Secrets of London
[28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Szkocja (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=127)
+--- Wątek: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie (/showthread.php?tid=6165)



[28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 29.06.2026

28 września 1972 - Szkocja
Posiadłość rodzinna Ethel Avery, obecnie Sophie Mulciber

Od śmierci Roberta, Richard utrzymywał kontakt z Sophie na tyle często, aby wiedzieć jak sobie radzi i ewentualnie pomóc jej z remontem rodzinnego domu jego matki, który zgodnie z tradycją w ich rodzinie i Ethel, został przekazany w spadku Sophie. Również z woli Roberta. Sama posiadłość do ogromnych nie należała, ale była wystarczająca na zamieszkanie jednej dużej rodziny, bądź dwóch mniejszych. Wymagała remontu i uporządkowania kilku pomieszczeń, aby były zdatne do użytkowania. Richard z bratem często spędzali w tej posiadłości młodzieńcze wakacje. Ze śmiercią rodzicielki, budynek stał jedynie jako pusta własność, odwiedzana bardzo rzadko. Jedynie w chwilach oderwania się od monotonii Angielskiej społeczności. Bądź jako azyl kontrolny dla Lorien, którą tutaj pilnowali.


Z Sophie, Richard spotkał się już na początku września, aby unormować sprawy spadkowe, oraz wręczyć jej list od Roberta, w którym została jej wspomniana kwestia posiadania starszego brata. Tutaj Richard musiał jej dokładnie wyjaśnić sytuację związaną ze Stanleyem, aby zachowała to dla siebie i nikomu nie rozpowiadała o tej informacji. Dla dobra jej brata. Przedstawił jej także treść testamentu Roberta, w którym zaznaczono, że po zamążpójściu przepisana ma jej zostać kamienica rodzinna, z zastrzeżeniem, że Richard miał wciąż prawa w niej mieszkać. W tym punkcie Sophie go nieco zaskoczyła, oświadczając, że tej kamienicy nie chce. Nie przekonywał jej za bardzo. Ale dał czas do zastanowienia się. W międzyczasie, do następnych odwiedzin, przyjdzie z innymi papierami.

Otrzymanie zaproszeń na Mabon do Mulciber Manor, było zaskakujące dla tej części gałęzi rodzinnej Mulciber. Nieobecność Sophie wyjaśnił żałobą i brakiem nastroju na duże rodzinne spotkania. Mogły być temu również inne przyczyny. Nie próbował jej nawet do tego zachęcać, aby się pokazała. Podobnie swoich chłopców, mimo iż zaproszenia wysyłała Scarlett. Pojawił się w rodzinnej rezydencji jako on sam, delegacja swojej rodziny.


Dzisiejszego dnia, postanowił odwiedzić Sophie, aby ostatecznie porozmawiać o jej decyzjach. Miał przygotowane odpowiednie dokumenty, w których mogła podjąć decyzję o zrzekaniu się praw do kamienicy rodzinnej i przepisaniu jej w całości Richardowi. Z pomocą ich znajomego urzędnika, wszystkie potrzebne papiery zostały przygotowane, uwzględniając sprawy testamentu Roberta.

Odziany w czarny płaszcz, golf, spodnie i obuwie, Richard z pomocą świstoklika zjawił się na terenie posiadłości rodzinnej Avery, należącej do jego matki. A obecnie do bratanicy. Rzucił spojrzenie na ogród, pokryty stertą liści, ledwie uporządkowany, jakby komuś mało co chciało się w nim robić. Możliwe że pogoda nie zawsze sprzyjała, albo Sophie miała inne zadania dla Selar. Richard wyznaczył skrzatkę do pomocy Sophie w posiadłości. Od lat służyła w ich rodzinie, odkąd nabył ją ich ojciec. Do teraz, kiedy z decyzji Richarda, ma pozostać przy Sophie.

Podchodząc do drzwi, nie pukał. Otworzył je, jeżeli były otwarte. Wszedł do środka, w jednej dłoni trzymając aktówkę z dokumentami.

- Sophie? Jesteś w domu?
Zawołał, rozglądając się po korytarzu, zatrzymując wzrok na swoje odbicie w lustrze. Gładko ogolony. Kropla w kroplę przypominał swojego bliźniaka. I choć Robert nie żył, Richard wciąż będzie z wyglądu i głosu go przypominał.
- Pan Richard.
Usłyszał głos skrzatki Selar, na którą przeniósł spojrzenie.
- Panienka Sophie jest w swojej pracowni. Selar przekaże, że Pan przyszedł.
Oznajmiła skrzatka od razu i zniknęła mu z oczu. Richard w tym momencie zamknął drzwi za sobą i skierował się do salonu, oceniając jego stan. Posprzątane, czyste i odświeżone pomieszczenie po remoncie. Nie miało już tych starych barw, które jeszcze pamiętał, a których Robert nie chciał zmieniać. To nie był już ich dom. To był dom Sophie. Miała prawo wprowadzić w nim zmiany. To miejsce miało prawo ożyć. Nie to co ich kamienica, upaść do ostatniej cegły. Ze starymi meblami po ojcu, odchodzącymi w niektórych miejscach tapetami od ścian. A teraz, pokryte wszystko sadzą i napiętnowane klątwą. Ich kamienica, wymagała także remontu. Część oszczędności jednak przekazał Sophie, aby pomóc jej się tutaj odbudować. Zacząć własne życie od nowa. Pochwalił nawet jej decyzję o wybraniu ścieżki krawcowej. Lepsze to, niż przynoszący problemy bimber. Czy naprawdę, Robert musiał umrzeć, żeby ich dzieciaki poszły po rozum go głowy i na poważnie zaczęły myśleć o dorosłości? Zamiast bawić się w bimber i chujowe świeczki?

Czekając na Sophie, Richard swój płaszcz starannie ułożył na oparciu kanapy. Rozejrzał się, jakby sprawdzał stan pomieszczenia i ewentualnie poprawiał coś na półce, gdy stało krzywo.




RE: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 01.07.2026

Sophie długo nie potrafiła odnaleźć się w nowym domu. Na początku wydawał jej się ponury, zimny i zwyczajnie brzydki. Z czasem zaczęła jednak dostrzegać jego największą zaletę - spokój. A właśnie tego najbardziej potrzebowała po śmierci Roberta. Chciała pobyć sama, przemyśleć wszystko i oswoić się z nową rzeczywistością. Omijała rodzinne spotkania, ale zarazem nie chciała kompletnie odcinać się od rodziny, więc chętnie odpisywała na listy. Nie czuła się gotowa na rozmowy twarzą w twarz, i miała nadzieję, że bliscy zrozumieją jej zachowanie.

Większość dni spędzała w swojej pracowni, która była już całkowicie wyremontowana. To właśnie tam czuła się teraz najlepiej. Szyła, tworzyła nowe projekty i planowała otworzyć mały butik. Właśnie kończyła prezent dla wuja Richarda, kiedy Selar powiadomiła ją, że ma gościa. Od razu odłożyła robótkę, wstała z krzesła i niemal zbiegła po schodach na dół, żeby go przywitać.

Miała na sobie prostą, czarną sukienkę sięgającą za kolana. Nadal nosiła żałobę, ale nie wyglądała już na całkowicie przytłoczoną. Śmierć ojca wciąż bolała, jednak zrozumiała, że nie może płakać i stać w miejscu. Musiała nauczyć się żyć z tą stratą.
-Wuju!- Uśmiechnęła się szeroko na jego widok.-Dobrze cię widzieć.- Wyszczerzyla lekko zęby.
Podeszła do Richarda i stanęła na placach, żeby pocałowałć go w policzek. Nakazała skrzatce przygotować coś do picia i pokroić ciasto.

-Jak się czujesz, wuju Richardzie?- Zapytała, ujmując go delikatnie za dłoń i prowadząc w stronę stolika kawowego oraz kanapy.-Usiądź. Selar zaraz wszystko przyniesie.- Zapewniła, odgarniając za ucho niesforny, rudy kosmyk włosów.
Sama usiadła naprzeciwko krewnego i odruchowo wygładziła dłonią materiał sukienki, upewniając się, że nigdzie się nie pomarszczył. Westchnęła cicho. Domyślała się, z jakim zamiarem Richard przyszedł, dlatego postanowiła uprzedzić jego pytanie.
-Tak, jestem pewna.- Odezwała się spokojnie.-Nie chcę tej kamienicy, wuju. Za bardzo przypomina mi tatę. Nie chcę… nie chcę tam mieszkać. Proszę, nie próbuj mnie do tego namawiać. Miałam naprawdę dużo czasu, żeby to przemyśleć. Dom zostanie w rodzinie. Będzie twój i moich kuzynów. To… to jest sprawiedliwe. Uważam, że… że dziadek niesprawiedliwe cię potraktował.- Urwała na moment.-I ja… ja zawsze będę ci wdzięczna za to, że pomogłeś mi po śmierci taty. Wiem, że tobie też jest ciężko. Straciłeś brata.- Przygryzła lekko dolną wargę i spuściła wzrok na własne dłonie spoczywające na kolanach. Przez krótką chwilę wpatrywała się w nie w milczeniu. Nie chciała się rozkleić, ale niestety była bliska płaczu. Biedna Sophie…


RE: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 01.07.2026

Żałoba. Nie tylko on ją w sobie nosił. W sercu i na zewnątrz. Ale także była ona widoczna u Sophie. Oboje najbardziej przeżyli śmierć Roberta. Pozbierać się po tym, nie było łatwo. I nadal nie jest.

Słyszał przyspieszone kroki, schodzącej ze schodów szybko dziewczyny. Odwrócił się w jej kierunku, kiedy pojawiła w salonie, reagując na jej zawołanie. Jej uśmiech, odwzajemnił swoim dość lekkim. Nie ukrywał, że cieszy się widząc ją w miarę dobrym stanie na pierwszy rzut oka. Objął ją wolną ręką, kiedy się wspięła na palcach, aby go ucałować w policzek. Pozwolił na to.

- Również cieszę się na Twój widok.
Odparł zgodnie z prawdą. Pozwolił się po chwili zaprowadzić do stolika, zajmując wolne miejsce, odkładając aktówkę z dokumentami na blacie stolika. Równo, obok siebie. Pozwolił w tym czasie Sophie wydać polecenia Selar, aby przygotowała im coś do picia. Od razu Richard po prosił o kawę i popielniczkę. Bo możliwe, że będzie chciał zapalić. Nie uwolni się od własnego nałogu nikotynowego.
- Sophie…
Zaczął, ale bratanica mu nagle przerwała. Od razu przechodząc do tematu sprawy, w jakiej mógł przyjść. Nie od tego chciał zacząć ich rozmowę. Ale zamknął usta i słuchał jej. Splatając ze sobą dłonie przed sobą, ułożywszy je na blacie stolika.

Nie chciała tej kamienicy. Nie chciała rodzinnego domu dla siebie, w którym się urodziła i wychowywała. W którym większość czasu wychowywał ją Robert. Richard nie chciał jej na mawiać. I tak wedle woli brata, miał w niej mieszkać, nawet jeżeli przeszłaby w ręce Sophie po jej ślubie. Jej jednak wystarczał ten dom. W większości obcy, ale i bezpieczny. Z dala od Anglii pogrążonej w wojnie. Tak może było najlepiej.

”… dziadek niesprawiedliwie Cię potraktował." – gdy to usłyszał, odwrócił wzrok gdzieś w przestrzeń ściany, regałów, może nawet okna. Ojciec nigdy nie traktował go sprawiedliwie. Nigdy nie akceptował jego własnych wyborów. Akceptował tylko to, co Richard zrobił z jego polecenia. Musiało być tak, jak on chciał. Francis był surowym rodzicem. On sam też nie był dobrym synem. Stawiał na swoim. Mimo trudów, osiągnął swój cel. Ale teraz, bez Roberta, nic nie miało znaczenia. Nie chciało się żyć.

Kamienica przypominała jej o ojcu.

A czy Richard, nie przypominał jej ojca za każdym razem?

Zapytałby ją. Lecz może znał odpowiedź. Golił się, zaczął chodzić w golfie. Nie mówiąc już o barwach żałoby. Nie robił tego specjalnie, nie zamierzał Sophie zastępować ojca. Ani też nim być. Po prostu, jego więź z bratem była tak silna, że potrzebował czuć do dalej w sobie. 

- Jesteśmy rodziną. Musimy sobie pomagać.
Odparł po chwili. Samemu walcząc z emocjami. Aż wtedy pojawiła się Selar, stawiając wszystko na blacie stolika, co kazała jej przynieść Sophie.
- Namawiać cię nie będę. Jeżeli tutaj czujesz się bezpieczna. Może to nawet lepiej.
Stwierdził, rozejrzawszy się po wnętrzu, wzrokiem lustrując pobieżnie wygląd salonu. Była z dala od tego, co działo się w samym Londynie. A ich kamienica, choć przetrwała ataki ognia, to jednak nie uchroniła się przed klątwą.

Przysunął aktówkę do siebie. Otworzył ją, przeglądając dokumenty. Wyjął ten, który był przygotowany do podpisania dla Sophie. Zrzekający się  prawd do ich kamienicy, mimo woli zmarłego jej ojca, zawartej w testamencie. Całkowite pozostawienie budynku pod pieczą i zarządzaniem Richarda. Podejrzewał jednak, że jego chłopcy też tej kamienicy nie będą chcieli. Tego jednak Sophie nie mówił.

Dokumenty przysunął. Były już podpisane przez urzędnika oraz Richarda. Pozostawało uzyskać podpis Sophie.

- Tak jak rozmawialiśmy ostatnio. Załatwiłem dokumenty. Jeżeli podpiszesz, kamienica zostanie w pełni moja. Tobie zostanie ten Dom.
To była ostateczna chwila. Ostateczna decyzja Sophie. Wiedział, że utrzymywanie dwóch budynków nie jest proste. Doskonale ją rozumiał.

Dając jej chwilę na przeczytanie pisma, wyjął swoją papierośnicę. Otworzył wyjmując z niej papierosa i zapalniczkę. Zapalił sobie zaciągając się dymem. Poczuł się od razu lepiej. Nikotyna działała na niego uspokajająco.




RE: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 02.07.2026

Sophie odkąd pamiętała, nigdy nie miała problemu z odróżnieniem ojca od wuja. Sama nie potrafiła wyjaśnić, jak to dokładnie działało, bo dla większości ludzi byli jak dwie krople wody. Dla niej jednak różnice były oczywiste. Robert chodził odrobinę inaczej, inaczej stawiał kroki, inaczej oddychał, inaczej marszczył brwi. Potrafił patrzeć tak jak nikt inny. To były drobiazgi, niemal niewidoczne dla obcych, ale dla Mulciberówny były oczywistością.
Dlatego kiedy patrzyła teraz na Richarda, nie czuła ani smutku, ani nostalgii. Mógł ubrać się w rzeczy należące do Roberta, mógł pachnieć jego perfumami i mówić tym samym głosem, a ona i tak wiedziałaby, że przed nią stoi wuj, nie tata, za którym tak mocno tęskniła i o którego uwagę walczyła przez całe życie.

Widząc, że Richard nie zamierza jej przekonywać do zmiany decyzji, uniosła wzrok i uśmiechnęła się z wyraźną ulgą. Właśnie tego potrzebowała! Dłonią otarła kącik oka.
Sięgnęła po dokumenty które przyniósł, i zaczęła uważnie czytać każdą stronę. Nie, żeby mu nie ufała. Tak po prawdzie to mógłby ją oszukać, a nawet podsunąć do podpisania coś, co działałoby na jej niekorzyść, ale nawet przez chwilę nie przyszło jej do głowy, że byłby do tego zdolny. Czytała raczej po to, żeby nie pomyślał, że nadal jest naiwną, łatwowierną dziewczyną. Choć, tak zupełnie szczerze, pewnie wciąż nią była.

Po chwili do jej nosa dotarł zapach papierosowego dymu. Chrząknęła cicho i posłała Richardowi krótkie, lekko karcące spojrzenie.
-To niezdrowe, wuju.
Zaraz potem odnalazła miejsce przeznaczone na podpis. Bez zawahania zanurzyła pióro w atramencie i napisała na pergaminie swoje imię i nazwisko. Gdy odłożyła pióro, odetchnęła głębiej, jakby właśnie zdjęto z jej ramion ciężar.
Uśmiechnęła się. Tym razem szeroko i naprawdę szczerze.
-Dziękuję.


RE: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 02.07.2026

Dzieci miały w sobie coś niesamowitego, co pozwalało im rozpoznawać rodziców. Nie tylko Sophie potrafiła dostrzec drobne różnice między swoim ojcem a wujem, lecz podobnie było z dziećmi Richarda. Nawyki, zwyczaje i upodobania, Richard z Robertem mieli różne. Tak samo z ubieraniem się, każdy preferował inny styl. Po śmierci Roberta, Richard nie próbował być swoim bratem. Nie próbował też zastąpić go dla Sophie.

Dostrzegł na twarzy bratanicy ulgę, wymalowaną po jego zapewnieniu, że nie będzie jej przekonywał. Zachowanie kamienicy dla siebie, było mu poniekąd na rękę. Miałby gdzie wracać z Norwegii, gdyby potrzebował w Anglii coś pozałatwiać. Bez obaw, ze zastanie coś niepożądanego. Rozumiał także kwestię utrzymania samej posiadłości. A z tym Sophie dopiero się mierzyła, przeprowadzając tutaj. W spokojne miejsce.

Nie było w pismach niczego podejrzanego. To była umowa zawarta między nimi i urzędnikiem, odnosząca się do Testamentu Roberta. Aby mieli wszystko legalnie pozałatwiane, bez kombinowania na lewo. Oszukiwać bratanicy w niczym nie zamierzał. Mimo tego, co odwalała zażycia swojego ojca, po skończeniu szkoły. Wiedział, że Sophie była naiwna. Tak samo jak jego syn Charles. Zbyt łatwowierni. Zbyt ufni. A to nie zaprowadziło ich w dobrym kierunku, kiedy próbowali coś zdziałać samodzielnie. Potrzebowali nadzoru. A skoro zabrakło im Roberta, na Richarda spadła odpowiedzialność, aby wyprowadzić Sophie na prostą i znaleźć jej odpowiedniego kandydata na męża.

Gdy zapalił papierosa i czekał na decyzję Sophie, a właściwie na złożenie podpisów, usłyszał jej uwagę na temat swojego palenia. Jej wzrok był karcący. Dosłownie jak u jego babki. Choć nie był tak mocno wymowny i nakazujący przerwać czynność, to jednak odczuł, że nie powinien. Zdawało mu się, że Sophie to nie przeszkadzało. Ale mogło się zmienić, odkąd zaczęła mieszkać sama, na swoich zasadach. Czy palenie było niezdrowe? Owszem. Richard był tego świadom, nie raz słysząc o tym od starszego syna.

- Wiem. Ale nie rzucę.
Odparł zgodnie z prawdą i swoim postanowieniem. Choćby miał iść na odwyk, rzucić palenie, nie da rady. To było zbyt silne dla niego. A bez nikotyny, nie zapanuje nad swoim wybuchowym zachowaniem.

Sophie złożyła podpisy i podziękowała. Spojrzał na dokumenty, jeden z kopii jej zostawiając. Resztę przysunął do siebie, ale nie chował jeszcze, chcąc pozwolić tuszowi dobrze wyschnąć. Skoro już tutaj był, wypije kawę i porozmawia jeszcze z bratanicą.

- Dajesz sobie radę?
Zapytał z troską, posyłając jej lekki uśmiech, widząc jej szeroki, jak to zawsze się uśmiechała. Uwolnił ją od ciężaru i świadomości, że mogłaby kiedyś zarządzać kamienicą, mając też i ten dom. On był jej wdzięczny, że przestała bawić się w bimber i zajęła czymś, co kobiecie bardziej przystoi.
- Scarlett zapraszała nas wszystkich na Mabon do Mulciber Manor. Usprawiedliwiłem Twoją nieobecność.
Zaczął przy okazji drugi z tematów, rozumiejąc, że Mabon dla Sophie było za szybko na spotkania rodzinne po stracie ojca.
- Chciałbym przy okazji zapytać, czy Yule, chciałabyś spędzić z ze mną i chłopcami w Norwegii?
Do Yule było sporo czasu. Może nawet wystarczające, aby Sophie pozbierała się na tyle, aby móc spotkać się z rodziną, z kuzynami. Nie siedziałaby tutaj sama. A każde święta mogłaby być z rodziną. Tak jak zawsze było, gdy na Yule, Richard z dzieciakami przyjeżdżał do Anglii. Tradycję by podtrzymali. A gdyby udało mu się pozbyć klątwy z kamienicy, to może i nawet tam by zorganizowali?



RE: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Sophie Mulciber - 06.07.2026

Sophie westchnęła tylko cicho, ale zaraz na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Sięgnęła po filiżankę z herbatą.
-Wuju, jesteś strasznie uparty.- Pokręciła lekko głową i oparła się wygodniej o oparcie fotela. Wskazała dłonią w stronę ciasta i pozostałych smakołyków, które przed chwilą przyniosła skrzatka, zachęcając Richarda, żeby się poczęstował.

-Dziękuję, że mnie wtedy usprawiedliwiłeś.- Przyznała po chwili.-Nie czułam się najlepiej i… chyba nawet nie odpisałam Scarlett. Bałam się, że będzie próbowała przekonać mnie do przyjścia. A ja naprawdę nie miałam na to siły…- Ostatnie zdanie wypowiedziała z wyraźnym zakłopotaniem.
Opuściła na moment wzrok, obracając naczynie w dłoniach, jakby było jej trochę głupio, że zwyczajnie zignorowała kuzynkę. Nie zrobiła tego jednak w złej wierze. Była w żałobie i w tamtym momencie było jej ciężko. Nie miała własnych dzieci ani mamy, czy młodszego rodzeństwa dla którego musiała być silna. Wybrała więc samotność.

Na wspomnienie Yule jej mina jednak od razu się rozjaśniła.
-Hmm… czemu nie?- Odparła po krótkim namyśle.-Myślę, że do tego czasu będę już gotowa. Napiszę do Scarlett, przeproszę ją. I dobrze sobie radzę. Zaraz wszystko Ci pokaże, wuju.

Później rozmowa potoczyła się już znacznie swobodniej. Sophie bez oporów odpowiadała na kolejne pytania Richarda, opowiadała o remoncie, planach związanych z butikiem i z wyraźną dumą zaprowadziła go do swojej pracowni krawieckiej. Pokazała nowe maszyny, bele materiałów, szkice przypięte do tablicy i ubrania nad którymi ostatnio pracowała.
Wcale nie spieszyło jej się z końcem wizyty. Wręcz przeciwnie. Jeśli krewniak miał ochotę zostać z nią do wieczora, z pewnością zauważył, że sprawiłoby jej to szczerą przyjemność.
Unikała jedynie rozmów o Robercie. Żałoba nadal jej towarzyszyła, jednak nie odbierała jej sił do życia. W bardzo młodym wieku została sierotą i los zmusił ją, by w końcu dorosła. Nie było już nikogo, kto mógłby prowadzić ją za rękę…


RE: [28.09.1972] Decyzje ostateczne | Richard & Sophie - Richard Mulciber - 10.07.2026

Sophie powinna być przyzwyczajona do tego, że jej wuj był nałogowym palaczem i nie rzuci palenia, które mimo szkodliwości na zdrowiu, jest jednym źródłem opanowania jego nerwów. Gdyby znalazłby się inny środek zamienny, to czy zgodziłby się na tak drastyczną zmianę? Na pewno nie.

Spojrzał na ciasto oraz inne słodkości, zachęcany do poczęstunku. Niestety, nie miał na nic apetytu. I to się za nim ciągło od śmieci Roberta. Zmuszał się do jedzenia, więc i tutaj, nałożył sobie ciasta. Ale skosztuje jak skończyć "smakować" swojego papierosa. Czyli, wypali go do końca. Z kolej sięgnął po kawę i upił łyk. Czując przyjemny gorąc napoju, rozgrzewający jego przełyk.

- Scarlett jest wyrozumiała i skłonna do pomocy. Odpisz jej na listy. Na pewno ucieszy się. Tak samo nie wahaj się napisać do moich synów. Szczególnie Charles tego potrzebuje.
Zachęcał, aby bratanica chociaż utrzymywała kontakt listowny z kuzynostwem. Wszyscy wiedzieli, że najbardziej stratę w śmieci Roberta ponieśli Sophie i Richard. Scarlett to nawet wymęczyła Richarda wymuszeniem wyjścia z kamienicy na spacer, gdy zamknął się w pokoju i nie chciał nigdzie wychodzić. A jedynie tylko w celu załatwiania spraw. Być może ten spacer i list od syna, dały mu jeszcze jakiś sens życia, że nie skończył ze sobą.

Nie wspomniał Sophie o tym, że Charles i Scarlett są ze sobą skłóceni. Chciał wierzyć, że do kolejnego rodzinnego spotkania, ta dwójka jego dzieciaków jakoś się pogodzi.

Propozycja wspólnego spędzenia Yule, została zaakceptowana przez Sophie. Do tego święta było jeszcze daleko, ale wystarczająco, żeby pozbierać się po stracie. Jak sama młoda Mulciber zaznaczyła, powinna być gotowa pokazywać się na rodzinnych spotkaniach. Richard wiedział, że potrzeba na to dużo czasu. Z kolei on, nie pozbiera się tak szybko. Zakładał maski, a udawanie, miał w sobie wyuczone przez lata.


Papierosa dopalił, skosztował ciasta jakie nałożył na talerz, choć nie dojadł go do końca. Towarzyszył później Sophie, która oprowadziła go po całym domu, jakie wprowadziła zmiany, czym się obecnie zajmowała i jak idzie jej krawiectwo. Niektóre sekrety skrywane w tym domu, Richard pokazał Scarlett, gdyby potrzebowała coś schować, choćby cennego dla siebie. Jego matka słynęła nie tylko z malarstwa, ale potrafiła zakląć obrazy tak, że stanowiły miejsce schowku lub przejścia. Tę sztukę odkrył u nich w kamienicy i rozszyfrował jej działanie. Tak też tutaj, był wstanie odnaleźć taki zakamarek. Bo jeżeli nie zrobiła tego jego matka, to na pewno ktoś z jej rodziny. Jedno z nich właśnie pokazał Sophie, skoro już na dobre zadomowiła się z jego pomocą finansową. Był co prawda warunek, że nie wróci do warzenia Bimbru i jakiegokolwiek alkoholu. Ten dom należał teraz do niej i ona była jego właścicielką.

Richard mógł stwierdzić, że dom jego matki na nowo ożywał. Jako że za kilka dni wracał do Norwegii, wykorzystał ten dzień, aby cały spędzić z bratanicą. Następną wizytę, najpewniej złoży jej za miesiąc, ale pozostanie w kontakcie listownym. Chyba że los zmieni im plany i spotkają się znów szybciej.

Sophie o swoim ojcu nic więcej nie wspominała, nie mówiła. Miejsca w domu które widział Richard, przywoływały wspomnienia i nie chcąc znów tematu poruszać, zachował te wspomnienia dla siebie. Pod koniec dnia, pożegnał się z Sophie i za pomocą świstoklika, wrócił do siebie, do Kamienicy w Londynie.



Koniec sesji