![]() |
|
[Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja Horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia (/showthread.php?tid=5982) |
[Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Icarus Prewett - 23.04.2026 adnotacja moderatora
Rozliczono — Anthony Shafiq — osiągnięcie Bajarz V 2.09.1972
Posiadłość rodowa Shafiqów Nie wiedział, co go podkusiło, by wstąpić do muzeum w domu Shafiqów. Dzień był całkiem przyjemny, zapraszał do spacerowania i czytania na świeżym powietrzu. Miał więc ze sobą egzemplarz "Trzech nocy w Keanwood", który dostał poprzedniego dnia od Mony. Chciał znaleźć jakiś przyjemny kąt w parku i zaczytać się w tym dziele. Wziął też ze sobą ołówek, by zakreślić wszystkie historyczne nieścisłości, które Diana Darlington uznała albo za prawdę, albo wzbogacenie fabuły. Dzięki wczorajszej randce, a być może z jej winy, jego serce zatęskniło za czymś innym. Wspomnienia dawnych czasów, spędzania czasu razem z Moną na szkolnych korytarzach, rozmów… wszystko to przypomniało mu o swojej drugiej największej miłości. Równie trudnej, nagle urwanej, ale tylko pozornie. Serce Icarusa Prewetta dzieliło się na dwie części: pierwszą zajmowała Mona Rowle, drugą zaś historia. Być może ten sentyment sprawił, że gdy mijał posiadłość Shafiqów, postanowił wstąpić tam na moment, przyjrzeć się eksponatom w muzeum. Lokaje go znali, choć Icarus zauważył, że zdziwił ich jego widok. Wpuścili go oczywiście na wystawę, w ten labirynt korytarzy. Pamiętał, jak dawniej musieli go wyprosić przez to, że łaził dookoła przez blisko osiem godzin. Nie dlatego, że się zgubił, lecz przez to, jak urzekły go wszystkie stare pisma i artefakty. Już sam zapach tego miejsca przywołał wspomnienia młodzieńczej pasji. Bicie serca, gdy ujrzał lirę cesarza Nerona, doskonale zachowaną. Szatę Merlina. Hełm noszony przez Joannę D'Arc. Nieznany szerszej publice dialog Platoński. I wiele, wiele innych. Stanął przy pierwszym eksponacie. Gobelin z latającymi smokami znaleziony w walijskim hrabstwie Gwynedd. Pomyślał, że na pewno spodobałby się Monie. Smoki były jednak odtworzone według mugolskiej inwencji, brakowało im pewnych szczegółów, które znałby czarodziej. Jednak gobelin pochodził z czasów sprzed wprowadzenia Kodeksu Tajności. Już przed przeczytaniem tabliczki Icarus oszacował, że musiał pochodzić z trzynastego lub czternastego wieku. Kluczowe były nie tylko charakterystyczne elementy stylu, lecz również metoda wyplatania, a także kolorystyka. Każdy szanujący się historyk potrafił rozpoznać Indigofera tinctoria. Do zieleni smoka zapewne użyto malachitu. A i styl charakterystyczny był dla Isabeli Calvantes, wybitnej hiszpańskiej artystki gobelinowej, która długie lata spędziła w Walii z powodu nieudanego małżeństwa z jednym z miejscowych watażków, Llewelynem z Llanberis. Icarus musiał odświeżyć jednak swoją wiedzę, bo nie pamiętał, kiedy dokładnie artystka przebywała w Walii. Z rozmyślań wyrwały go czyjeś kroki. Chcąc nie chcąc, skierował spojrzenie w ich stronę. Ujrzał nikogo innego, jak Anadię Shafiq. Głos zamarł mu w gardle. Przypomniał sobie te wszystkie niewykorzystane szanse. Czemu nigdy się nie zbuntował? Nie wyszedł spod ojcowskiego skrzydła? Ze strachu czy z lojalności do końca pozostał u jego boku? RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Dearg Dur - 06.05.2026 Anaida była trudna do niezauważenia. Poza bystrością umysłu, cechowała ją aura, prezencja, którą bardzo ciężko było zignorować. W odbiorze była człowiekiem raczej szorstkim, ale bardzo konkretnym i przede wszystkim - skutecznym. Jako zarządzająca grupą archeologicznych zapaleńców musiała taka być, inaczej historykom zbyt łatwo byłoby się rozejść po piasku jak przyćpanym miodem mrówkom. Jej żołnierski niemal krok odbijał się echem po korytarzach rosłej rezydencji Shafiq’ów, pełniącej od czasu do czasu funkcję podobną do mugolskiego muzeum historycznego. Stale godziny wycieczek były z resztą podane do oficjalnej informacji, zdarzało im się też gościć bachorzęta z Promyczka, Słoneczka, czy jak ten składzik na dzieci się nazywał. Drugiego września Icarus miał sporo szczęścia, ponieważ Anaida była w szampańskim nastroju. Potwierdzono jej pozwolenia i wszelkie dokumentacje na wyprawę do Maroko i to bez dopraszania się w ulubionym Ministerstwie Spraw Wszelakich Poza Anglią. Jej szata w kolorze khaki miała spore rozcięcia, odsłaniające spodnie wsunięte w wysokie do kolan buty, podobne raczej do tych, które nosili zawodnicy quidditchowscy. Burza loków okalająca jej przystojną, niosącą skojarzenia z Indiami twarz, zatrzęsła się w mało subtelnie skrywanym rozbawieniu. Podparła się o jeden z filarów przy korytarzu, cmokając na Prewetta jak na konia. - Proszę, proszę… ciągnie wilka do lasu co? - parsknęła, przenosząc wzrok na gobelin i krzywiąc się nieco na fakt, że nieoczekiwany gość wybrał sobie do podziwiania cokolwiek nowożytnego. - Zmienił Ci się gust przez przesiadywanie w otoczeniu butelek czy co? Imperium upadło w Twoim sercu na rzecz naściennych mugolskich szmatek? Nie przyzwyczajaj się do niego, jak tylko przywiozę dywany z Maroka… będzie czym sycić oczy. Mauretańskie cudeńka jeszcze sprzed wpływu Twoich ulubieńców. - z łatwością przeszła w przechwałki, ale zwyczajnie zadra po jego odmowie była zbyt wielka, żeby teraz nie przepuścić okazji, nawet jeśli strzelała na ślepo. - A może jednak już działa kultury tworzone pod wpływem… niekoniecznie alkoholowym? Gdyby tylko był w okolicy jakiś znawca… - teatralnie przewróciła oczyma, po czym szturchnęła Icarusa w ramię i kiwnęła głową w stronę trzeciego piętra. - Chodź młody, założę się, że nie było Cię w starożytnym skrzydle i nie widziałeś tego co nazwoziłam w zeszłym roku. Nie wszystko jeszcze odrestaurowaliśmy, ale mamy autentyczny róg z nektarem, nasi klubowi pieczęciarze są o krok od przełomu, żeby zaczął się z niego znów lać płyn, którym raczyli się za Oktawiana Augusta. - kusiła bezczelnie, nie dbając w sumie o to, jakie interesy miał do jej rodziny syn Dedalusa. RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Icarus Prewett - 07.05.2026 Anadię Shafiq widać było z daleka. Jej loki, żołnierski chód... a potem, jak bardziej się zbliżała, ukazywała się wyniosłość spojrzenia, ten charakterystyczny grymas. Icarus znał ją pobieżnie, jeszcze z czasów, gdy wszystko było niekoniecznie lepsze, lecz inne. Gdy ojciec stanowił dla niego nienaruszalny wzorzec, jedyny punkt odniesienia. Oczy zaświeciły mu się na wspomnienie o marokańskich dywanach. Przypomniał sobie jedną książkę, pracę Holliday Bagshot o historii magii rozwijającej się na terenach dzisiejszego Maroka. Dzięki wspomnieniu przyjemnej, inspirującej lektury, skłonny był nawet zignorować zgryźliwe uwagi Shafiq. — To niezłe znalezisko. Niewiele zostało nam po dawnych plemionach berberyjskich, szczególnie sprzed czasów rzymskiego podboju... — rzekł, a natychmiast potem pożałował. Spojrzał w podłogę, w posadzkę tak boleśnie nudną w porównaniu do zaprezentowanych tu artefaktów. Nie zapytał więc o wpływy Kartagińskie, nie zapytał o szacowane datowanie, mimo że miał taką ochotę. — Nie wiem, co masz na myśli, Anadio. Nie widzę wokół żadnego znawcy nadającego się do tej pracy. Myślałem zresztą, że w Klubie Archeologicznym macie wielu porządnych historyków. Ot, na przykład Lanę Dolohov. Lub Cathala Shafiqa. Matko, ratuj mnie przed nierozsądnymi ambicjami — pomodlił się w duchu. Jednak, gdy usłyszał o rogu z nektarem, znów nie potrafił powstrzymać tej charakterystycznej ekscytacji. — Macie... macie róg z nektarem? I próbowaliście go odrestaurować? — podążył za Anadią, w stronę kolejnego eksponatu.— Gdzie go znaleźliście? Przecież od lat przeszukiwano Italię, wzdłuż i wszerz. Odnalazł się w jakiejś innej prefekturze? RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Dearg Dur - 12.05.2026 Trudno było orzec czy Anaida widziała co się z nim dzieje i konsekwentnie to ignorowała, czy może wobec zapatrzenia się w przeszłość, pozostawała zbyt gruboskórna, na wrażliwość emocjonalnych stanów byłego historyka. Choć czy rzeczywiście byłego? Czy tak łatwo było się wykrzewić miłość do zamierzchłych czasów, szczególnie żyjąc w wątpliwej jakości współczesności? - Cathal?! Błagam. Ten wolny elektron dostałby padaczki, jakby gdziekolwiek miałby się zapisać i odsuńcie bogowie mili od niego tę torturę: nie pełnić kierowniczego stanowiska na wyprawie! - zaśmiała się serdecznie, gdy próbował podsuwać jej pod nos rodzinę. - A Lana mam wrażenie, nie podetrze się nawet bez pozwolenia matki, pozwolisz, że podziękuję za taką współpracę. - W powietrzu zawisła sprawa tego, że Icarus już nie miał podobnego problemu. Był wolny jak - o słodka ironio - ptak. Teoretycznie mógł robić co chce. - Przekopano tak, ale nie możemy zapominać o tych robaczkach, które lubią świecidełka i zbyt łatwo mogą wpaść w posiadanie naszych zabawek. Prywatny mugolski kolekcjoner. Nie pytaj co musiałam zrobić, żeby to wyciągnąć z jego sejfu. - Przewróciła ostentacyjnie ciemnymi oczami, bo i nie to było najciekawszym elementem całej historii. - Obecnie jesteśmy na tropie łacińskiego manuskryptu, opisującego starożytny proces renowacji, który jednocześnie wypełniłby naczynie ponownie magią, ale też nie uszkodziłby go nowoczesnymi technikami. Trop prowadzi do Istambułu, ale nie mamy pewności czy to będzie oryginał, czy sanskryt. Jeśli mamy szczęście… to oba. - Trudno było w jej głosie nie wyczuć ekscytacji, pasji, która napędzała ją do działania, tajemnicy, którą chciałaby już mieć w swoich rękach, ciekawości domagającej się zaspokojenia. Przekroczyli próg prowadzący do starożytnego skrzydła, ale potem zamiast iść dalej korytarzem, odbili do jednego z regałów uginających się ręcznie spisywanymi katalogami przepływu dóbr przez dom Shafiqów. Icarus bez trudu mógł zobaczyć mało subtelnie puszczone do niego oczko, gdy kobieta pociągnęła za jeden ze starszych tomów, a regały otworzyły się przed nimi prowadząc do bardziej prywatnych komnat rezydencji. Machnięcie różdżki rozświetliło kandelabrami przechodzące w siebie jedna po drugiej sale. W szafkach przy ścianie znajdowały się narzędzia i odczynniki, na stołach pod szklanymi kopułami leżały eksponaty o różnych stopniach zabrudzenia i zniszczenia. Po chwili dotarli do niego. Za szybką leżał niepozorny róg. Matowy, zaskakująco skromny, choć przykuwała uwagę łacińska inskrypcja: COPIA TIBI AETERNA - Niestety, powłoka wydaje się mało interesująca. Mugole. - mruknęła niezadowolona, w jednym słowie mieszcząc całą swoją irytację, która równie nagle co się pojawiła to odpłynęła. - Chcesz go potrzymać? - zapytała ponownie podekscytowana, samej wiążąc sobie czarną burzę loków ciasno na karku, by nie przeszkadzały jej w oględzinach skarbu. RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Icarus Prewett - 21.05.2026 Icarus już od dawna nie widział się jako prawdziwego historyka, szczególnie nadającego się do jakiejś poważnej organizacji. Miał wiedzę? Owszem, temu nawet sam nie mógł zaprzeczyć. A jednak, brakowało mu siły przebicia. Ojciec zawsze ją miał, potrafił utrzymać swą niezależność, wyrobić sobie reputację w kręgach historycznych. Co mógł zrobić zwykły bękart, który wciąż chował się za nieżywym autorytetem? A jednak, słowa Anadii rozbudzały w nim dawną pasję. Kochał historię, wciąż prenumerował Horyzonty Zaklęć i śledził nowinki archeologiczne. Tęsknił za tym. Za przesiadywaniem godzinami w archiwach, za tłumaczeniem starożytnych tekstów, za tymi wszystkimi artefaktami, które przychodziło mu oglądać. Nie był widmowidzem jak Dolohovówna, nie poradziłby sobie na niebezpiecznej ekspedycji, ale to, co reszta świata uważała za skrajnie nużące w pracy historyka, on uznawał za pasjonujące zajęcie. Widok rogu obfitości sprawił, że Icarus wstrzymał oddech. Tego przedmiotu mogli dotykać wcześniej cesarze. Wielcy rzymscy dostojnicy. Może nawet Cyceron? Plutarch? — Ruiny Konstantynopola skrywają zapewne wiele manuskryptów, których jeszcze nie było dane nam zobaczyć — odparł z lekką nutą żalu. Złupienie tego wspaniałego miasta i ostateczny upadek Rzymu sprawiały, że robiło mu się przykro. Tyle straconych źródeł… — Może któryś z arabskich kronikarzy to przepisał? Któryś z wielkich alchemików Lewantu? Naiwnie uwierzył Anadii, że uda się znaleźć manuskrypt. Te niestety miały to do siebie, że zjadały je czas lub ogień różnorakich konfliktów i wojen. Ślady przeszłości były regularnie zadeptywane. Odnowienie rogu byłoby jednak prawdziwym przełomem. Na pytanie Anadii żywo pokiwał głową niczym dziecko, które po raz pierwszy miało przytrzymać wymarzoną zabawkę. Wziął róg ostrożnie w dłonie, starał się nie naruszyć powłoki, ale jednocześnie przyjrzeć się szczegółom. — Widzę tu ślady nieudanych prób renowacji. Mugole w pewnym momencie uznali, że antyk należy pozbawić wszystkich kolorów. Jestem przekonany, że taki przedmiot nie wyglądał tak w oryginale. Owidiusz opisuje przecież róg jako zesłany przez bogów, coś spoza świata ludzkiego poznania. Choć myślę, że same farby mogły się najzwyczajniej nie utrzymać — westchnął. RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Dearg Dur - 08.06.2026 Gdyby tylko Anadia miała możliwość poznać myśli Icarusa, zaśmiałaby się tak głośno i serdecznie, że słyszeliby ją w całym domu. Wcale nie uważała, żeby jej towarzystwo było jakąś dobrze zorganizowaną organizacją, a co dopiero mówić o powadze? Bogaci hobbyści zrzeszali się, fluktuowali od grupki do grupki, a jedyne czym stało rzeczywiście jej ugrupowanie, to rodowe dziedzictwo Shafiqów, których dom przypominał rozległe muzeum bardziej nawet niż Galeria z odNową w tytule. Co ciekawsze eksponaty zawsze podkradali im Niewymowni na granicy, ale baza lokalowa rodu sprzyjała, zwłaszcza gdy trzeba było znaleźć robotę młodym amatorom historii i artefaktów. Icarus wciąż był młody, oczywiście, ale nie był już takim podlotkiem ledwie od ziemi odrośniętym. Dedalus dobrze go wykształcił, mimo wszystkich przywar tego starego dziada, pozostało w Icarusie wiele wiedzy, jakby ten sam był księgą o bardzo, bardzo złożonym i przekrojowym spisie treści. Z niekłamaną przyjemnością go słuchała, z równie niekłamaną przyjemnością obserwowała jak z uwagą bada przedmiot i wypluwa z siebie całkiem trafne diagnozy. – Długo zamierzasz się prosić hę? – podparła się pod boki, pozwalając mu obrać w palcach artefakt, który sam w sobie mogli dotykać tylko nieliczni. – Potrzebujemy ludzi Prewett, a Ty się marnujesz! Nie czytałeś swojego horoskopu? Na niebie pojawiły się nowe gwiazdy, czas obrać kurs i znowu kopać studnie, o której zapomniałeś na kilka lat. – Rozciągała przed nim wizję, jak rasowa przekupa, choć jej prezencja nie pozostawała złudzeń, że mężczyzna miał szczęście i trafił na jej dobry dzień. Inna rzecz, że Anadia rzadko dawała mu odczuć, że to nie jest jej dobry dzień. Może po prostu lubiła ten cichy profesjonalizm, który ze sobą przynosił? – Wpisowe nic nie kosztuje, a ja potrzebuję Twoich oczu i rąk na ile? Tydzień? Przecież masz tam w tym swoim barze jakiś pracowników, ufasz im, nie musisz cały czas im patrzeć na ręce do licha! – parsknęła. – Co Cię powstrzymuje Icarus? Tak z ręką na sercu? Widzę, żę oczy Ci się świecą jak dwa wielkie galeony, nic tylko torba w dłoń i łapiemy za świstoklik. O co chodzi? Mi przecież możesz powiedzieć, czemu postanawiasz układać się okoniem do tego co tak kochasz? Na kogo mam nasłać oprychów he? – zapytała pół żartem pół serio, wpatrując się jednak w Prewetta wyczekująco. RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Icarus Prewett - 12.06.2026 Co mu przeszkadzało? Teoretycznie nic. Do historii wracał ukradkiem, kiedy nikt nie patrzył. Czytał książki, analizował manuskrypty zostawione przez ojca. Czasami wpadały mu do głowy pomysły, które nadawałyby się do niedokończonej książki. Tematy, o które mógłby zahaczyć, zagadnienia, które mógłby poruszyć, tezy, które mógłby sformułować. A jednak, nigdy nie siadał do pisania, bo wtedy przychodziły wspomnienia. Sylwetka ojca, jego głos mówiący Icarusie, jeszcze nie jesteś gotowy. Tak, jakby sam, bez Dedalusa nie był w stanie nic zrobić. Ostatnio jednak wyszła sprawa z listami. Stare kłamstwo wyciągnięte z grobu człowieka, którego w Grecji dosięgnęła klątwa. Icarus zaczął zastanawiać się nad innymi słowami Dedalusa. Czy naprawdę nie mógłby sobie poradzić sam? A może mógł oddzielić historię od własnych historii z ojcem? Kochał ją. Każda nowa rzecz, której się dowiadywał, każde opracowanie, nowa lektura, napawały go nieopisaną radością. A teraz, kiedy trzymał róg obfitości, z którego mogli pić rzymscy cesarze, wydawało się mu, że znalazł się w raju. Propozycja Anadii nie była głupia. Jej głos brzmiał cholernie przekonująco, a chwilowy, niespodziewany przypływ wiary w siebie tylko to umocnił. Icarus Prewett, historyk Schrodingera, mógł wreszcie ruszyć własne żałosne życie z miejsca. A jednak… coś go powstrzymywało. – To zaszczyt, Anadio. Naprawdę. Tyle, że… – Tyle, że co? Sam nie wiedział. – Obawiam się, że możesz się na mnie zawieść. Zawsze pracowałem z ojcem i teraz, na bogów, sam nie wiem, czy sobie poradzę. Chciałbym ci pomóc, ale co jeśli moje kompetencje okażą się niewystarczające? – Oddał jej róg i wcisnął dłonie do kieszeni. – Miałem ostatnio dużo problemów i nie jestem wybitnie stabilną osobą. Teraz jest dobrze, ale zaraz może znowu się zrobić fatalnie. Choć może… trochę taki jest sens historii, nie uważasz? Nigdy nie będzie ani wiecznej utopii, ani wiecznej dystopii. RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Dearg Dur - 25.06.2026 Pffnęła na niego. Dosłownie - ściągnęła usta i wypuściła powietrze w ostentacyjnym pffnięciu. – Zawieść? Icarus, za kogo Ty mnie masz powiedz? To nie jest rozmowa o pracę, tylko zaproszenie do wspólnej zabawy, nic mniej nic więcej. No i kilka dni w miesiącu warto żebyś wpadł tutaj i dokonał nieco ręcznej roboty, a jak będzie jakiś wyjazd zgodny z Twoją ekspertyzą to po prostu dam Ci znać. - wzruszyła ramionami, wciąż wyraźnie rozbawiona, jej głowa sama kiwała się na boki w mało milczącym niedowierzaniu. - Nie chcę Ci wpychać ciastek na siłę, jak nie masz na nie ochoty. Ale na tyle na ile się orientuje, to na dużą ilość problemów robi dobrze stabilne hobby i grupa ludzi, która podziela Twoje zainteresowanie. Żaden ze mnie magihipnotyzer, po prostu… nic mnie tak nie odpręża jak dobrze poprowadzone wykopki. I potem mogę dalej grzęznąć w administracyjnych pierdoletach, to mnie pozytywnie nakręca rozumiesz? I jak ja to widzę, kochasz historię, a na co dzień pewnie nie obcujesz z nią zbyt często? - Na moment jej oczy złagodniały, a uśmiech stał się mniej prześmiewczy. - Jak zakładałeś te swoją pijalnie, to też bałeś się, że sam sobie nie poradzisz? Zarządzasz tą miejscówką, zarządzasz ludźmi, utrzymujesz się na powierzchni. Pamiętaj że o szerokim zakresie wiedzy świadczy też i to, że wiesz w których punktach cieniujesz. Od tego jesteśmy… grupą. Kółkiem archeologicznym. Żeby się wspólnie inspirować, wymieniać doświadczeniem i wiedzą. Tutaj sam to se zrobisz kupę na stronie podczas wyjazdu. - zaśmiała się ze swojego żartu, choć może po trosze próbowała rozładować napięcie. Dorosły chłop a zachowywał się jak dzieciak dentysty w sklepie ze słodyczami. - Ale to wiesz… zmusić Cię nie zmuszę. Prześpij się z moją propozycją i napisz mi, czy mam Cię wpisać na listę chętnych i dopuszczanych do tych pięknych komnat mojej rodziny, które potrzebują czułej opieki nie tylko domowników. - dodała po raz ostatni swoją ofertę, bo też mimo skorzystania z tego nieoczekiwanego spotkania, nie zamierzała go przyciskać do ściany i wymuszać autografów na dokumentach. W sumie to nawet się cieszyła, że Prewett poszedł w branżę alkoholowo-usługową, a nie założył swojej ekipy. Prywaciarze wykańczali shafiqowe kółko historyczne, podkradali im członków i zawodowych klątwołamaczy i Anadia była wygłodniała nawet chłopca u progu badaczowej dorosłości. Finalnie jednak nie chciała wyjść na zdesperowaną. - Chcesz zobaczyć co jest obok? Odtwarzamy Callanish Stones, aby na bazie tego druidycznego kręgu zrobić prawidłowe mapowanie neolitycznego nieba. RE: [Jesień 72, 2.09, Posiadłość rodowa Shafiqów] Icarus & Anadia - Icarus Prewett - 29.06.2026 Śmiała się z niego. Anadia Shafiq nie ubolewała nad Icarusowym nieszczęściem, lecz jak gdyby nigdy nic pffała. Wydało się mu to początkowo nieco dziwne, ale jednocześnie orzeźwiające. Ten śmiech sprowadzał go na ziemię. Na Matkę, oczywiście, że kochał historię. Ba! Już od czasów Hogwartu wprost brylował w tej dziedzinie. To nie była nawet żadna egoistyczna myśl, lecz prawda. Był w tym dobry. Świetny nawet. Nie powinien dawać nikomu sobie wmówić, że sprawy wyglądały inaczej. – No dobrze – westchnął, gdy Anadia skończyła mówić. Cholera, co mu szkodziło rzeczywiście się tam zapisać? Skoro był to zbiór hobbystów, może mogłoby mu to pomóc wrócić do dawnej pasji. I oczywiście oderwać myśli od nałogu. – Wiesz, co? Nie chcę czekać z dopisywaniem się, bo jeszcze będę nad tym rozmyślaj i, nie daj Matko, mi się odwidzi. Chętnie wstąpię do klubu i pomogę z najbliższym projektem. Bywały chwile, kiedy trzeba było podjąć impulsywną decyzję. Icarus znał swoje niezbyt zdrowe tendencje do kolejnych to pomysłów, których później nie realizował. Jeszcze by musiał myśleć nad treścią listu, przypomniałyby mu się jakieś słowa ojca czy choćby Londyn stanąłby w płomieniach. Wszystko mogło się zdarzyć i każda najdrobniejsza rzecz mogła okazać się impulsem, przez który Prewett by najzwyczajniej zrezygnował z pomysłu. A potrzebował kroku do przodu. I tego uczucia, niemal uzależniającego. Kiedy obcował z historią, wydawało mu się, że był tam, gdzie powinien. Podobnie się czuł w towarzystwie Mony. – Oczywiście, że chcę – uśmiechnął się w odpowiedzi na propozycję przejścia do następnego eksponatu. Nawet jeśli ze stresu ściskał mu się żołądek, po raz pierwszy od dawna czuł się, jakby wrócił do domu. Koniec sesji
|