Secrets of London
[08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów (/showthread.php?tid=6060)

Strony: 1 2


[08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Helloise Rowle - 25.05.2026

POCZĄTEK SPALONEJ NOCY


Helloise & Bertie


[Obrazek: imgproxy.php?id=AvOFdZW.png]

W dniach przed Spaloną Nocą rosła w Helloise obsesja, która przez pożary nie zdołała rozwinąć skrzydeł — koty, czy raczej ich brak w Dolinie. Gdzież podziały się wszystkie te bezpańskie dachowce i brudne łachudry? Tego czarownica zamierzała dojść i z tegoż powodu ledwie dzień wcześniej próbowała wykraść kota Tessy Longbottom.
Również tego wieczora, uzbrojona w szmacianą torbę pełną smaczków dla kotów, Helloise wyruszyła na łów. W wyciągniętej przed siebie ręce niosła puszkę nęcącą intensywnym zapachem ryby, lecz próżno się czarownica rozglądała i błądziła, a nawet weszła między pierwsze domy przy granicy mieściny. Nie napotkała ani jednego kota. Gdy zaczęło się ściemniać, zniechęcona zawróciła ku wrzosowiskom, aby przed powrotem do chaty zaczerpnąć jeszcze świeżego powietrza i przespacerować się, bez celu tym razem.
Snuła się więc jak widmo pomiędzy fioletowymi krzewinkami, kiedy spadł na jej policzek pierwszy szary płatek. Wiedźma uniosła głowę, spoglądając w ciemniejące niebo. W powietrzu wirowało coraz więcej drobin brudnego prochu. Wyciągnęła w górę dłoń, a gdy na smukłych zielonkawych palcach osiadło nieco popiołu, zlizała go w zaciekawieniu.
Westchnęła, po czym pogrążona głęboko w rozważaniach o nietypowym opadzie, położyła się na ścieżce wśród wrzosów. Znajdowała zawsze niewytłumaczalny komfort w zaleganiu przy ziemi, mimo że ubity, nierówny grunt nie był łożem miękkim.
Leżąc tu na plecach, z rękami rozpostartymi po bokach krzyżem, kobieta mogła wygodnie patrzeć w zasnute obłokami szare przestworze i sypiący z niego popiół. Ciemne płatki odznaczały się plamkami na jej bluzce białej, haftowanej w kwiaty. Obok rozciągniętej na ziemi czarownicy leżała wciąż otwarta puszka kociego jedzenia, a w palcach Helloise trzymała ułamaną gałązkę wrzosu i bawiła się nią bezwiednie, poświęcona bez reszty kontemplacji.


RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Bertie Bott - 29.05.2026

Koty. Koty nie do końca zajmowały teraz głowę Bertiego. W sumie to w ogóle nie miały one miejsca w jego jaźni, jakby uciekły dokładnie tak samo jak i te żywe, albo chowające się przed strasznościami które kryły się w Kniei, albo zostały przez nie pożarte (czego całe szczęście biedny Bott nie wiedział, bo by mu chyba połowa włosów wypadła). Co innego było dla niego problemem - terror, który sypał się właśnie z nieba. Szarawe płatki popiołu nie były czymś, co należało traktować w tych rejonach ze spokojem, a już w szczególności nie w momencie, kiedy te sypały gęsta z nieba, szczególnie kiedy zdawało się że robiły to dosłownie wszędzie. U niego na posesji, w sadzie, po ścieżce którą obrał i wreszcie na wrzosowiskach. Tak, wrzosowiskach, bo Bott uznał się biegnięcie na przestrzał przez barwiące się wrzosy to był idealny sposób by dostać się w bardziej ucywilizowane rejony miasteczka.

Nie biegł ścieżka, a przynajmniej nie tą jasno wytyczoną między krzewinkami i dlatego też nawet nie zwrócił uwagi na podejrzanie poruszające się gałązki, które pewnie każdego innego razu przykułyby jego spojrzenie. Jeśli więc Helloise liczyła na to, że sobie spokojnie poleży, to szybko się przeliczyła, bo została prawie stratowana. Prawie, bo Bertie całe szczęście nie przebiegł po niej tak zwyczajnie, zamiast tego zahaczając o nią stopą, przelatując nad nią i lądując we wrzosach.

- Pani Heluniuuu - zawył, bardziej martwiąc się oczywiście o czarownicę, a nie o siebie. - Nic pani nie jest? Słodka Matko, łaskiś pełna, niech mi pani powie że wszystko dobrze. Ja przepraszam, naprawdę, przepraszam. Ale czy pani widzi co się dzieje? Koniec, to koniec! - mężczyzna wyrzucał z siebie kolejne słowa niezwykle szybko, próbując jednocześnie podnieść się z ziemi i stanąć na równe nogi, jednocześnie się przy tym otrzepując, ale nawet nie z ziemi tylko nerwowo strącając osadzający się na flanelowej koszuli popiół.




RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Helloise Rowle - 08.06.2026

Czarownica wydała z siebie krótki okrzyk zaskoczenia, gdy zawadziła o nią cudza stopa i rozciągnęła się nad nią ogromna z tej perspektywy sylwetka mężczyzny. On runął, ona zamrugała kilkukrotnie i podniosła się na łokciu, aby na niego spojrzeć.
Oto padł obok niej Bertie Bott — miłośnik zwierząt. Z tych spacerujących po jego posesji futrzastych i pierzastych towarzyszy kojarzyła go więcej niż z fasolek. Słyszała o jego cukierkach, widziała je na półkach sklepowych, lecz nigdy nie podkusił jej ten markowy wyrób Botta. Wiedziała za to, że on otaczał się żywymi istotami i dbał o nie — musiała w nim więc być jakaś iskra dobra.
Rozpoznawszy jego tożsamość, kobieta opadła z powrotem na ścieżkę. Nic nie robiła sobie z jego nerwowego podniecenia. Była powolna, ociężała. Na jej twarzy malował się grobowy spokój.
— To od dawna jest koniec — powiedziała głucho, a w jej głosie pobrzmiewało dalekie echo smutku. — Wszystko kończy się od Beltane. Doprawdy, potrzebujemy Jej łaski.
Niebo mogło szarzeć, mogło czernieć i mogło rozpaść się na kawałeczki — te apokaliptyczne obrazy pasowały do tego, co ostatnimi czasy działo się w Dolinie oraz wśród drzew Kniei. Pomiędzy widmami i anomaliami ten popiół nie wywołał w Helloise aż takiego wstrząsu. Nie wybiegała jeszcze myślami aż tak daleko w przód, aby choćby próbować przewidywać, co to wszystko oznacza i jak mroczna noc przed nimi. Popioły tu pasowały. Nie rozumiała, dokąd Bottowi było tak spieszno.
Czarownica zamknęła oczy, nasłuchując. Skoro niebo płakało nad Doliną, być może i ziemia ozwie się do niej jakim dudnieniem bądź wstrząsem, który by przypieczętował ten koniec.


RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Bertie Bott - 10.06.2026

Wydali z siebie zaskoczony okrzyk oboje, aczkolwiek ten Bertiego był zdecydowanie głośniejszy i mocniejszy. Wydobył się pełną piersią, wiedziony po części strachem, który kazał mu tak szybko biec przez wrzosowiska. Nie był to strach paniczny, co pewnie warto byłoby zaznaczyć, bo Bott doskonale wiedział gdzie biegnie i po co - żeby ratować wszystko co się da, skoro swoje domostwo zostawił pod bezpiecznym okiem pracownika. Zwierzątka miały być zabezpieczone, budynki tak samo. Pozostawało więc działać w sprawie innych.

Mimo tego strachu i jakiejś nietypowej dla niego zaciętości, słowa Helloise wyraźnie wybiły go z rytmu. Podniósł, strzepnął ubranie, ale robił to jakby wolniej i wolniej, w takt wypowiadanych przez nią słów. To co mówiła brzmiało bardzo fatalistycznie i depresyjnie, a on nie był specjalistą - nie wiedział więc czy mógł udzielać rad psychologicznych. I to takich, które by działały.

— Pani Heluniu, ja wierzę, że Matka ma nas w swojej opiece — zapewnił ją na wstępie. Szkoda tylko, że dzisiaj chyba miała ich jakoś mniej, postanowiwszy zesłać im na głowy kataklizm. — Ale pada! Pada, pani to widzi? Szare, okropne, złe. NIENATURALNE?! Matka nam nigdy by czegoś takiego nie zrobiła!- wytarł dłoń w koszulę, ale po to by zgarnąć z niej szare smugi i pokazać jej to prosto przed twarzą.




RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Helloise Rowle - 12.06.2026

Słuchając Botta, Helloise wtuliła nos we wrzosy rosnące przy ścieżynie. Przykrywała kobietę stopniowo miękka kołderka szarych popiołów. Nie spieszyło jej się nigdzie.
Otworzyła oczy dopiero, gdy poczuła ruch przy swojej twarzy. Zaskoczona zatrzepotała kilka razy rzęsami i spojrzała na wyciągniętą do niej dłoń Bertiego. Uniosła własną rękę i złapała nadgarstek mężczyzny, przyciągając go bliżej. Rękawy lekkiej bluzki czarownicy zsunęły się po chudych przedramionach. Mimo że wiedźma chwyciła Botta stanowczo, mógł się w każdej chwili bez trudu wyszarpać.
— Co dziś upiekłeś? — zapytała, niewidzącymi oczyma próbując przeniknąć warstwę popiołów na skórze Botta i wtargnąć do jego kuchni. Potarła kciukiem szarawy brud, jakby to miało pomóc jej w tym zadaniu. Śledziła wzrokiem wzory, w jakie układały się na nim smugi niczym wróżbitka czytająca z linii dłoni.
Być może i to nie Matka odpowiadała za zesłanie owego upiornego deszczu, lecz ach, niewiele to dla Helloise zmieniało. Cóż by miała z tym zrobić?
— To nienaturalne — przytaknęła. — Tak samo jak wszystko, co dzieje się ostatnio w lesie. Być może to jakiś sposób… może to ma coś zmienić? Czy ty mi potrafisz powiedzieć, skąd to się bierze? Po co pada? — Momentami czarownica brzmiała zupełnie przytomnie, w drugiej chwili: jakby żyła w zupełnie innym świecie niż pan Bertie Bott i nie miała kontaktu z obiektywną rzeczywistością.


RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Bertie Bott - 16.06.2026

Gdyby tak na nią spojrzeć, bez upiornej otoczki całej sytuacji, wyglądałaby iście anielsko. Rozciągnięta pośród wrzosów, spokojna i wręcz do bólu nie pomna na jego lęki. Równie dobrze mogliby tworzyć jakiś obraz o końcu świata, gdzie on oddaje bezwolną panikę świata, a ona spokój kogoś, kto pogodził się ze swoim losem już dawno temu i w końcu dopatruje się prawdziwego wyzwolenia. Zazdrościł jej tej spokojności bardzo i gdyby tylko mógł, to chętnie by się nią zaraził. Niestety, ta nie rozprzestrzeniała się niczym choroba.

— Upiekłem? — Bertie na moment został wyrwany z panicznego, pośpiesznego rytmu. Wspomnienie o jedzeniu coś w nim wyraźnie poruszyło i zepchnęło umysł na nieco inne tory niż myślenie o popiele padającym z nieba. Co on właściwie dzisiaj…? Ah no tak. — Placek z czereśniami. Wziąłem je zamiast wiśni, żeby było bardziej kwaśne. To było na deser, a na obiad? Dusiłem dzisiaj karkówkę ze śliwkami, powinna pani spróbować, pani Heluniu, bo rozpadała się wręcz w ustach. Znaczy o ile pani mięsna… — Bott już zaczął się na poważnie rozważać, czy rozanielona Helloise jadała w ogóle mięso, bo wyglądała trochę na kogoś, kto jadłby tylko same roślinne posiłki, ale wyjątkowo duży płatek popiołu przeleciał mu przed oczami. — Nie! Pani Heluniu proszę mnie nie rozpraszać. Ja pani dam następnym razem ten placek, przysięgam, ale nie można tak leżeć pośród wrzosowiska, kiedy świat się kończy. A co jeśli te wrzosy się wreszcie zajmą ogniem? Widziałem straszny dym, oprócz tego że pada z nieba, coś na pewno już pali. Proszę, niech pani nie da się o siebie martwić, bo mi serce stanie, jak zmuszony będę tu panią zostawić samą! — złapał się zrozpaczony za głowę. — Ja nic nie wiem, a tak bardzo chciałbym wiedzieć. A co jeśli ten popiół nam spali całą Knieję? Co wtedy? Nic nie zostanie!!




RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Helloise Rowle - 18.06.2026

Więcej w niej było bezprzytomnego oddalenia od rzeczywistości niż anielskiego uroku. Patrzyła po tych popiołach obojętnie, jakby nie chciała wiedzieć, co one znaczą, i celowo wypierała złe myśli, które krążyły tak intensywnie po głowie Bertiego.
Wśród tej szarej beznamiętnej sceny pojawił się nagle kontrast w wizji apetycznego jedzenia. Gorące ciasto i aromatyczne mięso… choć słusznie Bott zgadywał, że Helloise za mięsami nie przepadała.
— Martwe zwierzęta nie chcą mnie zostawiać. Wchodzą między zęby. W ustach zostaje smak padliny… ale ty pewnie umiesz dobrze ukryć, że one nie żyją. — Był to swoisty komplement dla kuchni Bertiego, której legenda sięgnęła również chaty na kurzej stopie.
Helloise dumała chwilę nad tym, jak to by smakowała karkówka Bertiego Botta i czy byłaby dla niej potrawą ciężką do przełknięcia. Wtem z zamyślenia wyrwało ją to jedno słowo, na które reagowała równie wyraziście, co na własne imię: Knieja.
Patrząc na czarodzieja ostrożnie i czujnie, kobieta podniosła się ociężale z ziemi.
— Jak to? Czy ktoś chce spalić las? Cały? Kto by śmiał? — W głowie jej się to nie mieściło, potęga lasu bowiem wydawała jej się nienaruszalna i dominująca nad jakimkolwiek człowiekiem. — Skąd ogień? — Sama przecież żadnych płomieni nie widziała, tylko ten deszcz smutny, który ją pogrążył w melancholii. — Ja się spalić z wrzosami dawać nie zamierzam — oświadczyła czarownica, jakby to miało uspokoić te zmartwienia Botta.
Spłonąć w Kniei to już była zupełnie inna rozmowa i gdyby las — wedle wróżby Bertiego — rzeczywiście miał zostać cały skonsumowany przez płomienie, Helloise gotowa byłaby do niego wejść.


RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Bertie Bott - 23.06.2026

Blondyn zmarszczył nieco brwi, w jakimś bezradnym wyrazie, no bo kiedy czarownica opisywała jedzenie mięsa w TAKI sposób to było to niezmiernie niezręczne. Brzmiało niezwykle obrazowo, jakoś tak brutalnie i absolutnie niesmacznie. A przecież on zawsze się tak okropnie starał, żeby wszystko było pyszniutkie i nikogo nie przerażało! Może więc miała złe doświadczenia, a może nielubiła mięsa bardziej, niż wcześniej się tego spodziewał.

— Nie wiem! — uniósł dramatycznie ręce ku niebu, bo niestety ale na te pytania nie dostał odpowiedzi. — Nie wiem! — powtórzył też zaraz, mocno mierzwiąc wilgotne od biegu włosy i na moment nawet łapiąc je w garść. — Widziałem jednak, jak ten popiół zapala. Sąsiadowi zajęła się szopa, a jak biegłem w pani stronę, to widziałem jak krzaki parę metrów dalej też się zajęły. Ot tak, jakby to wcale nie był normalny popiół — pomijał już fakt, że tego typu zjawisko było kompletnie nietypowe dla wysp. — I bardzo dobrze. Bardzo dobrze, tak trzymać. No to przynajmniej tym mi pani na sercu ulżyła, bo ja bym absolutnie nie chciał widzieć pani, pani Heluniu, w płomieniach. Nie zasłużyła pani. — uśmiechnął się do niej nerwowo, nie zapominając oczywiście o chociaż odrobinie życzliwości.

— To co? Wstanie pani, pani Heluniu? Mogę nawet z panią do pani chatki się przejść, żeby sprawdzić czy wszystko jest okej. Co pani na to?




RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Helloise Rowle - 23.06.2026

Popioły zatem przyprowadziły ognie, mimo że to płomienie powinny wyprzedzać prochy. To ogień przeobrażał. Ogień oczyszczał. Helloise nie potrafiła się prawdziwie gniewać o zniszczenia poczynione przez żywioł, który oglądała codziennie jako mała dziewczynka — a jednak myśl o tym, że mógłby spopielić cały las dudniła w niej nieprzyjemną posępną pustką.
Na zamartwiającego się o jej życie Botta czarownica pozostawała niezmiennie obojętna.
— Przejść się do chaty? — Nie zrozumiała w pierwszej chwili, dlaczego Bertie chce iść właśnie tam. Powinni iść do lasu. Obróciła się w stronę, gdzie ścieżki prowadziły do Kniei. Powinni szukać odpowiedzi, co ten popiół z lasem uczyni.
Helloise postawiła pierwsze kroki ku ścianie drzew, lecz wtem jej stopa uderzyła o puszkę z karmą, którą sama czarownica tu przyniosła. Spojrzała na nią zdumiona, wytrącona z rytmu, zatrzymała się.
— Wyszłam tylko nakarmić koty — wymamrotała pod nosem. Stała chwilę i patrzyła w kocie jedzenie. Znów zgubiła wątek. — I muszę wracać nakarmić jagnię — wyszeptała, gdy przez apatię przebiło się wspomnienie bezradnego beczenia małej puchatej podopiecznej. — Mam w chacie jagnię — powiedziała głośniej, zadzierając głowę w górę, żeby spojrzeć mężczyźnie w oczy. — Trzeba je bardzo często karmić. Przejdźmy się.
Mięso jagnięcia było jej zawsze najwstrętniejsze. Pamiętała smak parującej mielonej jagnięciny we wspaniałej potrawie, której dokładne kształty zatarły się w pamięci — pozostało tylko widmo mięsnego smaku. Zjadła wówczas z apetytem, a później pozwoliła się skonsumować żalom. Jagnięta szły na rzeź tak młodo.


RE: [08/09/72] Ziołową babeczkę posyp szczyptą popiołów - Bertie Bott - 25.06.2026

Bertie nie zastanawiał się aż tak wnikliwie nad samą naturą zjawiska; nad tym, czy przeobrażał i w jakiej nienaturalnej kolejności się pojawiał. Dla niego było to po prostu dziwne, bo przestraszony umysł miał trudności ze skoncentrowaniem się na jakiś faktycznych faktach. Wciąż pozostawał jednak na tyle trzeźwy, by posiadać jakieś pojęcie co do tego, gdzie mogło być najbezpieczniej, albo na czym mogło ludziom zależeć. Zwykle gdy działa się katastrofa, ci martwili się o dobytek, dlatego też podsuwał w tym momencie Heli propozycję pójścia do jej chatki. Kto wie, czy już nie stała w płomieniach. Albo czy nie kopciły się jej kwiatuszki, czy przydomowe grządki.
— Koty? — zmarszczył najpierw brwi, jakby nie rozumiejąc, ale dość szybko jego twarz rozjaśniła się, kiedy natrafiła na puszkę karmy. Wrzosowiska były jego zdaniem trochę dziwnym miejscem na karmienie kotów, bo wydawało mu się że te zwykle chętniej krążyły wokół ludzkich siedzib, ale nie zamierzał czarownicy pod tym względem oceniać. Może się tutaj przeniosły po tym, jak po mieście zaczęły chodzić głosy, że tajemniczo zaczęły znikać, co było niewątpliwie martwiące, ale biorąc pod uwagę co czaiło się w Kniei, to nawet się nie dziwił że wszystko wariowało.
— Jagnię, tak. Chodźmy nakarmić jagniątko — powiedział wreszcie, stwierdzając że równie dobrze mogła być owca. — Miałem w tym roku parę jagniąt, więc wiem doskonale, jak dużo momentami wymagają opieki. Szczególnie kiedy brakuje im mamy, która zajęłaby się regularnym karmieniem. Ah, ma jakieś imię, to pani jagniątko?