![]() |
|
[13.08.1971] Każdego trzynastego - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [13.08.1971] Każdego trzynastego (/showthread.php?tid=6063) |
[13.08.1971] Każdego trzynastego - Brenna Longbottom - 26.05.2026 Był piątek trzynastego. Brenna doskonale o tym wiedziała, bo oznaczyła go kółeczkiem w kalendarzu już na początku roku, żeby przypadkiem nie robić na ten dzień planów. Żadnych spotkań na kawę z koleżankami, żadnych randek (nie żeby jakaś jej groziła), żadnych wypadów na sportowe wydarzenia, żadnych działań dla Zakonu Feniksa, żeby nie zarazić innych członków pechem i żadnych bardzo ważnych działań detektywistycznych (chociaż wyjaśnienie komuś, dlaczego muszą przełożyć nalot na dziuplę przestępców na sobotę mogłoby być trochę trudne). Dlatego w tym terminie zapisała sobie pod tymże kółeczkiem „spotkanie z Basiliusem”. Nie wiedziała jeszcze jak, gdzie i o której, ale była pewna, że się spotkają. Posłała mu nawet na wszelki wypadek karteczkę, czy pamięta, że pewnie widzą się jutro, i żeby nie planował niczego istotnego. Tym czego nie mogła przewidzieć, planując wszystko tak dokładnie, to były oczywiście czynniki zewnętrzne. Na przykład takie jak ataki śmierciożerców, którzy w piątek trzynastego nie robili sobie wolnego. Z początku oczywiście nikt nie wiedział czy to atak śmierciożerców czy coś innego – sąsiedzi jeszcze przed pojawieniem znaku powiadomili Ministerstwo o jakichś hukach w sąsiedztwie, i… cóż, skończyło się na tym, że Bren pojawiła się na miejscu w drugim rzucie, w samą porę, aby wygrzebać ze zwalonego domu poranionego, nieprzytomnego brygadzistę, który trzymał coś bardzo czarnomagicznego. Brenna nie znała się szczególnie na przeklętych przedmiotach, ale miała niejasne wrażenie, że jak coś było otoczone czernią, i ta czerń wrastała w ciało trzymającego to coś mężczyzny, to prawdopodobnie to było przeklęte. Miała wielką, wielką nadzieję, że nie stało się to wszystko tylko dlatego, że był piątek trzynastego, i że po prostu ona przez ten piątek trzynastego znalazła się na miejscu. W każdym razie dość szybko z Little Hangleton trafiła do Munga, pewnie w ramach zasady, że skoro ona już dotknęła przeklętego, to lepiej niech nie robią tego inni, jakby ta cała czerń miała się czepić także ich. Tak oto znalazła się w specjalnie zabezpieczonej izolatce, z Brygadzistą (któremu jeden uzdrowiciel podał jakiś eliksir i rzucił jakieś czary) i czarnomagicznym pudełeczkiem, czekając na Basiliusa. To znaczy na klątwołamacza, ale była całkiem pewna, że to będzie Prewett, nawet jak nikt jej tego nie powiedział. RE: [13.08.1971] Każdego trzynastego - Basilius Prewett - 30.05.2026 Nie było dobrze i to już od jakiegoś czasu. A dokładnie to od momentu, kiedy do szpitala coraz częściej trafiały osoby będące celem ataków Śmierciożeców. Basilius skłamałby gdyby powiedział, że jego praca kiedykolwiek była szalenie przyjemna, ale od kilku miesięcy atmosfera w Mungu stała się zdecydowanie bardziej ponura. Kiedyś większość jego przypadków składała się głównie na nieudolnie rzucone zaklęcia, czy przypadkowo złapane klątwy. Oczywiście zdarzały się też celowe ataki, ale nigdy wcześniej nie były one tak okropne i zorganizowane, jak to co działo się teraz. A dzisiaj na dodatek był piątek trzynastego. Oczywiście, że o tym pamiętał. A nawet gdyby jakimś dziwnym trafem tak nie było, to Brenna zadbała o to, aby dostał odpowiednie przypomnienie. Nie zdziwił się więc, gdy dzisiaj z samego rana wezwano go do zdecydowanie niecodziennego przypadku. Co więcej, nawet nie uniósł brwi, gdy magipielęgniarka oznajmiła mu, że czeka na niego wymiotująca brokatem pacjentka, której nie dość że wyrosły skrzydła strusia i róg jednorożca na głowie to jeszcze wydawała z siebie jedynie kocie dźwięki. Właściwie to nawet się ucieszył, bo to oznaczało, że może i Brenna miała dziwne zabawy, ale przynajmniej nie padła ofiarą ataku tych szaleńców. Potem jednak oblał go zimny pot, bo okazało się, że pechową pacjentką wcale nie była Brenna. A jeśli dzisiejszy nieklątwowy przypadek był tak szalony, to co do cholery wydarzy się, gdy zobaczą się z Longbottom? No cóż… Na odpowiedź nie musiał długo czekać, bo został wezwany do izolatki z informacją, że do jednego Brygadzisty doczepił się czarnomagiczny przedmiot, a druga Brygadzistka również mogła być przeklęta. Wszedł do pomieszczenia i… Niemal nie odetchnął z ulgą. Brenna wyglądała dalej jak człowiek, nic jej nie wyrosło i nigdzie nie widział śladów czegoś gorszego niż brokat. – Jak jest źle? – spytał kontrolnie nie tylko o to aby poznać szczegóły całej sytuacji, ale i by upewnić się, że mózg Longbottom dalej działał. RE: [13.08.1971] Każdego trzynastego - Brenna Longbottom - 01.06.2026 Uśmiechnęła się do Basiliusa, ani trochę nie zaskoczona. Nie miała rogów ani skrzydeł, nigdzie nie widać było ani trochę brokatu (chyba że coś ostało się na ubraniach Basiliusa), i kiedy się odezwała, nie brzmiała, jakby miauczała. – Jak używamy takiej zwykłej skali, to powiedziałabym, że okolice siódemki, ale jeżeli chodzi o skalę piątków trzynastego jesteśmy… nie, zaraz, nie powiem tego, bo jakaś siła wyższa postanowi mi odpowiedzieć poprzez podniesienie numeracji – zreflektowała się szybko, zanim oceniła poziom chaosu na mniej więcej pięć. Nie próbowała ich w końcu zamordować żadna ławka i klątwa prawdopodobnie nie była starożytna. Uśmiech zresztą dość szybko spełzł jej z ust, kiedy zaczęła się zastanawiać, czy w sumie to ta klątwa naprawdę nie była aż tak paskudna. – Przeklęty przedmiot. Prawdopodobnie podrzucony albo zostawiony przy okazji ataku szaleńców w maskach, rozwalili dom i ciężko poranili przynajmniej jedną osobę – mruknęła, nie dbając nawet w tej chwili o to, że Prewett mógł na przykład cicho z nimi sympatyzować. Chyba nie chciała w taką wersję wydarzeń uwierzyć. Jej głos stał się trochę cichszy, gdy wspominała o samym ataku: nie była wciąż pewna, czy nikt w nim nie zginął. Ewakuowała się tu z Brygadzistą, zanim sprawdzili całe ruiny. Basilius spoglądając na to, na co Brenna wskazała, czyli pokryte czernią pudełko, które trzymał Brygadzista, mógł stwierdzić, że istotnie było przeklęte. Ciemne wstęgi, które z niego wyrastały i oplatały też ręce mężczyzny były tutaj całkiem niezłą podpowiedzią. – Poza tym spadło na niego dużo cegieł, ale tym uzdrowiciele już się zajęli i rany się pogoiły… więc zostaje ta klątwa. No i zamknęli mnie tutaj, bo chyba ta cała czerń sięga wyżej, a ja go wygrzebywałam, więc… Wychodzi na to, że mogło przejść na mnie – dodała, demonstrując Prewettowi ciemne smugi na poranionych dłoniach. Ale uważała, że z nią wcale nie jest źle, bo nie była nieprzytomna, nic nie wnikało w jej skórę, łącząc ją z jakimś dziwnym, przeklętym przedmiotem, którego nie dało się wyszarpać z jej rąk. RE: [13.08.1971] Każdego trzynastego - Basilius Prewett - 08.07.2026 – Siedem dla ciebie, czy siedem dla mnie? – spytał jeszcze przezornie, bo przez te wszystkie lata wspólnych piątków trzynastego, Basilius wciąż miał wrażenie, że on i Brenna używali nieco innej skali chaosu i zniszczenia. Docenił jednak, że Longbottom uznała, że na wszelki wypadek nie będzie kusić losu, aby było jeszcze gorzej. Gdy tylko usłyszał, co się stało, po twarzy Prewetta przemknął bardzo ponury cień. A więc jednak stało się to czego tak naprawdę już od jakiegoś czasu się obawiał. Piątek trzynastego zaczął czerpać garściami z tego co się działo teraz w Wielkiej Brytanii. To zdecydowanie nie była dobra wiadomość. Mógł się przyzwyczaić do tej klątwy, chociaż nigdy nie planował całkowicie się z nią pogodzić, kiedy chodziło o zamykanie w izolatce, czy nawet morderczą ławkę. Ale piątek trzynastego, lub każda inna data w połączeniu z atakami szaleńców, którzy chcieliby zabić Brygadzistkę taką jak Brenna? To już powoli zaczynało brzmieć jak szansa na wyrok śmierci. – Rozumiem – mruknął, patrząc to na poszkodowanego Brygadzistę, to na Brennę. – To… – zaczął i aż pokręcił głową. – To nie powinno było mieć miejsca. Usiądz. Tylko ostrożnie. Najpierw przyjrzę się… – Nie miał pojęcia jak nazywał się drugi Brygadzista. – Twojemu koledze. Gdybyś zaczęła mdleć, lub poczuła się jakkolwiek gorzej proszę daj mi znać zanim będzie za późno. Z tymi słowami nachylił się nad nieprzytomnym czarodziejem i zaczął rozważać, jak najlepiej będzie rozbroić pudełko, tak aby nikogo więcej nie zaatakowało. – I mówisz, że to przez ten przedmiot dom się zawalił, czy to było jeszcze coś innego? – spytał, próbując ocenić szanse na eksplozję. RE: [13.08.1971] Każdego trzynastego - Brenna Longbottom - 10.07.2026 – Ym… musielibyśmy ustalić wspólną skalę. To wymagałoby pewnych dyskusji, co dla którego z nas jest jedynką i dziesiątką – powiedziała Brenna stropiona. – Ale tak mi się wydaje, że trochę wypośrodkowałam i dla mnie to byłoby sześć, a dla ciebie osiem, więc sumarycznie wychodzi siedem? Ale nie była całkowicie pewna. Basilius ostatecznie był klątwołamaczem, natykał się więc na pewno na bardzo różne sprawy, no i Prewettem, a zdaniem Brenny Prewettowie nie byli do końca normalnymi ludźmi. Uśmiechnęła się do niego. Ale to nie był wesoły uśmiech: raczej trochę smutny. Bo po głowie chodziło jej to samo, co jemu: piątki trzynastego nie były już po prostu wariactwem, jeden związał się z tym wszystkim, co wyprawiało się z Anglii, i jak zdarzały się im i sytuacje na swój sposób zabawne (jak ta z tańczeniem albo sklejeniem), i straszne (jak z trupem w dziurze w pobliżu morderczej ławki czy nożem w boku), tak to… to było coś innego. To było szaleństwo, które ogarnęło ich świat, łączące się z obłędem trzynastego. – Na razie nic mi nie jest. To trochę piecze, ale to chyba normalne – uspokoiła go i zajęła miejsce. Spojrzała na własne dłonie podejrzliwie: pokaleczone, i pokryte ciemnymi smugami. Nie znała się na klątwach, ale ktoś wymamrotał do niej, zanim tu trafiła, że chyba oberwała osłabionym rykoszetem, i żeby po prostu niczego nie dotykała. Nie martwiła się jakoś bardzo, bo bardziej bała się o swojego nieprzytomnego, oblepionego czernią kolegę, a poza tym wierzyła Basilusowi. – Nie jestem pewna, dotarłam na miejsce, kiedy już leżało w ruinach… Najpierw nikt nie wiedział, że to atak, potem dopiero ściągnęli aurorów. Nie mogę być nawet pewna, czy to oni to zostawili, ale to byłby duży zbieg okoliczności, gdyby ktoś akurat trzymał coś takiego w domu, prawda? Mam wrażenie, że może chcieli to zabrać, on to złapał, a oni zawalili dom i się ewakuowali, skoro przybyły służby, ale mogło być zupełnie inaczej. Może walnęło, jak tego dotknął – westchnęła, przenosząc spojrzenie na bladą twarz nieprzytomnego. – Wyjdzie z tego? |