25.10.1972r.
Wiadomość od siostry znalazła Eliasza w trakcie przerwy obiadowej, którą spędzał na zapleczu ”Szklanej Alchemii”. Pokręcił powoli głową, z rozbawieniem przyglądając się podpisowi jaki zostawiła po sobie na zwoju pergaminu Prudence. Czy naprawdę musiała podkreślać, że poza nią nie miał żadnego innego rodzeństwa? Czy naprawdę sądziła, że
musi brać go pod włos, żeby tylko spełnił jej życzenie?
Cóż… Połechtała w ten sposób nieco jego ego, więc chyba jej plan działał. W gruncie rzeczy cieszył się, że Pru do niego napisała. Po tym jak skutecznie ukrywała przed nim rozwój swojej relacji z Benjym i wydarzenia pokroju przeprowadzki, cieszył się, że przynajmniej nie boi się prosić go o wykonaniu lampiony. To musiało znaczyć, że jednak cieszył się w jej oczach jako takim zaufaniem, prawda?
—
Zostanę dzisiaj trochę dłużej — poinformował Bletchley współpracownika, składając liścik i chowając go do kieszeni spodni. —
Dostałem zadanie specjalne.
Załatwienie warzywa nie było problemem; chłopak wykorzystał fakt, że jego przerwa dopiero się zaczęła i zgarnął z talerza kanapkę, a następnie udał się na zewnątrz w poszukiwaniu warzywa, które mogłoby okazać się… godne… stania się lampionem Prudence na święto Samhain.
~~*~~
—
Daj palec, a całą rękę weźmie — mruknął pod nosem Eliasz, kręcąc głową nad drugą wiadomością, która trafiła do niego tuż po powrocie z targu.
Wyglądało na to, że Prudence szykowała się na niezłą imprezę. Najpierw lampion, a teraz jeszcze pojemnik na proch? Dobrze, że jednak nie zdecydował się na przygotowanie tego małego zamówienia w domu; w ”Szklanej Alchemii” będzie mu zdecydowanie łatwiej przygotować pojemnik, ale najpierw lampion. Przy nim faktycznie chciał się popisać inwencją twórczą.
Ech, jaka szkoda, że na stoisku skończyły się bakłażany, skomentował w myślach, przyglądając się wszystkim przygotowanym narzędziom. Gwiazdą programy stała się okrągła cukinia - wprawdzie do święta duchów najbardziej pasowałaby dynia, ale żadna z dostępnych na targowisku nie przypadła mu zbytnio do gustu. Oprócz tego miał też rozłożone farby i przybory mające ułatwić mu wydrążenie warzywa. Nawet nie przeszło mu przez myśl, aby skorzystać z magii - przecież to powinno być proste, prawda?
Lampion wyszedł mu… Naprawdę nieźle! Eliaszowi udało się uniknąć niepotrzebnego skrzywdzenia warzywa i praktycznie każde cięcie wydawało się równe i czyste. W kwestii dekoracji Bletchley postawił na prostotę: całą cukinię pomalował na fioletowo, a następnie wydrążył trójkątne oczy i szczerbaty uśmiech, przez które miało prześwitywać światło świeczki, którą Prudence będzie mogła umieścić w środku poprzez odsunięcie ”kapelusza” cukinii.
Następne zlecenie było nieco bardziej… zastanawiające. Nie miał bladego pojęcia, na co jego siostrze był pojemnik na proch. Być może dlatego, że nie był zbytnio na bieżąco z tym, do czego mógłby zostać wykorzystany pył zebrany z dogorywającego rytualnego ogniska w trakcie sabatu. W pierwszej chwili zastanawiał się, czy nie powinien wysłać siostrze krótkiej wiadomości. Czy na pewno chciała zwykły pojemniczek na proch? Może chodziło jej o papierośnicę? A może to był jakiś kod i tak naprawdę chciała tam przechowywać jakieś nielegalne substancje?
— Będziesz musiała mi to wszystko wytłumaczyć — mruknął pod nosem Eliasz.
Po kilku minutach latania po całym zapleczu ”Szklanej Alchemii” Bletchley znalazł wszystko, co było mu potrzebne. Ku własnemu niezadowoleniu chłopak zdał sobie sprawę, że przyjdzie mu pracować z drewnem, z którym nie miał zbyt dużego doświadczenia. Nie zamierzał się jednak tak po prostu poddać i postanowił wepchnąć do pojemnika jak najwięcej części do zaklętych mechanizmów, które ustabilizowałyby całą konstrukcją i ukryły nieco jego braki wiedzy. Wprawdzie w ten sposób zwiększał dość znacznie jej wagę w porównaniu ze zwykłym drewnianym pudłem, ale z drugiej strony dzięki temu przedmiot powinien nabrać nieco większej wytrzymałości… Cóż, należało w końcu sprawdzić, co mu z tego wyjdzie. Bletchley wziął głęboki oddech i wziął się do roboty.