![]() |
|
[Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja Horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? (/showthread.php?tid=6073) |
[Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Ceolsige Burke - 30.05.2026 Zielona Sala restauracji Zorza tętniła łagodnym, niedzielnym życiem, zupełnie odciętym od ponurego cienia, jaki od tygodni kładł się na ulicach Londynu. Po białych i zielonych ścianach piął się gąszcz roślin o drobnych, mlecznych kwiatach, a pośrodku pomieszczenia szemrała cicho fontanna, kołysząc lustro srebrzystej, połyskującej wody. Choć zapach świeżej zieleni i luksusu unosił się w powietrzu, Ceolsige wciąż wyczuwała przyjemną woń perfum Urd. Wrażenie zapachu spalenizny i dymu została całkowicie usunięty z jej świadomości przez obecność towarzyszki. Obecność, która słodko rozpraszała kolejne jej zmysły. Siedziały naprzeciwko siebie przy niewielkim, okrągłym stoliku. Ceolsige była pochylona do przodu, a chłodna, ciemna tkanina jej rękawa marszczyła się miękko na blacie, gdy lewy łokieć opierała o wypolerowane drewno. Głowa paserki spoczywała ciężko na zwiniętych palcach lewej dłoni, co pozwalało jasnym, gładkim pasmom włosów spływać swobodnie w dół, niemal dotykając krawędzi stołu. Prawą dłonią, powolnym, hipnotyzującym ruchem głaskała ściankę kryształowego kieliszka, w którym połyskiwał głęboki, niemal czarny płyn o niecodziennym aromacie dojrzałych wiśni i czegoś co przywodziło na myśl soczystą pieczeń. Na jej twarzy malował się rzadki, wyjątkowo miękki i zadowolony uśmiech. Błękitne oczy, zazwyczaj tak czujne i oceniające, teraz z nieskrywaną, rozmarzoną uwagą śledziły każdy gest Urd, chłonąc opowieść o rozgrzanej słońcem Grecji. Powolnie niemal degustująco spojrzenie jej błękitnych oczu tonęło w źrenicach towarzyszki, spijało słowa z jej ust by w rozmarzeniu na krótką chwilę przepłynąć przez krzywiznę odsłoniętej szyi. Nawet stolik obok nie potrafił zmącić tej atmosfery. Prawie… Siedząca tam czarownica w rzucającej się w oczy, szykownej szacie w odcieniach głębokiej zieleni, z każdą minutą perorowała coraz głośniej. Jej monolog o rzekomych romansach i małości urzędników w Ministerstwie Magii zyskiwał na sile, a głos – im bardziej stawał się piskliwy – tym mocniej ranił uszy, nabierając wyjątkowo nieprzyjemnej, skrzekliwej barwy. Straszliwy kontrast do odcienia, jakim raczył jej uszy głos Urd. Naprzeciwko niej, tyłem do Ceolsige i Urd, siedział mężczyzna średniego wzrostu. Jego przygarbione plecy okrywała klasyczna, grafitowa szata ze srebrnym wykończeniem, które bezwolnie falowało, gdy jego ramiona lekko drgały. Mężczyzna milczał, lecz co jakiś czas unosił dłonie, a z jego palców wydobywał się głośny, chroboczący trzask stawów. Gdy kobieta w zieleni uniosła głos do granic przyzwoitości, opisując kolejny pikantny szczegół z życia departamentu, Ceolsige drgnęła. Jej rozmarzony uśmiech na moment zgasł, ustępując miejsca chłodnemu, dystyngowanemu dystansowi. Powoli odsunęła skroń od wspierających ją palców, prostując się lekko na krześle. W tym samym ułamku sekundy, jakby w odruchu czystej, nieświadomej irytacji na panujący obok hałas, jej lewa dłoń wsunęła się w prawą. Palce panny Burke naprężyły się gwałtownie. Chrup. Krótkie, trzaśniecie stawów, niemal idealnie naśladujące trzaśniecie mężczyzny wybrzmiało po nim jak echo. Ceolsige, zupełnie nieświadoma tej czynności powróciła dłoniom do kieliszka. Uniosła podbródek, przeniosła na moment spojrzenie na głośną parę. W jej oczach nie zalśniła jednak typowa dla niej potrzeba konfrontacji. Wypuściła z płuc ciche, pełne rezygnacji westchnienie i ostentacyjnie przewróciła błękitnymi oczami, dając upust swojemu niezadowoleniu z cudzego braku manier. Niemal jednocześnie uświadomiła sobie jak niewielki wzbudziło to napiecie i jak włatwo spłynęło ono z ramion. Mogło to być zmęczenie lub alkohol ale była pewna, że powodem jej nastroju było urocze towarzystwo. Poprawiła rękawy szaty i z powrotem oparła głowę na dłoni, przenosząc całą swoją roziskrzoną, pełną ciepła uwagę na twarz kuzynki. Wygięła usta w zapraszającym uśmiechu, jakby niemo prosząc Urd, by ta nie przerywała swojej greckiej historii przez tak mało istotne tło. RE: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Urd Nordgersim - 10.06.2026 Urd była w swoim żywiole. Oczywiście lubiła, kiedy Sige odwdzięczała jej się nieco mroczniejszymi historiami z jej wojaży, ale te… te być może umilą im późniejszą część wieczoru. Tymczasem jasna i energiczna jak słońce w zenicie Nordgersim pogrążała się w opowieści o równie słonecznej i energicznej Grecji, o swoich odkryciach, o ciekawostkach, które mogą zaintrygować chłodny i diabelnie skuteczny umysł jej rozmówczyni. Jako wytrawna towarzyszka wiedziała, że do sprawy należy podchodzić holistycznie, a Ceolsige… cóż, jej należało się traktowanie premium. Tak długo w końcu się nie widziały… – Przyjęło się tę świątynię przedstawiać jako najznamienitszy przykład złotego środka, widziałam nawet pocztówki ze zdjęciem tej pierwszej kolumnady i narysowanym ślimakiem, jakby to miało tłumaczyć wszystko. Tymczasem… tymczasem moja droga nic tam nie jest mierzone tą proporcją. Nic a nic! – wsunęła sobie w ustka kawałek sera maczanego w miodzie, wszak kąseczki zamówione przez nie nie powinny iść na zmarnowanie. A że złocisty ulepek pozostał na skórze, nie mogła go przecież zostawić nie pozwalając sobie na bardzo skromy i w zupełności uzasadniony gest. – Tymczasem… sprawa jest niesamowita absolutnie z innych powodów. Wyobraź sobie moja kochana – aż poczuła miłą wibrację przebiegającą przez kręgosłup, gdy na moment spojrzenie jej rozmówczyni zmiękło, gdy tak ją nazwała, jakby udało jej się wsunąć opuszek tuż za piękną maskę i zajrzeć pod twardą powłokę dziewczyny pracującej, która żadnej pracy się nie bała. Ten kołnierz… jak mogła jej rzucać tak bezczelne wyzwanie? – Otóż, wszystkie kolumny tam są krzywe. Oraz podłoga. Wszystko. I to każda z tych kolumien jest krzywa inaczej! A wszystko po to, by stojąc z oddali mieć złudzenie, że osadzona na wzgórzu świątynia jest absolutnie prosta. Czy to nie cudowne? Cały czas zastanawiam się, czy jakiś starożytny mag nie maczał w tym palców – przyznała zanurzając kolejny kawałek innego sera, podaj twardego, orzechowego, w lepkiej słodyczy. A potem Ceolsige trzasnęła palcami, i uśmiech Urd na moment, na najkrótszy z momentów świata zamarła z zastygłym jak w woskowej figurze uśmiechem. To musiała być kwestia krwi. Krwi Nordgersimów, których nazwisko nosiła, ale niekoniecznie dziedzictwo. Matka Ceolsige była jedną z milszych ciotek i Urd nie zamierzała absolutnie na nią narzekać, nawet jeśli miała o niej ledwie mgliste wspomnienie. Ale ten gest, ten dźwięk… U G H. Niby było to jak łamanie gałązki. Patyczka. Wykałaczki cholernej. Nic strasznego, nic przerażającego, nic co mogłoby poczynić tak zuchwałą i - niestety - dość obszerną zmianę w biochemii jej ciała. Nieprzyjemna fala zaciśniętych zębów i zrolowanych palców w eleganckich pantoflach. Panna Burke była kobietą niemal doskonałą, a w tym słowie niemal zawierała się symfonia chrupnięć, skondensowana w jednym geście, który był dla niej naturalny jak oddychanie. Egzorcystka nic sobie nie robiła przecież z tamtej pary, jej uwaga była w całości skupiona na jej … randce?… kuzynce, ale przez to echo tego dźwięku tym mocniej rozniosło się po czaszce. Westchnęła ciężko i sięgnęła po grubo ciosane szkło wypełnione zmrożonym sokiem grejfrutowym ukrywającym w dymiących podwojach wrzuconego do środka suchego lodu również całkiem sporo wódki. – Ale dość o mnie… powiedz mi… czy od ostatniej mojej wizyty w Londynie zrobiłaś remont łazienki? Dobrze pamiętam, że Twoja wanna była raczej małych rozmiarów? – znów się rozluźniła, z zadowoleniem zamknęła notes liczący zyski i straty kolejnych rozleniwionych chwil w towarzystwie panny Burke, która zdała się całkiem wyspana po swojej drzemeczce na Peer Gyncie… Miała cichą nadzieję, że śliczna blondyneczka złapie okruszek propozycji wspólnego śniadania, a jeśli nie, to cóż, miała ich całkiem sporo jeszcze do rozsypania po okolicy. Noc była młoda… !BINGO C3 RE: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Pan Losu - 10.06.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: C3 wariant: 1 typ: KLĄTWA CO ZA PECH!!
Jedno z was padło ofiarą klątwy poltergeista lub zjadło nieodpowiednią czekoladkę... Efektem jest to, że przez najbliższe godziny nie jest w stanie skłamać w sprawach sercowych. Każde pytanie o uczucia kończy się brutalnie szczerą odpowiedzią, nawet jeśli robi się niezręcznie. Efekt minie samoistnie po dwunastu godzinach lub pomocy klątwołamacza, ale nie możesz usunąć klątwy samemu sobie! RE: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Ceolsige Burke - 14.06.2026 Ceolsige wciąż promieniała, zatopiona w rzadko spotykanym u niej stanie całkowitego odprężenia i szczerego zadowolenia z towarzystwa. Była absolutnie nieświadoma dysonansu, jaki wywołało u kuzynki jej poprzednie zachowanie. Dla niej to krótkie, głośne chrupnięcie stawów było jedynie mechanicznym, bezwiednym odruchem. Czymś, co wymykało się jej ciału kiedy napływały do niego fale rzeczywistego odprężenia po okresach wzmożonego napiecia. Kiedy Urd sięgnęła dłonią po grube szkło z dymiącym, grejpfrutowym trunkiem, wzrok Ceolsige mimowolnie podążył za tym gestem. Jej jasne oczy straciły swoją zazwyczaj ostrą, analityczną głębię, gdy spoczęły na wirujących w płynie kryształkach lodu. Myśli paserki na krótką chwilę odpłynęły w stronę sennych majaków, a jej noga, która do tej pory rytmicznie i beztrosko huśtała się pod stołem, nagle znieruchomiała. Rąbek czarnej spódnicy opadł gładko, spowijając nieruchomą teraz łydkę i stopę wygiętą na eleganckim obcasie. Pytanie o łazienkę i wannę wyrwało ją z tego letargu. Ceolsige momentalnie przeniosła spojrzenie na twarz Urd, a na jej nienagannej fizjonomii odmalował się teatralny, przesadny grymas zaskoczenia. Prawie odruchowy wyraz zupełnie jakby przyłapano ja na czymś o tyle zuchwałym o ile niegroźnym. - Urd, moja wanna wciąż jest… wysoce minimalistyczna. Powiedzmy, że projektowana z myślą o bardzo samotnej, bardzo zajętej kobiecie. - jej ton powoli zmieniał swój wydźwięk na bardziej melancholijny. – Remont? – powtórzyła, a na jej twarz na moment wypłynęła nuta szczerego żalu. Gdy zaczęła mówić o swoim mieszkaniu nad kantorem na Nokturnie, jej głos stracił dotychczasową lekkość, zyskując niemal mroczną powagę. – Niestety nastąpiły pewne zmiany w stylistyce, niezależne od moich planów. Westchnęła cicho, a jej spojrzenie pociemniało, gdy w pamięci stanęły jej obrazy Spalonej Nocy, zgliszcza i duszący dym wdzierający się do Crossroads. – A jeśli chodzi o resztę mieszkania… Cóż, sytuacja jest naprawdę kłopotliwa i mówię to z pełną powagą. Podejrzewam, że w moim przedpokoju otworzyło się przejście do jakiegoś metafizycznego Limbo. I nie żartuję, Urd – dodała cicho, a w jej błękitnych oczach nie było już śladu kokieterii, tylko chłodna, dystyngowana rezygnacja. – Dom mi ostatnio lekko pachnie dymem i popiołem. I obawiam się, że to nie jest kwestia nieszczelnego komina, a raczej metafizycznej nieszczelności samej rzeczywistości. Ten smród po prostu wsiąkł w ściany i wraca, jakby kamienica sama płakała nad tym, co się wydarzyło. Ciężka atmosfera minionego terroru wisiała w powietrzu przez ułamek sekundy. Ceolsige, z precyzją godnej swemu wychowaniu strząsnęła z siebie ten niepotrzebny nastrój. Na jej usta natychmiast powrócił szelmowski, drapieżny uśmiech, a oczy rozbłysły dawnym, flirciarskim żarem. Pochyliła się nieco mocniej nad blatem, ignorując powagę sytuacji na rzecz czystej przyjemności zacieśniania dzielącego ich dystansu. Pasemka jej włosów ześlizgnęły się po ramionach na pierś, końcówkami sunąc po obrusie stolika. – Może to jednak doskonały pretekst, by wszystko wyburzyć i zacząć od nowa? Ta łazienka zawsze wydawała mi się zbyt pusta, a wanna… zdecydowanie wymaga wymiany na coś… bardziej przestronnego, gdzie zmieściłyby się dwie osoby bez ryzyka utonięcia. – Spojrzała na Urd z wyczekiwaniem, a jej głos stał się niski i aksamitny. – Masz o niebo lepsze oko do estetyki niż ja, Urd. Może wpadłabyś kiedyś ocenić, czy da się z tej mojej przestrzeni wyciągnąć jeszcze jakiś sensowny, elegancki styl? Zanim oczywiście wciągnie mnie do tego mojego Limbo, rzecz jasna. RE: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Urd Nordgersim - 25.06.2026 Właściwie lubiła w ich dysputach tę teatralność dopasowaną jakże wybornie do kostiumów i masek, które przywdziały. Dwie eleganckie damy na bardzo eleganckim wyjściu, przy bardzo eleganckiej przekąsce i równie eleganckich napitkach. Uwielbiała obserwować gesty Ceolsige, która dorównywała jej sprawnością języka i giętkością palców, co jeszcze jakiś czas temu było ledwie mglistym wspomnieniem kilku dynamicznych i intensywnych spotkań w trasie, a teraz… teraz była to raczej obietnica interesującej przyszłości. Ile takich spotkań mogłoby mieć miejsce w nadchodzącym czasie? Zdecydowanie powinna się gdzieś zahaczyć na dłużej w kraju swojej matki i najprawdopodobniej ojca. – Co za niefart… – odpowiedziała, wymownie tonem głosu wskazując na to, że jest to przede wszystkim niefart panny Burke, z przyjemnością odnotowując informację o tym, że jej stan relacyjny się nie zmienił od poprzedniego spotkania. Przygody… nie robiłyby na niej większego znaczenia, ale gdyby tylko jej ukochana kuzynka zdecydowałaby się na jakieś zobowiązanie… Westchnęła ciężko, komentując zdawkowo eleganckim wzniesieniem oczu do niebios sprawę komplikacji, które się pojawiły w mieszkaniu Ceolsige – To przez tego grilla, którego zgotował Wam ten czarnoksiężnik.. Grindewald 2.0? Dziwne, kiedyś tacy się odradzali raz na 100, 150 lat, a teraz jakoś tak szybciej to koło historii się toczy. Za moment co dekadę będziemy mieć złowieszczego… – umilkła, spłukując usta drinkiem, bo i zapędzała się nieco, wychodząc ze swej eleganckiej roli. Była wściekła na Voldemorta. Nie za Londyn. Jej kochanej siostrzyczce mogła się stać krzywda! O Ceolsige się nie martwiła, wiedziała przecież, że blondynka jest nie do zdarcia. – Z resztą mniejsza o to. Prawda jest taka, że to znak od nieba, żebyś w końcu przeniosła się na aleję Horyzontalną. Jestem w tym kraju od miesiąca, a już jakiś włóczęga próbował mnie okraść, gdy robiłam rekonesans na tym Waszym Nokturnie. Wiem, że masz sentyment do Crossroads, ale zawsze możesz z niego uczynić… filię? Oczywiście mogę przejść się i zajrzeć w to Twoje prywatne limbo jeśli masz ochotę, ale szczerze wolałabym się z Tobą przejść po Alei i wybierać nowe gniazdko… - zawiesiła głos, bo z odpowiednią wanną albo najlepiej magicznym basenem brzmiałoby zbyt nachalnie, a Urd za nic w świecie nie chciała przecież być nachalna. Zamiast tego nagryzła kawałek sera umoczonego w miodzie i dała się porwać sensorycznemu wrażeniu… – Ummm… ale próbowałaś tego? Jest obłędny. Mam wrażenie, jakbym jadła oliwkę prosto z drzewa, tylko konsystencja jest przyjemniejsza i wykończenie lekko kremowe, łagodzące wytrawność… – zachwycała się choć nie był to pierwszy ser, który degustowała w swoim życiu i z pewnością nie ostatni. Była jednak ogromną miłośniczką tego typu zakąseczek. Bardziej nawet niż sardynek czy szprotek. RE: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Ceolsige Burke - 27.06.2026 Wzmianka o „Grindelwaldzie 2.0” sprawiła, że drapieżny uśmiech Ceolsige momentalnie zgasł. Na jej nienagannej twarzy odmalowało się zdegustowane, chłodne uniesienie brwi, a głowa paserki opadła w powolnym, pełnym dystyngowanej rezygnacji skinieniu. – No właśnie – mruknęła cicho, niemal pod nosem, dając wyraz swojemu głębokiemu zmęczeniu chaosem, który od tygodni paraliżował nie tylko londyńskie ulice, ale i płynność tutejszych interesów. Kiedy jednak Urd tak lekko i z wdziękiem urwała ten ciężki temat, uciekając w bezpieczniejsze rejony, wzrok Ceolsige mimowolnie powędrował niżej. Jej błękitne oczy przez ułamek sekundy śledziły ruch warg kuzynki na kryształowym naczyniu, by zaraz potem leniwie spłynąć po gładkiej linii jej szyi. Uwaga o „znaku od nieba” i ucieczce z Nokturnu wywołała na twarzy panny Burke delikatne rozbawienie. Wyraz szczerej wesołości przemknął przez rysy jej twarzy. Z jej piersi wyrwał się cichy, melodyjny chichot, który niezamierzenie przeciągnął się również na to ostatnie, śmiałe wtrącenie o wybieraniu gniazdka. Może samo wtrącenie nie byłoby śmiałe ale nagłe urwanie tematu zdradzało jego ładunek. Ceolsige uniosła głowę i utkwiła błękitne źrenice bezpośrednio w oczach Urd. Nie było w tym spojrzeniu jej zwyczajowej, chłodnej analizy. Raczej coś w okolicy badawczego, niepewnego zaskoczenia. W jej postawie dominowało nagłe głębokie, hipnotyzujące zawieszenie jakby panna Burke próbowała zważyć intencje ukryte nie tyle za słowami, co za ich nagłym urwaniem. Ta spojrzenie i cisza jaka mu towarzyszyła trwało zdecydowanie dłużej niż zwyczajowe, salonowe mgnienie oka. Dopiero bezpośrednie pytanie Urd o ser przywróciło Ceolsige jej typową, płynną grację. Z pewnym żalem zdała sobie sprawę, jak badawcze rozważania pochłonęły ją do tego stopnia, że moment degustacji ociekającego miodem sera zupełnie ominął jej świadomość. Wyprostowała się powoli, przyjmując bardziej stonowaną, dystyngowaną pozycję. Wykonała przy tym minimalny, elegancki ruch, ściągając delikatnie barki i poprawiając mankiety, jakby doskonała skądinąd szata nagle wydała jej się odrobinę zbyt krępująca pod wpływem ciepła, które właśnie rozlało się pod jej skórą. – Przyznam, że do tej pory nie miałam okazji kosztować tutejszej tacki serów – odezwała się, a jej głos odzyskał swój aksamitny, niski ton. Wysunęła smukłą dłoń nad blat i z nienaganną precyzją uniosła mały, twardy kęs, spomiędzy którego sączył się złocisty ulepek. Zanim jednak uniosła go do ust, zatrzymała ruch dłoni w powietrzu, powracając spojrzeniem do przerwanej myśli. – Niemniej, jeśli chodzi o to moje nieszczęsne, metafizyczne Limbo… Chętnie przyjmę pod swój dach zaufanego specjalistę, droga Urd. Wydaje się, że zamiast klątwy trafiło mi się nawiedzenie. Może udałoby się takiej egzorcystce przekonać zjawy by postawiły sobie drzwi do swojego świata w bardziej dogodnej dla wszystkich lokalizacji. - Wykonała niewielki, ważący gest dłońmi. - W najgorszym wypadku wynegocjować odpowiedni czynsz. Uśmiechnęła się lekko, po czym ze spokojem wsunęła ser do ust. Przymknęła na moment powieki, pozwalając, by kremowa tekstura i słodycz miodu na chwilę zdominowały jej zmysły, po czym szybko przełknęła kęs i odchyliła się nieco na oparcie fotela. Jej poza nabrała wiele z typowej dla niej swobody. Jakby miała prowadzić niezobowiązującą konwersacje. – Co zaś tyczy się poszukiwań nowego gniazdka… – zawiesiła głos, nadając swojej wypowiedzi ton skrajnie niezobowiązującej, towarzyskiej propozycji. – Jeśli rzeczywiście planujesz zostać w Londynie na dłużej, z prawdziwą przyjemnością potowarzyszę ci w tych poszukiwaniach. Kto wie? Gdybyśmy wspólnie znalazły lokalizacje o nieco większej przestrzeni, może rzeczywiście należałoby uznać to za znak. Wydaje się niezdrowe łączyć miejsce prowadzenia moich interesów z miejscem do życia. RE: [Jesień 72 11.10 Zorza | Urd i Ceolsige] Drobnostka? - Urd Nordgersim - 28.06.2026 Było coś zabawnego w fakcie, jak obie damy skutecznie poruszały się w meandrach rozmowy nie tylko w jej aktywnej, ale i pasywnej, przyjmującej stronie. Doświadczenie i obycie, negocjacje, lawirowanie wokół prawdy i kłamstwa tak, aby były złudnie do siebie podobne… Teoretycznie ich profesje były różne, ale praktycznie zestaw umiejętności niezbędnych do przetrwania w tym okrutnym świecie rządzonym pieniądzem całkiem podobny. Dlatego też od razu wychwyciła grymas dezaprobaty, ostentacyjnie ignorując późniejsze badawcze spojrzenie. Nie lubiła rozmawiać na temat polityki i przekonań, zwykle kręcąc się wokół sztuki kamuflażu i wypuszczania w świat zdań równie eleganckich i gładkich co pozbawionych tej kluczowej głębi odsłaniającej prawdę o niej samej. Jakaż byłaby to prawda? Kobiety miały dotąd szansę kilkukrotnie porozmawiać sobie w cichości serca prywatnych przestrzeni, czas jednak nigdy nie był ich sprzymierzeńcem. Faktem było jednak, że Urd nie lubiła wojny. Ta nieznośnie przeszkadzała w prowadzeniu wygodnego życia. – Tyle dobra Cię ominęło moja droga, zawsze na nią wpadam, gdy zaglądam do Londynu, ale muszę przyznać, że w Twoim towarzystwie smakuje jeszcze wyborniej niż kiedykolwiek dotąd. – uśmiechnęła się uspokajająco, nie chcąc aby wspomnienie czarnoksiężniczków jakkolwiek zaważyło na wspomnieniu tego wieczoru. – Limbo, limbo… to może być problem, ja pracuję jednak na detalu, a nie… rozlanej plamie innego świata. – zmarszczyła nosek w zastanowieniu, bo normalnemu klientowi wciskałaby, że zna się absolutnie na wszystkim, ale dla drogiej Ceolsige chciała wszystkiego co najlepsze. – Jest tu jednak w Londynie taki jeden, który ma odpowiedni pakiet umiejętności, jeszcze nie przypomniałam mu o swoim istnieniu, ale… Macmillan co prawda, ale jego matka była z Trelawney'ów. On ogarnie plamę z limbo, a ja wynegocjuje czynsz. – To był wyborny żart, grzechem byłoby się więc nie zaśmiać łagodnie. Irytujące chrupnięcia dawno poszły w niepamięć, podobnie jak gawiedź zakłócajaca swoją rozmową przestrzenie Zorzy, zapłaciła już swój rachunek i poszła. Były tylko one, piękny lśniący sufit, migoczący miód na czubkach języka i musujący napitek uderzający do głowy równie mocno jak wizje roztaczane przez Ceolsige. Urd nie była jeszcze tak pijana, by nie zauważyć tej drobnej korekty kursu, propozycji, która halsowała między "pomogę znaleźć Ci nowe lokum" a "chętnie poszukam nam mieszkania". – Ceny są takie wysokie u was… samotna dziewczyna nie ma szans na jakieś porządne lokum z porządną wanną, ale jakby tak podzielić czynsz na dwa… – głowę wsparła na dłoni, może niezbyt elegancko opierając łokieć o blat stolika. Ciężko było nie być foką, która wpadła w te sidła słodkiego marzenia wspólnych wielogodzinnych kąpieli, białej piany rozsmarowywanej po równie białej skórze drobnego złodziejaszka z rejsu sprzed kilku lat. Rejsu, który dał jej profit dalece wykraczający poza chwilowe znalezienie mecenasa na najbliższe miesiące. Westchnęła rozmarzona. – Mam w buteleczce wspomnienie tamtego śródziemnomorskiego nieba. Czy myślisz, że byłoby to dobrą myślą, aby odwzorować je na suficie w sypialni? – Mojej? Twojej? Nie precyzowała, szukając raczej na twarzy kuzynki cichego potwierdzenia, że główna sypialnia będzie miała odpowiednio duże łóżko, aby pomieścić obie "współlokatorki". Nawet jeśli jedna z nich będzie musiała później sen w pościeli odreagować kilkugodzinnym moczeniem się w czystej wodzie. Czemuż ten Londyn musiał mieć taką zapyziałą Tamizę? - westchnęła znów cicho, mając świadomość, że to paskudne miasto miało w sobie dwie perły mogące jej to wynagrodzić. Jak bardzo kochała Brynję, tak nie mogła siedzieć jej permanentnie na głowie w ciasnej kawalerce do której było szalenie trudno zapraszać gości na mniej typowe aktywności wykluczające raczej udział jej młodszej siostry. A ta propozycja była tak… tak słodka. Słodsza niż miód. Jeśli to była pułapka, wpadła w nią po uszy. – To kiedy masz czas na wspólny rekonensans? – zapytała rozmarzona, otwierając w głowie swój mentalny kalendarz. Był bardzo łatwy do opanowania na razie, niemalże pusty. Może powinna odczekać chociaż tydzień, żeby wyjść z tym pytaniem. Była jednak szalenie kiepska w odraczaniu sobie przyjemności, a spotkania z Ceolsige i wizja przedłużenia tych spotkań na czas nieokreślony… Cóż mogła inne powiedzieć, jak "sprawdzam!"? Koniec sesji
|