głos, bo już widział oczyma wyobraźni całą tę sytuację. Cressida była w swoim zachowaniu niezwykle wręcz absurdalna i żadne zdrowe argumenty do niej nie trafiały, jeśli już się na coś zdecydowała. Mógł więc sobie wyobrazić frustrację wszystkich zgromadzonych, Avery, Rosiera i przede wszystkim jego ciotki. Ale historia nie kończyła się tutaj, o nie nie. Szło to wszystko dalej i to w jakieś włamanie nawet. Bulstrode prychnął znowu, odsuwając na moment od ust odpalonego papierosa i kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. - Jestem jeszcze w stanie zrozumieć naskoczenie na twoją ciotkę... Znaczy nie rozumiem, ale to wariatka, więc powiedzmy że wyobrażam sobie jak robi takie kretynizmy. Raz próbowała naskoczyć na moją siostrę, więc można powiedzieć że ma już to w historii. Ale włamanie? No, no, tego już się nie spodziewałem. Prędzej bym zakładał że da ci jakiś zaklęty obraz, przez który obserwowałaby jak śpisz - bo jednak to włamanie to jednak był dość inwazyjny sposób. Za to można już było wnieść oskarżenia i zgłosić sytuację na bum. A obraz? Obraz było ciężko rozpracować. - I co, ostatecznie jej się udało czy ją przegoniłeś? - zapytał jeszcze z zaciekawieniem. Szli dalej przed siebie, podążając w kierunku kolejnego baru, o który chcieli zahaczyć. Poprzedni im się znudził, chociaż przynajmniej zdążyli już się odpowiednio w nim zaprawić. I kiedy z pobliskiego zaułka popłynął dziecięcy płacz, Atreus nawet nie mrugnął okiem, albo nie słysząc, albo udając że nie słyszy, a może i zwyczajnie uważając że czyjekolwiek to dziecko było, to rodzice się nim w jakiś sposób zaraz zajmą. Idąc jednak dalej, nieuchronnie zbliżali się do źródła płaczu, a kiedy zza winkla wychynęła na nich ślepo zakończona alejka, wyskoczyła z niej zapłakana dziewczynka, wczepiając się rączkami w szatę Atreusa. - Pomocy! - krzyknęła cienkim głosikiem, z oczami czerwonymi i buzią mokrą od łez. - Proszę, nie mogę złapać mojego kotka! RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Christopher Rosier - 05.05.2026 – Niby kogo? – odpysknął Chris. Trochę dlatego, że wiadomo, przy kolegach robiłeś się trochę bardziej bezczelny, a trochę, bo miał za sobą już tę szklankę whisky. Albo dwie. Albo trzy. – Szczęśliwie ostatniej dziewczyny się pozbyłem. Bardzo chciałby pierdolić. Ale poczucie obserwacji było aż nazbyt realne, towarzyszyło mu wczoraj przez cały dzień i chociaż próbował to zwalać na zbyt bujną wyobraźnię, to okno utwierdziło go w przekonaniu, że coś z tym było nie tak. – Twoją siostrę? I przeżyła, by napastować teraz mnie? – zdumiał się Rosier szczerze, bo nie znał Florence Bulstrode za dobrze, ale raz czy dwa wyrosła nagle przed nimi w Hogwarcie, akurat gdy mieli jakieś niecne plany i to wystarczyło, aby postrzegał ją jako kogoś, kogo lepiej unikać. – Chciałbym sobie żartować, uwierz, Atre. Ale gdzie się wczoraj nie ruszyłem, zdawało mi się, że ktoś idzie za mną. I no nawet pomyślałem sobie, że mi odbija, tak? Albo że to jakaś wielbicielka. Ale potem lało, zamknąłem okno, poszedłem spać… obudziłem się, a ono otwarte na oścież i jakiś ruch. Jestem pewny, że je zamknąłem. Na wszelki wypadek zawołałem jeszcze skrzata. Też twierdził, że gdy zaczęła się burza sprawdzał i okno było zamknięte… Nie otworzył go przeciąg, bo firanka też była odsunięta – mruknął, i mina Chrisa na moment stała się ponura. Wybryki Cressidy do pewnego momentu go bawiły. Był ostatecznie jeszcze dość młody, rozpuszczony i chyba pochlebiało mu, że jakaś dziewczyna tak szaleje na jego punkcie. Ale teraz uświadamiał sobie, że związek na pewno nie powinien wyglądać w ten sposób. Być może powinien zacząć podchodzić do tego poważniej. – Obudziłem się w odpowiednim momencie i chyba ją spłoszyłem. Miałem naprawdę głupi sen. O jakimś mugolu ze strzelbą, co niby kogoś ode mnie przegonił. Szkoda że nie Cressidę – burknął, a potem wreszcie zwrócił uwagę na ten płacz. Czy raczej źródło płaczu wypadło pomiędzy nich i wczepiło się w ubrania Atreusa. Christopher wpatrywał się w dzieciaka, trochę rozdarty wewnętrznie, niepewny czy się cieszyć, że jemu mała nie zawraca głowy czy wkurzać, że wybrała sobie Bulstrode’a. Bo niby w czym ten był od niego lepszy? Spojrzenie Rosiera powędrowało do zaułka, gdzie na szczycie kubła na śmieci siedział bardzo duży kot. – Dawaj Bulstrode, bądź bohaterem – zachęcił go kpiąco. – Pokaż, że kot ci nie jest straszny. RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Atreus Bulstrode - 09.05.2026 - Najwyraźniej swoją ciotkę - mruknął Atreus pod nosem bardzo, ale to bardzo cichutko, mając jeszcze w sobie jakieś resztki instynktu samozachowawczego. Głupio by było, gdyby się teraz pobili o to czy Chris faktycznie miał coś lub nie do swojej ciotki. - Wiesz co, ja nie jestem pewien jak to do końca przebiegło, ale powiedzmy że był to jeden z ważniejszych powodów dla których przestaliśmy się spotykać - bo były jednak pewne granice, a posiadanie jakichkolwiek problemów do Florence, cóż, były tymi nieprzekraczalnymi. Nawet nie dlatego, że wyjątkowo troszczył się o swoją siostrę, bo ta akurat w tym wypadku potrafiła sobie znakomicie sama poradzić, ale bardziej chodziło o jakąś potrzebę, by to on przypadkiem nie stanął na linii ostrzału. Słuchał tego co miał do powiedzenia Rosier i dalej nie dowierzał trochę całej tej jego historii. Znaczy w sumie trochę tak, a z drugiej strony podawane przez niego przykłady zakrawały na zwykły przejaw paranoi i zapominalstwa, bo nie jeden źle zamknął okno, albo miał cholernie zły dzień i myślał że wszyscy się na niego uwzięli. Nie zamierzał jednak powiedzieć koledze wprost, że chyba mu się to przyśniło, albo że powinien sprawdzić poziom swojego ego, bo chyba na za duże zaangażowanie ze strony jakiejkolwiek panny liczył, skoro uważał że trafiła by się taka, co kombinowałaby przy oknie. Ale kto wie, może w jakiejś wersji tego świata, Cressida Avery faktycznie próbowała mu w nocy otworzyć okno i wkraść się do sypialni. - Może to ten mugol przegonił ci Cressidę. Pewnie by się takiego brzydziła. Ze strzelbą to pewnie taki myśliwy, a ona nosa w życiu raczej nie wyściubiła na łono natury - prychnął. A jeśli już pobiegała po łączkach, to w kontrolowanych warunkach, gdzie obok było miejsce na elegancji podwieczorek lub kącik malarski. Doszli do zaułka i zasmarkana dziewczynka wypadła z niego. Bulstrode zesztywniał, trochę nie wiedząc co zrobić w pierwszej kolejności, bo coś w nim chciało to dziecko zwyczajnie odstawić i powiedzieć, żeby radziło sobie samo bo właśnie smarkało mu na szatę. To wypomnienie bycia bohaterem, jakoś jednak na niego chyba zadziałało, bo odrobinkę się napuszył i spojrzał w głąb alejki, szukając tego nieszczęsnego kota. Futrzak siedział na jakimś śmietniku i patrzył, przenikliwie żółtymi oczami lustrując całą trójkę. - Jasne - mruknął i odsunął od siebie dziecko, popychając je w stronę Rosiera. Niech z jego szaty robi sobie teraz chusteczkę. Następnie ruszył w stronę kota, chcąc zwyczajnie złapać go rękoma. // af ◉◉◉◉○ na łapanie kotka [roll=PO] RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Christopher Rosier - 09.05.2026 Jakby Christopher usłyszał, co powiedział Atreus, to całkiem możliwe, że z tej całej pogawędki o Cressidzie i włamaniach wyszłaby im bójka, i zaczęliby się tarzać po zaułku. Nawet nie dlatego, że jakoś Chris się specjalnie przejął słowami Bulstroda (no oczywiście, że nie!!!), ale ot tak, dla zasady, a poza tym na poprawę humoru. Lepiej dla Rosiera, że jednak tego uniknęli, bo miał na sobie bardzo drogi płaszcz i nie chciałby go stracić. – Ostrzegała, że się zemści i nie znam dnia, nocy ani godziny. Widać miała dosłownie to na myśli. Że nocą też nie mogę się czuć bezpieczny... – burknął. Czy był pewny siebie? Oczywiście. Czy zakładał w swojej pysze, że Cressida Avery myśli tylko o nim? Tak. Czy się mylił? Zapewne, bo prawdopodobnie wkurwiała się też na Atreusa i przynajmniej jeszcze jednego byłego, no i może na jakieś dziewczyny, które obwiniała za swoje nieszczęścia. NAle w tej chwili był całkowicie pewny, że panna Avery się mu włamała do domu, a o mordercy ze snów to nie miał szybko usłyszeć, jeżeli w ogóle. Nie pochlebiał też sobie aż tak bardzo, bo Avery była istotą na tyle specyficzną, że na pewno po przepłakaniu rozstania przeszła lub przejdzie do myśli o okrutnej zemście na byłym chłopaku. – Nawet zatrudniłbym jakiegoś mugola, gdyby tylko to trzymało ją z daleka – roześmiał się, oczywiście pod wpływem alkoholu, bo jednak sam też trochę by się brzydził. Tolerował ich tylko we Francji i tylko jak ich mijał w swoich ulubionych miejscach, pomijając już, że byłoby takie zatrudnienie niemożliwe ze względu na choćby kodeks tajności. – Albo żeby ją z tej strzelby ustrzelił… – wymamrotał jeszcze Rosier, który miał zamiar tym razem bardzo starannie zabezpieczyć okno i kazać skrzatowi trzymać nocną straż, tak na wszelki wypadek. O ile w ogóle wrócą do domów przed świtem, bo na razie się na to nie zanosiło. Z pewnym zdumieniem przyjął, że pchnięto ku niemu zasmarkane i zapłakane dziecko. Spojrzał na małą trochę niepewny, jak w ogóle zareagować, kiedy ta rozpłakała się mu w płaszcz. Nie był po prawdzie ani wielkim fanem dzieci, ani też takim absolutnym draniem, który by je kopał, więc z jednej strony nie miał ochoty jej pocieszać, a z drugiej trochę głupio było zostawiać dzieciaka w zaułku. – Gdzie twoi rodzice? W ogóle wiedzą, że tu jesteś? – Mieszkam tu. Kotek uciekł oknem – wyszeptała dziewczynka, wskazując kamienicę obok. Dobrze, więc nie będą musieli zajmować się małą, zagubioną dziewczynką. Pan Mruczkens tymczasem spojrzał na Atreusa z królewską miną, wycofując się przed jego rękami. RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Atreus Bulstrode - 18.05.2026 - No co mogę powiedzieć, współczuję stary - podsumował, bo w sumie to akurat była prawda, że z Cressidą nie znało się ani dnia, ani godziny. Pojawiała się w najmniej spodziewanym momencie, jakby sobie to wpisywała w kalendarz. - No no, widzę że byłbyś gotowy na wielkie poświecenia - zagwizdał nawet, a łamanie kodeksu tajności można było jakoś obejść. Na przykład stawiając na mugolaka. Też by odpowiednio brzydził, ale nikt nie mógłby się do tego odpowiednio przyczepić. Atreus tez może i nawet trochę współczułby skrzatowi Rosiera, gdyby ten podzielił się z nim dalszymi przemyśleniami, bo trzymanie takiej nocnej straży to jednak było wymagające zadanie. Trochę nie myślał co z tym dzieckiem robił. Dla niego liczyło się najbardziej to, żeby smarkula oderwała się od jego własnego płaszcza i go nie brudziła. Bardzo też chciał załatwić to inaczej, ale no Chris musiał się odezwać i tak oto teraz latał za tym kotem w zaułku. Kotem, który oczywiście okazał się niezwykle zwinny. Wygiął się, niczym to kot, nagle jakby zmieniając stan skupienia i uciekł od rąk Atreusa z jakąś taką miną pełną wyższości. A auror, oczywiście, zaklął najszpetniej na świecie, nie zważając na obecność dziewczynki, która w jakimś szoku zakryła usta, tylko po to by zaraz krzyknąć - Pan brzydko powiedział! - nagle głosem trochę mniej wstrząśniętym i zasmarkanym. Bulstrode nie zwrócił na to większej uwagi i pognał dalej za tym kotem. // af ◉◉◉◉○ na łapanie kotka [roll=PO] RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Christopher Rosier - 18.05.2026 Chris czuł się przy tej alejce aż trochę nieswojo i dopiero po chwili uświadomił sobie dlaczego: w świetle lamp cienie zdawały się jakby takie trochę zbyt głębokie i przypomniał sobie, że wczoraj, gdy wrócił do siebie, przed wejściem do kamienicy widział dziwaczny cień. Zdawało mu się nawet przez moment że ktoś się w nim kryje (a choć Rosier miał bogatą wyobraźnię, to nie miał skłonności do przejmowania się czy paranoi i takie rzeczy przestały mu się zdarzać mniej więcej na drugim roku w Hogwarcie, gdy już zrozumiał, że zamek na pewno nie jest pełen potworów). Ba, przyglądał mu się dość długo, ale cień okazał się tylko cieniem… Odruchowo sięgnął dłonią do kieszeni i zacisnął ją na różdżce. Tak na wszelki wypadek. Jakby ktoś chciał go napadać, to czy to nie byłaby idealna okazja, stoi na uboczu, zdaje się, że samotny, znaczy się tylko z jakąś gówniarą? A nie pojedynkował się na magię właściwie od siódmego roku: i obiecał sobie, że naprawi to niedopatrzenie jak najszybciej. – Pośpiesz się, Bulstrode – wymamrotał, ale pod nosem, tak że Atreus nie miał większych szans go usłyszeć, a potem obejrzał się przez ramię, jakby chcąc się upewnić, że dziś na pewno nikt za nim nie idzie. Tak mu przyszło do głowy, że może to jednak nie Cressida Avery łaziła za nim cały dzień wczoraj. I chciał znaleźć się już w barze, gdzie będzie jasno, dużo ludzi i po drinku, dwóch albo pięciu na pewno zapomni o nieprzyjemnych rzeczach jak włamania albo kobiety z rodziny Averych. – Widzisz? Pan wielki bohater złapał twojego kota – ucieszył się Christopher, gdy Atreus triumfalnie dorwał futrzaka, i wyzwolił z uścisku młodej. – Dawaj go jej, odprowadzimy dzieciaka pod drzwi i idziemy pić… – Pić? Mama mówi, że nieładnie pić. – Pić mleko – oświadczył Rosier bez mrugnięcia okiem, czekając aż Atreus odda kota dzieciakowi, a potem pchnął ją w stronę drzwi, które wskazała. – Hej, właściwie to nigdy nie opowiadałeś mi, jak wyście zerwali? – rzucił jeszcze, pierwszy odmaszerowując w stronę baru. RE: [lato 1971] Pan Mruczkens i jego tresowane szczury - Atreus Bulstrode - 18.05.2026 Poganianie w niczym nigdy nie pomagało w takich sytuacjach, ale może i los zwyczajnie się nad Atreusem ulitował i zadziałał swoją magię. Kot uskoczył, ale kiedy Bulstrode natarł na niego ponownie, jego wykręcanie się nie było już tak efektowne i oto futrzak znalazł się w objęciach aurora. Szarpał się przez chwilę jak opętany, ale nikt nie miał zamiaru go wypuścić i ten wreszcie poddał się jakoś całej sytuacji. Całe szczęście. Dziewczynka zapiszczała szczęśliwa i klasnęła w dłonie wesoło, zaraz wyciągając ręce po swoją zgubę. Dostała ją, bo taki chuj że Atreus by tego siersciucha nosił pod pachą, szczególnie że Rosier zamiast dać sobie spokój, chciał czynić dobro i to dziecko odprowadzać. Jego przyjaciel westchnął tylko ciężko i wywrócił oczami, ale co innego miał zrobić. - Pić sok - oznajmił niemal w tym samym momencie, co Rosier o tym mleku. Ciekawy wybór, z tym mlekiem. Niby rozumiał, że bo to odpowiedź dla dziecka i kości mocne, sranie w banie, ale jak dorosły facet miał pić mleko to jakoś tak dziwnie. Jakoś krzyczało to o nieprzepracowanych problemach z własną matką i dzieciństwem. Odstawili dziewczynkę do domu, a potem mogli już wrócić do poprzedniego zajęcia, czyli spaceru do kolejnej lokacji pijalnej. - Oj stary, opowiem ci, ale najpierw do tego się trzeba odpowiednio zaprawić - poinformował grzecznie. Potem, oczywiście, dotrzymał obietnicy. I wszystko była wina Cressidy, żeby nie było. Koniec sesji
|