![]() |
|
[Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen (/showthread.php?tid=5977) |
[Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Millie Moody - 22.04.2026 12.12.1969
Godziny popołudniowe Jej mundur był do znudzenia beznadziejny. Szara pelerynka łopotała żałośnie, szata brygadzistki wisiała na niej jak worek na ziemniaki i to w ilości niewielkiej, bo Moody była chuchrem. Żylastym, silnym ale chuchrem. Czarne włosy związała w równie nudną kitkę, bo już dostała dwie reprymendy w tym miesiącu, że ma się godnie prezentować, wypełniać raporty na czas i być wzorem dla świeżaków. Kazałaby Bonesowi wybrać jedno z trzech, bo przecież jej oddychanie i myślenie w tym czasie nie wychodziło za dobrze, ale pogryzła się w język, odcinając się od jaźni na rzecz… bezmyślnego przytakiwania. Yes Sir! No Sir! Thank you Sir! Koniec. Zgłoszenie przyjęła pod koniec swojego dyżuru więc była jeszcze bardziej zblazowana niżby wypadało. Być może dlatego nie zauważyła, że było do galerii. Być może wtedy poprosiłaby kogoś, żeby ją zmienił. Wstępne na Wielkie i Ważne kursy malarskie przepadły. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy zignorowała termin, przesypiając go w pijackiej malignie, w stanie kiedy łatwo było uniknąć odpowiedzi na Ważne Życiowe Pytania oraz równie deprymującego Podejmowania Ważnych Życiowych Decyzji. Chciała malować. Ale ryzyko było zbyt wielkie. Chciała być aurorem i nosić się w czerni. Ale ryzyko porażki, zawodu w oczach autorskiego brata i całej pierdolonej autorskiej rodzinki… - Bry, ja z Brygady Uderzeniowej. Dostaliśmy zgłoszenie o kradzieży, kto będzie mógł mi powiedzieć co się stało? - zapytała przekraczając próg budynku, w którym nie spędzała tyle czasu ile by mogła, gdyby dopełniła formalności po kursach przygotowawczych. Przełknęła ślinę, przyjmując na twarzy maskę absolutnej obojętności, gdy w środeczku już wznosiła błagalne modły, żeby to nie była ta słodka brunetka, która te kursy przygotowawcze prowadziła. Moody nasłuchała się od niej, że powinna spróbować i obiecała jej że spróbuje. A potem zniknęła. Kurwa mać Pewnie gdyby miała trzecie oko jak cała jej rodzina po kądzieli, to by wiedziała, żeby w ogóle wymigać się sraką i nie iść do roboty. Astoria We Własnej Osobie Avery. Bosko. Jej twarz nie zdradzała przejęcia, twarz profesjonalnego gliniarza, który niejednej reprymendy nasłuchał się w życiu. Była rozczarowaniem. To nie było jej pierwsze rodeo. - Pani Avery? Funkcjonariuszka Moody z Brygady Uderzeniowej. Poinformowano mnie, że może pani coś powiedzieć więcej na temat kradzieży, która miała u Was miejsce. - sięgnęła po notes i otworzyła go… na szkicu kobiecego aktu szczęśliwie „stiudium” pozbawione było głowy, tak jak i ona była pozbawiona głowy gdy z nudów nabazgrała to na swoim super super profesjonalnym policyjnym notatniku. Kurwa. Mać. Beznamiętnie przekartkowała go oraz kilka innych szkiców… aż w końcu znalazła jakąś czystą stronę. Nawet nie westchnęła. Oddychanie było zdecydowanie dla słabych. - Zatem? - podjęła absolutnie beznamiętnie nie podnosząc głowy na kobietę, która sama nie prezentowała się gorzej niż nie jedno dzieło sztuki umieszczone w tym pieprzonym muzeum. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Astoria Avery - 29.04.2026 Grudniowe powietrze było ciężkie, wilgotne, wciskające się w mury galerii mimo zaklęć utrzymujących stałą temperaturę. Zimno nie było jednak tym, co odczuwała Astoria. Jej dłonie pozostawały ciepłe, ruchy precyzyjne jak zawsze - tylko oddech miała płytszy niż zwykle, a szczęka zaciśnięta odrobinę zbyt mocno. Obraz zniknął. La Serenità Velata - dzieło Alessandra di Velluto, mistrza florenckiej szkoły magicznego malarstwa, obraz, którego obecność w galerii była czymś więcej niż tylko eksponatem - był punktem ciężkości całej ekspozycji, cichym centrum, wokół którego budowano narrację. Teraz pozostała po nim jedynie pusta przestrzeń na ścianie i subtelny, niemal niezauważalny ślad po zaklęciach ochronnych, które nie zostały zniszczone. Ktoś znalazł obejście. Jej palce przesuwały się po dokumentach z niezmienną precyzją, układając je w coraz bardziej szczegółowe kategorie: ekspertyzy, zapisy dotyczące transportu, protokoły zabezpieczeń, listy pracowników. Każdy pergamin był prostowany, wyrównywany do krawędzi, odkładany w dokładnie wyznaczone miejsce, jakby porządek na biurku mógł przywrócić porządek w rzeczywistości, która właśnie wymknęła się spod kontroli. Próbowała tłumić gniew, który czuła pod skóra. Poczucie odpowiedzialności, które nie miało nic wspólnego z formalnymi obowiązkami, a wszystko z osobistą dumą. I ten parszywy, niechciany cień podziwu dla precyzji, z jaką dokonano kradzieży. Cień, który natychmiast tłumiła, uznając go za obraźliwy. Podniosła się z miejsca i pomaszerowała do holu, gdy tylko otrzymała informację o przybyciu służb. Zatrzymała się przed funkcjonariuszką. Rozpoznała ją natychmiast. To rozpoznanie nie znalazło jednak żadnego odbicia w jej twarzy. Ani drgnienia brwi. Ani zawahania w oddechu. Ani jednego gestu, który zdradziłby, że przed nią stoi ktoś, kogo pamiętała z zupełnie innego kontekstu, z innej przestrzeni, z czasu, który wydawał się teraz nieprzystająco odległy. Tamta dziewczyna - chaotyczna, szorstka, walcząca z kolorem jak z przeciwnikiem - zniknęła gdzieś po drodze. Ta, która stała teraz w progu, była kimś innym. Astoria nie pozwoliła sobie na ocenę. Jeszcze nie. - Dziękuję za przybycie - przywitała ją grzecznościowo, udając, że nie widzi szkicu w jej notatniku, który w normalnych okolicznościach z pewnością wywołałby komentarz. Teraz panna Avery była w trybie zadaniowym. - La Serenità Velata została skradziowa w nocy, prawdopodobnie około trzeciej. Wtedy strażnik podczas obchodu zauważył brak obrazu. - mówiła chłodnym i rzeczowym tonem, jakby wcale nie była rozdygotana w środku. To pierwsza taka jej sytuacja i była tym bardziej spięta, że ojciec stał tuż za nią, pozostawiając jej przestrzeń, ale nie wycofując się całkowicie. W jego mniemaniu to pewnie było pozwolenie, w jej próba. W końcu nie była jeszcze oficjalnym pracownikiem - wciąż odbywała kurs przy galerii. Nieoficjalnie wykonywała jednak wszystkie obowiązki, jakie zlecił ojciec, który wydawał się mieć dużo większe oczekiwania wobec córki, niż każdego innego pracownika. - Zaklęcia zabezpieczające nie zostały naruszone w sposób konwencjonalny - dodała, bo ten aspekt niezmiernie ją dziwił. Jakby ktoś znał ich specyfikę. Podała funkcjonariuszce teczkę, którą zdążyła przygotować z wszystkimi dostępnymi danymi. - Tutaj znajdują się wszystkie raporty: ekspertyzy obrazu, lista pracowników obecnych w galerii, rozkład zmian oraz szczegółowy opis zabezpieczeń. Miejsce zostało zabezpieczone, żebyście mogli wykryć ewentualne ślady. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Millie Moody - 09.06.2026 Ostatecznie nie była kurwa pewna, czy lepiej by było, żeby Astoria coś powiedziała, chociaż powitała ją uniesieniem brwi, chociaż cieniem oznaki, że Moody nie była jedną z kursantek, jedną z wielu WIELU kursantek, które przewinęły się przez te ręce. Zapomniana, tak jak data złożenia papierów na kurs. Pindzie nawet brewka nie tykła i Miles musiała żyć ze swoją szarą anonimowością w swoim szarym mundurku. Bogowie jedni wiedzieli jak bardzo nienawidziła zwłaszcza w takich momentach swojej pracy. W przeciwieństwie do Astorii, za nią nie stał ojciec. To znaczy, oczywiście stał, oczywiście wymagał więcej i oczywiście poddał się już w swoim fantastycznym zachęcaniu pomyłki, którą była do podjęcia kursów aurorskich. Cała rodzina. Cała rodzina. Ojciec, brat, wuj, kuzynka… to dopiero początek wielkiej psiej genealogii. I ona tutaj. W galerii. Bezimienna. – Pierdolisz, ukradli Velluta? – wymsknęło jej się gdzieś podczas robienia notatek, zanim zdała sobie sprawę, że powiedziała to głośno. W galerii. Pierdolonej. Sztuki. Westchnęła ciężko i podniodniosła wzrok złotych jak miód oczy na perfekcyjnie ułożone papierzyska. Jak ktokolwiek mógł się odnaleźć w tym, kiedy wszystko było tak skutecznie pozasłaniane? Tam była jedna kartka czy dziesięć? – No dobrze, nie chcę rzucać niepotrzebnych oskarżeń, ale zazwyczaj w tego typu sprawach umoczony jest ktoś ze środka. – notes powędrował na brzeg biurka, a Millie położyła swoje szczupłe dłonie na papierkach, raportach, ekspertyzach obrazu, listach pracowników obecnych w galerii, rozkładach zmian. Cały pieczołowity początek był systematycznie zmieniany i odkształcany przez chaos, który przelewał się przez kości kobiety naznaczonej przed laty piorunem. Ale… był to chaos dla osoby, która miała dość czujne oko. – Zaraz… kojarzę to nazwisko. Kiedy go zatrudniliście? - poczyniła adekwatny bazgroł w notesie wyłuszczając pierwszego podejrzanego. – Jest tutaj też na tej liście ekipa sprzątająca? Te zaklęcia, widzę że regularne sprawdzane zabezpieczenia, ale robiła je ta sama ekipa czy różne na przestrzeni lat? – zamaszyście przewróciła stronę, naddzierając ją trochę, ale kolejno pojawiały się notatki, znaki zapytania, krótkie adnotacje własne, w których nie brakowało przekleństw, tym razem szczęśliwie niezwerbalizowanych. Moody, mimo wszystko była skupiona na pracy. Na znalezieniu znicza, pośród tony papierków, które zaczęły na biurku Astorii żyć własnym życiem przekładane jak kawałki puzzli układanych przez osobę, która ma swój własny, kontrintuicyjny sposób "porządkowania" rzeczywistości. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Astoria Avery - 02.07.2026 Uniosła spojrzenie na funkcjonariuszkę, gdy z jej ust padło soczyste przekleństwo, po czym zapanowała krótka, gęsta cisza. Nie dlatego, że kogokolwiek zgorszyło słownictwo - w tej chwili było ono najmniej istotne, lecz dlatego, że kontrast pomiędzy dostojnym wnętrzem galerii a brutalną szczerością Millie był niemal namacalny. Skinęła więc tylko głową w potwierdzeniu. Nie pozwoliła, by na jej twarzy pojawiło się choćby najdrobniejsze rozpoznanie, ale nie dlatego, że chciała ją zranić. Przeciwnie, potraktowanie jej jak każdego innego funkcjonariusza było jedynym przejawem szacunku, na jaki mogła sobie teraz pozwolić. - To możliwe, jednak obraz jest na tyle wartościowy, że równie dobrze mogła to być jakaś zewnętrznie zorganizowana akcja - podrzuciła, chociaż kompletnie nie znała się na sprawach kryminalnych. Niemniej ucząc się historii sztuki wiedziała, jak częste były kradzieże i przywłaszczenia, a także jak trudno było odzyskać oryginały. Czas grał tutaj kluczową rolę, dlatego miała nadzieję, że panna Moody jest rzetelną pracownicą i nie zamiecie pod dywan problemu. Widziała oceniające spojrzenie ojca, domyślała się, że wolałby kogoś starszego i bardziej doświadczonego do prowadzenia tej sprawy, ale na szczęście wciąż pozostawał z tyłu, obserwując przebieg wydarzeń, gotowy w każdej chwili wkroczyć. Patrzyła, jak pieczołowicie ułożone stosy pergaminów tracą swoją geometrię, jak raporty wysuwają się spod siebie pod niewłaściwym kątem, jak ekspertyza, którą jeszcze chwilę temu miała dokładnie po prawej stronie, nagle znalazła się pod listą zmian pracowników. Ten chaos kłuł ją w oczy i choć drgnęły jej palce, to nie odezwała się ani słowem, bo już podczas kursu zorientowała się, że taki brak zorganizowania wpisywał się w charakter dziewczyny. Zupełnie przeciwny do Astorii - dla niej każdy dokument miał swoje miejsce, ponieważ każde miejsce odpowiadało określonemu ciągowi logicznemu. Niemniej patrząc na nią dostrzegła coś, czego nie widziała podczas kursu. Wtedy chaos wydawał się wyłącznie chaosem - impulsem, brakiem dyscypliny, nieumiejętnością zatrzymania się na chwilę. Teraz zaczynała rozumieć, że był to sposób pracy. Niekonwencjonalny, drażniący jej własne poczucie porządku, ale może skuteczny. Millie nie szukała odpowiedzi w kolejności dokumentów. Szukała ich pomiędzy nimi, zestawiając fakty, których Astoria nigdy nie połączyłaby w ten sam sposób. - Zatrudniliśmy go osiem miesięcy temu. Miał wyśmienite referencje, znakomicie przeszedł wstępne testy. Nie dał nam powodu do zwątpienia - odezwała się, a spojrzenie zatrzymało się na nazwisku wskazanym przez drugą kobietę. - Personel sprzątający również znajduje się w dokumentacji - potwierdziła, ale po kolejnym pytaniu zawahała się. - Mamy podwykonawcę od zabezpieczeń, który zatrudnia i zmienia pracowników wedle własnych potrzeb. Możemy go wezwać - odwróciła się na moment do asystentki ojca, którą poprosiła o sprowadzenie żądanego mężczyzny. - Zaczekajmy w moim gabinecie, tam przeanalizujemy resztę dokumentów - zaproponowała i poprowadziła Moody do swojego królestwa. Obcasy wystukiwały równy rytm na marmurowej posadzce, odbijając się echem od kamiennych ścian, gdy przemierzały korytarze do skrzydła administracyjnego. - Mam nadzieję, że reszta twojego zespołu właściwie zabezpieczy ślady i uda nam się odzyskać dzieło - powiedziała, wpuszczając funkcjonariuszkę przodem do gabinetu i wskazując jej miejsce przy biurku. Przez dłuższą chwilę pozwoliła jej analizować dokumenty w ciszy. Gdy ta skończyła, Avery postanowiła zadać nurtujące pytanie, skoro miały jeszcze trochę czasu do przybycia podwykonawcy. - Nie spodziewałam się zobaczyć cię w roli brygadzistki. Porzuciłaś malowanie? RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Millie Moody - 16.07.2026 Milles bardzo czuła się pod presją teraz. Co innego gdy na kursie panna Avery zaglądała jej przez ramię. Ostatecznie takie śledztwo to była właśnie JEJ robota, a nie jakieś hobby na które przepierdalała całą swoją kasę i tak wiadomo, że nie dostałaby się na jakiekolwiek kursy ani edukację ani nic. Moody pozostawała Moody. A obecnie była Moody zamaszyście wyrywającą kartkę ze swojego szkicownika, znaczy się no… bardzo profesjonalnego notesu brygadzisty i zaznaczyła kilka punktów niezbędnych do sprawdzenia. – Hahaha, tak właśnie zabezpieczenie śladów za moment, w sumie to ja jestem tą ekipą, pan detektyw moment się spóźni, bo przedłużyła mu się odprawa, więc robię za forpocztę – uśmiechnęła się krzywo, usta ściągając w wąską, nienaturalnie wykrzywioną linię, podobnie przymykając oczy od wysoko, zbyt wysoko uniesionych policzków. – Więc tak, zaraz… zaraz pójdziemy zabezpieczyć ślady, a ja przedstawię wnioski z ee… analizy danych. I tak. Na ten moment to wygląda na precyzyjną akcję. Podejrzanych mamy dwóch, jeśli mnie pytasz… pani, to obstawiam właściciela podwykonawcy od zabezpieczeń – próbowała jakkolwiek "uporządkować" rozsypane dokumenty w dwie nieregularne kupki, ale wychodziło jej to dość mizernie. Dość.. nieregularnie. Dopiero następne pytanie spowolniło nieco jej ruchy, jakby niewinne słowa był potężnym zaklęcie spowalniającym czas. Kurwa. Mać. – Bazgrołami nikomu nie uratuje życia – burknęła nie swoimi słowami, a wszystkimi razami, gdy ktoś obśmiewał coś, co może i by nazwała pasją, gdyby częściej nie nazywała tego stratą czasu i pieniędzy. Nigdy. Nic. Nie udało jej się nic ukończyć. Najprawdopodobniej jedyną rzeczą, którą doprowadzi do końca będzie jej żałosne życie. Ale to jeszcze kilka lat. – To wszystko tutaj – dodała nienaturalnie pewnym siebie tonem, prostując się i unosząc wyzywająco szczupły trójkątny podbródek. Rzucając Astorii wyzwanie. Znowu. – Pani prowadzi do tych śladów bo same się nie zabezpieczą – dodała chowając notes do brygadowej torby, a karteczkę do kieszonki ukrytej wewnątrz szarej pelerynki, którą zmuszona była nosić. Bogini jedna wiedziała, jak Miles uwielbiała pracę w terenie i możliwie prędki ujebanie materiału w możliwie rozległe i w końcu interesujące wzory. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Astoria Avery - 25.07.2026 Jej spojrzenie przesunęło się jeszcze raz po nierówno ułożonych pergaminach. Wbrew sobie zauważyła, że pomimo pozornego bałaganu Millie oddzieliła dokumenty dokładnie według dwóch wątków, które sama uznałaby za najważniejsze. Pracownicy. Zabezpieczenia. Nie zrobiłaby tego w taki sposób. Ale doszła do podobnych wniosków. Gdy usłyszała odpowiedź, nie potrafiła ukryć rozczarowania. Nie dlatego, że Millie porzuciła malowanie. Ludzie zmieniali ścieżki zawodowe, odkładali pasje na później, czasem na zawsze. Sama znała aż nazbyt dobrze ciężar obowiązków, które potrafiły wyprzeć wszystko inne. Rozczarowało ją coś zupełnie innego. Nie rozumiała, po co ktoś poświęca dziesiątki godzin na naukę umiejętności, którą później z własnej woli sprowadza do pogardliwego "bazgrołów". Nie rozumiała, dlaczego prosi o wiedzę, skoro nie zamierza z niej korzystać. Nie rozumiała ludzi, którzy pozwalali sobie porzucać rzeczy tylko dlatego, że nie przynosiły natychmiastowego rezultatu. Niemniej nie zamierzała wygłaszać tanich pocieszeń ani próbować przekonywać dorosłej kobiety, że powinna wrócić do sztuki. Nie znała jej życia. Nie wiedziała, co wydarzyło się przez ostatnie lata. Być może naprawdę nie miała już miejsca na płótna. - Gdyby świat składał się wyłącznie z rzeczy, które ratują życie, mieszkalibyśmy w szpitalach. Na szczęście ludzie potrzebują czegoś więcej niż przetrwania. Sztuka przypomina nam, po co właściwie warto się ratować - odpowiedziała powoli. Jej głos pozostał spokojny, bo była pewna tego, co mówi. Od tysięcy lat ludzie malują ściany jaskiń, budują świątynie, piszą muzykę, rzeźbią w kamieniu i zatrzymują wspomnienia na płótnie. Nigdy nie robili tego dlatego, że było to niezbędne do przeżycia. Robili to dlatego, że samo przetrwanie nigdy im nie wystarczało. - Sztuka nie leczy ran. Nie nastawi złamanej kości. Nie zatrzyma krwotoku ani nie cofnie śmierci. Nie ma takich ambicji. Ale potrafi przypomnieć człowiekowi, dlaczego mimo wszystko warto wstać następnego dnia. Potrafi zachować pamięć o tych, których już nie ma. Potrafi sprawić, że ktoś, kto całe życie czuł się samotny, nagle odkryje, że ktoś kilkaset lat wcześniej odczuwał dokładnie to samo. Nie chciała jej przekonywać, ale jednocześnie nie zgadzała się z taką narracją, że malowanie jego gorsze, tylko dlatego, że nie ratuje życia. Każdy miał inne wartości, lecz takie jawne umniejszanie ugodziło w ego kustoszki. Dodatkowo była trochę rozdrażniona, że wciąż czekają na panią detektyw, a Moody nie prowadzi tej sprawy. Przez ostatnie kilkanaście minut szczegółowo odpowiadała na pytania, wyjaśniała działanie zabezpieczeń, tłumaczyła procedury galerii, wyciągała kolejne dokumenty, obserwowała tok rozumowania aurorki, a nawet zaczęła zastanawiać się nad jej hipotezami. I nagle okazało się, że za chwilę najprawdopodobniej będzie musiała powtórzyć wszystko od początku. Dziewczyna miała nieznośny zwyczaj marnowania jej czasu. - Chodźmy - kiwnęła głową i poprowadziła do miejsca, które należało zabezpieczyć. - Sala została zamknięta natychmiast po odkryciu kradzieży. Nikt nie wszedł tam od tego czasu poza mną i moim ojcem. Nie dotykaliśmy miejsca po obrazie bardziej, niż było to konieczne. Zatrzymała się dopiero w bezpiecznej odległości od pustego miejsca po obrazie. - Szczegółową dokumentację omówię z funkcjonariuszem prowadzącym śledztwo. Pozwoli to uniknąć niepotrzebnego powielania informacji i ograniczy ryzyko, że któryś szczegół zostanie przekazany inaczej przy kolejnym przesłuchaniu - dodała, obserwując działania brygadzistki. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Millie Moody - 03.08.2026 Cóż więcej pozostało jej nad pogardę dla sztuki, dla której nie mogła znaleźć miejsca w swoim życiu? Między życiem artystki i policjantki znajdowała się przepaść, szczególnie finansowa. W przeciwieństwie do Avery nie miała umoszczonego wygodnego gniazdka pieniędzmi rodziców ba! pieniędzmi całej familii. Ktoś kiedyś powiedział jej, że każdy jest kowalem własnego losu, ale to tak bardzo rozpaczliwie i wkurwiająco nie była prawda jak to było tylko możliwe. Co miałaby żreć, gdyby nagle zdecydowała się jednak poświęcić życie tej wspaniałej sztuce pełnej wzniosłych wartości? Te wartości nie napełniały brzucha, nie dawały kilku sykli na paczkę fajek. Sztuka nie zaszyje brzucha. Nie odprawi rytuału zdejmującego klątwę. I ponad wszystko, sztuka mogła sobie świetnie radzić, uprawiana przez tych, których było na to stać. Ona miała swoją ścieżkę, swoje powołanie, swoją zszarzałą obrożę zaciśniętą na szyi. Być może zwyczajnie nie potrafiła inaczej. Dlatego też zignorowała to co mówiła Astoria, bo dopuszczenie tego do siebie, do swojego serca byłoby zbyt bolesne. Gdyby wiedziała, że się spotkają, to by wymigała się od tej "roboty". A może właśnie chciała zostać złapana? Jak ten rusek co zajebał starą sąsiadkę? Złapana za rękę, potrząśnięta. Może potrzebowała, żeby ktoś kto widział jak maluje, jak widzi świat, jak cierpi, ale znajduje przestrzeń, żeby pokazać to w sztuce, żeby taki ktoś złapał ją za rękę i pociągnął do siebie, przytulił do cyca i powiedział to nic, że nie załatwiłaś formalności, jesteś chciana, jesteś potrzebna, to co masz do powiedzenia jest ważne. Takiego wała. Sztuka się liczyła, nie człowiek. Dlaczego kiedykolwiek miało być inaczej? Dlatego nie słuchała, później wróci do domu i się najebie, by spłukać z siebie gorycz czyściuszkowego zadzierania nosa. Była tu w robocie. W robocie na której znała się, przynajmniej w tej części, która wymagała bystrego oka i szybkiego łączenia faktów. – Tak? A było coś jeszcze? – pytanie o szczegóły dokumentacji padło zdawkowe, zobojętniałe, głuche na złośliwości, rzucone znad miejsca w którym wcześniej wisiała nadobna serenita. Z jakiej gliny była ulepiona? Szalony pies. Trelawneyowie i Moody nigdy nie powinni się krzyżować. Wszystko co najlepsze dostał jej starszy brat. Resztki przypadły jej. Szczęsliwie pomimo tej fali deprecjonowania własnej wartości która obmywała ją od początku tej jakże niewygodnej konfrontacji, brygadzistka miała dobre oko i niemal dziesięcioletnie doświadczenie. Uwielbiała w szkole łapać znicze, a tutaj… tropy migotały wręcz oczywistością. Zebrała do fiolek dość dokładnie i precyzyjnie trochę migoczącego proszku, śluz pozostawiony w miejscu gdzie była rama, do szkicownika odwzorowała pasmo run zabezpieczających przy jednym z okien. – …w sumie i tak nie będzie to konieczne. Myślę, że do wieczora złodzieje będą aresztowani, a jutro rano obraz wróci na swoje miejsce. W imieniu Brygady Uderzeniowej dziękuję za pani czas. – spakowała fiolki i notes, znając już odpowiedzi, które były potrzebne do rozwiązania śledztwa. Oczywiście Bones jebał ją nie raz nie dwa, że za szybko wyciągała wnioski. Faktem było jednak że trafiała z zaskakującą skutecznością, a brak awansu podyktowany był raczej wybuchową naturą, kilkoma skargami i obezwładniającą niechęcią do uzupełniania jakiejkolwiek dokumentacji. – Proszę się nie kłopotać, znam kierunek do drzwi. – Krzywy uśmiech wypłynął na twarz o ostrych, niemal ptasich rysach, tak odległy od łagodności zachwyconego efektami oblicza, gdy podczas kursów te kilka miesięcy temu wiedza rzucana przez Astorię trafiała na mimo wszystko podatny grunt. Moody nie była szczęśliwą osobą i przebijało to w zjadliwości jej spojrzenia. Teraz co prawda też czuła satysfakcję, ale było to uczucie psa gończego, a nie wrażliwej artystki. Ta druga nie miała szans z istotą, którą od zdziczenia dzieliły trzy niezjedzone posiłki. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Astoria Avery - 07.09.2026 Nie próbowała zatrzymać jej słowami. Zauważyła, jak szybko Millie wróciła do tego, co potrafiła najlepiej - do śladów, faktów, drobnych nieprawidłowości, które dla większości osób pozostawałyby jedynie przypadkowymi szczegółami. Przeniosła wzrok na fiolki, które brygadzistka ostrożnie zabezpieczała, a później na fragment runicznego zabezpieczenia odwzorowany w notesie. To właśnie ta część pracy mówiła o niej więcej niż wszystkie wcześniejsze słowa. Moody mogła być chaotyczna, niecierpliwa i boleśnie bezpośrednia, ale kiedy już coś przyciągnęło jej uwagę, potrafiła patrzeć z niezwykłą dokładnością. Astoria nie była jednak równie skłonna podzielać jej pewności. - Do wieczora? - powtórzyła spokojnie. Nie zabrzmiało to jak drwina. Raczej jak chłodne zakwestionowanie wniosku, który został wyciągnięty zbyt szybko. - Mam nadzieję, że masz rację. Naprawdę - zaczęła neutralnym tonem. - Ale obraz wart tyle, co ten, nie znika przypadkiem. Ktoś musiał wiedzieć, czego szuka, kiedy zabezpieczenia są najsłabsze i przede wszystkim jak je obejść. Jej spojrzenie zatrzymało się na twarzy Millie. Nie było już w nim wcześniejszego chłodu. Została czujność. - A skoro ktoś poświęcił wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować wszystko z taką precyzją, byłabym ostrożna z zakładaniem, że równie szybko pozwoli się znaleźć. Zrobiła krótką pauzę, po czym spojrzała na fiolki. - Zabezpieczyłaś wszystko, czego potrzebujesz? Dopiero po uzyskaniu odpowiedzi pozwoliła sobie na odrobinę bardziej osobistą obserwację. Przyglądała się czarownicy przez moment, jakby próbowała dostrzec pod szarym mundurem i zawodową pewnością siebie tę samą dziewczynę, która kilka miesięcy wcześniej siedziała przed sztalugą. - Dobrze. Nie będę cię zatrzymywać. Skoro rzeczywiście jesteś tu wyłącznie od zabezpieczenia śladów, nie ma sensu, żebym zabierała ci więcej czasu. Przez moment wyglądała tak, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz ostatecznie zrezygnowała. Nie zamierzała pytać, czy dziewczyna rzeczywiście jeszcze malowała. Nie zamierzała pytać, dlaczego tak łatwo wyrzuciła z życia coś, w czym kiedyś - pomimo całego swojego chaosu - naprawdę próbowała się odnaleźć. To nie była już jej sprawa. Detektyw pojawił się w galerii dopiero wtedy, gdy większość pracowników zdążyła już opuścić budynek. Czarownica przekazała mu całą przygotowaną przez siebie dokumentację. Jego postawa była spokojna i wyważona. Nie bagatelizował sprawy, ale też nie zachowywał się tak, jakby kradzież jednego obrazu była końcem świata. Przyjął informacje, przejrzał dokumenty i obiecał skontaktować się, gdy tylko uda mu się coś ustalić. Następnego ranka Astoria siedziała znów za biurkiem, choć od kilku minut nie robiła właściwie niczego, co mogłoby usprawiedliwiać tak wczesne pojawienie się w gabinecie. Przed nią leżał otwarty plik dotyczący skradzionego obrazu, uporządkowany z tą samą pedantyczną dokładnością co poprzedniego wieczoru, lecz kolejne strony pozostawały nietknięte. Westchnęła cicho, prostując się za biurkiem. Czekała. Nie lubiła czekać, kiedy sprawa nie znajdowała się już w jej rękach. Wbrew całemu sceptycyzmowi, który poprzedniego dnia nakazywał jej ostrożność, naprawdę miała nadzieję, że obraz wróci jeszcze tego ranka. RE: [Zima 69, 12.12 galeria OdNova | Astoria & Millie] My Fairy Queen - Millie Moody - 29.09.2026 Pojęcie "rano" było bardzo relatywne. Dla niektórych było to w pierwszych godzinach po świcie, dla innych każda godzina do południa łapała się pod szeroką definicję anglosaskiego rozeznania czasu: "after mindnight". I rzeczywiście dopiero w okolicach dziesiątej pani kustosz została poinformowana, że przy wejściu czekają brygadziści. Dwójka funkcjonariuszy dostarczyła niczym pocztowe ptaki prawidłowo zabezpieczony obraz. Ten obraz. Właściwy obraz. Mężczyźni zdawało się byli dość swobodni w swoim zachowaniu, cieszący się dość ciepłym dniem mimo zimowej aury, z łatwością dało ich się pociągnąć za język dlaczego dwójka osób, która jeszcze wczorajszego dnia ponoć zajmowała się tą sprawą, teraz nie stała u drzwi galerii spijać śmietankę równie szybkiej co skutecznej akcji magipolicji. Otóż brygadzistka - bez podawania nazwisk, choć tego Astoria przecież nie potrzebowała - odstawiła samowolkę i nie mówiąc nic nikomu znalazła winnych, wycisnęła z nich zeznania i wsadziła do paki, w trakcie gdy detektyw godziną popołudniową był na rozmowie u panny Avery. Zamiast nagrody spotkało ją jednak zawieszenie, bo formalności musiały być dopełnione, a ominięcie kilku procedur mogło - i najprawdopodobniej będzie skutkowało - mniejszą karą dla złodziei. Przyjemny człowiek, który jeszcze dzień wcześniej cierpliwie i rzeczowo zbierał dane, obecnie w pocie czoła nadrabiał jej zaległości formalne, gdy sama zainteresowana… – Cóż, to nie byłby pierwszy raz, gdy coś takiego się dzieje. Nie wiem na prawdę, czy ona myśli, że w ten sposób zostanie aurorką jak reszta jej rodziny? – zamyślił się funkcjonariusz, który i tak powiedział stanowczo zbyt wiele cywilowi, który absolutnie nie powinien o tym wiedzieć. Z drugiej strony… żal mu było Moody. Wiedział, że nawet gdyby dopełniła wszystkich formalności, to kto inny zbierałby laury za jej polowanie i jej rozwiązaną sprawę. Może chciał, żeby ofiara wiedziała. Może liczył na karmę. – No nic to Jeff, zwijamy się. Panno Avery jest już pokwitowanie, zapewne w przeciągu miesiąca przyjdzie do pani pismo z Wizengamotu z danymi prowadzących sprawę i terminem rozprawy. Z naszej strony to wszystko. Udanego Yule. Odmeldowali się i poszli. Tymczasem po rozpakowaniu obrazu okazało się, że do wewnętrznej strony skrzyni przymocowano taśmami coś jeszcze - skrawek płótna z idealnie namalowanym, czerwonym jabłkiem. Koniec sesji
|