![]() |
|
23 października 1972, Horyzontalna 14 - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja Horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: 23 października 1972, Horyzontalna 14 (/showthread.php?tid=6093) |
23 października 1972, Horyzontalna 14 - Vakel Dolohov - 31.05.2026 Jadalnia
– LYSSA? – Głos Dolohova poniósł się po holu, odbijając się echem od ścian i pustki w głowie jego żony. – JESTEŚ W DOMU? Tup, tup, tup. Dlaczego nie było jej w jej pokoju? Ani w żadnym innym miejscu, gdzie zwykle ją widział? – PEREGRINUSIE – powiedział stanowczo, omal nie tratując wieszcza przy mijaniu go w salonie – zakupiłem dynię – dodał, kiedy do niego dotarło jakim absurdem było krzyczeć kiedy ten stał tuż obok. – Wiem, że ona tu jest, więc dlaczego jej tu nie ma? – Podrapał się po głowie. – Moja córka, nie dynia… Dynia jest w jadalni, a cór– Hmmm. Tup, tup, tup. Zachęcił go gestem ręki do tego, żeby poszedł za nim. Faktycznie, kiedy wszedł do jadalni, Lyssa stała tam patrząc na dynię z głęboką konsternacją. Najwyraźniej nie wiedziała co z nią zrobić. – Pomyślałem, że mogłabyś zrobić nam lampion. Potowarzyszymy ci – przez moment wyglądał, jakby sam zapomniał co chciał powiedzieć – prawda? – Usiadł, całkowicie świadom tego, że zagonił swojego partnera w coś, co można było nazwać pułapką. Sięgnął po najnowsze wydanie „Czarownicy”. – Dlaczego na jesień tematem z pierwszej strony jest quiz miłosny…? RE: 23 października 1972, Horyzontalna 14 - Lyssa Dolohov - 01.06.2026 Krzyki ojca rozeszły się po Prawach Czasu, nie docierając do niej z tego prostego powodu, że była w łazience. Było to niewątpliwie ciekawe doświadczenie, być zajętą w takim miejscu i słyszeć jak Vakel rozpaczliwie domaga się jej obecności. Kiedy jednak wyszła i poszła do pokoju, z którego miała wrażenie że ją woła, nie zastała nikogo. Tylko dynie. Ładną, dorodną, pomarańczową dynię. I faktycznie nie wiedziała co z nią zrobić. Na szczęście Vakel zaraz wrócił, w towarzystwie Peregrinusa i zaraz dowiedziała się, po co im było to wielgachne warzywo. Miała z niego zrobić lampion. Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi, oglądając się za ojcem, który złapał za Czarownicę i rozsiadł się w fotelu. Potem jej spojrzenie pomknęło w stronę Trelawneya, jakby ten miał jej powiedzieć coś więcej w tym temacie. A na sam koniec wróciła do nieszczęsnej dyni. No dobra, miała kroić to kroić będzie. Wzięła nóż i coś do wyskrobywania z wnętrza miąższu. Rozcięła dynię, a potem zaczęła ją oczyszczać, narzędzie wprawiając w ruch zaklęciem i nadzorując jego pracę. // jak mi idzie chce wiedzieć już!! rzemiosło ◉◉◉○○ na dynie vakela [roll=Z] Szło jej całkiem dobrze i sprawnie, chociaż nie można było powiedzieć, że przesadnie się z całym zadaniem śpieszyła. — Robiłam sobie ten test i wyszło mi, że powinnam wyjść za Rookwooda — tak naprawdę to jej wyszło, że powinna wyjść za Dolohova, ale jeszcze tak mocno na głowę nie upadła. A za Rookwooda… oh, mogłaby za niego wyjść. Bo czego mieć nie mogła, tym bardziej chciała. RE: 23 października 1972, Horyzontalna 14 - Peregrinus Trelawney - 09.07.2026 — Zakupiłeś? — zainteresował się Peregrinus, zupełnie nieporuszony tymi okrzykami ani szansą na bycie staranowanym, mimo że przenosił akurat kryształową kulę, którą szkoda byłoby upuścić. Odłożył ją prędko na miejsce i odwrócił się do Vakela, ignorując temat Lyssy na rzecz dociekania ciekawszej części tej sprawy: — Masz na myśli, że poszedłeś na targ i zakupiłeś? Vakel Dolohov udający się na ryneczek bądź do warzywniaka, nabywający dynię u wiejskiej baby — wizja, która w pierwszej chwili z trudem się Trelawneyowi ułożyła w głowie w wiarygodny obraz. W drugiej chwili: czemu nie? Ciekawe, czy mu zrobili ukradkiem zdjęcia do Czarownicy: oto słynny wieszcz pochyla się nad straganowym asortymentem wśród szarych śmiertelników… Czarodziej podążył za Dolohovem, łagodnie ubawiony tym, jak kształtowała się sytuacja. Jeśli miało się okazać, że zostanie przez to zakładnikiem zmuszonym do biernego podziwiania artystki tego domu przy pracy — cóż, trudno. — Możemy zamówić więcej drążonych dyń, jeśli chciałbyś ozdobić gabinet na święta — kontynuował rzeczowo Peregrinus idący przez dom pół kroku za Vasilijem, który nadawał kierunek i tempo ich poszukiwaniom. Gdy osiągnęli cel wędrówki, Trelawney zatrzymał się przy dyni, stając ramię w ramię z Lyssą. W przeciwieństwie do niej utrzymał profesjonalny wyraz twarzy i obejrzawszy warzywo, skinął z uznaniem głową. — Doprawdy dorodny okaz — pochwalił uprzejmie, splatając ręce za plecami. — Nie drążycie lamionów we Francji? — zapytał, gdy Lyssa obrzuciła go zdezorientowanym spojrzeniem. — Z pewnością sobie poradzisz. Tylko podstaw coś pod to, zanim zaczniesz — uprzedził trzeźwo, bo nie wypadało zapaskudzić sokami i miąższem całego stołu jadalnianego. Peregrinus wyczarował spory kartonowy płat i — Lyssa chciała czy nie chciała — wsunął pod warzywo, zanim zostawił dziewczynę spokojnie z robotą, aby zająć miejsce obok Vakela. — Widać wyczerpały się im już plotki z balu Lestrange’ów. — Wzruszył ramionami, odpowiadając na pytanie wróżbity. — To nie ten test — poprawił zajętą pracą Lyssę. — Ten jest o… językach miłości. RE: 23 października 1972, Horyzontalna 14 - Vakel Dolohov - 31.07.2026 Vasilij rzadko, przynajmniej jak na jasnowidza z taką listą osiągnięć, wydawał się nieobecny w rozmowie. Sytuacje, w których nie potrafił zachować trzeźwości umysłu zaliczał do tych wyjątkowo upokarzających i niechcianych – mało kto jednak zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież dla opinii publicznej był dokładnie tym, kim chciał być, a kim niby byłby największy jasnowidz stolicy bez szeregu przezabawnych wpadek i teatralnych gestów? Peregrinus jednak, od czasu wyznania sobie iż byli kimś więcej niż współpracownikami, mógł zauważyć, że pod tą wielką, celebrycką maską siedział niespokojnie człowiek reagujący na wszystko bardzo… porywczo. Tak też jego czujne oko nie przeoczyło w głowie wpierw zwątpienia (czy ktoś nie robi sobie z niego żartu), a później bardzo naturalnego parsknięcia. – Kazałem tam iść Duncanowi, skoro już raczył zjawić się w Prawach Czasu – powiedział krótko, po czym pokręcił głową. Darował sobie mówienie o tym mocnej, bo przecież to miała być opowieść o dyni i romantycznym quizie z gazety plotkarskiej, a nie o perypetiach zwykle bezimiennych pracowników jego firm. Siedzieli więc razem przy jednym stole. Dolohov, zaciekawieniem kartkował gazetę. Nie zaznaczał w niej nic, chociaż faktycznie przyniósł tu ze sobą ołówek. Najwyraźniej wykonał wszystkie powiązane obliczenia w pamięci, jednocześnie biorąc udział w rozmowie. – Za konkretnego Rookwooda czy po prostu za Rookwooda? Kiedy byłem dzieciakiem to wszyscy Rookwoodowie mnie denerwowali i pojawiali się za moimi plecami znikąd, więc rzucaliśmy z braćmi psikusami w ich rodową rezydencję. Ciekawe czy to jeszcze pamiętają. – Nie podniósł wzroku znad czasopisma, chociaż zdawał sobie sprawę, że historie z jego dzieciństwa zwykle wywoływały w innych głęboką konsternację. Tak się działo, kiedy prowadziłeś życie publiczne i wszyscy czuli się, jakby wiedzieli o tobie wszystko, ale kto niby w rozważaniu nad jego dzieciństwem brał pod uwagę młodzieńcze porachunki bogatych dzieciaków wychowanych w Little Hangleton? Kto niby wyobrażał sobie Dolohova bijącego się z innymi chłopakami? A jednak tego właśnie oczekiwano po synach jego ojca. – Znowu mi wyszło, że jestem materialistą. – Zmarszczył nos, spoglądając na opis odpowiadający udzielonym przez niego odpowiedziom. – Te testy zawsze szufladkują ludzi z dobrą pamięcią do dat. – A później podniósł spojrzenie na swoją córkę. – Masz jakąś konkretną wizję? @Lyssa Dolohov @Peregrinus Trelawney RE: 23 października 1972, Horyzontalna 14 - Lyssa Dolohov - 06.08.2026 — Drążymy — zapewniła Peregrinusa, odwracając się na przeznaczone jej warzywo i biorąc w ręce nóż. Ostrze poszło w ruch, powoli nacinając górę dyni, tak by mogła ją otworzyć i dostać się do środka. Nie było jednak w jej twarzy przesadnego przekonania co do tego, co miała zrobić. Zadanie zostało jej wręczone, jakby najoczywistszą rzeczą było, że akurat miała się go podjąć i zwyczajnie nie potrafiła odmówić. Pomarańczowa skórka była więc znaczona śladami po nożu, a Lyssa myślała sobie o tym, jak we Francji zawsze drążyła lampiony w towarzystwie. Nie chodziło o siedzenie przy jednym stoliku, podczas gdy inni czytali gazetę, a jedna osoba próbowała dojść do artystycznego porozumienia z warzywem. Brakowało jej jakiegoś wspólnego doświadczania czynności, gdzie każdy robił to samo. Brakowało jej śmiechów koleżanek i kolegów, bo przygotowania do Samhain odbywały się podczas roku szkolnego, pozwalając uczniom się w nie zaangażować i wprawiać się w rzeźbiarskich umiejętnościach. — Rookwooda. Tamten test chyba nie był w stanie pokazać za którego — odpowiedziała, otwierając wreszcie dynię i zaglądając do jej środka. Odłożyła na bok nóż i złapała za łyżkę, chcąc za jej pomocą pozbyć się zalegającego wewnątrz miąższu i nasion. Nie chciała się bardziej roztkliwiać nad tematem jakichkolwiek konkretnych Rookwoodów, wciąż chyba czując się w pewien sposób niepewnie co do tego co miała w głowie. Ostatnie miesiące były jednym wielkim rollercoasterem i niepotrzebnie wywlekała go na wierzch. A potem ściągnęła lekko brwi i oderwała spojrzenie od warzywa, przenosząc je na twarz Vakela. — Wizję czego? — zapytała nieco niemrawo, w pierwszej chwili nie rozumiejąc o co mu chodziło. Zerknęła jednak zaraz na dynię, potem znowu na niego i tak parę razy, chcąc upewnić się bez słów, że myśli podążają w dobrym kierunku. — Nie, chyba nie. Wydrążę ją i potem się zastanowię. No chyba, że masz jakiś pomysł, jak powinna wyglądać? RE: 23 października 1972, Horyzontalna 14 - Peregrinus Trelawney - 22.08.2026 — Znasz jakichś Rookwoodów? — zapytał czujnie Lyssy, gdy rozwinął się temat wychodzenia za członka tej rodziny. Jeśli Lyssa miała wkrótce zacząć szukać okazji do randkowania, Peregrinus wolał być przygotowany. Jej ostatnie spotkanie z chłopakiem skończyło się koszmarnie i to właśnie Trelawney znalazł się później na pierwszej linii zdenerwowania Dolohóvny. Anegdota o obrzucaniu przez Vasilija psikusami domu Rookwoodów w Little Hangleton była faktycznie czymś, na co Peregrinus sam by nie wpadł, lecz mimo to umiarkowanie się zdziwił. Po swoim własnym przykładzie wiedział, że w sprawie dzieciaków nie ma sensu kierować się pozorami. Sam był cichym chłopcem i nikt nigdy nie spodziewałby się po nim rzeczy, które potrafił robić za namową rówieśników. Nauczyciele nie dawali wiary jego uczestnictwu w występkach i uchodziły mu na sucho rzeczy, za które wszyscy współtowarzysze zbrodni cierpieli konsekwencje. Być może po cichu liczył, że Dolohov rozwiąże test ołówkiem. Być może chciał podejrzeć, co też on zaznaczy, nawet jeśli taki bzdurny quiz w gazetce Peregrinus uważał za głupotę. — Te testy szufladkują każdego — zauważył, przejmując gazetę. — Zrobienie trafionego prezentu to zresztą wcale nie tak proste zadanie. Trzeba wiele o drugim człowieku myśleć. Sam Peregrinus w pogardzie dla błahości tematu zapewne rozwiązałby test ołówkiem, gdyby nie to, że Vasilij nie postawił na kartce nawet najmniejszej kropeczki. Aby nie pozostać mu dłużnym, również Trelawney nie wykonał żadnych notatek. Siedział chwilę w milczeniu z gazetą przed nosem, dając Dolohovom przestrzeń na przedyskutowanie dyniowej wizji. Blada twarz wróżbity przybrała wyraz skupienia, jakby studiował quiz dogłębniej, niż powinien — i w rzeczy samej tak było. Drobiazgowy umysł nie potrafił zadowolić się odpowiedziami ogólnikowymi, spreparowanymi z góry przez jakiegoś idiotę z redakcji. To nie było wszystko tak proste, jak tu sugerowali! Wreszcie czarodziej dobrnął do końca, wybrawszy coś w każdym pytaniu (mimo że miał liczne zastrzeżenia). Gdy zapoznał się z wynikiem, z jego ust wydobyło się niezadowolone: hm. — Twoja kolej? — Odłożył gazetę na stół i podsunął ją Lyssie. Jako że obaj wróżbici zachowali odpowiedzi dla siebie, przypadła dziewczynie czysta karta. — Cóż, dowiedziałem się, że mi przypisują słabość do wspólnego spędzania czasu w wartościowy sposób — podzielił się wynikiem z urzędowym dystansem, jakby ogłaszał sprawę, która go wcale nie dotyczy. Że quiz zasugerował mu przy tej okazji atencyjność oraz potrzebę tego, aby się nim interesować, to przemilczał, bo nie było najmniejszego sensu się nad tym pochylać. @Vakel Dolohov |