![]() |
|
jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi (/showthread.php?tid=6101) Strony:
1
2
|
jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Helloise Rowle - 02.06.2026 Wątek warsztatowy — SamhainHelloise & Samuel![]() Kąśliwe wiatry niosące zimę próbowały porwać wyrastającą za Doliną chatę na kurzej nóżce, lecz dla skrytych w jej wnętrzu rzemieślników porywy te były ledwie sennym kołysaniem, do którego przygrywały okazjonalnie deszcze stukające do okien. W chacie było ciepło od ognia trzaskającego w kominku, a pomieszczenia pachniały przez wszystkie te dni drewnem, pszczelim woskiem oraz tartą dyniową. Oprócz leśnej wiedźmy zaszywał się czasem w kącie chłopak-niedźwiadek. Poświęcali się oboje własnym pracom, czasem wymieniali między sobą zadaniami, gdy coś szło nie po myśli — wszystko, aby przygotowania do Samhain przebiegły gładko. Ich dzieła wypełzły poza pracownię czarownicy, gdzie to zwykle mieściły się wszystkie jej narzędzia i materiały. Pod ścianami w korytarzu stały teraz warzywa do wydrążenia, żerdzie stygnących świec i skrzynie gotowych produktów. W ciasnej kuchni trudno było o wolną przestrzeń blatu. Swobodnie rozkładali się z pracą, gdzie im było akurat wygodnie, i tylko jedne drzwi w tym domu były zamknięte — sypialnia Helloise. Przez wszystkie te dni, gdy Helloise i Samuel pracowali wspólnie, przy jej łóżku kluł się gliniany demon, plugawe dziecię powołane do życia z czarnej cmentarnej gleby. Okruchy tej zaschniętej, wykradzionej zmarłym ziemi użytej do złego dzieła wiedźma zostawiała czasem na chłopcu z Kniei, gdy przechodząc za Samem pochylonym nad pracą, zaczepnie przeczesywała palcami jego włosy. Nie było nic niecodziennego w tym, że Helloise ma brudne ręce. RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Helloise Rowle - 02.06.2026 23 października
Lampiony dla Primrose Słodka Primrose jedynie zyskała w oczach Helloise, gdy czarownica przeczytała, że Lestrange wciąż myśli o swoim domu i chce dbać o niego nawet w ruinie. Była to piękna, godna naśladowania postawa. A jednak — były w Primrose rzeczy, które pewien czas temu wzbudziły głęboką nieufność Helloise. Miejsce, gdzie Prim chodziła dzień po dniu… nawet teraz wiedźma, tak przecież rozczulona listem zatroskanej panny, musiała poświęcić chwilę, aby strząsnąć myśli o tym, co zrobili Primrose, gdzie ją wysłali. Dlaczego ona to sobie zrobiła? Dlaczego? Gdy Helloise zasiadała do tworzenia dla panienki lampionów drążonych w dyniach, starała się pilnować, aby te złe myśli i lęki ciągnące się za osobą panny Lestrange nie zanieczyściły intencji i finalnego obrazu dzieła. // rzemiosło na lampiony Primrose [roll=Z] Przygotowała dla niej komplet trzech dyniowych lampionów, w których nożykiem wycięła różane kształty — słysząc nazwisko Lestrange, myślała ostatnio głównie o różach z ogrodu Maida Vale. Oby lampiony szczęściły jej domowi. Może Primrose jeszcze zawróci ze złej drogi, którą obrała. RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Helloise Rowle - 02.06.2026 24 października
Świece dla Dægberhta Przeczytawszy o tym, że Flint dokonywał egzorcyzmów świecami z Lammas, Helloise musiała aż na moment przysiąść na kuchennym krzesełku, aby nie omdleć niczym osłabiona wieściami o tragedii dama z baśniowych opowieści. Gotowa była pod pewnymi warunkami uznać kształt falliczny za godne narzędzie rytualnej pracy, lecz — ach! — nie w ten sposób, w jaki czynił to Charles Mulciber. Starczyło przejrzeć prasę, aby się zorientować, że ów chłopiec żadnego poważania dla tematu nie miał, a jedynie szukał sensacji. Nie zamierzała czarownica bynajmniej sama wchodzić na obszary nietypowych form — postawiła na klasyczne świece z żółtego wosku pszczelego. Dla oszczędności czasu większość zamówień odlewała w formach. Dla tych jednak czarodziejów, którzy szczególnie bliscy byli jej sercu, przygotowywała świece budowane na knocie poprzez zanurzanie ich w kotle z woskiem i nadbudowywane kolejnych warstw. Znajdowała w tej żmudnej, powtarzalnej czynności wiele przestrzeni na modlitwę i refleksję nad tymi, dla których tworzyła przedmiot. // rzemiosło na świecę nr 1 dla Flinta [roll=Z] // rzemiosło na świecę nr 2 dla Flinta [roll=Z] Nie były tak piękne, jakich by sobie dla niego życzyła. Kilka razy zirytowana musiała docinać i równać spody, aby świece zechciały stać prosto. Udało je się ostatecznie doprowadzić do stanu, który je czynił w miarę zadowalającymi. RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Helloise Rowle - 02.06.2026 24 października
Świece dla Leviathana Co on knuł? Helloise długo krążyła wokół prośby Leviathana, zanim podjęła się przygotowania dla niego świec. Nigdy nie zaobserwowała, aby interesował się spirytyzmem. Skąd teraz ten pomysł? Wcale jej jego wyjaśnienie nie zadowoliło. Nieco nieprzytomnie czarownica zaglądała w płynny wosk złocący się w kociołku, gdy wykonywała dla bratanka świece — pochodziły one z tej samej partii, co świece dla Flinta. Tym razem nie mogła się skupić na zadaniu. Skupiona była wyłącznie na spekulowaniu o tym, co też on znów sobie umyślił. // rzemiosło na świecę nr 1 dla Leviathana [roll=Z] // rzemiosło na świecę nr 2 dla Leviathana [roll=Z] Patrzyła na gotowe świece bez zadowolenia, za to pełna obaw. RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Helloise Rowle - 07.06.2026 24 października
Lampion dla Atreusa Nazwisko Bulstrode’a znała z tego, że był zimny. Do twarzy nigdy nie przywiązywała nadto uwagi. Zimno czyniło go istotą odpychającą, lecz w ten nieszczęsny, smutny sposób, który budził żałość. Ta żałość silniejsza była nawet niż niechęć do reprezentowanego przez niego aurorstwa jako narzędzia opresyjnej władzy biurokratów. Skoro już napisał, skoro zainteresował się… nie mogła odpuścić tej okazji. Helloise najpierw przygotowała odpowiedź na jego list, układając na papierze wszystko, co chciała mu powiedzieć i o co chciała zapytać, później dopiero zabrała się do pracy. Wybrała na lampion dla Atreusa jedną z ładniejszych dyń. Im piękniejsza, tym łatwiej czarownica wślizgnie się w jego łaski i skuteczniej pociągnie za język — tak rozumowała. Nie wiedziała o nim wiele, więc trudno jej było zamówienie spersonalizować, lecz zrobiła, co w jej mocy, aby wydrążyć lampion możliwie estetyczny, miły dla oka. // rzucam rzemiosło na lampion [roll=Z] Pracowała w skupieniu… być może zbyt ścisłym skupieniu, jako że większość jej dzieł powstawała w atmosferze swobody, podyktowana intuicją. W pewnym momencie kobieta docisnęła nóż za mocno. Jej ręka omsknęła się na delikatny fragment zdobionego lampionu, a ten odłamał się i wpadł do wnętrza wydrążonej dyni. Wiedźma syknęła wściekle i gwałtownie wstała od stołu, przy którym pracowała. Szybko powściągnęła złość. Zawołała już ze zwykłym spokojem: — Samuelu…? — Obróciła się w głąb chaty, aby sprawdzić, czy aby nie było w pobliżu niedźwiedzia, który powtórzy za nią próbę. RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Samuel McGonagall - 07.06.2026 Dzień spędzał w Londynie, w pracowni swojego Mistrza, towarzysząc w ostatnich dniach raczej jego córce, aniżeli samemu Ollivanderowi. W nocy zaś… w nocy chował się tutaj, w chatce pachnącej Knieją i kobiecym ciepłem. W ciszy pachnącej spokojem. W niewielkiej sosnowej skrzyneczce przechowywał listy i notatki przesyłane mu od czasu do czasu przez ludzi którzy go znali, a przynajmniej myśleli, że go znali. Przez ludzi, dla których był ważny. Przez ludzi, których nie kojarzył wcale. Część z tych zamówień robił w ciągu dnia, te bliższe sercu wolał robić tutaj, gdy ona była obok. Gdy nie był się popełnić dłutem błędu, gdy milczenie nie było ciężarem, a miękkim ptasim puchem w cudzym, ale wciąż doskonale znajomym gnieździe. Dłuto pracowało powoli po wyrysowanym wzorze. Kocie oczy i piękne pióra jego krewniaczki stawały się coraz bardziej wypukłe, coraz bardziej… – Hm? – podniósł głowę znad roboty dopiero wtedy gdy wypowiedziała jego imię. Siedział na ziemi otoczony wiórami i narzędziami, cichy jak zawsze. A potem jasne oczy, tak samo smutne jak zawsze choć teraz zyskujący nieco blasku w skupieniu robotą opadły na wiedźmę, a potem przeniosły się na nieudaną próbę. – Hmm.. – wybrzmiał pomruk zrozumienia. A potem już tylko zapytał o imię i sięgnął po dynię, by spróbować wydrążyć lampion i wpleść w niego ochronną magią z myślą o Atreusie… kimkolwiek był. Rzemiosło ◉◉◉○○, próba zrobienia lampionu dla Atreusa. [roll=Z] RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Samuel McGonagall - 07.06.2026 Nie był zbyt piękny, cóż, dynia ulegała mu o wiele prościej niż drewno. Ale był. Podniósł znów jasne ślepia na wiedźmę i uśmiechnął się przepraszająco, ale nie powiedział dużo więcej. Nigdy nie był dobry w słowa, a gdy przychodziła fala zamówień i działania… wtedy był w słowa jeszcze gorszy. Wrócił więc do pudełka dla kuzynki, pudełka na którym zależało mu o wiele wiele wiele bardziej, co mogło tylko zaburzyć pracę. Albo bardzo ją wspomóc… Rzucam na Rzemiosło ◉◉◉○○ na pudełko na prochy dla Ginny [roll=Z] Wieczko zamknęło się, kocie oczy łypiały nieco upiornie spomiędzy pierza, ale Samuelowi wydawało się to właściwe. Uniósł dłonie ku górze, ku Helloise, uniósł brwi w pytaniu: co myślisz?. Sam z siebie był bardzo zadowolony. Przygryzł zapodzianą, odstającą skórkę na palcu i rozejrzał się za swoim pudełkiem w którym nie było prochów, a liściki od żywych. Gdzieś tam była wiadomość od jego przyjaciółki Brenny. Pamiętał o niej. Czy ona pamiętała, jak bardzo chciał wrócić do Kniei? Nie był pewien... RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Samuel McGonagall - 07.06.2026 Kiedy wrócił do swojego kącika oglądał kartkę od przyjaciółki raz za razem jakby to na niej znajdowała się instrukcja obsługi pudełka. Prochy i drewno. Oczywiście surowiec musiał być odpowiedni podobnie jak technika wykonania. Zawczasu upewnił się u tych co dłużej siedzą w robocie, jak zrobić, żeby nie zepsuć, nie zmarnować surowca, a i tak… bywało różnie. Zawsze płakał nad deskami, które nie pogodziły się ze swoim nowym istnieniem. Zawsze zastanawiał się, czy nie wolałyby być… po prostu drzewem, albo pożywką dla grzybów czy owadów. W końcu złożył karteczkę, bo do wykonania miał dwie skrzyczneczki. Zaczął jednak od tej dla Bee, złocistej pszczoły, która broniła swojego ula. Mogła mówić, że jest inaczej, mogła się przemieniać w wilka, ale Samuel wiedział lepiej. Wieko zdobił heksagonami, ale jego dół rozpływał się w iluzji, jak miód, jak słodycz, którą pszczoła chroniła własnym życiem. Skrzyneczka dla Brenny, próba pierwsza i ostatnia zarazem, rzut na Rzemiosło ◉◉◉○○ [roll=Z] RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Samuel McGonagall - 07.06.2026 Być może to kwestia wzoru, być może tego jak blisko dziewczynka z Doliny była z Samuelem, być może obu. Ujął pędzel i nie pożałował barwnika, nadającego całości miodowego również odcienia. Zawiasy pracowały miarowo, wnętrze było odpowiednio zabezpieczone. I myśl. I dedykacja. I życzenie, najszczersze życzenie pomyślności w tym co zamierzała zrobić. Kolejne pudełko wprawiło go w pewne zakłopotanie. To przez zdanie użyte w notatce. Pan Morpheus być może by go poprosi o pudełko, a może go nie poprosi i to już była prośba sama w sobie? Drapał się po głowie i coś go swędziało od środka czaszki gdy próbował odcyfrować te szaradę. Czas tu był kluczowy bo do sabatu pozostał tydzień, a magia miała to do siebie, że mocno spajała się z drewnem. Przedmiot dedykowany. Czy rzeczywiście chciał, aby zrobiony był ręką Samuela? W końcu odetchnął odsuwając od siebie te rozterki i choć myślał o Morpheusie, o barwnym ptaku, którego widział tak dawno, dawno temu, to w sumie i tą skrzynkę robił dla swojej przyjaciółki. Morpheus był częścią ula, który ona chroniła. Nawet jeśli był ptakiem. Pióro symboliczne jednak stało się powtarzalnym kształtem. Raz za razem, raz za razem, jak zahipnotyzowany pozwalał dłutu płynąć przez drewnianą powierzchnię. Rzut na skrzynkę dla Morpheusa, Rzemiosło ◉◉◉○○ [roll=Z] A gdy w końcu otarł pot z czoła, gdy w końcu je rozluźnił ze skupienia, zdał sobie sprawę, że jest bardzo bardzo późno, ale wzór... wzór mu się spodobał. Coraz lepiej mu szło to całe rzeźbienie. Nawet gdy ledwo widział na oczy. Może rano zmieni zdanie? Nie... raczej nie. RE: jesień 1972, 23-30.10 — dary ziemi - Helloise Rowle - 08.06.2026 24 października
Świece dla Atreusa Rozdrażniona porażką porzuciła miejsce, gdzie przygotowywane były lampiony, pozostawiając tę kwestię Samuelowi. Być może jemu pójdzie lepiej. Czarownica obmyła ręce lepkie od dyniowego miąższu i zajrzała do kociołków stojących nad ogniem, gdzie bulgotały eliksiry. Wystawiła na ogień nowy kocioł wypełniony bielutkim woskiem. Nie miała dla Atreusa aż tyle sentymentu, aby dla niego poświęcić się długiemu, żmudnemu procesowi tworzenia świec zanurzanych. Gdy wosk roztopił się, zalała nim klasyczne formy. // rzucam rzemiosło na świecę nr 1 dla Atreusa [roll=Z] // rzucam rzemiosło na świecę nr 2 dla Atreusa [roll=Z] Wyciągnęła świece z form i od razu widziała, że udały się wyśmienicie. Zapakowała je do małego pudełeczka, po czym odebrała od Samuela lampion, który — ach, udał się, to najważniejsze. |