![]() |
|
[Noc z 23.10 na 24.10, Orient Express do Lozanny] Insomnolence | Anthony & Jonathan - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26) +--- Wątek: [Noc z 23.10 na 24.10, Orient Express do Lozanny] Insomnolence | Anthony & Jonathan (/showthread.php?tid=6218) |
[Noc z 23.10 na 24.10, Orient Express do Lozanny] Insomnolence | Anthony & Jonathan - Jonathan Selwyn - 18.07.2026 Pierwszy dzień jego pociągowego koszmaru (który może nie był aż tak koszmarny jak zakład) zakończył się, gdy oboje ułożyli się na ciasnej kanapie. Jeszcze przez chwilę rozmawiali o wszystkim i o niczym, przez małą ilość miejsca tuląc się do siebie niczym dwa bluszcze. Jonathan jeszcze przez chwilę szeptał zarówno czułe słowa, jak i głupoty, trzymając w objęciach nagie ramiona Anthony'ego, ale świadomość drugiego czarodzieja coraz szybciej uciekała do Krainy Snów, aż wreszcie jego powieki opadły.
Jonathan natomiast nie spał. Nie potrafił, albo po prostu nie chciał. W pierwszym momecie, na pewno chdziło o to drugie, bo chociaż jego nerwy w teorii już się nieco uspokoiły, to jednak jakiś głosik podpowiadał mu, że wciąż nie było bezpiecznie. Jeśli teraz zaśnie, to nie będzie mógł zareagować wystarczająco szybko, gdyby jednal doszło do wypadku. Leżał więc wtulony w partnera, uznawszy, że lepiej będzie po prostu chłonąć tę chwilę bliskości w całości tak długo jak to tylko było możliwe, zwalczając jakąkolwiek pokusę snu, a gdy spróbował wreszcie zamknąć oczy, zorientował się, że chyba przegapił moment na łatwe zaśnięcie. Westchnął cicho. Kadzidełek nie mógł tutaj zapalić. Jeszcze by sam wywołał pożar, którego też się obawiał. Środki nasenne wiązałyby się z koniecznością wstania i wypuszczenia Anthony'ego ze swoim objęć co nieszczególnie mu się uśmiechało. Poza tym brał już dzisisj eliksir uspokajający. Przymknął powieki i zdecydował się na bardziej tradycyjne próby zaśnięcia. Najpierw spróbował rozluźnić każdy mięsień ciała i wyobrazić sobie, że leżał w najbardziej wygodnym i relaksującym miejscu jakie tylko istniało. Tylko, że… Jego zazwyczaj dość bujna wyobraźnia zbuntowała się i z pewnym politowaniem wskazała, że co jak co, ale powinien pamiętać o tym, że dalej jednak leżał na wąskiej kanapie w na pokładzie Wehikułu Potencjalnej Śmierci. A ta myśl z kolei sprawiła, że serce ponownie zabiło mu szybciej, bo…. na Merlina! Na wszystkich bogów! Na cały świat! Właśnie leżał tutaj z Anthonym i kochał go bardziej niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić, a jednocześnie groziło im takie niebezpieczeństwo! Nie... Nic im nie groziło. Nie mógł skę ponownie nakręcać. Liczenie owiec też nie pomogło. Owce w jakiś magiczny sposób zmieniły się w lwy, potem w węże, a potem pomyślał, że kupi Anthony'emu ciepły, wełniany sweter w smoki i z radością będzie patrzeć, jak Shafiq przewraca na to oczami. To z kolei sprawiło, że zaczął rozmyślać o porządnych wełnianych swetrach z Irlandii i że chętnie wypiłby z Anthonym trunek w jednym z dublińskich pubów. Kto wie? Może nawet namówiłby go do wypicia Guinesssa? Liczenie od tyłu. Spróbował liczyć od stu do zera. 100 99 98 97… Otworzył oczy. To nie miało najmniejszego sensu. To mogłoby zadziałać kilka minut po położeniu się do łóżka, a nie zapewne ponad godzinę później. Zbyt długo borykał się z bezsennością, aby łudzić się, że to zadziała, a już zwłaszcza tej nocy. Przeniósł spojrzenie na śpiącego spokojnie Tony'ego i uśmiechnął się czule. Tej samej nocy, którem wyznali sobie uczucia, Jonathan obiecał sobie, że nauczy się go całego. Czy był więc lepszy czas na naukę, niż ten skoro najwyraźniej wszystko wskazywało na to, że dzisiaj już i tak nie zaśnie? I czy skoro już miał problemu z zaśnięciem, to nie powinien docenić tego, że przynajmniej mógł leżeć w łóżku z Anthonym, a nie samotnie? Ostrożnie ułożył się tak, aby lepiej widzieć profil przystojnej twarzy, która nagminnie cierpiała na bycie przymocowaną do osoby tak wspaniałej, że słowa nie mogły tego opisać. Płowo brązowe włosy, w środku nocy oczywiście ciemniejsze, ale w słońcu nie raz lśniące się niczym złoto, tworzyły piękną koronę dla tej twarz. Koronę raz ulizaną, a raz nieck bardziej puchatąm która jednak zawsze (a miał okazję to sprawdzić) była niebywale miękka. Przeniósł wzrok nieco niżej, poddając się impulsowi, aby delikatnie odsunąć z pięknego czoła niesforny kosmyk włosów. Gdyby musiał zdawać egzamin z antoniuszowej twarzologii, nie byłoby to zbyt skomplikowane zadanie. Wystarczyłoby odpowiadać na każde pytanie tylko jednym słowem. Idealne. Uszy? Idealne. Nie za duże, nie za małe. Największy koszmar każdego karykaturzysty bo jak tu wyolbrzymić wadę czegoś, co w swojej naturze było tak doskonałe? Nos? Nieco garbaty, ale tylko na tyle, by dodawało mu to dodatkowego uroku. Całkowicie prosty nos nos nie pasowałby Anthony'emu. Nie wspominając już o tym, jak byłoby to niebezpieczne dla każdego kto by tylko na niego popatrzył. W końcu gdyby kształt nosa Anthony'ego był po prostu pospolity, to oczy Shafiqa finalnie zgraniałby cała uwagę dla siebie, a to oznaczało, że każdy przepadałby bez opamiętania w tej hipnotycznej stalowej tonii. Och i te kości policzkowe! I ta szczęka tak ostra, że aż dziwne, że jeszcze się o nią nie pociął. I usta, które, chociaż nieco węższe niż jego własne idealnie potrafiły zdominować całą powierzchnię warg Jonathana. Była też szyja i ramiona. Delikatne w dotyku, piękne, również idealne jak cała reszta. Obawiał się tylko, że jeśli będzie o nich zbyt długo myślał, to zaraz złoży na nich pocałunki, które już zdecydowanie obudzą jego partnera. Pozostało więc mu tylko zsunięcie wzroku na półprzykrytą klatkę piersiową, bo reszta niestety była obecnie schowana pod kocem. Ale to nic. Wydawało mu się, że resztę znał już też całkiem dobrze. Zamknął oczy i sprobował wyobrazić sobie całość łącznie z rozmieszczeniem kilku pieprzyków. Tak… Chyba szło mu… Całkiem dobrze. Ziewnął cicho, a zamknięte powieki buntowały się cicho przy kolejnym otworzeniu. Wyglądało na to, że sen jednak miał dzisiaj do niego przyjść, nawet jeśli na zdecydowanie za krótką liczbę godzin. Uśmiechnął się ponownie. Miał obok siebie idealne szczęście, którego będzie mógł się uczyć już zawsze. Ostrożnie uniósł się nieco i walcząc z pochłaniającą go nagle mgłą snu pocałował ukochane czoło. – Przepiękny – wyszeptał czule, licząc że Anthony usłyszy te słowa w swoim śnie. – Jesteś przepiękny Anthony, tak piękny, że aż mnie to boli. Obiecuję, że nauczę się ciebie całego. A gdy będziemy myśleć, że nie ma już niczego więcej, pokażę ci, że znam każdy fragment twojego ciała, tak jak nikt inny nigdy go nie znał. Z tymi słowami ponownie ułożył się na poduszce i zamknął zamknął oczy, raz po raz obracając w głowie wizerunek ukochanego. Sen może i nie przyszedł od razu, ale w końcu jednak zasnął wędrując do krainy równie błogich słów co jego obecna rzeczywistość. !BINGO D5 RE: [Noc z 5.10 na 6.10, Szwajcaria] Insomnolence | Anthony & Jonathan - Pan Losu - 18.07.2026 D5 RE: [Noc z 5.10 na 6.10, Szwajcaria] Insomnolence | Anthony & Jonathan - Pan Losu - 18.07.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: D5 wariant: 1 typ: prompt Nienawidzę tego, jak rozpalają mnie momenty, kiedy zachowujesz się jak idiota.
Kipisz ze złości. Bo to, co się stało jest po prostu idiotyczne. Masz ochotę go rozszarpać, a jednocześnie... okazuje się, że irytacja i pożądanie potrafią iść w parze w najbardziej nieoczekiwany sposób. Nie wiesz już sam, czy bardziej chcesz się kłócić, czy skrócić dystans między wami do zera. Może oba. Może pocałunki składane na czyimś ciele mogą być jednocześnie wyzwaniem do walki. RE: [Noc z 23.10 na 24.10, Orient Express do Lozanny] Insomnolence | Anthony & Jonathan - Anthony Shafiq - 17.09.2026 Anthony spał, nieświadom zupełnie obserwacji, której był poddawany. Zapewne, gdyby sytuacja była odwrotna, sam poświęciłby ofiarowany przez jego stan czas, na studiowanie profilu Jonathana. Byłoby w tym prawdopodobieństwo, że w porywie emocji, które wzbudzał w nim mężczyzna, obudziłby go, aby dać wyraz swojemu uwielbieniu, szczęśliwie jednak było odwrotnie, więc pozostawało mu spać i śnić o nim. Kołysanie pociągu i monotonny rytm wystukiwany przez tory stapiał się z pulsem ukochanego, tak blisko, tak bezpiecznie, tak miło. Orient Express ofiarował mu tej nocy marzenie, wspólna podróż przez niestworzone podniebne krainy, pełną cudów, oraz przedziwnych podróżnych, w tym stada gadających kotów.
Koniec sesji
|