Secrets of London
[06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) (/showthread.php?tid=6112)

Strony: 1 2


[06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 03.06.2026

6 października 1972
Ataraxia || Helloise & Ambrosia

Wizytowanie Nokturnu nie było czymś, co Helloise czyniłaby często bądź chętnie. Wolała ludzi wabić do swojej chatki między drzewa; tam czuła się pewnie. Londyn odstręczał ją, w szczególności ta zawsze ponura dzielnica — zbyt wiele krążyło po tych uliczkach przykrych czarnych wspomnień. Odwiedzała Ambrosię rzadko, a gdy już to czyniła, kontury wnętrz Ataraxii zawsze zdawały jej się niewyraźne, poukrywane w mroku i dymie. Nie rozpoznała więc tego miejsca podczas Spalonej Nocy, a później długo unikała rozgrzebywania wspomnień. Tak minęły tygodnie, opadły emocje i wiedźma zaczęła myśleć trzeźwo. Wówczas powróciła pamięcią do tego pokoju, do którego trafiła pod koniec nocy, rozejrzała się po nim i niespodziewanie pojawiła się wśród jej wspomnienia sylwetka Ambrosii McKinnon. Widmo wróżbitki pochodziło z innego dnia, z innych okoliczności, lecz Helloise z pewnością widziała ją kiedyś w tamtym pomieszczeniu.
Tak oto czarownica ze zdumieniem odkryła, że owej pamiętnej nocy była w Ataraxii.
Prędzej czy później Helloise złożyłaby Ambrosii w związku z tym wizytę, lecz nie spieszyła się, dopóki nie pojawiły się wśród jej spraw pytania, na które McKinnonówna najlepiej mogła udzielić odpowiedzi.
Wiedźma nadeszła niezapowiedziana. Teleportowała się pod sam próg domku, aby nikt z tutejszych nie zdążył jej zaniepokoić. Wzdrygnęła się, słysząc za swoimi plecami Nokturn, lecz nie obdarzyła go ani jednym spojrzeniem. Od razu wkroczyła do środka, z ulgą wymieniając woń rynsztoka na ciężkie kadzidło. Ciekawiło ją, czy rozpozna w zapachu wypełniającym Ataraxię swoje dzieło.
Stojąc nieruchomo pośrodku pustego holu, Helloise czekała, aż Lady Macaria skończy czarować obecnego za drzwiami gabinetu klienta. Czarownica zrzuciła kaptur peleryny wilgotnej od pojedynczych kropel deszczu, na jej plecy wypadł gruby warkocz, a twarz otoczyło mnóstwo uciekłych z niego pokręconych i spuszonych kosmyków. Flądra odkryła obecność Helloise prędzej niż Ambrosia. Kotka przyszła ocierać się o jej spódnicę, na co czarownica przykucnęła i podrapała ją za uchem.
Klient wyszedł. Minął czarownicę z kotem, siląc się na szczątkowy przejaw uprzejmości w postaci rzuconego pod nosem: do widzenia. Kobieta zignorowała go i, nie czekając na zaproszenie, weszła do gabinetu. Początkowo nie powiedziała nic, a jedynie rozejrzała się dookoła pomieszczenia, próbując dopasować je do tego, co miała w pamięci.
— A więc jednak — odezwała się wreszcie. — Byłaś tu tamtej nocy? — zapytała zaciekawiona, uśmiechając się do Ambrosii. Czyżby i McKinnon mogła być jedną z osób w tłumie Śmierciożerców? — Czerniło się gęściej niż od dymu, który rozsnuwasz tu na co dzień, żeby zdusić swoich biednych gości.


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 10.06.2026

— Helloise? — czujne spojrzenie, wypatrujące kolejnego klienta, uwiesiło się na twarzy czarownicy, w pierwszym momencie z niezrozumieniem. Przyzwyczaiła się nadto oglądać ją w otoczeniu o wiele bardziej naturalnym. W zieleni i brązach otaczających ją drzew i w tęczowości kwiatów. Nokturn był wszystkim, ale nie tym. Było tu ciemno, chłodno, brudno i nudno. Do niedawna też śmierdziało, ale pod koniec lata Ambrosia zainwestowała w remont z prawdziwego zdarzenia i ten etap życia miała już za sobą. Całe szczęście. A potem McKinnon mrugnęła szybko, z jeszcze większym niezrozumieniem. Dopiero dalsze słowa wskazały jej właściwy trop. — Nie — uniosła lekko podbródek, jakby w tej deklaracji kryła się jakaś duma. W końcu zrobiła dokładnie to, czego nie oczekiwał od niej Louvain, jak więc miała być niezadowolona ze swojej decyzji? — Wystarczyło mi, że wcześniej tamtej nocy musiałam na jednego z moich gości patrzeć. Nie sądziłam… — a może trochę sądziła, bo Hela może i nie krzyczała o pomstę do nieba za znieważenia odnośnie czystej krwi, ale to też nie było tak że w ogóle się niczego nie domagała — Nie wiedziałam, że byłaś tutaj w Spaloną Noc — ale nawet gdyby wiedziała, niczego by to nie zmieniło. Nie ucięłyby sobie pogawędki, nie opowiedziały jak tam gnębienie mugolaków, czy cokolwiek czym zajmowali się zwolennicy Czarnego Pana. Ona spędziła ten czas na Podziemnych Ścieżkach. W bezpiecznych murach Kościanego Zamtuza, pomagając rodzinie w aranżacji całej tej zmiany wejścia.




RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 10.06.2026

Trudno ukryć, że Helloise była w tym miejscu elementem niepasującym. Aura Nokturnu należała do wyjątkowo ciemnych i ponurych. Czarownicę zaś zawsze ściągało w stronę życia, nie spelun, katakumb i szarych murów Londynu. Nawet jej dom jakby nie chciał jej tu puszczać samej — na kozakach przynosiła więc błoto Doliny, a gdyby rozpleść słomiany warkocz i przeczesać palcami te włosy, wypadłyby na podłogę Ataraxii zaplątane między kosmyki zeschłe liście jesienne.
To było złe miejsce, lecz Helloise nie potrafiła McKinnon nigdy do końca skojarzyć z podziemiem, z którego pochodziła jej rodzina. Ambrosia była zbyt lekka na kogoś, kto wychodzi z ziemi. Może dlatego przyjemnie było na nią patrzeć — Nokturn zdawał się odbijać na jej powierzchni niby na tafli czarnego zwierciadła, a jednak nie wnikać w głąb ducha. Być może było to jedynie złudzenie.
Czarownica zazdrościła smutno Ambrosii tej dumy z niestania wśród Śmierciożerców. Helloise nie miała już do niej dostępu. Nie musiała nosić mrocznego znaku, aby czuć porażkę. Wystarczyło, że istniała maska dla niej przeznaczona, nawet jeśli kobieta nie założyła jej jeszcze ani razu. Pociągnęła ją w głąb tej czarnej otchłani rodzina oraz obietnice, w które ani przez moment nie wierzyła — lecz tylko na takie było ją stać. Nie było już sensu wierzgać. Zaprzedawszy się, mogła już tylko dopilnować, aby uczynić plamę na swojej dumie możliwie wartą swojej ceny.
— Zmusili cię? — zapytała, próbując wybadać Ambrosię, choć niezbyt subtelnie. Grała otwarcie, bo Helloise również mogli przecież zmusić. Była gotowa to zasugerować, gdyby okazało się, że chybiła, dociekając sympatii McKinnon.
Gdy Ambrosia okazała zdziwienie jej obecnością na spotkaniu, czarownica wzruszyła ramionami z niegasnącym mętnym uśmiechem. Zachowywała się obojętnie, lecz nie z obojętnością kogoś, kto celowo odtrąca nudzący go temat, lecz jakby ślizgała się płytko wokół czegoś, w co nie chciała się zagłębiać. Nie musiała udawać, że współpraca podczas Spalonej Nocy nie napawała jej entuzjazmem.


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 16.06.2026

Nigdy nie uważała Nokturnu za miejsce złe. Dla niej było w nim coś specyficznego, coś co kryło się między wszechobecnym zapachem czarnej magii, a nieuchronnego rozkładu. Znała te ścieżki aż za dobrze, tak samo na powierzchni, jak i skryte głęboko pod ziemią, a co najważniejsze – Nokturn nigdy nie wyśmiewał jej za to kim była. Jeśli wiedziało się czego szukać, można było z powodzeniem znaleźć kogoś, kto nie był tylko kolejnym mętem, przeżutym i wyplutym przez społeczeństwo na własne życzenie. To było miejsce ludzi przedsiębiorczych, zaradnych i ona była wycięta z dokładnie tego samego materiału. Łapała okazje, nawet jeśli czasem czekała na nie tak długo, że inni uznawali ją za wariatkę.

Tę lekkość, wpisała w nią chyba jej własna matka. Rodzinnym darem oderwała od ciężkich hałd ziemi, które czernią oddzielały Londyńskie ulice od Podziemnych Ścieżek. Sama Ambrosia nie nazywała jednak tego lekkością, a zwyczajną utratą zmysłów i pełnego kontaktu z rzeczywistością. Zdarzało się to od czasu do czasu, ale nie trwało zbyt długo, więc nie uważało tego za coś czym należało się przejmować.

— Zmusili to takie brzydkie słowo — westchnęła blondynka, zerkając na moment w sufit. W piękny, rozłożysty żyrandol, który wisiał tam sobie, błyszcząc kryształkami. Pewnie cudownie odbijały światło, kiedy w pomieszczeniu świeciło coś więcej niż zapalone świece. — Opowiem ci historię, co ty na to? Pewnego razu była sobie dziewczyna, po uszy zakochana. Kochała chłopca, który wyparł się jej, kiedy nadeszła chwila próby. Czemu nie, zdarza się każdemu, prawda? Kochała go tak mocno, i on kochał też ją, wracając do niej przez lata. Zawsze przy sobie, nigdy razem — ujęła twarz w dłonie, wspierając się łokciami o krawędź stołu przy którym siedziała. — Ale okazało się, że chłopiec narobił sobie wrogów. Wrogów, którzy gotowi byli zniszczyć wszystko, co było mu bliskie. A jeśli nie zniszczyć, to wyrwać przemocą. Dlatego przyszli do jego dziewczyny. Biedna dziewczyna nie wiedziała wtedy, kim byli. A kiedy jej ukochany przypomniał sobie o niej wrócił, grzmiąc by trzymała się od jego wrogów z daleka, było już za późno. Jego wrogowie mają ją w swoich rękach, a wiesz co jest najzabawniejsze? On też jest jednym z nich — skończyła z nieco dziwnym, zbyt wesołym uśmiechem. Jakby całe jej nieszczęście bawiło ją wręcz niewymownie. Zabębniła wreszcie palcami w stół. - Zmusili, jest więc niedopowiedzeniem. Półprawdą. Czemu mogę cię dzisiaj gościć, Helloise?




RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 16.06.2026

Helloise nie była pewna, czego spodziewała się po historii Ambrosii, lecz ku jej zaskoczeniu, historia uderzyła w łudząco znajome tony.
— Tak, zdaje się, że zdarza się każdemu — potwierdziła mętnie, nie wyczuwszy ironii w głosie McKinnon, której to słowa wywołały przed oczy Helloise jej własne wspomnienia.
Nawet jeśli bycie odtrąconym potrafiło zaboleć, było na tyle zakorzenione w jej świecie, że rzeczywiście po prostu się zdarzało. Już w szkole odtrącali ją rówieśnicy, później odsunęła ją rodzina, a wypierający się jej przy Louvainie Leviathan był jedynie wisienką na torcie. Tak już bywało.
Śledząc historię Ambrosii, Helloise nie odrywała od kobiety wzroku, nawet gdy sama wróżbitka zwróciła oczy na sufit. Opowieści snute z uśmiechem potrafiły być najsmutniejszymi, a ten uśmiech kipiał nieprzepracowanymi emocjami. Był to dokładnie ten typ nieszczęścia, na jakim czarownica uwielbiała żerować. Do nieutulonych smutków lgnęła jak ćma do światła — zaprosić bliżej siebie, zaoferować swoją troskę, oddać swoją uwagę, obiecać pocieszenie. Ach, co oni ci zrobili, moje kochanie? Ambrosia pokazała jej dokładnie, gdzie jest wrażliwa. Teraz możemy sobie nawzajem pomagać. Ty pomożesz mi, ja tobie. Teraz będziemy bliżej niż kiedykolwiek.
Czarownica zrobiła kilka kroków ku Ambrosii z tą smutną łagodnością, z jaką patrzyła na wszystko, co w tym świecie nieszczęsne. Wyciągnęła miękkim ruchem dłoń, jakby chciała pogładzić krótkie blond włosy siedzącej przy stole McKinnon, lecz w pół gestu odbarwione na zielono palce zamarły przy twarzy wróżbitki. Helloise zawahała się.
Nie powinna Ambrosii w ten sposób wciągać w głąb Kromlechu.
Dłoń cofnęła się, wiedźma złożyła ręce za plecami, jej spojrzenie oziębło, zawisło zamyślone gdzieś między skrytymi w mroku draperiami.
Ktoś zrobił Ambrosii krzywdę, a Helloise przez chwilę poważnie rozważała pociągnięcie McKinnon głębiej przez skuszenie jej współczuciem i zrozumieniem jak kartą przetargową. Nie, nie chciała kontynuować dzieła krzywdy, którą zgotował koleżance ktoś inny, a przez którą tak boleśnie układał się na jej ustach uśmiech. Może Helloise wycofała się ze względu na szacunek do tej łączącej ich relacji, a może usłyszała z ust Ambrosii za dużo o samej sobie.
Nie sądziła, aby mogła ją ocalić. Nie sądziła, że istniał dla Ambrosii w ogóle odwrót, ale ona sama nie musiała pogłębiać jej cierpienia.
— Zatem przyszłam jako twój wróg. Wolałabyś, żebym wyszła? — Pytanie było puste. Nie należało do tych podstępnych, które w rzeczywistości miały jedną poprawną odpowiedź. Nie obciążała go żadna groźba, oczekiwanie ani nadzieja. Helloise naprawdę gotowa była odejść.


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 17.06.2026

Historia okraszona była lekkim uśmiechem i dziwną beztroską. Brakowało w tym przepracowania, a to zaczynało powoli odkładać się odrobiną szaleństwa. Traciła rozum i to w ten sposób, kiedy człowiek sam siebie pytał, czy to już był ten moment czy może jeszcze nie, ale nie było w niej chęci by ktoś utulił ten smutek. A przynajmniej nie potrzebowała, żeby zrobiła to Helloise. Była zdesperowana, ale nie na jej uwadze jej faktycznie zależało. Spojrzenie, miękkie dłonie i przyjemnie pachnące włosy, niewiele by naprawiły, gdyby czarownica zdecydowała się faktycznie zbliżyć do granic możliwości i zamknąć smutek w swoich objęciach.

Blondynka uśmiechnęła się nieco szerzej na kolejne słowa czarownicy i przeczesała włosy palcami. Powoli, w zamyśleniu, jakby faktycznie ważyła czy nie powinna Rowle wyprosić ze swojego przybytku.

— Wróg nie zapytałby, czy powinien wyjść — odpowiedziała wreszcie, a uśmiech rozbłysnął w pełni. Wyciągnęła do niej rękę i jeśli ta tylko pozwoliła, ujęła ją za dłoń. — Nie myśl już o tym. Nie ma co. Nie ma po co, a teraz powiedz mi, w czym mogę ci pomóc. Może ja będę w stanie pomóc tobie? — zapytała, z tym ślicznym uśmiechem kogoś, jak to sama Helloise pomyślała, zbyt lekkiego na coś, co miało wyjść z ziemi.




RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 17.06.2026

Dopatrywała się w sposobie podania tej historii pewnej nieuczciwości. Ambrosia opowiedziała jej swoją osobistą tragedię, a potem sama wycofała się za maskę uśmiechu i obojętności, zastawiając Helloise z nieobjaśnionym ciężarem tego wyznania. Nawet to czarownicę rozbawiło, choć nie uśmiechała się w przeciwieństwie do McKinnon i chwilę jeszcze trwała w niemrawym oderwaniu od chwili obecnej.
— Nie, ja nie jestem twoim wrogiem. Oczywiście, że nie — odparła w końcu, jakby wybudziła się ze snu dopiero, gdy została dotknięta. — Ale przychodzę z czymś, co będzie miało potencjał przysłużyć się ich interesowi. Nie chciałam cię zmuszać.
Spojrzała znów na Ambrosię, która wciąż się uśmiechała. Łącząc ich dłonie, zachęcała, żeby Helloise została i mówiła. Czarownica nie zamierzała podważać więcej jej woli.
— Szukam pewnego przedmiotu — zaczęła, siadając przy stole. Mówiła niespiesznie, jak to miała w zwyczaju, a jednak gdzieś pomiędzy słowami kryły się drobne uśmiechy zdradzające ją z tym, że jest projektem żywo zainteresowana. — Chodzi o pewne wiekowe herbarium. Dowiedziałam się, że może być u kogoś stąd. — Skinęła głową w stronę wyjścia na Nokturn. — Nie znam tu ludzi… — I wcale nie przyznawała się do tego ze wstydem. — Szczególnie że o tym człowieku słyszałam tylko pod pseudonimem. Pomyślałam, że może ty będziesz wiedziała, jak szukać ludzi na Nokturnie.


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 18.06.2026

— To miłe — słowa zadźwięczały nieco głucho, ale uśmiech wciąż pozostał na miejscu. Musiała do Ataraxii przyjść najwyraźniej kobieta, żeby nikt jej do czegokolwiek nie próbował zmusić. To chyba tym bardziej zachęciło Ambrosię i zaciekawiło, pchając do przodu, prosto w ramiona Helloise i tego, co mogła dzisiaj dla niej przynieść.

Czarownica rozsiadła się przy stoliku, najwyraźniej przekonana by wreszcie podzielić się sprawą, którą chciała się podzielić z McKinnon. Ta, wyraźnie zadowolona, słuchała jej, ale jednocześnie odsuwała też rzeczy, które pozostały po wizycie klienta. Szklana kula została przykryta, świeczki przygaszone opuszkami palców, a talia tarota wyrównana i owinięta w jedwabną chusteczkę. Wszystko to Ambrosia robiła powoli, dokładnie i przede wszystkim intencjonalnie. Za każdym ruchem kryła się jakaś głębsza myśl, niezmącona opowieścią Helloise.

— No więc przyszłaś we właściwe miejsce — zapewniła ją. — A przynajmniej mam taką nadzieję. Nie znam oczywiście wszystkich i każdego jednego jełopka biegającego po Nokturnie, ale przynajmniej część z nich. W najgorszym wypadku pójdziemy do kogoś, kto już będzie to wiedział. Albo sama pójdę — bo w sumie nie była pewna czy zabieranie w razie czego Helloise na Podziemne Ścieżki, to był taki wyśmienity pomysł. — No, to jak się nazywa ten twój pan od herbarium?




RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Helloise Rowle - 18.06.2026

Nie zamierzała jej zmuszać ani krzywdzić, ponieważ Helloise nie lubiła, gdy rzeczy przychodziły do niej dlatego, że naciskała wystarczająco mocno. Zawsze wolała, aby wypadki rozwijały się po jej myśli same z siebie. Czuła wówczas większą satysfakcję, wszystko wydawało się bardziej harmonijne. Przemoc wolała zostawić ostateczności, jako że łatwo wymykała się spod kontroli i wywoływała w niej intensywne emocje, zwykle nie te przyjemne.
Czarownica nie kryła się z tym, że śledzi wyważone, intencjonalne ruchy Ambrosii chowającej wróżbiarskie instrumentarium. Rozbłysła w Helloise na chwilę pokusa, aby powstrzymać ją i zadać pytanie. Zawsze miała pytania i lubiła słuchać odpowiedzi, nawet jeśli przychodziły w formie zagadki czy enigmatycznej wskazówki. Niesamowity fach w ręku mieli ludzie zdolni odkrywać przyszłość. Czasem żałowała w sobie tego, że sama nie potrafiła czytać znaków pozostawianych przez los.
Mimo pokus, tego dnia musiała jednak zmusić się do odtrącenia chęci na zabrnięcie w dygresję. Należało zachować skupienie na przyniesionej do McKinnon sprawie.
— Tak, sądzę, że jeśli będzie trzeba, lepiej, żebyś poszła sama. — Czarownica ani nie chciała zwracać na siebie uwagi, ani błąkać się wśród tych ludzi… Ludzie na Nokturnie miewali taki dziwny smak. Zawsze plasowali się w jej percepcji gdzieś pomiędzy człowiekiem cierpiętniczo smutnym a nieobliczalnym. Czasami oba na raz. — Tam, gdzie trafiłam wcześniej, mówili o nim Klekot. To bardzo ładne imię. Kojarzy się z ptakami o wielkich dziobach — westchnęła, bo rzeczywiście Klekot nie brzmiał jej wcale mrocznymi alejami Nokturnu.


RE: [06/10/72] This one’s for all my mean girls (#brat_autumn) - Ambrosia McKinnon - 19.06.2026

Zawsze uważała prawdę, kryjącą się w symbolach, za fascynującą. Ale jeszcze nie tak dawno, ktoś bardzo jej bliski, wprost powiedział jej że w tym temacie jest zwyczajnie naiwna. Inaczej nie dało się nazwać tego, że podobno to co czytała w kartach, nigdy nie miało dorównać wielkim meandrom czasu i przestrzeni, które mogło dostrzegać trzecie oko. Uwaga zapiekła, i wcale nie dlatego ze Alexander mógł mieć rację w swoich pretensjonalnych uwagach, a z prostego powodu że Rosie połowę swojego życia zmarnowała wzdychając ze smutkiem przy rodzinnym stole, bo w udziale nie przypadło jej trzecie oko, a samo limbo.

Wróżbiarstwo było jej sposobem na połączenie z najważniejszymi osobami w jej życiu. Kiedy była mała, siadała przy stole z babcią i mamą, tylko po to by przyglądać się jak rozkładają karty. Wskazywała paluszkiem na tajemnicze obrazki i pytała. Co przedstawiały, co znaczyły, w czym kryły się rzeczy najważniejsze i ten wspólnie spędzony czas był jednym z najważniejszych dla niej przeżyć. Nie odprawiłaby więc Helloise z niczym, nawet jeśli ta zdecydowałaby się na dygresję.

— Mnie się kojarzy z bocianami — uśmiechnęła się krótko, na wspomnienie pseudonimu. — Albo z klekoczącymi szafkami kiedy duchy harcują. Albo Flądra — czarna kotka wskoczyła akurat na stół i po kociemu rozłożyła się na nim do granic możliwości, oczekując głaskania. — Ale niech się zastanowię… Klekot…


// rzucam na wiedzę o świecie ◉◉○○○ + znajomość półświatka III (+30)
[roll=N+30]