Secrets of London
[21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118)
+---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Wątek: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? (/showthread.php?tid=6157)



[21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Victoria Lestrange - 21.06.2026

[Obrazek: imgproxy.php?id=7kMIkpi.png]

Był poranek, a Victoria wyglądała, jakby w biurze siedziała już przynajmniej dobre dwie godziny: rozwalona przy swoim biurku, zasypana papierami, a obok tych wszystkich papierzysk stały dwie filiżanki. I obie były puste.

Był poranek, a ona już odwaliła część zaległych raportów, swoich, ale też kompletnie nie swoich, bo w końcu przegrała z Atreusem pewien zakład i oto były efekty… Nadal uważała, że to dobrze, chociaż w jej głowie co jakiś czas leciała jakaś co barwniejsza wiązanka, która jednak nie wylatywała nigdzie na głos.

Ale pomiędzy tymi raportami (podzielonymi na cztery kupki, bo dwie to były dokumenty jeszcze nierozpisane, a kolejne dwie to te już skończone), które teraz odsunięte były na bok, dlatego wyglądało to wszystko jak pewnego rodzaju bardzo poukładane pobojowisko (Lestrange uważała, że jej biurko nagle jest za małe), walała się otwarta teczka ze sprawą, którą ostatnio przejęła od brygadzistów. Sprawa, która miała zostać umorzona ze względu na brak tropów i ogólny burdel biurokratyczny, a w której Victoria widziała istotny problem z wielu punktów, więc Brenna zdobyła dla niej teczkę, którą już dwa dni temu przeglądały, ale teraz należało to chyba pchnąć dalej. Wczoraj nie miała na to czasu, były nieco ważniejsze rzeczy, ale dzisiaj… Może dzisiaj uda się uszczknąć trochę czasu. Między innym i dlatego przyszła do pracy tak wcześnie: by sobie ten czas zorganizować.

I tak właśnie mógł ją zastać Atreus, ewidentnie po dwóch kawach i od dawna siedzącą nad papierologią, i zapewne był z siebie bardzo dumny, widząc na jej biureczku część wypełnionych dokumentów, które należały właśnie do niego.

– O, Bulstrode – rzuciła, kiedy akurat w roztargnieniu przejechała dłonią po czole, by odgarnąć jakiś niesforny kosmyk i uniosła spojrzenie, dostrzegając aurora. – Ta część jest twoja – dodała, kiwając głową na jedną z kupek po czym sięgnęła po jedną z filiżanek, chcąc się napić i ze zdziwieniem odkryła, że jest pusta.

Westchnęła przeciągle, przetarła oczy, po czym zmrużyła je, patrząc na Atreusa, bo właśnie przyszło jej do głowy, że to wspaniała okazja, by zająć mu trochę czasu. Wyrwie się z biura w teren, będzie mógł z kimś pogadać, może się zaangażuje w jakąś sprawę…

– Masz czas? Mam robotę, przydałaby mi się pomoc – stwierdziła dość nagle i przekrzywiła głowę. – Jak stoisz teraz z zielarstwem? – nie miało to aż takiego znaczenia, ale musiała wiedzieć, ile musi mu powiedzieć, żeby załapał, jak istotna ta sprawa w ogóle jest. A na ostatni stan jej wiedzy, to Bulstrode był na poziomie może odrobinę lepszym niż Borgin, czyli nadal nie za dobrze.




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Atreus Bulstrode - 07.07.2026

Czy Atreus był z siebie dumny? Bez dwóch zdań. Nigdy nie był tak szczęśliwy jak w momencie, kiedy mógł zwalić swoją raportową robotę na kogoś innemu, samemu zajmując o się w tym czasie o wiele ważniejszymi sprawami. Dzisiaj na przykład, połowę czasu spędził w dowodowym, a drugie pół przeznaczył na wspominanie gąsiora który upierdolił Lestrange w dupe.

Niesamowite — mruknął, spoglądając na sprezentowaną mu kupkę. — Nie sądziłem, że tak szybko ci to będzie szło — rzucił z uznaniem, sięgając po plik papierów i ważąc go w dłoniach, jakby chcąc ocenić w ten sposób ilość wykonanej przez nią pracy.

— Mogę mieć — zawyrokował po chwili ciszy i odłożeniu dokumentów na swoje biurko. — Zielarstwo? Eh, proszę cię. Czy jak odpowiem, ze tak samo jak zwykle, to będzie to dla ciebie wystarczająca odpowiedź? — zapytał, z jakąś taką nadzieją. Rośliny nigdy przesadnie go nie interesowały. Eliksiry natomiast zaliczył na tyle, ile wymagano na egzaminach aurorskich. — A co, masz jakieś krwiożercze rośliny, którymi trzeba się zając? — zagadnął jeszcze, opierając się biodrem o krawędź jej biurka. Szkoda, że nie miał pod ręką takiego Stanleya, bo wtedy może byłby w stanie wybić się na nim swoją wiedzą, a tak? Pozostawało mu mieć nadzieję, że Victoria pamięta że on wie jaka jest różnica między miednicą, a miednicą.




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Victoria Lestrange - 09.07.2026

Och, ona też wspominała gąsiora, ale nie tak entuzjastycznie. Zwyczajnie nadal bolała ją dupa od ugryzienia, a i niespecjalnie wierzyła w przesłanie, jakie to niby niosło. Jakieś szczęście w miłości. Ha… Nie miała wątpliwości, że jej relacja z Saurielem, czymkolwiek była, to raczej zmierzała do powolnego końca (błąd: koniec był bardzo rychły, po prostu Victoria nie zdawała sobie z tego najmniejszej sprawy), biorąc pod uwagę jak niewiele się widzieli od czasu Spalonej, i w ogóle jak to wszystko wyglądało… Miała jakąś tam nadzieję, ale była ona w swych podstawach bardzo naiwna. Nieważne.

– Co niesamowite? – spytała mało przytomnie, patrząc z niezrozumieniem na Atreusa, póki nie wyjaśnił i wtedy przeniosła spojrzenie na poukładane na biurku kupki papierów w większej części zajmujące jego powierzchnię. – Nie mogłam spać – stwierdziła i nawet nie było to kłamstwo, bo ogólnie miała ze snem problemy.

– W zasadzie to będzie – stwierdziła, po czym mrugnęła i w końcu odłożyła na talerzyk ciągle pustą filiżankę, najwyraźniej sobą niekoniecznie zadowolona. I rzeczywiście jeśli chodziło o Atreusa, to nie miała nic złego na myśli. – Nie do końca zająć… A przynajmniej nie tak jak na zielarstwie w szkole – skrzywiła się lekko, po czym westchnęła, splotła ze sobą palce, ułożyła dłonie na blacie, na tej teczce ze sprawą i spojrzała uważnie na Bulstrode’a. – Towarzystwo Herbologiczne zgłosiło, że ukradziono im dwie sztuki okazu, którego właściwości nie były dokładnie poznane – powiedziała w końcu. – Dotychczas zajmowali się tym brygadziści, jakieś żółtodzioby i nie umieli sobie z tym poradzić. Poza tym roślina teoretycznie należała do OMSHM, bo to oni znaleźli sadzonkę w magazynie, ale podarowali ją w czerwcu Towarzystwu do zbadania. Śledztwo miało być umorzone – zacmokała niepocieszona. – Rzecz w tym, że ja należę do Towarzystwa i byłam przy tym jak badaliśmy w lipcu ten okaz… Jest niebezpieczny i najprawdopodobniej modyfikowano go nekromancją. To odmiana mandragory. Kojarzysz jak zachowuje się mandragora? – przerwała na chwilę, bo nie była pewna czy należało tutaj zastosować dłuższą czy krótszą opowieść. – W każdym razie zamierzałam podjąć trop. Chętny? – jeśli tak, to mogla opowiedzieć mu więcej. Jeśli nie, to nie było sensu strzępić ryja.




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Atreus Bulstrode - 11.07.2026

Chyba jednak bardziej niesamowite, że Victorii udało się aż tak dużo przerobić, w tak krótkim czasie, było to w jakim stanie w ogóle się znajdowała. Atreus przez chwilę przyglądał się jej znad trzymanych papierów, jakby spodziewał się że ta zaraz podeprze się nosem o swoje biurko i zwyczajnie zaśnie. Nic jednak takiego się nie stało, mógł odłożyć swoją kupkę dokumentów na własne biurko, a następnie wrócić do rozmowy.

Coś mi dzwoni, nie wiem gdzie… — mruknął, bo w sumie nie był pewien czy coś o roślinach i podobnej sprawie nie obiło mu się o uszy. Może ktoś najzwyczajniej w świecie narzekał przy nim, albo korytarzowe echo robiło swoją robotę, gdy szedł od punktu A, do punktu B, bo nie ważne ile się nad tym teraz głowił, nie był w stanie wyłowić detali. całe szczęście, Lestrange kontynuowała. — Mandragory? Pamiętam je z zajęć zielarstwa. Strasznie darły japy — podsumował we właściwy dla siebie sposób, czyli niekoniecznie koncentrując się na najważniejszych aspektach prowadzonych lekcji, samych mandragor, czy tego co miały teraz do rzeczy. — I kiedy ukradli im te sadzonki? — zainteresował się, wychodząc z pytaniem zanim jeszcze zdążył odpowiedzieć, czy w ogóle był chętny. Cóż, przynajmniej na takiego wyglądał, bo trochę mu się rozjaśniło spojrzenie, jakby do tej pory niezmiernie mu się nudziło, a Victoria spadła mu niemal z nieba z tymi swoimi chwastami. Może i nie znał się na zieleninie, ale umiał łapać przestępców. — Dobra, co mi szkodzi. A będę musiał nosić nauszniki? — upewnił się jeszcze, jakby najważniejsze o co się w tym wszystkim martwił, to czy mu się włosy od tego nie odgniotą. Może nie wyglądał jakby spędzał przed lustrem długie godziny, ale zawsze wyglądał schludnie, porządnie i ubrany był w dobrej marki ubrania, a jasne włosy, jeśli tylko by je macnąć, utrwalone były ulizanną, nigdy roztrzepane.




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Victoria Lestrange - 11.07.2026

– Może słyszałeś coś przypadkiem z biura Anthonego – stwierdziła po prostu, bo jednak od czerwca minęło trochę czasu i sprawa miała okazję być plotką, a następnie się rozmyć. Do czasu, oczywiście. Potem kiwnęła głową, bo owszem, dobrze mu świtało: mandragory darły japy. – Jakoś w okolicy Spalonej. Niedawno. Podejrzewam, że skorzystano z zamieszania związanego z atakiem, może w tamtą noc, może tuż po niej… – Lestrange potarła jedną skroń, bo ta sprawa po części doprowadzała ją do metaforycznego bólu głowy. – Obawiam się, że nauszniki będą niezbędne jak już znajdziemy trop, bo póki co brygadziści znaleźli wielkie nic – stwierdziła, skrzywiła się po czym postukała palcami lewej dłoni w biurko.

– Okej, to może od początku, żebyś miał świadomość, z czym właśnie się będziemy mierzyć. Siadaj – mógł sobie nawet klapnąć na jej biurku, nie miało to w tej chwili większego znaczenia, bo mina Victorii wskazywała na to, że intensywnie myśli, by ułożyć sobie tę historyjkę możliwie treściwie i zwięźle. – Sprawa zaczyna się w czerwcu. W magazynie celnym znaleziono jakieś przesyłki, w jednej znajdowała się mała mandragora odmiany pustynnej, która najwyraźniej hmmm pożywiła się innymi sadzonkami i zraniła urzędnika jakimiś paraliżującymi witkami. Jakoś ją spacyfikowali i przenieśli do Towarzystwa żeby się nią zajęli. Tam urosła… ponad swój normalny rozmiar. W bardzo krótkim czasie osiągnęła rozmiar gdzieś pięciu stóp, co nie jest w żadnym razie normalne, to jakieś pięć razy więcej niż powinna. Oczywiście wpływ na to mogły mieć anomalie jakie doświadczała Anglia – tutaj Victoria uśmiechnęła się bardzo kpiąco i Atreus powinien wiedzieć dlaczego: według nekromantki z Egiptu to Zimni byli powodem tychże anomalii. – Ale nie musiały, to mogło być coś innego. Na początku lipca zostałam zaproszona do Towarzystwa, żeby wziąć udział w badaniu, mieliśmy pobrać próbkę mandragory i zbadać ją później na spokojnie, ale prawdę mówiąc nie poszło za dobrze. Po pierwsze jedyna próbka i to dość marna, jaką udało się pobrać, została zniszczona przez jedną z osób, które brały w tym udział – tutaj uśmiechnęła się uprzejmie, albo z przekąsem… trudno było stwierdzić, ale Victoria od tamtej pory nie miała najlepszego zdania o Ambroise Greengrassie. – A po drugie mandragora się obudziła, roztrzaskała wielką tubę, w której siedziała i okazało się, że zdążyła się hmmm… rozmnożyć? Były więc dwie mandragory zamiast jednej to raz, a dwa, ona się pożywiała tą drugą. Dosłownie ją wpierdalała. Rozdzieliliśmy je i to by było na tyle z badań. Tak, wydzierały się. Ambroise Greengrass nie zachował należytej ostrożności i prawie został spetryfikowany. Mamy więc dwie mandragory o wielkości ponad normę, drące japy, trzaskające jakimiś paraliżującymi witkami. I obie zaginęły. I jest ogromna szansa, że te okazy są w jakiś sposób zmutowane, zmajstrowane nekromancją albo cholera wie czym, ale czymś paskudnym – raz jeszcze zabębniła palcami o biurko. – Jakieś pytania do tej części? – to była część faktów, nie przypuszczeń i nierozwiniętych przez brygadzisty wątków, ta część tez oczywiście była, ale po kolei…




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Atreus Bulstrode - 19.07.2026

Może faktycznie coś mu się usłyszało akurat stamtąd, a z drugiej strony nawet nie dziw, że wleciało to jednym, a wypadło drugim uchem. Nie kiedy sprawa ciągnęła się od czerwca, a wtedy to on miał na głowie dużo za dużo spraw. Więź Beltane, Perła Morza, Litha. Sierpień też był zabawny, a potem wiadomo, wrzesień. Wszystko dodatkowo okraszone tym, że nazwę mandragory głównie kojarzył przez pryzmat tego, jak bardzo uwierały go nauszniki na lekcjach z zielarstwa.

No tak, brygadziści. Dobrze, że masz nas, aurorów — i wierzył w to co mówił całym sobą. Z pewnym zadowoleniem zdawał się też przyjmować fakt, że Brygada Uderzeniowa nie do końca dawała sobie radę, ale miało to dużo wspólnego z jego ego i poglądami, których wcale nie zamierzał się wstydzić. Na całe szczęście jednak, darował sobie tym razem wzmianki na temat tego, że a co ci brygadziści i jacy oni nie są.

Zamieniam się w słuch — faktycznie, kiedy zaczęła streszczać mu całą historię, wydawał się jej słuchać. Nie błądził wzrokiem, nie szukał wymówek. Ba, niespecjalnie jej przerywał, zamiast tego kiwając głową i mrucząc pod nosem jakieś aha czy mhm, jak każdy uważny słuchacz. Usiadł sobie nawet do tego, ale nie na jej biurku, a kulturalnie dosunął sobie krzesło, rozpierając się na nim do granic możliwości. Okaz pustynny, paraliżujące witki, eh trzeba będzie nauszniki, no tak. Sadzonka wpierdoliła inne sadzonki, znaczy kanibal, o ile rośliny mogły być kanibalami. Potem myku do Towarzystwa i tam ją sobie wyhodowali, aha. Wielki skurwol. Zrobili sobie badania, ale ktoś to koncertowo spierdolił. Jeśli to Victorię mogło pocieszyć, to nawet ją o to spierdolenie nie posądzał. Znowu kanibalizm, znowu pamiętać o nausznikach, Greengrass ciota prawie został skamieniony, to akurat było zabawne. Parsknął sobie nawet na to pod nosem.

Ta, no w sumie jedno. Czy te oba okazy są żywe, skoro powiedziałaś, że jeden wpierdalał drugiego? Myślałem, że to znaczy śmierć przez pożarcie, ale w sumie nie wiem jak to z roślinami. Dwa jednak, czy określenie kanibal jest trafne w stosunku do roślin. W sumie to trzy, czy jak się podzieliła to zmalała i były dwa mniejsze okazy czy stworzyła dokładnie takiego samego wielkiego skurwibąka?




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Victoria Lestrange - 19.07.2026

Nie winiła go, że coś mu dzwoniło, ale nie wiedział w którym kościele. Doskonale pamiętała, jak bardzo był zainteresowany zielarstwem czy opieką nad magicznymi stworzeniami – to mniej więcej tak samo, jak ona Quidditchem.

Uniosła na niego wymowne spojrzenie, kiedy parsknął, ale nie przerwała w tamtej chwili swojej opowieści, ledwie zmrużyła lekko oczy.

– Tak, są żywe. Kiedy odsłoniliśmy trochę ziemi z tuby, w której siedziała, to zobaczyliśmy… No wielką bulwę z paskudną „twarzą” – zrobiła to cudzysłowie w powietrzu palcami. – Jedną wicią ciasno oplatała drugą bulwę i głowa tej drugiej mandragory była dosłownie w gębie tej pierwszej. Mam ci to narysować? – Lestrange uniosła wyżej jedną brew. Z rysowania byłą równie kiepska co z Quidditcha. Jak ostatnio rysowała Rodolphusowi schematyczny rysuneczek żywiołaka na Beltane, to kuzyn chyba był bliski parsknięcia. – Chwilę później obie zaczęły się drzeć, jak się skapnęły, że nie są już przykryte ziemią… Rozdzieliliśmy je. Nie zdążyły się zeżreć, każda trafiła do osobnej tuby… – Lestrange postukała paznokciem w blat swojego biurka z pewną niecierpliwością, ale nie do pytań Atreusa, a po prostu cała ta sprawa ją irytowała. – Czy rośliny mogą być kanibalami… To świetne pytanie. W tym wypadku myślę, że jak najbardziej tak, chociaż to zagadnienie chyba mocno filozoficzne. Nie wiem jakie sadzonki były w skrzyni, w której trafiła do Anglii, z tego co zrozumiałam, to mandragora pożywiła się nimi, a potem zaczęły gnić. W każdym razie odkryli tę skrzynię w magazynie, bo coś strasznie cuchnęło i tylko ta mandragora była żywa. A jak trafiła do Towarzystwa to zaczęła tak gwałtownie rosnąć, że się podzieliła i chciała zeżreć tę podzieloną część… Ogólnie to wyglądało tak, jakby jej wzrost został gwałtownie przyspieszony. Poczytałam sobie potem o tych mandragorach, one się w ten sposób rozmrażają, że się dzielą, ale to raz na kilka lat, ogólnie to wszystko nastąpiło grubo za szybko, bo mówimy tutaj o miesiącu dorastania pod okiem Towarzystwa i gigantycznych, anormalnych rozmiarach – westchnęła ciężko, spojrzała na teczkę ze sprawą, którą miała ciągle przed sobą. – Nie zmalała. Nadal była gigantyczna. Ta druga była mniejsza za to… No ale skoro zostały rozdzielone i od tego czasu żyły sobie osobno, a minęły dwa miesiące, to myślę, że obie są już podobnych rozmiarów – zamilkła na moment, wpatrzona w jakiś punkt przed sobą. – Tam cuchnęło. Cuchnęło bardzo nieprzyjemną magią – powiedziała w końcu trochę ciszej, nim spojrzała na Atreusa. – A ziemia, w której siedziała… Była całkowicie wyjałowiona. Wyciągnęła z niej wszystkie minerały, tak do zera – za szybko. To wszystko działo się za szybko. – A teraz sobie wyobraź, że te dwa bydlaki zaginęły. Ktoś musiał dokładnie wiedzieć, że Towarzystwo je trzyma, skorzystał z zamieszania i wyniósł dwie drące japy, paraliżujące witkami i petryfikujące wrzaskiem, gigantyczne mandragory. A żeby je rozdzielić i spacyfikować potrzebowaliśmy pięciu dorosłych czarodziejów – chyba nie musiała mu wiec tłumaczyć z jakim niebezpieczeństwem się tutaj mierzyli, że te dwie mandragory zostały skradzione, a śledztwo szło do umorzenia.




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Atreus Bulstrode - 12.08.2026

Nie musisz, jestem w stanie to sobie wyobrazić. Głowa jednej w mordzie drugiej. - Wzruszył ramionami, bo nawet jeśli bardzo by chciał zobaczyć kulfony Victorii (sam nie narysowałby lepiej), to nie było co w tym momencie poświęcać na to dodatkowo czasu. Wyobraźnia działała mu całkiem okej. Słuchaj jej więc dalej, próbując nadążyć z informacjami i opisami.

Po tym co mówisz, zaczęło mnie zastanawiać, że w sumie ciekawe że żywiła się drugą mandragorą. W sensie wiesz, biorąc pod uwagę jakiej natury jest nekromancja, to jest to chyba najlepszy możliwy przypadek, bo co by to było, gdyby okazało się że po jej zmianach i ulepszeniach, wymagałaby karmienia czymś bardziej… żywym. Może krwią, może w ogóle jakimś stworzeniem. Ale może skoro jest to roślina, to działa to zupełnie inaczej. — Westchnął, ni to z ulgą, ni to jakby zmęczony, bo coś podpowiadało mu, że cała ta zabawa wcale nie będzie łatwa. — Pięć osób to strasznie dużo. Voldemort powinien sobie sprawić armię takich. W każdym razie, czymś konkretnym je spacykowaliście, czy rzucaliście póki nie zadziałało? — Zainteresował się na moment. — No dobra, czyli mamy dwie zmutowane mandragory na wolności. Potencjalnie kanibale, dodatkowo rozmnażające się przez pączkowanie, a przez to co mówisz, to brzmi jakby przy odpowiednich wiatrach, ktoś był w stanie zmobilizować je do kolejnego podziału. A przynajmniej bym tak obstawiał, że jeśli nakarmi się je odpowiednią ilością energii, to może do tego dojść. — Westchnął, przeczesując palcami włosy i na moment patrząc gdzieś przed siebie. — Ale okej, w takim razie, jak mógłbym ci pomóc? Dobrze wiesz, że jestem dość przeciętny z zielarstwa. Co trzeba? Zlokalizować je? Przepytać ludzi? Węszyłaś już w tym magazynie Towarzystwa czy gdzie oni je trzymali?




RE: [21.09.1972] Mandragory? Jakie mandragory? - Victoria Lestrange - 13.08.2026

– Drugą mandragorą i minerałami w glebie. Zastanawiałam się czy jakoś nie pobiera energii z otoczenia i nie osłabia organizmów znajdujących się w pobliżu, ale nie udało nam się tego wtedy zbadać – przyznała z pewnym niezadowoleniem, bo minął czas, i nadal nie była do końca pewna natury tych roślin i pełnego wachlarza ich „umiejętności”, o ile tak można się wypowiedzieć na ich temat. Nie miały przecież mózgu i wolnej woli, ani nawet instynktu, za którym można by podążać. – Prawda? Ale nie wiem czy tacy jak oni doceniają rośliny, albo w ogóle to, co mamy, czy wszystko muszą wypaczyć po swojemu – to znaczy ktoś już próbował to zrobić z pustynna mandragorą, a teraz mieli tego efekt: wyglądało to krótko mówiąc kiepsko. – Tak, pięć osób, ale weź pod uwagę, że nie chcieliśmy uszkodzić tych roślin, a je rozdzielić, poza tym było zamieszanie, bo dwie inne osoby nie za bardzo uważały na bezpieczeństwo i skończyły na podłodze – Lestrange zmarszczyła brwi, myśląc o noszeniu na barana przez Greengrassa panny Figg, co skończyło się utratą równowagi i zrzuconymi nausznikami, nie mówiąc już o tym, że nie przystroiło robić takich rzeczy w krótkiej spódniczce. – Spacyfikowaliśmy je dokładnie tak, jak pacyfikuje się każdą mandragorę, czyli wsadziliśmy je do ziemi. To znaczy wyczarowaliśmy dwie nowe wielkie tuby i przysypaliśmy wyczarowaną ziemią. Wystarczyło, bo zaraz się zamknęły i poszły spać – Atreus mógł sobie przypomnieć zajmowanie się małymi mandragorami w szkole – te darły się, gdy wyciągało się je z ziemi i przestały wrzeszczeć, kiedy się je przysypało.

Kiwnęła głową, kiedy Bulstrode podsumował to wszystko, co mu opowiedziała, w kilku prostych słowach. Tak, do tego się to sprowadzało.

– Wiem, ale wystarczy, że ja uważałam na zielarstwie – to znaczy, gdyby znał się na roślinach, to nie musiałaby mu mówić polowy tego, co powiedziała, ale nie przeszkadzało jej, że zrobiła ten mini wykład. Wolała powiedzieć za dużo, niż za mało, biorąc pod uwagę całą tę sprawę. – Nie węszyłam w tamtym magazynie, ale nie wiem czy w ogóle brać go pod uwagę przy tym całym śledztwie. Potrzeba na pewno przepytać ludzi pracujących na co dzień przy Towarzystwie Herbologicznym… Zobaczyć czy ktoś cokolwiek widział, słyszał i tak dalej, tu mi się możesz przydać. Brenna pomagała mi przedwczoraj zorientować się ile w ogóle ustalili brygadziści, ale trzeba to wszystko zrobić od nowa i po swojemu, bo oni zupełnie nie wiedzieli, z czym mają do czynienia – wczoraj mieli pilną sprawę w Little Hangleton, ale dzisiaj… Dzisiaj już mogli się tym zająć.