![]() |
|
[listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów (/showthread.php?tid=6191) |
[listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów - Basilius Prewett - 08.07.2026 Za jakieś pół roku Basilius miał przystąpić do pisemnego egzaminu, który oficjalnie zakończy okres jego stażu. Czy zakładał, że poradzi sobie z egzaminami? Na pewno szalenie się nimi stresował i już teraz przesiadywał, nie raz do późna w nocy, nad książkami, tylko po to aby głupio odchorować to kilka dni później, ale Prewett raczej nie podejrzewał, aby miał się nie dostać na specjalizację. Gorzej natomiast miała się jego pewność wobec tego jaka to będzie specjalizacja. Gdy rozpoczynał staż, był pewny, że zatrucia eliksiralne i roślinne to było właśnie to. W końcu w szkole doskonale radził sobie podczas lekcji eliksirów i no cóż… Skłamałby, gdyby nie odczuwał wtedy cichej ekscytacji na myśl o sporządzaniu różnych odtrutek. Tylko, że potem rozpoczął staż w Mungu i ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że przypadki na tym konkretnych oddziale jawią mu się jako trochę monotonne i nudne. Na całe szczęście Basilius nie pozostał na długo bez pomysłu na swoją magimedyczną część życia. To znaczy te magimedyczną część życia, którą sobie wybrał, a nie tę przez którą miewał krwotoki z nosa. Okazało się bowiem, że naprawdę lubił zdejmowanie klątw i łatanie wszelkich urazów po źle rzuconych zaklęciach. Wybór był więc oczywisty, prawda? No tylko, że ostatnio jakoś tak przychylniej patrzył na magipsychiatrię i trochę nie mógł się zdecydować. Ogólnie uważał, że nadawałby się na całkiem porządnego magipsychiatrę. W końcu był cierpliwy, potrafił słuchać no i wytrzymywał bez większego uszczerbku na zdrowiu przy swojej rodzinie, a to był pewnego rodzaju wyczyn. Niestety, gdy był już przekonany, że wybierze pracę w Lecznicy Dusz, szybko przypominał sobie, że naprawdę chciałby umieć zdejmować klątwy. Ostatecznie więc wszelkie dłuższe rozważania na ten temat zmieniały się w jedno wielkie koło i Basilius nie wiedział co robić. To chyba właśnie dlatego tak ucieszył się, gdy został dzisiaj oddelegowany do magipsychiatrycznego przypadku. Co prawda jego entuzjazm szybko przygasł, gdy okazało się, że pacjent, w którego rzucono mieszającą zmysły klątwą znalazł się pod opieką specjalistów, a on i inny student mieli tylko przeprowadzić wywiad z jego rodziną i ustalić co tak właściwie się stało. – Oh, hej – powiedział, podchodząc do drugiego, starszego studenta, którym okazał się znany mu już Odysseus Fawley. Złożyło się wręcz idealnie, bo Fawley był akurat osobą, którą mógł swobodnie podpytać o kilka rzeczy związanych z tą specjalizacją. – Co u ciebie? I czyli co? Mamy przepytać rodzinę? RE: [listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów - Odysseus Fawley - 20.07.2026 Odys Fawley był w najprostszym ujęciu człowiekiem zmęczonym. Jak to przystało zwyczajnemu studentowi magimedycyny — takiemu, który po nieprzespanej nocy nad podręcznikami wzdychał przy śniadaniu, rozważał porzucenie kariery i poważnie zastanawiał się, czy hodowla mandragor nie byłaby mniej stresującym zajęciem. Co więcej, był zmęczony ludźmi. Był zmęczony pytaniami. Siedział przy stoliku pod ścianą z dala od głównego ciągu korytarza, gdzie przypadkowe spojrzenia i rozmowy nie przeszkadzały w analizowaniu dokumentacji. Teczka pacjenta leżała przed nim otwarta. Bogom ducha winny Basilius Prewett jeszcze nie wiedział, jaki los właśnie zesłał mu oddział magipsychiatrii. Trafił na jeden z najgorszych możliwych typów studenta, tj. na czarodzieja, który posiadał wystarczającą wiedzę, aby być pomocnym, wystarczającą inteligencję, aby być irytującym oraz wystarczającą pewność siebie, aby połączyć oba te elementy w bycie ogromnym chujem. Odys kojarzył go już wcześniej. Młody, ambitny, przejęty. Była to godne podziwu cechy. Niestety, zdaniem Odysa równie często były pierwszym krokiem do rozczarowania. — Basiliusie — skinął głową na powitanie bez większego entuzjazmu. — Tak, mamy przepytać rodzinę — jego spojrzenie ciemnych powróciło do dokumentów. — Dowiedzieć się, kiedy pojawiły się pierwsze objawy. Co poprzedziło atak. Czy ktoś zauważył coś nietypowego. RE: [listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów - Basilius Prewett - 08.10.2026 Basilius przytaknął głową, a chociaż liczył, że będzie mógł pomóc zajmować się samym pacjentem, to i tak widać było po nim, że i tak jest dość przejęty powierzonym mu zadaniem. Chciał w końcu pokazać się z jak najlepszej strony nie tylko starszemu koledze, ale i uzdrowicielowi, który później oceni ich pracę. A chociaż jak na razie młody Prewett był raczej wzorowym stidentem, to nie chciał w żaden sposób zaprzepaścić tej reputacji. – Jasne – odpowiedział. – Gabinet numer czternaście, nie? – Ruszyli we wskazanym kierunku, gdzie powinna czekać rodzina chorego. Przesłuchanie bliskich. To chyba nie powinno być szczególmoe trudne, prawda? Owszem czasami, podobnie jak sami pacjenci, bywali oni dość trudni w rozmowie, ale było ich dwóch, więc będzie dobrze. – A powiedz mi tak w ogóle – rzucił nagle zanim jeszcze podeszli pod gabinet i rozpoczeli pracę. – Jak to jest być na magipsychiatrii? Dobrze, czy nie dobrze? To znaczy no wiesz. Jak oceniasz ten wybór? Bo zastanawiam się ostatnio nad specjalizacją, a ostatnio trochę zmieniła mi się koncepcja co powinienem wybrać. Staneli przed gabinetem i… Basilius zmarszczył brwi. Zza drzwi dochodziły dość głośne i poddenerwowane głosy. Dużo głosów. Na Matkę ile tam mogło być osób? Z pięć? Zakładał, że maksymalnie porozmawiają z trzema. [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ioFrlJe.jpeg[/inny avek] RE: [listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów - Odysseus Fawley - 19.10.2026 Odys zatrzymał się przed drzwiami gabinetu numer czternaście, słuchając jazgotu dobiegającego zza nich. Na wszystkie demony piekieł, człowiek jeszcze nie zdążył wejść do środka, a już miał ochotę zawrócić, rzucić tę przeklętą magimedycynę w diabły i zająć się czymś pożytecznym. — Jest wspaniale. Codziennie odkrywam nowe powody, dla których ludzie nie powinni ze sobą rozmawiać — odpowiedział z wyćwiczoną powagą, że przez chwilę trudno było rozstrzygnąć, czy żartował. Z drugiej strony… Czy on w ogóle był zdolny do żartów? Nie zamierzał jednak od razu psuć sobie opinii u młodszego kolegi, zwłaszcza że budowanie zawodnej siatki kontaktów zawodowych wymagało pewnych poświęceń, a przynajmniej udawania, że nie miał ochoty uciec przez okno i pójść spać. W związku z tym, dodał: — Zależy od tego, czego oczekujesz od pracy. Jeśli interesuje cię samo zdejmowanie klątw, nie musisz koniecznie wybierać magipsychiatrii, ale jeśli chcesz zrozumieć, co klątwa robi z człowiekiem, dlaczego jedni pacjenci odzyskują sprawność, a inni pozostają uwięzieni we własnym umyśle długo po ustąpieniu jej działania, wówczas zaczyna się robić interesująco. Spojrzał na Prewetta nieco uważniej. Pytanie nie było szczególnie zaskakujące. Wybierz ją dlatego, że nawet kiedy będziesz miał dość, nadal będziesz chciał wiedzieć więcej, pomyślał, ale już nie wypowiedział tego na głos. — Może po dzisiejszym dniu uznasz, że magipsychiatria nie jest dla ciebie. Jeśli chodziło o ich dzisiejszą rodzinę, rozważał samemu zacząć rozmowę. Nie uważał, że Basilius nie poradziłby sobie sam, ale dlatego, że kiedy pięć osób mówiło jednocześnie, najważniejszą umiejętnością diagnostyczną było ustalenie, którą z nich należy uciszyć jako pierwszą. RE: [listopad 1963] Odysseus & Basilius | Magipsychiatria dla żółtodziobów - Basilius Prewett - 22.10.2026 Basilius zmarszczył brwi i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć po czym po chwili je zamknął. – Ale… – zaczął nieco niepewnie nie do końca wiedząc, czy aby na pewno dobrze zrozumiał Odysseusa. Na twarzy młodszego czarodzieja malowała się czysta konfuzja i jakiegoś rodzaju zakłopotanie, które próbował ukryć mniej skutecznie niż zakładał. – A to właśnie… ‐ Odchrząknął. – A to właśnie nie tak, że ludzie powinni ze sobą rozmawiać, aby było mniej problemów między nimi? To nie tak, że Basilius był na tyle naiwny, aby nie widzieć relacji pomiędzy odzywaniem się, a doprowadzaniem do kłótni. Sam czasami wzdychał widząc jakąś awanturę i żałował, że prowodyr zamieszania nie trzymał języka za zębami. Jednocześnie miał dziwne wrażenie graniczące z pewnością, że w magipsychiatrii rozmowy były wręcz wskazane. A tu jednak ktoś kto znał się na zagadnieniu lepiej od niego, zachowywał się, jakby podstawowa forma komunikacji podczas terapii kompletnie go wykończyła. – Klątwy są interesujące – mruknął pod nosem zgodnie z prawdą. Z drugiej strony to co klątwy robiły z samym człowiekiem również brzmiało bardzo interesująco, a Prewett nie okłamywał samego siebie, gdy mówił, że nie może się zdecydować na konkretną specjalizację. – Myślisz? – spytał słysząc stwierdzenie starszego kolegi. Spojrzał na niego, a potem na drzwi zza których dobiegały podniesione głosy. – No to przekonajmy się co i jak. Z tymi słowami otworzył drzwi. W niewielkim gabinecie siedziała piątka dorosłych czarodziei. Starsza czarownica w ciemnozielonej szacie, mężczyzna w podobnym wieku o bujnym, siwym wąsie, ubrany na czarno, nieuczesana kobieta po trzydziestce w czerwonej sukience, a także dwóch mężczyzn, bliźniaków, którzy mogli być w wieku Odysseusa lub tylko trochę starsi. Nagle wszystkie pięc par oczu zwróciło się w ich stronę, a nieuczesana kobieta dopadła do Odysseusa i chwyciła go za ramiona. – I co z nim? Moim mężem?[/b] – spytała przejęta. – [b]Wyjdzie z tego? Proszę mi powiedzieć coś dobrego, błagam! [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=ioFrlJe.jpeg[/inny avek] |