Secrets of London
[17.10.1972, Grasmere] Czarny posłaniec - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [17.10.1972, Grasmere] Czarny posłaniec (/showthread.php?tid=6000)



[17.10.1972, Grasmere] Czarny posłaniec - Victoria Lestrange - 02.05.2026

17.10.1972, wczesny wieczór //

Jajo leżało w żarze dobrą dobę. Dobę, podczas której działo się naprawdę sporo dziwnych rzeczy – zwłaszcza popołudniu po spotkaniu poltergeista i zamieszaniu w Domu Mody. Zastanawiała się co teraz, czy w ogóle będzie do czego wracać, co budować, czy zupełnie nie… Ale teraz musiała już odrzucić te wszystkie niepotrzebne myśli i wątpliwości na bok, bo ktoś wymagał pełni jej uwagi.

Podwinęła rękawy i klęcząc na podłodze swojego salonu, wsadziła obie dłonie prosto w ogień kominka, który podtrzymywany był pilnie przez nią i skrzatkę od wczoraj. Chwyciła jajo i zaraz przełożyła go do garnka, by mogło wytracić swoją temperaturę. Już teraz widziała na jego węglowej powierzchni drobne pęknięcia, z których zaczęło się sączyć światło. Zaraz uniosła garnuszek i położyła go na stole, a sama rozsiadła się na kanapie i zajęła książką, ale prawdę powiedziawszy, to nie do końca umiała się skupić. Co chwila zerkała do garnuszka, jakby to miało przyspieszyć cały proces.

Pęknięć przybywało, a w końcu usłyszała odgłos jakby… stukania, łamania? Coś poruszało się wewnątrz jaja i choć kusiło mu pomóc, to było dla Victorii oczywiste, że pewnych rzeczy przyspieszyć nie można… Czekała więc – teraz już nawet nie udawała, że czyta i po prostu odłożyła książkę, ramiona oparłszy na stole i patrzyła.

Maleńki dziobek w końcu przebił się przez skorupkę, a z ust Victorii wydobyło się ciche westchnięcie zachwytu. Jeszcze kilka ruchów i góra skorupki całkiem się obsypała i oczom kobiety ukazał się maluszek, nieopierzony, nieporadny pisklak. Uśmiechnęła się mimowolnie – bo oto na jej oczach narodziła się bardzo szczególna sowa, o którą trzeba było teraz zadbać, bo nie miała swojej sowy-matki, która go odchowa.

Victoria wychowywała już dwa koty (z czego jeden nadal był kociakiem), wierzyła więc, że i z sową sobie poradzi. Musiała się tylko upewnić, że koty nie zrobią pisklakowi krzywdy.


Koniec sesji