Secrets of London
[Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 (/showthread.php?tid=5976)

Strony: 1 2


[Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Millie Moody - 22.04.2026

9.09

Po godzinie 3:00

Londyn powoli dogasa

Thomas był opatrywany, Erik był pogadany i kopnięty w detektywistyczne dupsko do wypytywania ludzi, czy czego im trzeba. Moody w tym czasie, ubrana w nadpalone, pokryte sadzą absolutnie mugolskie ciuchy, krążyła między ludźmi z wielkim garem ciepłego naparu, coby przynieść im odrobine nadziei i dać popić ten obrzydliwy…


KHE HKE HKE KHKE KHKE KHKEKHKE

Symfonia chrupnięć, pardon - symfonia kaszlnięć, to wypełniało klubokawiarnie, która przemieniła się w prowizoryczne miejsce dla ocaleńców. Zakonnicy incoguto uwijali się jak mróweczki, wchodząc i wychodząc, przynosząc do niepisanej bazy kolejnych ludzi wyciągniętych z płonących kamienic, przegrupowując się, przekazując dane i tak dalej i tak dalej. Praca. Niekończąca się praca, jak we wróżbie, którą zobaczyła dla samej siebie w kubku.

Młot i kowadło…

…i kaszel.

Samej Moody udało się jakoś tego uniknąć, może to kwestia mokrej szmaty, którą zasłoniła ryj, może jakiegoś wspomagającego pączka smakującego spalenizną, bo obecnie wszystko tak smakowało. Cukiernia Nory pokryta była czarną sadzą, podobnie jak większość ludzi, ale chuj z tym. Wszyscy żyli i lizali rany.

KHE KHE KHE KHekhKEHKKRKGE

Tak, to dochodziło z kąta do którego jeszcze nie dotarła. W kociołku jeszcze miała resztki wody, jak rasowa kelnerka (w brudnym T-shircie i podartych dresach) podeszła do gnębionego przez popiołowi suchoty mężczyzny.

- Pan se życzy… dzisiaj w karcie jakieś zioła, co je znalazłam pod ladą - zaproponowała zawadiacko, niemal nonszalancko, bo sama była trochę szalona, więc szaleństwo okoliczności czyniło ją nawet zabawną.

A skoro o szaleństwie mowa…

!Strach przed imieniem


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Pan Losu - 22.04.2026

Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Strach jest prawem, które ustanawiam, i niech każdy drży, bo drżenie jest uznaniem mojej potęgi..


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Millie Moody - 22.04.2026

To przyszło równie nagle co nieoczekiwanie. Zimny pot, drezcze na całym ciele. Czyli jego oddech na swoim ciele. Jego spojrzenie. Ledwie godzinę temu (godzinę? Może dwie jednak?) dostrzegła w popiołach TO COŚ i od tego czasu miała wrażenie, ciągłe wrażenie że TO COŚ towidmozłowieszczeprzerażającepierdolonewwidmowądupewidmo zostawiło jej…

Słowa.

Tłumiła je ile mogła, opadając na kolana i obiema dłońmi wspierając się o brudną ziemię, gdy kociołek posypał się z łoskotem. Zaciskała wargi ale na nic.

Strach jest prawem, które… ustanawiam… - cedziła nieswoim głosem, a miodowe oczy wytrzeszczone patrzyły się na brud. Myśl jednak uciekała gdzie indziej, do lęku o wiele głębszego niż cokolwiek innego. Lęku że znów zamkną ją w wariatkowie. Lecznica dusz czekała, w końcu zwolnili ją warunkowo. - i niech każdy drży…. Bo drżenie… - o tak, zdecydowanie się trzęsła metaforycznie rzygając tymi słowami przez zaciśnięte gardło…- …jest uznaniem mojej potęgi… pierdoły szmaty tysiącletnie krewetki! - dokończyła krzycząc w niebo, znaczy w sufit, a potem kładąc się obok kaszlącego w umęczeniu osoby, która tej nocy widziała stanowczo zbyt wiele. - Ja pierdole, co to za szajs. Jakby podpalające gówno z nieba nie wystarczało… - wypchnęła z piersi już całkiem swoim głosem.


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Lukas Nott - 23.04.2026

Uniósł ku niej szkliste, przekrwione spojrzenie. Pył oblepiał mu policzki, zmieszany z potem i sadzą, przez co twarz wyglądała bardziej jak maska niż coś naprawdę żywego. Na jej słowa mógłby prychnąć, rzucić czymś kąśliwym, może nawet parsknąć śmiechem, gdyby starczyło mu sił. Ale nie starczało. Był zbyt zmęczony, zbyt obolały i zbyt pusty, żeby przejmować się cudzym obłędem, skoro jego własne ciało właśnie urządzało mu małe prywatne piekło. Przypalone opuszki palców drżały mu nieprzyjemnie, a plecy pulsowały tępym, rozlanym bólem. Gorąco i zimno szarpały nim na przemian; chłodny pot wsiąkał w brudny materiał koszuli, przyklejając go do skóry pooranej siniakami. Każdy oddech był płytki, rwany, jakby coś zalegało mu głęboko pod mostkiem i nie chciało odpuścić. Nie zwykły pył. Nie zwykłe zadławienie. Coś cięższego. Coś, co siedziało w nim uparcie i rozpychało się w płucach przy każdym kolejnym wdechu.
— Chciałem tylko być kimś... ekhe... khe — Słowa załamały mu się w gardle. Zakaszlał gwałtownie, aż zgięło go wpół, jakby własne wnętrzności próbowały wyrwać się na zewnątrz.
— ...chciałem tylko być najlepszy — wydusił w końcu, ciszej, bardziej do brudnej podłogi niż do niej.
Potem przyszło kolejne szarpnięcie. Kaszel wyrwał mu się z piersi brutalnie, raz, drugi, trzeci, aż w końcu spomiędzy warg poleciał ciemny, lepki pył. Nie wyglądało to naturalnie. Nie jak zwykłe skutki dymu czy kurzu po zawaleniu. Raczej jak coś, co zagnieździło się w środku i teraz próbowało znaleźć ujście. Lukas starł usta wierzchem dłoni, spojrzał na czarny ślad rozmazany na skórze i na krótką chwilę zmarszczył brwi, jakby sam nie chciał dopuścić do siebie tego, co widzi. Po ataku skulił się znowu, ciężko opierając łopatki o ścianę. Oddychał przez moment przez nos, płytko i ostrożnie, jak człowiek, który nauczył się już, że zbyt głęboki wdech kończy się bólem.
Dopiero wtedy spojrzał na nią jeszcze raz.
— Strach? — wychrypiał, a w tym jednym słowie było więcej pogardy niż siły. Kącik ust drgnął mu w czymś, co miało być szyderstwem, ale ugrzęzło gdzieś pomiędzy zmęczeniem a bólem. — Strach to dobre narzędzie dla skurwysynów, którzy sami nie potrafią zbudować niczego własnymi rękami.
Przerwał, łapiąc oddech. Krótki, urwany. Jak kradzież.
— Może i przez chwilę daje kontrolę— dodał ciszej, chrapliwie, z trudem wypychając z siebie kolejne słowa — ale każdy taki błysk w końcu rodzi iskrę. A ta wznosi płomień buntu I wtedy już nie ma chwały. Jest tylko pożar... a po pożarze przychodzi tylko cierpienie.
Parsknął, lecz zamiast śmiechu z gardła wyrwał mu się stłumiony syk bólu.
— I oby ich dopadła Rewolucja.
Atak kaszlu powrócił nasilony do tego stopnia, że pojedynczy ludzie z wypisanym niepokojem na twarzy zaczęli wzywać o pomoc.


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Basilius Prewett - 29.04.2026

Thomas został opatrzony. Jeszcze tylko musiał opatrzyć wiele innych osób, upewnić się, że wszyscy z jego bliskich byli bezpieczni, może chwilę odpocząć ponowne pojawić się w Mungu, wrócić z pracy i wreszcie będzie mógł iść spać na więcej, niż tylko kilka godzin. To znaczy o ile zaraz ktoś znowu nie postanowi podpalić Londynu.

Wyszedł od zabandażowanego przyjaciela z myślą, że musi zobaczyć, jak się miała Millie. Zlokalizowanie czarownicy nie było szczególnie trudne, bo po pierwsze znajdowali się na stosunkowo małej przestrzeni, a po drugie, i co znacznie bardziej niepokojąco, miał wrażenie że właśnie, zanim jeszcze pojawił się w sali,  słyszał jej podniesiony głos.
– Miles? Wszystko w porządku? – spytał podochodząc do niej, po czym przeniósł swoje zmęczone spojrzenie na siedzącego obok niej czarodzieja z absolutnie paskudnym kaszlem. Miał wrażenie że kojarzył skądś jego twarz, jakby kiedyś mignęła mu na jakimś plakacie, lub może w gazecie, ale nie mógł stwierdzić, czy tak rzeczywiście było, czy to po prostu zmęczenie mieszało mu w głowie. – Wszystko w porządku?

Prawdopodobnie w swoim obecnym stanie nie wyglądał szczególnie jak ktoś kto mógłby komukolwiek pomóc. W końcu teraz jego ogólna bladość i jeszcze bardziej widoczne niż zwykle sińce pod oczami, były podkreślone przez plamy czerwonej farby na ubraniach i ciele Prewetta, co sprawiało że wyglądał raczej jak ktoś kto myśli że jest magimedyk, gdy w rzeczywistości sam potrzebuje psychiatry, a nie prawdziwy lekarz.
– Jestem uzdrowicielem. Mogę panu pomóc. Kaszel zaczął się tej nocy? – dodał szybko, aby nie wystarczyć potencjalnego pacjenta.


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Millie Moody - 04.05.2026

Ładna kaszląca buzia zaczęła jej mówić takie same pierdolety jak ona przed chwilą wypluwała z siebie, chociaż znaczenie było trochę inne. Chyba.

Rewolucja...

Zmarszczyła brwi.

- Jak pamiętam, rewolucje też przewidują pożary, więc jakbym mogła wybierać to jednak tłuste i nudne czasy pokoju są moimi absolutnie ulubionymi. Nawet jeśli dla mnie oznacza to tylko i aż tłustą kiełbasę i butelkę bimbru. - zaśmiała się, na moment zapominając o tej obrzydliwości, która wyciekła jej jak szlam przez gardło na ziemię. Ale to był tylko moment. Bo potem się pojawił Liszek i zaczął uzdrowicielować jak przystało na całkiem poważnego uzdrowiciela, a ona musiała co rychlej zarządzać tym kryzysem no bo kurwa mać, ładna kaszląca buzia nie mogła wyjebać konfiturą, że może i nie oberwała w ryj jak jej obrońca leżący teraz cały w bandażach na zapleczu, ale też nie było z nią obecnie najlepiej.

Lecznica dusz, nie zobaczy jej NIGDY WIĘCEJ!

- Liszek tak właśnie miałam Cię wzywać do pana, który oprócz nawoływań do rewolucji przeciwko bogatym i uprzywilejowanym dupkom wypluł sobie przed chwilą płuca niemal u moich stóp, ale też rozbawił mnie do łez więc dlatego tak to wyglądało ze mną przed chwilą, co za noc, czy te fajerwerki się kiedyś skończą hahaha? - szczerzyła zębami, tańcząc na skraju szaleństwa, mając w pamięci, że kilka osób wiedziało, że pożar będzie i chuja z tym cokolwiek zrobili. Bycie jasnowidzem było przejebane i to był może ten jeden z nielicznych momentów autorefleksji Mildredy Moody niedoszłej jasnowidzki (po kądzieli), że tymże jasnowidzem nie była. Tymczasem chory czekał, a ona mogła udawać pielęgniareczkę dalej. Szkoda, że w tym osmalonym miejscu nie było już nic białego. - Coś przynieść? Mogę poszukać na zapleczu tylko uprzedzam, że nie odróżniam majeranku od maryśki. - zmarszczyła na moment brwi - Myślisz, że dobry skręt by mu pomógł? - poklepała się po kieszeniach, a potem zaśmiała znów odchylajac opadające czarne włosy do tyłu. - Żartuje, nie mam pojęcia czy by pomogło, ale nie przejmuj się Buźka, on się na tym zna i Ci pomoże, tylko ładnie rób wszystko co Ci każe. - prawie mu dała prztyczka w nos, prawie zapomniała, gdzie jest, ale w ogólnym rejwachu i kotle ocaleńców i dziwniejsze zachowania pojawiły się jako odpowiedź nowo zaistniałej traumy w ciele. Magiczny ogień trawiący Londyn. Jak poczują się później, gdy okaże się, że wyjebało pół Anglii?


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Lukas Nott - 04.05.2026

Osunął się w bok. Głowa poleciała mu bezwładnie i dopiero uderzenie w bark siedzącej obok kobiety wyrwało go z tej krótkiej, niebezpiecznej miękkości, w którą właśnie zapadał się coraz głębiej. Trwał tak, półprzytomny, z ciężarem własnego ciała wspartym o Millie, i patrzył na nią z bliska, jakby nie do końca rozumiał, co widzi. W rozedrganym świetle, pośród pyłu, kurzu i cudzego skomlenia jej twarz na moment straciła ostrość. Czarne włosy rozsypane wokół głowy zlały mu się z cieniem, a bladość skóry wydała się niemal nierealna, jakby nie siedziała obok niego zwyczajna kobieta, tylko coś znacznie dziwniejszego. Coś nie na miejscu. Jej uśmiech, zbyt szeroki, zbyt szybki, zupełnie niepasujący do tej nocy. W omamach Lukasa przestała wyglądać jak oznaka szaleństwa, a zaczęła przypominać coś niemal łagodnego. Przez chwilę pomyślał absurdalnie, że wygląda jak anioł. Mrugnął powoli. Raz. Potem drugi. Czy to już? Myśl przyszła cicho, prawie bezwiednie. Czy on właśnie umarł?
Niebo okazało się zadziwiająco brudne. Twarde, zimne, pachnące popiołem i krwią. Anioł siedział obok niego rozczochrany, z tym niepokojącym błyskiem w oczach, i mówił wcześniej o kiełbasie, bimbrze oraz skrętach. To nie miało sensu. Ale może śmierć właśnie taka była? Pozbawiona godności, absurdalna, trochę bezczelna. Może po całym tym bólu człowiek nie trafiał do chóralnych śpiewów, tylko na kamienną podłogę, obok szalonego anioła z rozwichrzonymi włosami. Kącik jego ust drgnął lekko. Czuł, jak obraz znowu mu odpływa. Jak brzegi świata miękną i rozmazują się, a dźwięki stają się odległe, przytłumione, jakby słyszał je spod wody. A jednak nie potrafił oderwać wzroku od siedzącej obok Millie. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej wydawała mu się nierzeczywista. Wypuścił powietrze ostrożnie, bardzo powoli, jakby bał się, że jeśli zrobi to zbyt szybko, rozsypie się od środka.
— Tłuste czasy pokoju brzmią dobrze... — mruknął po chwili.
Mocny kaszel powrócił, wyrywając go z letargu tak brutalnie, jakby ktoś szarpnął go za wnętrzności. Niebo pękło. Została Millie, jej bark pod jego skronią, brud na policzkach, czarne włosy, niepokojący uśmiech i chaos dookoła. Został też ból. Bardzo realny, bardzo ziemski, rozlewający się po klatce piersiowej przy każdym kolejnym skurczu. Lukas odruchowo odsunął się od niej, choć zrobił to niezgrabnie, bardziej osuwając się z powrotem na ścianę niż naprawdę prostując. Przez chwilę nie mógł mówić. Dłoń zacisnęła mu się na materiale koszuli na wysokości mostka, jakby mógł w ten sposób przytrzymać płuca na miejscu. Kaszel przeszedł przez niego jeszcze raz, głęboki i chropowaty, zostawiając w ustach posmak popiołu. Kiedy odjął rękę od warg, na skórze znów został ciemny, pylisty ślad. Spojrzał na Basiliusa
— Kaszel zaczął się dzisiaj — powiedział ochryple. Każde słowo drapało go w gardło. — Po tej chmurze. Czarnej. Nie wiem, czym to było. Dym, pył, popiół… coś.
Urwał, bo głos mu się załamał. Oddychał płytko, przez chwilę licząc w myślach własne wdechy, jakby to mogło utrzymać go przy świadomości.
— Wpadło mi do gardła. Najpierw tylko kaszlałem, potem zaczęło boleć tutaj.
Dotknął drżącymi palcami klatki piersiowej, mniej więcej pod mostkiem.
— Piecze. Jakbym nawdychał się ognia. Coś siedzi w środku i zabija mnie powoli. 
Spróbował zaczerpnąć głębiej powietrza, żeby pokazać, o co mu chodzi, ale natychmiast pożałował. Twarz wykrzywił mu grymas, a ramiona spięły się gwałtownie. Kaszel wrócił krótką serią, suchą. Lukas pochylił się nad własnymi kolanami i odpluł na bok kolejną grudkę ciemnego pyłu zmieszanego ze śliną. Przez chwilę patrzył na nią z odrazą.
— To… — wydusił w końcu. — To ze mnie wychodzi.
Podniósł wzrok na Basiliusa. W jego oczach było zmęczenie, ale też coś trzeźwiejszego. Strach, którego nie zdążył przykryć arogancją.
— Plecy też bolą. Oberwałem chyba czymś albo upadłem, nie pamiętam dokładnie. Ale najgorzej jest z oddychaniem.


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Millie Moody - 07.05.2026

- Bardzo dobrze, bardzo dobrze, siadaj nędzny - zażartowała, przywołując Hogwardzki żart i poklepując Buźkę nieco protekcjonalnie. Zwlekła się już na swoje krzywe chude nogi i spojrzała czujnie na Basiliusa, który ciągnął najprawdopodobniej resztkami sił, ale kto z nich nie ciągnął (hehe, zapewne ranny Thomas na zapleczu miałby kilka rzeczy do powiedzenia w tej materii). Tymczasem zaczęło się polowe badanie i nie chciała w nim przeszkadzać, a na medycynie znała się tyle co stojący tu na ostatnich nogach lekarz opowiadał jej onegdaj przy zimnej kawie i czerstwych ciastkach. Nie była pewna czy ich ulubiona piekarnia jeszcze stała, ale to będzie zmartwienie jutrzejszej Milles. Była wdzięczna też Lukasowi że jej nie wydał i miała w sobie taką potrzebę, żeby mu sięodwdzięczyć, ale to mogło być zmartwienie Milles zakwadrans...

- Ej wiem, gdzie Nora kitrała takie ciągutki na gardło, może to cokolwiek załagodzi! - przypomniała sobie nagle, z otwartej dłoni waląc się po czole. - Zaraz będę, to będzie tylko moment - obiecała przez ramię obierając właściwą sobie trajektorię pioruna, bo zamiast iść prosto do skrytki... ktoś tam jeszcze czegoś potrzebował, ktoś ją zawołał, kogoś przypadkiem podeptała nie patrząc za bardzo pod nogi. Dzień jak co dzień. Znaczy noc. Spalona. Zdecydowanie Spalona. W końcu zniknęła z widoku, dając wątpliwe poczucie prywatności, skoro w pomieszczeniu w którym zwykle stały stoliczki, kanapeczki i wszystko co dawało wystrojowi klubokawiarnii przytulnego, niezapomnianego nastroju teraz wypełnione było równie kaszlającymi co nieszczęśliwymi ludźmi. Moody bardzo liczyła na te ciągutki, nie tylko Lukas mógł skorzystać na tym przebłysku geniuszu w jej wykonaniu.


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Basilius Prewett - 24.05.2026

To chyba było zmęczenie, bo Basilius miał niespodziewanie dużo problemów ze zrozumieniem o czym ta dwójka właśnie mówiła. Jaka znowu rewolucja? Czemu Millie w tym wszystkim chciała przynosić trawkę? Ah, dobrze, to ostatnie to był tylko żart, ale jaka znowu rewolucja? I dlaczego Moody kazała usiąść temu mężczyźnie nazywając go nędzny?
– Może… Może wszelkie rewolucje odłóżmy na jakiś inny dzień tygodnia. Nie pali się – powiedział, po czym skrzywił się nieznacznie, gdy zorientował się, jak wielkie ggłupstwo właśnie walnął. – Chodziło mi o to, że… Nieważne. Przepraszam.
Na całe szczęście nawet jeśli obecnie trochę nie kontaktował to bez większego problemu potrafił wyłapać, że czarodziej był w kiepskim stanie zdrowotnym i na tym się skupić.
– Pastylki na gardło na pewno pomogą Miles – powiedział, przyglądając się przez chwilę przyjaciółce z uwagą, ale wreszcie przeniósł spojrzenie na poszkodowanego i uśmiechnęł się łagodnie.
– Rozumiem niepokój, ale mogę pana zapewnić, że nie wszystko co jest bardzo nieprzyjemne, lub piecze od razu zabija – spróbował uspokoić czarodzieja, chociaż na dobrą sprawę nie miał zielonego pojęcia z czym miał właśnie do czynienia. Jego pacjent kaszlał i to paskudnie. Prawdę mówiąc Prewett nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem słyszał równie nieprzyjemny kaszel w swojej pracy, a czarna wydzielina nie pomagała. Tak samo zresztą jak to, że byli w dość polowej sytuacji, a tak w ogóle to Londyn właśnie cały skwierczał od ataku Śmierciożerców.
– Najpierw muszę pana zbadać. Na plecy też zerknę – powiedział i spojrzał na mężczyznę wyczekująco, aby obejrzeć pacjenta i rzucić odpowiednie zaklęcia diagnostyczne. – Przepraszam, chyba nie dosłyszałem pańskiego imienia.


RE: [Jesień 72, 8-9.09 Nora Nory | Miles, Lukas & Basilius] Spalona noc vol 47 - Lukas Nott - 26.05.2026

— Lukas Nott — odpowiedział po chwili.
Nazwisko zabrzmiało słabiej, niż powinno. Normalnie nosił je pewniej, nawet jeśli nie zawsze z dumą, ale teraz było tylko kolejnym ciężarem w ustach, obok smaku krwi, sadzy i czegoś gorzkiego, co nie chciało zniknąć mimo kolejnych przełknięć.  Odprowadził wzrokiem Millie, gdy zerwała się w poszukiwaniu tych swoich ciągutek. Przez moment patrzył, jak przeciska się przez ludzi z właściwym sobie chaosem, po drodze niemal na kogoś wpadając
— To nie jest normalne — wydusił ochryple.
Rozpiął kilka guzików koszuli, niezgrabnie, z wyraźnym wysiłkiem. Każdy ruch ciągnął go pod żebrami, a plecy odpowiadały tępym bólem gdzieś pod lewą łopatką. Przesunął się odrobinę, żeby Basilius mógł go obejrzeć, ale zaraz syknął i znieruchomiał.
— Tam — wskazał nieprecyzyjnie za siebie. — Lewa strona. Pod łopatką i niżej, przy żebrach. Nie pamiętam, czy oberwałem, czy upadłem. Wszystko mi się miesza.
Oddychał płytko, ostrożnie, jakby każdy głębszy wdech mógł uruchomić coś gorszego. Przez chwilę śledził ruchy lekarza z napięciem człowieka, który bardzo chciał zachować kontrolę, ale właśnie musiał oddać ją komuś innemu.
— Ta czarna chmura… to nie był zwykły dym — powiedział ciszej.
Przełknął ślinę i skrzywił się z bólu.
— Jeśli zacznę odpływać, przywróć mnie. Zaklęciem, wodą, policzkiem, czymkolwiek. Tylko bez mówienia, żebym się uspokoił.
Podniósł na niego zmęczone, ale przytomniejsze spojrzenie.
Lukas odwrócił się z wyraźną niechęcią, bardziej z przymusu niż z posłuszeństwa, i pozwolił materiałowi koszuli zsunąć się z ramion na tyle, by Basilius mógł obejrzeć plecy. Nawet w tym stanie widać było, że ciało miał mocne, przyzwyczajone do wysiłku, z szerokimi barkami i napiętymi mięśniami człowieka, który większość życia spędził w powietrzu, walcząc z wiatrem i przeciążeniem. Skóra na plecach była sina w kilku miejscach, zwłaszcza pod lewą łopatką i niżej, przy żebrach, gdzie ciemne stłuczenie rozlewało się nierówno pod skórą, jakby uderzył w coś twardego. Między łopatkami i na barkach miał płytkie zadrapania, częściowo zaschnięte, częściowo tylko zabrudzone pyłem, sadzą i kurzem, który przykleił się do potu. Nie wyglądało to czysto. Całe jego plecy nosiły na sobie ślad tej brutalnej nocy.
Najgorzej wyglądało miejsce po lewej stronie, nieco poniżej łopatki. Skóra była tam zaczerwieniona i podrażniona, z nieregularnym śladem po gorącu, jakby musnął go język ognia albo rozgrzany odprysk. Rana nie była głęboka, ale brzydka: sucha na brzegach, ciemniejsza pośrodku, otoczona czerwonym, napiętym pasmem skóry. Przy każdym jego oddechu mięśnie wokół niej drgały lekko, zdradzając ból, który Lukas próbował trzymać w ryzach samym uporem.