![]() |
|
[Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata (/showthread.php?tid=6217) |
[Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Dearg Dur - 18.07.2026 14.10 okolice godziny 10:00
Sala restauracyjna ocalonego kurortu Canto della Sirena Świt przyniósł wszystkim lepsze rozeznanie szkód - zawalona została spora część zbocza, ruchy tektoniczne nadszarpnęły zabytkowymi ruinami dawnej szkoły oraz całkowicie unicestwiły solankową grotę. Do Lamezia terme zleciały się służby z całego kraju, aby upewnić się że prymarna zasada Kodeksu o niejawności magów zostanie utrzymana i zabezpieczona. Część oczywiście została zobligowana do zabezpieczenia luksusowego kurortu, pieczętownicy pracowali więc niestrudzenie, by do czasu wejścia ciężkiego magicznego sprzętu budynek i goście byli bezpieczni. A przynajmniej Ci którzy pozostali z gości. Wiele osób teleportowało się lub zostało teleportowanych na północ, do miejsc w których spokojność nie ingerowało się tak ostentacyjnie. Sala restauracyjna świeciła pustkami, obsługa zdawała się milcząca, szeptająca między sobą, gdy nikt nie patrzył. Przy jednym ze stoliku siedział na razie samotnie Basil Skamander, który z zaskakującym jak na niego flegmatyzmem sączył koleją kawę i notował coś powoli w notesie ułożonym obok nietkniętego talerza wypełnionego cząstkami owoców i rulonami prosciutto di Parma. Był pochłonięty przelewaniem swoich myśli na papier do tego stopnia, że ktokolwiek by do niego podszedł, to w pierwszej chwili lider klubu podróżniczego by tego nie zauważył… [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BpjnVRf.png[/inny avek] RE: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Leviathan Rowle - 19.07.2026 Poprzedni dzień, był dniem niesamowicie wręcz tragicznym w skutkach, a co najbardziej Leviathana drażniło, to wysypka którą obsypało go przez kontakt z gazem z gotującej się w solance żaby. Co prawda służby, które pojawiły się na miejscu, miały ze sobą medyków i ci dali mu nieco tajemniczej maści (tajemniczej bo porozumiewali się łamanym, ledwo zrozumiałym angielskim), ale nie wszystko zdążyło z niego zejść. Gdzieniegdzie był jeszcze czerwony i dało się zauważyć pozostałości po bąblach, które poprzedniego dnia go porosły, ale oprócz tego zdawał się trzymać nad wyraz dobrze. Czasem tylko pokasływał. Poprzedniego dnia też, Peregrinus wepchnął w ręce niuchacza, w wersji włoskiej. Nie zamierzał narzekać, tym bardziej ze zwierzątko bywało pożyteczne, a dodatkowo nie było nielegalne. Mógł więc przetransportować je do Anglii, o ile tylko posiadałby odpowiednie papiery. W trybie więc natychmiastowym, uruchomił cały proces biurokratyczny, by wszystko zostało dopięte. Był nawet gotowy zostać nieco dłużej, jeśli sprawa by tego wymagała, ale miał nadzieję że nie dojdzie do niego przez wzgląd na kontakty rodziny po angielskiej stronie, które może zagęszczą nieco akcję. Rowle zszedł więc rano do sali restauracyjnej. Cały budynek świecił pustkami i wydawało się, ze tylko ekipa Cutty Sark zdecydowała się zostać. A może zdecydowano za nich, kto wie. Przy jednym stoliku dało się zauważyć Skamandera, smętnego jak nigdy, więc Levi zamówił sobie kawę i przysiadł do niego, witając się z nim lakonicznie, samym dzień dobry, i nie odzywając się póki ten nie miał zamiaru. RE: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Ceolsige Burke - 25.07.2026 Poranek dla Ceolsige był nieco łaskawszy niż się spodziewała. Wzmacniający eliksir i sprawna pomoc medyczna sprawiła, że noc była tylko nieznacznie niekomfortowa. Toteż kiedy wmaszerowała do sali restauracyjnej jej postawa była tak elegancka i dystyngowana jak zwykle. Zmieniła stylistykę na bardziej brytyjską. Po posadzce w równym rytmie stukały czarne botki na średnim obcasie. Długie kroki rozwiewały szerokie fałdy czarnej spódnicy z czarnym, obsydianowo lśniącym, gęstym haftem wzburzonych fal. Całości szaty dopełniał sznurowany po bokach purpurowy kaftan. Zdecydowanie luźniej dzisiaj dopasowany niż zazwyczaj. Pod szyją mieniła się srebrna broszka zapięta na butelkowo zielonej chuście luźno owiniętej u podstawy szyi. Długie jasne włosy luźno spływały na plecy. W jednolittym strumieniu trzymały go dwa drobne warkocze oplatające czoło i łączące się z tyłu głowy. Wchodząc do sali rozejrzała się uważnie. Poważny wyraz twarz zastąpiony został towarzyskim uśmiechem kiedy dostrzegła Leviathana i Basila przy jednym stoliku. Nie tracąc czasu zaczepiła osobę z obsługi, najlepiej kogoś kogo twarz przyjemnie kojarzyła z przyjemnej obsługi poprzednich posiłków. Z typową sobie teatralną wręcz zręcznością wyraziła nadzieję, że jej poprzednie prośby o specjalne śniadanie nada będą dostępne. Po uzyskaniu potwierdzenia poprosiła jeszcze o mocną herbatę i espresso zanim udała się do stolika z członkami cutty sark. - Dzień dobry panowie. - Popłynął jej melodyjny głos na ostatnie dwa kroki od stolika. Jej twarz ozdobiona była naturalnym, miłym, towarzyskim uśmiechem. Błękitne oczy szybko przeskoczyły po obliczach obu mężczyzn. - Mam nadzieję, że mogę moim towarzystwem wzruszyć atmosferę spokojnego dumania. - Wspomniała szybko, tonem, który choć miły nie zostawiał przestrzeni na reakcję. Wraz z wypowiadaniem tych słów odsunęła sobie krzesło w miejscu gdzie mogła być zwrócona po równi do obu panów bez konieczność obracania się szczególnie ku któremukolwiek z nich. Początkowo płynność ruchu z jaką wsunęła się miedzy krzesła a stół została na moment spowolniona. Powoli oparła dłonie na blacie podpierając ciężar ciała na wyprostowanych rękach. Wyprostowała delikatnie plecy i ostrożnie usiadła na krześle. Dopiero kiedy rozluźniła ręce i barki pozwoliła sobie wypuścić powietrze z niewielkim westchnieniem. Szybko na jej twarz powrócił poprzedni uśmiech kiedy dosunęła się nieznacznie do stolika. - Drogi Basilu należą Ci się gratulacje. Muszę przyznać, że pod sielankową maską wycieczki kryły się pokłady ekscytującej tajemniczości. - Rozpoczęła rozmowę kierując słowa początkowo do organizatora. - Nie kryły się w tym skarby ale ratowanie syrenek niesie ze sobą trudno dostępny urok i miejscowy folklor. Twój znajomy, pan Trelawney zdaje się robił notatki gdyby ktoś z członków klubu wyraził zainteresowanie historią ruin. - Mówiła płynnie w tonie swobodnej towarzyskiej pogawędki. Jakby przeżycia ostatnich dni były dla niej czymś regularnym. Odchyliła się nieco na oparciu kiedy kelner przyniósł zamówioną herbatę i espresso. Skinieniem głowy podziękowała, łapiąc na chwilę w swoje oczy jego spojrzenie. Zaraz też powróciła uwagą do rozmówców. - Dotarły do mnie wieści, ze i panowie mieli pewne nieoczekiwane doświadczenia w kurorcie. - Sięgnęła dłoniom po filiżankę herbaty wznosząc ją powoli do ust. Jej spojrzenie płynnie przenosiło się od jednego mężczyzny do drugiego sugerując, że treść skierowana jest do obydwu. - Zechcecie podzielić się przeżyciami? Ciekawa jestem czy mam żałować, że nie mogła uczestniczyć również w waszych wydarzeniach. RE: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Dearg Dur - 31.07.2026 Basil potrzebował dłuższej chwili, by w ogóle zorientować się, że nie siedzi już sam. Pióro zatrzymało się nad kartką, lecz nie opadło od razu – jakby myśl, którą próbował schwytać, była cięższa niż zwykle i nie chciała przelać się na papier. Dopiero po kilku uderzeniach serca zamknął notes z cichym szelestem pergaminu, przesunął go na bok i uniósł wzrok. Pod oczami miał wyraźne cienie, policzki wydawały się bardziej zapadnięte niż jeszcze wczoraj, a zwykle żywe spojrzenie przygasło od niewyspania. Wyglądał jak człowiek, który przespał najwyżej godzinę. Najpierw skinął głową Leviathanowi, potem Ceolsige, dopiero po chwili zdobywając się na słaby uśmiech. – Dzień dobry… – odezwał się ochryple. Głos miał szorstki od kawy i zmęczenia, jakby każde słowo musiało przecisnąć się przez gardło. Sięgnął po filiżankę, upił niewielki łyk i skrzywił się lekko, gdy napój okazał się już letni. Nawet nie zauważył, kiedy ostygł. Przez moment obracał w dłoniach widelec, w końcu nabił na niego kawałek melona. Słuchał co Burke ma do powiedzenia i jadł powoli, bardziej z poczucia obowiązku niż apetytu, długo przeżuwając owoc i patrząc gdzieś ponad ramieniem rozmówców, jakby nadal układał sobie w głowie przebieg minionej nocy. – Gratulacje… – powtórzył z cichym parsknięciem, które trudno było uznać za śmiech. – Chyba pierwszy raz ktoś pogratulował mi wycieczki zakończonej interwencją połowy włoskich służb. Odłożył sztućce i potarł nasadę nosa. – Nie przepadam za ich magiczną policją, a teraz to zdanie się we mnie tylko utrwaliło. Mam wrażenie, że więcej było wymachiwania pieczęciami niż zadawania właściwych pytań. Owszem… – zawahał się, szukając właściwego sformułowania. – Trzeba im oddać, że utrzymali hotel i całe wzgórze w pionie. Przy takim osuwisku mogło skończyć się znacznie gorzej. Ale kiedy próbowałem dowiedzieć się czegokolwiek konkretnego… wszystko sprowadzało się do "proszę zachować spokój" i "prowadzone są czynności". Westchnął ciężko. Sięgnął po plaster prosciutto, złożył go niedbale na kawałku pieczywa i dopiero po chwili ugryzł, przypominając sobie, że miał to zrobić. – Nas też spotkał foklor, choć nie jestem pewien czy miejscowy. – Zmarszczył brwi – Chyba już kiedyś trafiłem na zapiski o nich, ale nigdy nie miałem szansy żadnego widzieć na żywo. Żadnego… w tej formie. Maledictus… prawda? Przeniósł spojrzenie na Leviathana. Pytanie zabrzmiało całkowicie niewinnie, bardziej jak prośba o potwierdzenie nazwy niż próba wyciągnięcia informacji. Przez krótką chwilę jego wzrok zatrzymał się jednak na zaczerwienieniach pozostałych na skórze Rowle'a, po czym Basil bez słowa odwrócił oczy i ponownie zajął się śniadaniem. Odkroił niewielki kawałek sera, popił go kawą i milczał przez moment odrobinę zbyt długo, jak człowiek zastanawiający się, czy powiedzieć coś jeszcze. – Tak czy inaczej… – odezwał się ciszej. – Mam nadzieję, że na tym już się skończy, szczególnie że zostało ile… dwie? Trzy godziny… Klub zwykle przywozi z wypraw kilka egzotycznych historii, nie raport dla ministerstwa. – Westchnął ciężko, odkładając jedzenie. Wspomnienie śluzowatej pary wżerającej się w nozdrza odbierało wszelki apetyt. Podobnie jak myśl o ministerstwie i kilku niewygodnych pytaniach ze strony niepisanej "starszyzny" klubu. A mogli teleportować się na wyprawę po wulkanach! I ktoś, ktoś uznał to za zbyt niebezpieczne! – Widzieliście może resztę naszej ekipy? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BpjnVRf.png[/inny avek] RE: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Ceolsige Burke - 09.08.2026 Sączyła herbatę nieśpiesznie. Jego nuty smakowe testowała mimowolnie skupiając swoją uwagę na rozmówcach. Kiedy międyz kolejnymi wersami wypowiedzi Basila kelner przyniósł talerz z lśniącymi rulonami miejscowych wędlin podziękowała mu uprzejmie i odstawiła filiżankę. Widelcem nadziała jedne z rulonów i ugryzła kawałek. Smak przywołał wspomnienie głodu i zaczęła jeść szybciej. Drobnymi acz częstymi kęsami odrywając kawałki mięs i przełykając je po ledwie kilku ruchach żuchwy. Była głodna ale to żadna nowość. Potrafiła szybko jeść małymi kęsami tak by dochować wszelkim wrażeniom elegancji i nie zakłócać dystyngowanej pozy mimo, że zawartość talerza znikała w zaskakująco szybkim tempie. Z zadowoleniem przyjęła, że Basil ma kilka słów do wypowiedzenia, toteż mu nie przerywała. Podążyła za jego spojrzeniem na oblicze Leviathana. Jej twarz przybrała szczery delikatny uśmiech, wyrażający przyjazne współczucie przerywając na moment proces posilania się. Tylko pobieżnie jej wzrok przebiegł po śladach na skórze szybko jednak sięgając ku oczom mężczyzny. Gest, który dostrzegał przede wszystkim osobę i jej stan, a nie sam obraz uszkodzeń. Nie spieszyła się z komentarzem czekając aż któryś z mężczyzn podejmie dalej temat. W jej uszach końcowa wypowiedź przewodniczącego zabrzmiała ciężko. Zbyt ciężko jak na skale sytuacji, która jawiła się z jej perspektywy. Na końcowe pytanie przeskoczyła badawczym spojrzeniem w stronę Rowla. Szybko skinęła głową Skamanderowi w niemym potwierdzeniu. Odłożyła widelczyk z cichym stuknięciem opierając go o krawędź talerza. - Część. Panna Bletchley dzielnie mi towarzyszyła zeszłej nocy a teraz zdaje się nadal odsypia. - Uniosła filiżankę espresso delektując się jej mocnym aromatem. - Millie przegapiła całe wydarzenia i wróciła do nas dopiero rankiem. Najpewniej jeszcze drzemie. Pośród tych co od rana są na nogach to obawiam się, że chwilowo jesteśmy zdani na wzajemne towarzystwo. - uśmiechnęła się uprzejmie by jasnym było, że obecne towarzystwo jest mile przez nią widziane. Niewielkim łykiem skosztowała czarnego, gęstego naparu nim podjęła temat. - Gratulacje są na miejscu. Jestem przekonana, że nasza obecność sprawiła, że tylko połowa służb musiała interweniować i, że w ogóle miała gdzie interweniować niż tylko sprzątać zgliszcza i liczyć straty. - Mimo pozornie nonszalanckiego tonu powiała się w nim wyraźna twardość sprawiająca, że przedstawiona teza zyskiwała na powadze. - Zakładam, że sami nie wiedzą jeszcze co się stało. Kiedy się rozeznają i okażą odrobinę przyzwoitości to możesz im wspomnieć, że nie muszą dziękować. - Była w tym nuta złośliwości mimo, że rozumiała pewne ograniczenia czasu i możliwości. Włosi mieli dość zadań zabezpieczających i porządkowych nim w ogóle będą mogli się podjąć rozpoznania. Tym bardziej, że wiele poszlak leżało pogrzebanych pod skałami. Upiła kolejny łyk. - Mieli tu ducha, najpewniej jeszcze z czasów szkoły, który upodobał sobie zniszczenie kurortu i wygnanie stąd turystów. Jak rozumiem pan Trelawney naprawił prowizorycznie zabezpieczenia przeciw mugolom, które ten duch uszkodził. - pozwoliła sobie na kolejny łyczek czując jak cierpki smak pobudza jej zmysły - Duch ten też omamił jakoś miejscową diwę i zwabił ją złudnymi pragnieniami do spaczonego podziemnego rytuału. W tamtym miejscu złączył ją z innymi, wcześniejszymi ofiarami w karykaturalną ideę mitycznej syreny. Miała stać się narzędziem jego planu, drogą do wolności. Udało nam się powstrzymać klątwę i częściowo odwrócić jej efekt. Niestety struktura jaskini była zbyt naruszona i całość runęła. - przerwała wypowiedź by dopić ostatni lyczek kawy. Odstawiła filiżankę na spodek. - Moje gratulacje są więc szczere. - Uśmiechnęła się szczerze i wspierająco do Skamandera. - Kurort bez naszej interwencji mógłby dzisiaj już nie istnieć razem z jego mieszkańcami. Ponownie chwyciła widelczyk nie spuszczając wzroku z rozmówcy. - Malediktus … to dość interesujące. Jak wspomniałem efekt, który spotkaliśmy w jaskini był w swoich efektach zbliżony do tej klątwy. Wywołany był przez magiczny przedmiot w formie łańcucha pokrytego runami. Zakładam, że uległ zniszczeniu ale chyba pamiętam ich układ. Może okazałoby się to pomocne dla kogoś zainteresowanego badaniami nad klątwą malediktusa. Czy może panowie mogą polecić kogoś z kim warto się skontaktować w tej sprawie? Nabiła kolejny wysuszony kęs na widelec. - Oczywiście mogę się nieco mylić w moich założeniach. Bylibyście skłonni przedstawić mi zdarzenia jakich świadkami byliście w kurorcie w możliwe zwięzłych szczegółach? Może rozjaśni to nieco motywy jakimi kierował się duch. RE: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Dearg Dur - 10.08.2026 Słuchał jej i nie przerywał a z każdym słowem, jego szczera w intencjach twarz przechodziła przez kolejne stadia. Porannego zblazowania, chłodnego niedowierzania, szoku aż w końcu zachwytu. Nie miał powodów by wątpić w jej słowa, ewentualnie zakładając wcześniej, że może nieco koloryzuje, finalnie jednak wydając osąd szeroko otwartymi oczyma i również ustami, do których od jakiegoś czasu nie wpadało żadne jedzenie. – Niesamowite! I tak! To jest właśnie ta indolencja służb! Nic z tego nie było mi wiadomo, poza faktem, że znaleziono Was we wnętrzu osuwiska razem z Donną Anną. Zdaje się, że ktoś zostawił notę, która pomogła szybciej Was znaleźć, ale nie sądziłem, że w samym sercu… – Nadal było widać na jego pobladłej twarzy zmęczenie, ale teraz rozkwitł również uśmiech samozadowolenia i dumy. – No, no… brytyjczycy przybywają i ratują dzień! Wspaniale! Mam nadzieję, że nasz nowy kronikarz poza zapiskami do annałów klubowych, znajdzie chwilę i machnie jakiś podnoszący artykulik dla naszych strudzonych rodaków. Wybornie! Co za historia! Nasze stworzenie nie miało żadnych łańcuchów, a jeśli miało to pokrywała je gęsta, toksyczna maź, zdaje się ta sama, która od tygodnia zabrudzała termy. Znaleźliśmy jakiś trop sugerujący, że był to jeden ze stałych gości, ale było potem dużo zamieszania. Z racji że termy się zapadły, dopytywałem, nie znaleźli tę nieszczęsną kobietę, czy choćby truchło stwora, ale niestety poszukiwania nadal trwają. Cóż, domyślam się, że dopiero jak wejdą runmistrzowie i pieczętnicy, jak zaczną to poważnie czyścić i zabezpieczać, że dopiero wtedy być może dostaniemy jakieś wieści, dyrektor obiecał mnie informować… – Przez moment Basil zamyślił się, to kierując kubek do ust, to odsuwając… W końcu jednak zmarszczył brwi w zastanowieniu i zapytał o wiele ciszej – Ale to nie wasza konfrontacja naruszyła sklepienie i całą konstrukcję, prawda? [inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BpjnVRf.png[/inny avek] RE: [Jesień 72 14.10, Lamezia Terme | Wyjazd Cutty Sark] Wszystkie poranki świata - Ceolsige Burke - 13.08.2026 Widząc jego twarz i entuzjazm skorzystała z okazji by wzmocnić się kolejnym plastrem szynki. Skinęła jedynie głową ale dziwnie łobuzerski uśmiech nie wykwitł na twarzy z tej prozaicznej przyczyny, że usta zajęte były smakowaniem śniadania. Mimo jedzenia nadal utrzymywała wyraz uprzejmego zainteresowania rozmówcami. Od czasu do czasu kiwnęła zachęcająco głową by dać znać, że słucha co przewodniczący klubu ma do powiedzenia. Jadła przy tym szybko z naturalną elegancją, która sprawiała, że nagła pustość talerza mogła być zaskoczeniem dla większości obserwatorów. - Cutty Sark przybywa… - widelczyk cicho brzęknął o pusty teraz talerzyk. Na jej twarzy wykwitła cień zuchwałego uśmieszku, który szybko rozpłynął się w znacznie miększym i zdystansowanym wyrazie. - Nie musimy narzucać odpowiedzialności za te wydarzenia postronnym. - nadała temu szczery ton, gdyż rzeczywiście nie czuła potrzeby dzielenia splendoru tych wydarzeń na ludzi w to nie zamieszanych. Jednocześnie sięgnęła dłoniom po filiżankę herbaty. Popychając niedbale uszko, to kciukiem, to palcem wskazującym obracała ją nieznacznie na spodku. - Możliwe. - odpowiedziała szczerze na pytanie Basila. - Nie powinieneś się jednak czuć za to odpowiedzialny. Wiele wskazuje na to, że ten duch uszkodził sklepienie drążąc sobie przejścia do kurortu oraz wprawiając bestie w rytmiczne podrygi na cześć Ligeji. - Odparła rzeczowo z wyrazem absolutnego przekonania o słuszności postawionych tez. - Próbowanie obwinienia kogokolwiek za to byłoby jak próba obwinienia kogoś za upadek z podpiłowanego mostu. Co najwyżej groteskowa dla obwinianego i co najmniej upokarzająca dla obwiniającego. - W ostatnim zdaniu dopuściła do głosu wyraźną nutę odrazy jaką budziła w niej ta koncepcja. Uniosła filiżankę do ust i wypiła niewielki łyk delektując się gorzkim posmakiem naparu. Nie odstawiła jej jednak. Opuściła dłoń z ciepłym naczyniem niżej, podpierając przegub na stole. - Liczę, że podzielisz się informacjami od dyrektora lub Włochów jeżeli jakieś otrzymasz. Bardzo ciekawa jestem szerszej perspektywy jaką mogą odkryć kiedy opanują własny szok i zaczną racjonalnie odkrywać fakty. Pan Lockhart posłyszał naszą część wydarzeń tej nocy. Wydawał się odpowiednio zaaferowany by nadać tej opowieści wydźwięk w swoich zawodowych obowiązkach jak i klubowych kronikach. - Spojrzenie odruchowo powędrowało w bok i górę jakby właśnie coś wymyślała lub oddawała się pewnej wizji. - A miałby o opisywać. Nie podejrzewałabym pana Trelawney o tak twardą postawę, bo to jak biegle zna się na magicznych runach było przeze mnie wyczekiwane. Panna Blatchley dzielnie dowiodła, że ma właściwe fundamenty dla obranej ścieżki kariery. - Powróciła zadowolonym spojrzeniem do Basila. - Najciekawszą niespodzianką znajduję jednak pana Selwyna. Pokazał, że w perspektywie niecodziennych zagrożeń potrafi okazać zuchwałość równą tej, jaką błyszczy na scenie. Za ten aspekt także należą się wyrazy uznania. Wydaje się, że klub gromadzi przekrój licznych, niecodziennych osobistości. - Uniosła delikatnie filiżankę w geście, który można by odczytać jako miniaturowy toast i powróciła do picia naparu. Spojrzeniem wyłapała kelnera licząc, że gdzieś ma uszykowaną jeszcze jedną, mięsną porcje. |