Koncepcja postaci
Kożuch jest starym, białym kocurem z ulicy. Choć kiedyś był biały, ma kolor popiołu, dymu palonych śmieci i śniegu zalegającego pod krawężnikiem. Futro nosi wiecznie brudne, skołtunione i przesiąknięte zapachem smoły, alkoholu oraz taniego tytoniu. Jedno ucho ma postrzępione po dawnej bójce, pazury stępione od chodzenia po dachach i brukowanych zaułkach. Spojrzenie tak zgryźliwe, jakby od lat obserwował ludzi wyłącznie po to, by utwierdzać się w przekonaniu, że są idiotami. Żyje głównie na ulicach. Włóczy się od speluny do speluny, od Białego Wiwerna po Eurydykę, a zna go niemal każdy. Nie dlatego, że jest szczególnie lubiany, po prostu trudno zapomnieć gadającego kota z ciętym językiem i pyskiem starego pijaka. Wskakuje na lady, rozwala się na parapetach i komentuje życie gości z bezlitosnym sarkazmem, który dziwnym trafem zawsze trafia w punkt. Kożuch żywi się głównie z bajdurzenia. Sprzedaje plotki, podsłuchane sekrety i półprawdy. Czasem przyniesie skradzione świecidełko wyciągnięte z kieszeni śpiącego czarodzieja. Innym razem po prostu siada przy stole i zaczyna mówić. O polityce, o duchach w kanałach, o romansach bogaczy, o czarodziejskich legendach. Po kilku minutach wszyscy już słuchają. Zapłatę przyjmuje najchętniej w whisky ze spienionym mlekiem. Pije ją powoli, z godnością upadłego arystokraty, choć wygląda bardziej jak zmoknięty kołtun. Twierdzi, że mleko łagodzi smak alkoholu, a alkohol łagodzi życie między ludźmi.
Pytany o swoją przeszłość, za każdym razem opowiada inną absurdalną historyjkę. Raz utrzymuje, że pracował jako Główny Myszołap Wizengamotu i został wyrzucony za pijaństwo i akt urynacji na akta. Innym razem opowiada jak za młodu był jeszcze niebieskim persem, a jego były człowiek to arabska szycha, a nawet szach. Niestety podrapał mu latający dywan, a ten wymienił go za kozę. Bywają też historie o piratach, wiedźmach, klątwach i romansach z kocicami z najbogatszych rodów. Prawda jest znacznie bardziej żałosna. Kożuch należy, a właściwie należał, do starej Figg, mieszkającej w małej chatce pod Londynem. Nie zaskarbił sobie miejsca w jej sercu, bo nigdy nie potrafił pięknie zamruczeć jak inne koty. Zamiast miękkiego pomruku wydaje z siebie niski, chrapliwy dźwięk przypominający bardziej kaszel starego alkoholika niż cokolwiek przyjemnego. Wyrzuciła go na bruk podczas deszczowej nocy, razem z obtłuczonym kubkiem.