Secrets of London
[Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy (/showthread.php?tid=6094)

Strony: 1 2


[Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 01.06.2026

23 października 1972
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]

Cztery szkatuły. Na rytualny proch. Poręczne.
W końcu tyłek przestali zawracać jej plebejusze, którzy zamówienia składać chcieli "na kartkę". Ani słowa o smokach, klątwach, przeklętych artefaktach czy pośredniej potrzebie ukrycia czegoś przed Ministerstwem Magii. Żadnego "tak czysto teoretycznie, heh, czy jest możliwość sprawienia, aby ten przedmiot był ABSOLUTNIE niewykrywalny przez służby mundurowe? Piszę o czymś takim książkę i tak po prostu się zastanawiam…"

Proste i przyjemne. Nie powinno zająć dużo czasu. Pan Dolohov będzie zachwycony!!
Wyciągnęła z magazynu przygotowane wcześniej deski cisowe i ceremonialnie ułożyła je na stole warsztatowym. Przez kolejne minuty mierzyła, szkicowała i poprawiała własne bazgroły, dochodząc do wniosku, że ludzie proszący o „prostą skrzynkę” najczęściej nie mieli pojęcia, jak SKOMPLIKOWANE potrafią być proste skrzynki. Zwłaszcza gdy powinny wytrzymać ogień, nieodpowiedzialnego właściciela, przypadkowe kopniaki, upadki z wysokości,… kombinacji było wiele i dla świętego spokoju, Timmy nie chciała wyobrażać sobie większości z nich.
Ale MUSIAŁA, bo tym właśnie odznaczał się pełny profesjonalizm.
Pierwsze wióry zaczęły gromadzić się na podłodze. Septima spojrzała na nie z satysfakcją.

[roll=PO]


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 01.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]
Usatysfakcjonowana swym wytworem, zaczęła pracę nad kolejną szkatułą, nucąc przy tym pod nosem dramatyczną melodię zasłyszaną jeszcze gdzieś w Dziurawym Kotle. Nie pamiętała słów, o ile w ogóle kiedykolwiek je znała, więc zastępowała je czymkolwiek tylko pasowało do rytmu piosenki.
— We are Noobbyy LEAAAAH, we carry the flameee…
We'll fight for the drewno, we'll honor its name…

Skupiła się na pracy, podążając za tymi samymi krokami co podczas tworzenia pierwszej szkatuły. Praca to była przyjemna, ale mając na uwadze klienta, Ollivander wiedziała, że schrzanić tego naprawdę nie może. W najgorszym przypadku rzuci się do Tamizy, tam gdzie znajdowało się miejsce dla nieudolnych snycerzy.

Tymczasem wióry sypały się po podłodze, a ich losem nie przejmował się absolutnie nikt…

[roll=PO]

Cis okazał się mniej współpracujący, niż się spodziewała. Jedna ze ścianek pękła przy samym mocowaniu zawiasów, pozostawiając cienką rysę biegnącą przez niemal całą długość deski.

Septima przez kilka sekund patrzyła niemrawo na spartaczony efekt swojej ciężkiej pracy.

Odłożyła narzędzia…

Następnie podniosła je ponownie i bardzo świadomie postanowiła nie przeklinać.

Nikt nie jest idealny.


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 01.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]
Dobra. Tym razem musiała się skupić. Żadnych durnych piosenek. Możliwym wszak było, że melodia była zaklęta i odebrała skupienie, które przecież powinno być docelowo wbudowane w jej rodowe talenty. Talenty, które przecież nieomylnie posiadała!

Ruszyła z pracą nad kolejną szkatułą, ostrożnie dobierając drewno. Nie posiadała nieskończonej ilości czasu - czekało również na nią zamówienie dla Leviego, które postanowiła mimo wszystko wykonać priorytetowo. Klienci klientami, ale największą moc w tym zakładzie sprawował mimo wszystko nepotyzm. Oczywiście ojciec o tym nie wiedział.
Wióry, snycerka, przygotowywanie zaklęć i czekający nieopodal lakier. Ponownie wpadła w rytm pracy, zadowolona z dotychczasowych efektów.

[roll=PO]


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 01.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]
Otarła teatralnie pot z czoła.
Coś tam nawet się dziś lepiło, choć wiedziała, że w tym momencie nie może osiąść na laurach, bo przed nią czekało jeszcze sporo pracy.
Skup się.
Po trzech godzinach swoich struganek, zaczęła komentować na głos swoje Wielkie Postępy Szkatułkowe. Namiętna narracja, choć może uznana by była za troszkę dziwną dla postronnej osoby, to pomagała załagodzić kłębiące się myśli powątpienia we własne umiejętności. Szkatułki co prawda pozostawały niekomunikatywne, ale Ollivander uznała je za najbardziej przyjemne klientki tego tygodnia.

Kończyła właśnie pracę nad ostatnim pudłem - zostały jej tylko finalne zabezpieczenia i testy.
Bez testów ani rusz, ale ten właśnie krok nietrudno było schrzanić…

[roll=PO]

Pudło spłonęło doszczętnie.

A może jednak powinnam znaleźć bogatego męża.


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 01.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]
Sfrustrowana Timmy jęknęła poniżona smakiem własnej porażki, po czym wnet pobiegła do odpoczywającego w fotelu ojca, piąstkę zaciskając ciasno, aż do czerwoności skóry.
— Może mogłeś adoptować syna!
— Czy mam szukać innego zawodu?!
— A może to JA jestem adoptowana? TATO POWIEDZ MI SZCZERZE


Gdy już ochłonęła, wróciła spokojnym krokiem do swojej stacji warsztatowej. Wysunęła ze stosu zamówień list od Leviego i przeczytała go ponownie.
Nie było szans na sknocenie tego jak sknociła połowicznie zamówienie dla pana Dolohova — może i zawiódł jej talent, ale tym razem nie mogła zawieść jej moc potężnej przyjaźni z Rowlem.

[roll=PO]

Zaryła czołem o blat stołu.
Potrzebowała przerwy. Albo skoku do Tamizy. Może powinna rzucić monetą?


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 01.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]
Do Septimy zaczynało właśnie docierać, dlaczego alkoholizm od wieków przypisywano rzemieślnikom. Czy powinna była sięgnąć teraz do barku ojca? Nie, nie zanim nie dokopie się do sedna porażki. Dlaczego jej się nie powiodło? Przecież włożyła w pudło dla Leviathana całe swoje skupienie i talent… czy to drewno było przesuszone? Zwietrzałe? Przeleżałe? Źle dobrała gatunek? Dwa pudła dla Dolohova udało się przecież wykonać. A może to był lakier? Nie, świeżo zakupiony, od tego samego producenta co zawsze.
Chyba że?
Chyba że nie chodziło o drewno i jej umiejętności. A o ingerencje mocy nienamacalnej…
Zanim zaczęła pracę nad lampionem dla przyjaciela, nabazgrała naprędce krótki list. Potrzebowała ekspertyzy innego rzemieślnika…

Zabrała się za pracę nad lampionem; na tę okazję przygotowała sobie wcześniej dorodną dynię. Nie była pewna czy uznana będzie za stylową, ale Timmy opuściła na tamten moment jej kreatywna werwa.

Teoretycznie zadanie nie było skomplikowane – wydrążyć warzywo, osadzić źródło światła i dopilnować, by całość odstraszała byty odpowiedzialne za samoczynne przesuwanie krzeseł. Problem polegał na tym, że Septima przez lata edukacji nigdy nie natrafiła na rozdział zatytułowany Zaawansowane techniki antykrzesłowe.

[roll=PO]

Zmarszczyła czoło. Lampion wyszedł fantastycznie wręcz stylowy. Ale przecież… nie rozumiała.
Co to wszystko miało znaczyć?!


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 03.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]
Ollivander przeczytała list od Atreusa Bulstrode jeszcze raz, zatrzymując wzrok odrobinę za długo na podpisie. Czy to był ten sam Bulstrode? Ten auror, o którym słyszała już więcej niż wypadało od ludzi mających wyjątkowo mało zajęć i wyjątkowo za dużo opinii?

Wydawało jej się, że widziała go kiedyś wcześniej…

Któregoś wieczoru, w pubie – siedział przy stoliku z Alastorem. Septima pamiętała głównie własną reakcję; zauważywszy znajomego aurora w towarzystwie nieznanego, niepokojąco przystojnego mężczyzny, zachowała się z godnością i opanowaniem właściwymi dorosłej kobiecie, to znaczy natychmiast schowała się częściowo za ścianą i przez następne kilka minut zerkała ukradkiem w ich stronę, usiłując wyglądać przy tym jak osoba, która przypadkiem od pięciu minut bardzo interesuje się strukturą tynku.
Cholera, tego też nie mogła sknocić…
Wyciągnęła kilka materiałów, obejrzała ich krawędzie pod światło i odłożyła dwa z wyraźnym niezadowoleniem. Jeden miał zbyt ciasny rysunek słojów, drugi wyglądał przyzwoicie, co po ostatnich doświadczeniach uznała za cechę wysoce podejrzaną.
Zaczęła pracę nad kolejnym pudłem.

[roll=PO]


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Samuel McGonagall - 07.06.2026

Samuel ostatnio nieco częściej był w warsztacie niż nie był.

Nawet jeśli była w nim ona.

Te krzyki. Te emocje.

Czy to służyło robocie?

Szczerze wątpił, a słowa które dobiegały do niego przez ścianę o adoptowanym synu drastycznie nie pomagały.

Dlatego trzymał się na uboczu, nie chcąc być na trajektorii tego huraganu, nie rozumiejąc go i trochę się go bojąc. Jego matka byłaby bardzo niezadowolona, że w ogóle przebywa w towarzystwie takiej osoby. Nie żeby jego matka miała jakikolwiek wpływ na cokolwiek, skoro okłamywała go całe życie tylko po to by siedem lat temu przemienić się w ptaka i zniknąć.

Wdech. Wydech

Uderzenie czołem o blat stołu. Przyspieszony, drżący oddech znad kolejnego niepowodzenia.

Dźwięki, których absolutnie nie powinno tu być.

Samuel nigdy nie odmawiał pomocy, taki już był. Teoretycznie córka pana Ollivandera nie prosiła o pomoc ale…

Podszedł do niej cicho, a wraz z nim zapach mokrej ziemi i lasu, nim dotknie go ludzka stopa i ostrze siekiery. Sięgnął po pudełko, obejrzał je z kilku stron. Robota łatwa. Zdradliwa. Materiał zmarnowany. Spod nierówno obciętej strzechy jasnych jak len włosów patrzył na Septimę dwa bardzo smutne błękity. A potem sapnął, jakby sam zły na siebie za to, że zapyta:
– Jak ma na imię? – potrzebował tego, bo przedmioty był powiązane z właścicielami. Już nie patrzył na nią, patrzenie komuś w oczy było bardzo trudne. Ludzie ranili go ostatnio bardzo i jakoś nie miał zwyczajnie zaufania, ani do nich ani do siebie. Ale nie potrafił odmówić. Nawet jesli nie poprosiła.

Zamiast tego wziął deski, wziął heble i klej i zaczął robić pudełko.

Leviathan.

Nie miał pojęcia kim był. Nie miało to znaczenia. Nie robił tego pudełka dla niego.

Rzemiosło ◉◉◉○○ na pudełko dla Leviathana

[roll=Z]

.. cóż, może nie było pisane temu mężczyźnie mieć możliwości błogosławieństwa przodków? Może to błogosławieństwo nie miało przyjść z tej pracowni.

Sam miał jeszcze kilka listów z prośbami u siebie w kieszeni, dotyczących lampionów czy tych nieszczęsnych pudełek właśnie. Może powinien pójść zapytać pana Ollivandera o to co robią nie tak? Przygryzł wargę uciekając wzrokiem ku drzwiom, a potem uśmiechnął się krzywo. Nie był za dobry w słowa i w bezpośrednie konfrontacje. Szczególnie że za moment powinien powiedzieć do drugiej z pracujących tu osób...

- Wybacz... mi też nie wyszło... - Poczucie winy momentalnie zalało jego wrażliwą duszę, wyszedł więc na moment, aby zaparzyć herbaty. Dla pana Ollivandera, dla jego córki i dla siebie.

Ponoć herbata pomagała, gdy robota nie szła. Tak zawsze powtarzał mu jego mistrz.


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Septima Ollivander - 08.06.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=yT0GZV3.jpeg[/inny avek]

Zamówienie

Septima podskórnie wiedziała, że jeśli tylko straci rezon i da się ponieść pogniecionemu jak pościel po niespokojnej nocy, ego, to w okolic zmaterializuje się Sam, bo jakże by inaczej – porażkę pracy miałaby przeżywać sama? Z ojcem? Nie, świadkiem wszystkiego oczywiście musiał być również Samuel. Bo takie było prawo żenujących porażek, stawały się, aby przez kolejne dziesięć lat wybudzać z środka nocy, przekręcać wnętrzności i wyginać palce u stóp.
Dlatego też na widok mężczyzny, zwinęła dolną wargę w grymasie zakłopotanego uśmiechu, choć z uśmiechem nie miało to nic wspólnego. Kiwnęła głową, gdy tylko podszedł, jakby w zgodzie ze sobą, że ktoś powinien na jej pracę faktycznie spojrzeć, albo jakoś wyłowić z podłej passy. Nie sposób było nie poczuć ziemnej woni, która która przylgnęła do niego mocniej niż zapach londyńskich ulic.
Ale to nie na jego zapach wzdrygnęła się niepewnie, tylko na spojrzenie smutne, może trochę przeszywające w swej naturze — czyżby powiedziała coś krzywdzącego? Czy sprawiła mu przykrość?
Szorując wzrokiem po podłodze wyścielanej trocinami, zastanawiała się nad tym, przy okazji dopatrując jego pracy z dłutem. Nie chciała by czuł się obserwowany przez milkliwy cień, ale zbyt mocno sobie teraz nie ufała, aby odpuścić podpatrywanie roboty kogoś innego.
Tylko, że Samowi również nie wyszło.
— Nie szkodzi, Sam. Dziękuję za pomoc — odpowiedziała lekko, z trudem hamując pewnego rodzaju ulgę, że może to nie palce ich zawodziły, a siły niepożądane. Sabotaż drewna. Albo wróżki.
— Nie przeznaczone mu najwidoczniej to pudło. Nie ode mnie.
Zawyrokowała pod nosem, niepewna dlaczego musiało wybrzmieć to na głos. Sam tymczasem wyszedł zaparzyć herbatę, tak przynajmniej zaanonsował.
W między czasie jeszcze raz przyjrzała się swoim niewypałom; przestudiowała mankamenty skrzyń i sprawdziła jeszcze raz swoje rysunki. Może to w nich tkwił problem?
Gdy tylko mężczyzna wrócił (o ile wrócił), pokazała mu list Dolohova, palcami przeczesując zroszone potem włosy.
— A więc — odkaszlnęła ceremonialnie i pokazała palcem na dwie przyszykowane już na boku szkatuły. Im bardziej o tym wszystkim myślała, tym mniej miało to dla niej sensu, ale może była dużo bardziej zmęczona niż była w stanie przyznać — jeżeli chodzi o zamówienie dla Pana Dolohova, to dwie szkatuły udało się zrobić, a dwie niestety nie, haha.
Dlaczego… wydała z siebie odgłos przypominający duszącej się konio-świni?
Haha…
Ten oto najbardziej niezręczny dźwięk, jaki wydała z siebie od co najmniej tygodnia, przeciął ciszę i zdawał się osiąść w warsztacie na dobre, wciskając się pomiędzy słoje drewna i szczeliny w podłodze, gotowy wrócić do niej o trzeciej nad ranem..
Haha…
Przełknęła głośno ślinę, wpinając wzrok w sufit. Nie odezwała się, nie zapytała, dała mu chwilę, aby przemyślał czy w ogóle ma ochotę podejmować się zadania.


RE: [Jesien 1972] Warsztat Ollivanderów, struganki Timmy - Samuel McGonagall - 08.06.2026

Samuel spodziewał się wielu reakcji, ale może nie takiej. Z drugiej strony, mimo wszystko Septima była córką pana Olivandera, więc może tak właśnie powinno być, że nie było w niej gniewu, ani poczucia wyższości, ani też nie pozostawiała po swojej obecności tego niemiłego poczucia, że Samuel nie jest wystarczająco… wystarczający. Męski? Zupełnie jakby uderzaniem pięścią w stół było wyznacznikiem zestawu genitaliów.

Nie rozumiał tego.

Nie był pewien czy chce rozumieć.

Najważniejszym był fakt, że kobieta pokazała mu swoją karteczkę, gdy już miał zabrać się na powrót do swojego zamówienia. Przez moment nie zrozumiał jej intencji, ale w końcu kropki połączyły się pod postrzępioną nieuczesaną czupryną.

– Ale… Tu nie ma imion. Może… może drewno uznało, że pan Vu Dolohov jest zbyt zachłanny? Oczy widzą. Świat patrzy… – Bezimienne zamówienie. Było w tym coś smutnego. Ale przecież robili różdżki nie pod człowieka, a człowiek powstawał pod różdżkę. Świat działał cyklem. Jak zawsze. Skinął głową, zastanawiając się czy pocieszająco położyć jej rękę na ramieniu i przez chwilę jakby chciał to zrobić, ale zwątpił i ręki nie położył. Pamiętał jej zakłopotaną twarz gdy wprost zasugerował rytuał godowy i potencjalny seks jako jego zwieńczenie i pomyślał sobie, że może jednak jak ktoś rzadko patrzy drugiej osobie w oczy, to znaczy, że nie za dobrze się czuje w jej towarzystwie. Z drugiej strony… Ci co patrzyli też potrafili być okrutni.

Westchnął.

Dwie skrzynki zabezpieczone ich najlepszym lakierem. Bezimienne. Proste. Jak urny na zmarłych, którzy nie mieli rodziny. To nie mogło być trudne, prawda?

Rzemiosło ◉◉◉○○ pierwsza z dwóch skrzynek, dla domowników Praw Czasu.
[roll=Z]