[25/10/1972] co dwie głowy to nie jedna || sebastian & urd - Sebastian Macmillan - 19.06.2026
—25/10/1972—
Obrzeża Kniei Godryka, Dolina Godryka
Sebastian Macmillan & Urd Nordgesim
— Ekhm… A-aaapsik! — kichnął niespodziewanie Sebastian i wtem zatrzymał się, aby zawinąć kraciasty szaliczek nieco szczelniej wokół szyi. Chociaż dzisiaj pogoda w Dolinie Godryka była zaskakująco spokojna, tak po ostatnich intensywnych opadach deszczu mężczyzna wolał nie ryzykować. Jeszcze tego brakowało, żeby rozchorował się przed samym Samhain. — U-Urd? Mogłabyś mi jeszcze raz przypomnieć, co takiego się wydarzyło, że zaczęłaś współpracować z brytyjskim Ministerstwem Magii?
Wbił pytające spojrzenie w tył głowy panny Nordgesim. Ich wspólna wyprawa była dla niego nie lada niespodzianką. Bądź co bądź, jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedział, że kobieta przebywała na Wyspach Brytyjskich. Może nie nazwałby jej na tym etapie przyjaciółką, ale koleżanką po fachu jak najbardziej. Poznali się kilka lat temu na jednej z ekspedycji naukowych współorganizowanej między innymi przez zespół badawcze z Anglii i Szwecji; oboje pełnili wówczas rolę ekspertów z dziedziny egzorcyzmów.
Z tego, co pamiętał, wdali się w dość zawiłą dyskusję na temat tego, jakie przedmioty były najlepsze do przechowywania dusz zmarłych i jakie wpływ na całą procedurę miało wykorzystanie naczyń z konkretnych kręgów kulturowych… A teraz przyjdzie nam sprawdzić się w tym w praktyce, dokończył w myślach swoje nieme dywagacje, skracając dzielący go od czarownicy dystans, nim kompletnie dał się zostawić w tyle. Chociaż raczej nie mieli zamiaru zapuszczać się głęboko w Knieję, tak tereny te ostatnimi czasy nie uchodziły za zbyt bezpieczne… I to z dobrego powodu.
— Zgaduje, że doniesienia o tutejszym… incydencie… związanym z Limbo sprzed kilku miesięcy, mogły zachęcić cię do wejścia w tę współpracę — dodał, zerkając z zaciekawieniem na Urd.
Gdyby okazało się to prawdą, wcale by go to nie zdziwiło; na jej miejscu też by rozpalała ciekawość. Bądź co bądź, nieczęsto w mediach pojawiają się doniesienia o tym, że całej grupie czarodziejów udało dostać się do magicznych zaświatów i przeżyć. Dla wielu badaczy nawet znalezienie się w pobliżu miejsca takowego wypadku byłoby nie lada rozrywką. A stąd do Polany Ognisk było stosunkowo blisko…
Czy Sebastiana cieszył fakt, że ponownie znalazł się w okolicy Kniei? Cóż, oddelegowanie do tej sprawy odebrał ze sporą dozą zaskoczenia. Wprawdzie wiedział, że był jedną z lepiej poinformowanych osób w departamencie w kwestii tutejszych wypadków, ale nie spodziewał się, że Ministerstwo Magii tak nagle zarządzi akcję oczyszczenia okolicy z zagubionych dusz. Niepokoiło go to.
Sugerowało to bowiem, że szefostwo szykowało się do jakiegoś przełomu w kwestii Polany Ognisk. A mając w pamięci wizytę w obozie badawczym, trudno mu było wierzyć w to, że Ministerstwem Magii kierowała teraz tylko i wyłącznie dobra wola i współczucie wobec zbłąkanych dusz. Gdyby to było ich priorytetem, to zdecydowaliby się na ten ruch znacznie wcześniej. Jakby na to nie patrzeć, od katastrofy w Kniei Godryka minęło niespełna pół roku.
Czy zamierzał z tego powodu narzekać? Zbuntować się wobec rozkazów z góry? Absolutnie nie. Po tym, co zobaczył ostatnio na Polanie, nie miał zamiaru przepuścić okazji, aby w czasie pracy zobaczyć, co się działo w okolicy. A mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, skomentował bezgłośnie, wydając z siebie po chwili ciężkie westchnienie.
— Niech Matka ma nas dzisiaj w swojej opiece — pomodlił się pod nosem, przyglądając się z krzywą miną linii lasu, do której nieuchronnie się zbliżali. — Ta głusza jest ostatnimi czasy… szalenie niefortunna.
RE: [25/10/1972] co dwie głowy to nie jedna || sebastian & urd - Urd Nordgersim - 01.07.2026
– Prosit! – padła prosta odpowiedź, na jego fizjologicznie nie do końca właściwe zachowanie, kiedy byli na polowaniu. Oczywiście kichnięcie nie było tym co ściągało uwagę ściąganych istot, ale mogło absolutnie niepotrzebnie zwracać na parkę uwagę czegoś, czego uwagi nie chcieli. Mimo wszystko życzenie zdrowia było szczere, bo i szczera była radość Urd, że ramię w ramię ze swoim kolegą po fachu brodziła w gównie. Znaczy w gównianym lesie pełnym gównianych widm.
Pierwsze pytanie rozbawiło ją na tyle, by uniosła kształtne wargi odsłaniając na moment rząd białych ząbków, na moment tylko odwracając głowę ku Macmillanowi, który wpatrywał się w tył jej głowy wyczekująco. Zupełnie jakby w jasnym dobieranym warkoczu miał znaleźć odpowiedź na ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadzający ją do tego właśnie miejsca.
– Myślę, że w pierwszej i najważniejszej kolejności były to pieniądze Sebastianie – sprostowała zwięźle, ale jej ton był lekki, wciąż kokieteryjny. – Życie w Londynie potrafi być wybitnie drogie, a przyjaźń z benefitami z Waszym pięknym Ministerstwem jest idealnie tym rodzajem zależności na jaki liczyłam. Nie mam tak pięknej obróżki zobowiązania i oczekiwanych efektów, jak Ty, ale… – wzruszyła ramionami, poprawiając torbę na ramieniu z ingrediencjami niezbędnymi do egzorcyzmów. Praca jak praca. Oczywiście, gdyby zaproponowali jej z doskoku siedzenie za biurkiem nie zgodziłaby się nigdy. Ostatecznie była hazardzistką. Ostatecznie lubiła ryzyko.
– Opowiedz mi o tym. Badasz to miejsce? Widziałeś już te widma? – zagaiła z ciekawością, bo o tym, że przydzielili ją do znajomego egzorcysty wiedziała, ale nie udało jej się przed terminem wspólnej eskapady znaleźć chwili żeby nadrobić zaległości i zrobić research. Znaczy… planowała to, ale trzeźwienie zajęło jej za dużo czasu. Teraz trochę żałowała, że nie przemyślała tego bardziej. Ona i las… nie lubili się za bardzo, a każdy krok zdawał się być ryzykowny ze względu na błocko i wystające korzenie. Przeklęty statek widmo - przy jej zdolnościach pływackich to byłoby marzenie!
Zawady: alkoholik hazardzista
RE: [25/10/1972] co dwie głowy to nie jedna || sebastian & urd - Sebastian Macmillan - 05.09.2026
— Faktycznie, to całkiem racjonalne wytłumaczenie — stwierdził Sebastian, skupiając spojrzenie na swojej towarzyszce. — Domyślam się, że znalezienie odpowiedniego lokum może być obecnie nieco trudno. Nawet jeśli zdecydowałabyś się na szukanie czegoś w niższym standardzie.
Od Spalonej Nocy mógł minąć ponad miesiąc, jednak Londyn dalej dźwigał się z kolan po tym jak został przeżuty i wypluty przez falę pożarów, która przetoczyła się przez miasto. Ludzie potracili swoje domostwa, biznesy… Nic dziwnego, że ta katastrofa dotknęła także rynku mieszkaniowego. Nawet jeśli chodziło tylko o wynajem tymczasowy.
Macmillan nie miał jak dotąd powodu, żeby skupić się jakoś szczególnie na tym problemie. Poniekąd głównie przez to, że nie dotyczył go osobiście; po tym, jak w jego mieszkania pojawiła się zaczarowana sadza od razu ewakuował się do głównej siedziby kowenu i zajmował jedną z cel przeznaczonych dla osób duchownych. Nie miał więc okazji nawet rozejrzeć się po londyńskim rynku mieszkaniowym.
— Chociaż potrzeba zdobycia pieniędzy nie wyklucza pragnienia pogoni za wiedzą. Matka mi świadkiem, że w ostatnich miesiącach ten kraj wręcz kipi od wszelkiego rodzaju dziwnych zdarzeń — kontynuował, pozwalając sobie na ciche westchnienie. — Ostatnio nawet dostałem asystentów do przyuczenia. Skoro już nawet nasza profesja rośnie w popularność, to musi się robić naprawdę poważnie.
Wielka Brytania może i nie cierpiała na kompletny brak specjalistów, jednak nie było co się oszukiwać - gdyby nagle potrzeba było całej armii ekspertów od wyganiania duchów na drugą stronę zasłony, to zapewne trzeba by było ściągać wiekowych czarodziejów z emerytury. Liczba aktywnych ministerialnych egzorcystów była niczym w porównaniu z obłożeniem chociażby Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
— Nieregularnie — przyznał bez zająknięcia Macmillan na pytanie o swój udział w tutejszym projekcie Ministerstwa Magii. — Jakieś trzy tygodnie po obchodach Beltane zostałem wysłany do lasu przez szefostwo wraz z grupą… wolontariuszy. — Bo jak inaczej nazwać grupę złożoną z pracowników różnych departamentów i tak zwanych cywili? — Nie natknąłem się na same Widma, ale znalazłem coś na kształt… pęknięcia połączonego z zaświatami.
Skrzywił się na samo wspomnienie.
— Nie udało mi się go zbyt dobrze zbadać, bo całej okolicy pilnował Departament Tajemnic. Teraz dopuścili w te okolice większy zespół badawczy i udało mi się spędzić trochę czasu w ich towarzystwie. — Wzruszył sztywno ramionami. — Działania Śmierciożerców zdecydowanie odcisnęły na sobie ślad na tutejszej naturze. I jeszcze to parszywe drzewo w samym centrum tego wszystkiego…
RE: [25/10/1972] co dwie głowy to nie jedna || sebastian & urd - Urd Nordgersim - 18.09.2026
– No a jakie ma być? Oczywiście, że jest racjonalne! – przyjacielsko szturchnęła klechę w bark, traktując jego chęć podtrzymania rozmowy jako zaczepkę. – Wstępnie rozglądałam się na Nokturnie, ale jeśli jeszcze jeden zaproponuje mi 10 sykli za wspólne piwko w Wiwernie to nie wytrzymam i poleje się krew. Wiem, że mówiłam, że nigdy nie odmawiam trunku, ale jak widzisz i ja mam swoje granice – parsknęła, ciesząc się w duchu, że jej znajomość z Finnem Pinnem całkiem nieźle się rozwijała co gwarantowało relatywnie przyjemne zniżki w Kotle.
– Głupi! Nie ucz ich, robisz nam konkurencję. – w zgrabnych ustach wiele brzmiało jak żart i flirt, ale teraz Urd mówiła całkiem powaznie – Nikogo już nie musisz przyuczać, skoro przyjechałam bez trudu poradzimy sobie z każdą zapodzianą duszą. – To nie był entuzjazm, Urd przemierzała życie z pewnością siebie nieustępliwego lodołamacza.
– Nieźle! Ma się te wtyki w ministerstwie! Przyznam Ci się, że z przyjaciółką też chciałyśmy znaleźć możliwość zajrzenia do lasu. Ja osobiście nie jestem zbytnią fanką zieleni, zdecydowanie wolę morską toń… – Jej buty były dobrze zabezpieczone i szczęśliwie błocko nie brudziło jej pięknej białej jak mąka skóry, ale od zapachu wilgotnej jesienią puszczy już kręciło jej się w głowie. Urd mimo wszystko wolała wodę w możliwie dużej ilości. Nic nie mogła poradzić na swoje dziedzictwo. – A to pęknięcie brzmi fascynująco. Nic dziwnego, że jest taki popyt na nas teraz.. Zaraz… jakie drzewo? – zdziwiła się, bo to brzmiało jako zupełnie nowa informacja, pośród wszystkich plotek, które jej się obiły o uszy tu i ówdzie. A ta plotka była cenna podwójnie, skoro wypowiadał ją naoczny świadek.
Nagle napięła się i przystanęła, odruchowo sięgając do kieszeni pasa, żeby wyciągnąć świeczkę. W drugiej ręce poprawiła chwyt na różdżce.
– Ct… słyszałeś? Ptaki tu nie śpiewają. Chyba jesteśmy blisko zbłąkanego wędrowca…– zasugerowała czujność i zaczęła się rozglądać, gotowa zapalić świecę w każdej chwili i rozpocząć egzorcyzm.
RE: [25/10/1972] co dwie głowy to nie jedna || sebastian & urd - Sebastian Macmillan - 19.09.2026
— Mieszkałem tam do niedawna — skomentował powoli Macmillan, jakby zastanawiał się, jak w sumie powinien skomentować decyzję czarownicy. Nokturn nie cieszył się dobrą sławą, ale przynajmniej był na powierzchni, co w porównaniu z mitycznymi Podziemnymi Ścieżkami i tak było sporym plusem. — Aczkolwiek polecam trzymać głowę nisko i nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, jeśli możesz tego uniknąć. Niektórzy mieszkańcy są… problematyczni.
Nawet on, pomimo przynależności do kowenu musiał na siebie uważać. I nawet jeśli nie kręcił się bez potrzeby po ślepych uliczkach w poszukiwaniu wrażeń, to i tak zdarzało mu się wpaść na gości, którzy byli gotowi narobić mu problemów. Pył ze Spalonej Nocy przynajmniej przed tym mnie uchronił, skomentował bezgłośnie Sebastian. Obecnie jego lokum nie nadawało się do stałego zamieszkania, a przynajmniej nie kogoś takiego jak on. W duchu liczył, że odprawienie paru modłów ochronnych sprawi, że sytuacja się polepszy, ale… W sumie, to już zaczął się przyzwyczajać do swojej celi w kwaterze głównej kowenu.
— Doceniam twoją pasję, Urd, ale nie możemy kompletnie zrezygnować z młodej krwi. Zdecydowanie zbyt często widziałem, do czego może doprowadzić demencja u egzorcystów, którzy wyrobili sobie w departamencie zbyt mocną renomę.
Wiedza i doświadczenie starszych egzorcystów i przywoływaczy było nieocenione, ale ze względów bezpieczeństwa nie powinno im się pozwalać na wszystko. Macmillan do tej pory wzdrygał się na myśl, ilekroć przypominał sobie o repozytorium nieodprawionych duchów zamkniętych w swoich pojemnikach na strychu zmarłego egzorcysty na emeryturze. Jemu też się pewnie wydawało, że ”jeszcze znajdzie czas” na odprawienie tych dusz na drugą stronę.
— Las jest… — zaczął mężczyzna, jednak zaraz przerwą. — Albo nieważne. Zaczynam się obawiać, że nawet jak wytłumaczę wszystkie potencjalne niebezpieczeństwa związane z tym miejscem, to z jakiegoś powodu dodatkowo cię to zmotywuje do tego, żeby jednak się tam zakraść.
Matko przebacz mi tę podejrzliwość, pomodlił się krótko w myślach.
— Dąb. Zapewne klasyczny, chociaż jestem tylko w stanie domniemywać. Drzewoznawstwo jest poza moim kręgiem zainteresowań — odparł z poważną miną Sebastian. — Podczas ataku Śmierciożerców w lesie zerwała się wielka wichura. Według świadków niektórych ludzi dosłownie wywiało z Polany Ognisk. Wolontariusze i służby bezpieczeństwa przez następne dni znajdowali rannych i martwe ciała po tym… kataklizmie. — Skrzywił się lekko na wspomnienie o pierwszych doniesieniach na temat tegorocznego Beltane. — W każdym razie… Przez tą wichurę w centrum polany wylądował dąb. Tylko, że korzeniami do góry. To drzewo… Jest bezbożne. Nie podoba mi się.
A potem jak na zawołanie zapadła cisza. Sebastian przeżegnał się mimowolnie i poklepał od razu po kieszeniach, co by upewnić się, że na pewno zabrał ze sobą zapas pojemników. Było ich sporo. Drugie tyle miał w torbie, bo trudno było przewidzieć, na ile cała ta sytuacja eskaluje, skoro Ministerstwo Magii zdecydowało się posłać tutaj całe zespoły specjalistów.
— Mhm, nawet widzę jednego — wyszeptał, poprawiając szalik i celując palcem w stronę krzewów znajdujących się kilka metrów dalej. — W sumie to nawet... Ich.
Między dwoma krzakami znajdowały się dwie na wpół przezroczyste sylwetki. Podeszłego mężczyzny o długich, najprawdopodobniej siwych włosach odzianego w elegancką szatę wyjściową i wymachującego widmową laską przed twarzą drugiego ducha - znacznie młodszej, może trzydziestoletniej kobiety. Macmillan przekrzywił głowę. Wprawdzie z tej odległości mało co mogli usłyszeć, ale z daleka wyglądało to przynajmniej jak kłótnia. Miejmy nadzieję, że nie kochanków, pomyślał, a gdy tylko ta myśl pojawiła się w jego głowie, momentalnie poczuł potrzebę przeżegnania się.
|