![]() |
|
[21-22 X 72] Crows are chased and the chasing crows are destined to be chased as well - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117) +---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116) +---- Wątek: [21-22 X 72] Crows are chased and the chasing crows are destined to be chased as well (/showthread.php?tid=6245) |
[21-22 X 72] Crows are chased and the chasing crows are destined to be chased as well - Zenon Kozioł - 01.08.2026 Przebudzenie we śnie nie zawsze go budziło. Tamtej nocy zaczęło się od chłodu dobiegającego z okna. Ramiona pokrywała mu gęsia skórka. Ktoś odsunął kołdrę. Siedziała na nim, tak powyżej pępka. Chłód uderzał go w klatkę piersiową. Widać zdjął koszulkę. Albo ona zdjęła. Może było mu gorąco. No, stąd to okno. Ciężka była. Przez sen to czuł. Udami ściskała mu żebra. Dosyć mocno. Ledwie mógł oddychać. Przezroczyste rajstopy drapały go z boków. Poruszała się. Materiał opinał jej uda. Czarne niteczki utkane tak cienko, że widział przez nie skórę. W sumie to się nie znał na manufakturze rajstop. Rozkładał je na pojedyncze słowa. Raj stopy. Nagle się uśmiechnął, a wtedy udami docisnęła go do materaca. Chciał, żeby usiadła wyżej albo niżej. Tak pośrodku to głupio. Ręce zachowały swoją sprawność. Uniósł je do góry. Aż dziwne. Jak już wprawił je w ruch, to zacisnął je na udach. Jej uda były równie szorstkie pod palcami. To przez rajstopy. Gdy się ruszała, czuł na sobie ciepło. Ciepło i mokro, tak jak było po deszczu. Wciągał tę wilgoć nosem. Wilgoć wisiała w powietrzu. Wleciała oknem. To ona ją tu wniosła. Nie potrzebowali kołdry. Mówiła coś w kompletnie obcym mu języku. Takim tonem, że mógł go opisać tylko na klawiszach. Słowami nie umiał. Dłońmi jeździł w górę i w dół. Im wyżej, tym mniej napięte stawały się uda. Mięśnie rozluźniały się pod palcami. Wjechał wyżej. Dłonie wsunął na pośladki. Próbował wejrzeć jej w twarz, ale nie był w stanie. Spódniczka podjechała w górę. Pod rajstopami miała majtki. Czerń odcinała się od rajstop i skóry. A w materiał wszyte były diamenciki. Tak na łonie. W świetle księżyca widział każdy z osobna. Diamenciki układały się w napis. TO
TYLKO SEN Mrugnął oczami, ale nadal w nim był. Czyli coś nie pykło. Przełożył dłoń na materiał majtek. Nie potrafił stwierdzić, co miała pod nimi. Coś go na pewno ugniatało. Przejechał palcem po pierwszym diamenciku. Demonica opadła mu całym ciałem na twarz. Złapał ją w talii, póki miał kontrolę w ciele. Przeturlali się po łóżku. Stęknął ciężko, on albo materac. W końcu przytrzymał demonicę pod sobą. Nadal nie widział twarzy. Gdy próbował się przyjrzeć, wyskakiwały mu mroczki przed oczami. Musiał zamknąć oczy. Demonica pod nim była jeszcze cieplejsza. Wierzgała nogami. Kopały go kościste kolana. Bardzo chciała syczeć i zadawać mu inne nieprzyjemności, ale trzymał ją mocno. Wtopił nos we włosy przy jej skroniach. O, jak syknęła. Prosto do ucha. Jakby kota obdzierał ze skóry. A przecież on ją tylko trzymał przy sobie. Dłużej wierzgać już nie dawała rady. Oplotła go w końcu nogami w biodrach. Szponiaste dłonie poleciały w górę. Palce zacisnęły się na jego plecach. Skórę przy skroni miała miękką. Pachniała tylko deszczem. Sen odmawiał osobistych zapachów. A szkoda. Chciał coś o niej wiedzieć. Przejechał nosem niżej, tam gdzie skóra była jeszcze cieplejsza. Pod szczęką, przy tętnicy na szyi. Demonica przygryzła mu płatek ucha. Paznokciami zaczynała wbijać się w łopatki. Ostra była, ale Zenek nie pozostawał bezbronny. On też tak mógł. No to się wgryzł w tętnicę. A ona znowu wpadła w te dźwięczne tony. Tak blisko ucha Zenka to było trochę za dużo, więc poluzował chwyt. Zamiast tego przyszpilił jej dłonie do materaca, żeby rękami nie mogła już ruszać i go ranić. Teraz sama była porażona. Materac zastękał z wysiłku. No, Zenek to się jednak potrafił obejść z sennym demonem. Jak na złość, nogi miała sprawne. Zwłaszcza uda, którymi ściągnęła go w dół i przyciągnęła do siebie. Przejechał kroczem po diamencikach. Głowę prędko poderwała do góry. Pokazała zęby. To nie był ludzki zestaw zębów. Kły miała długości palca. Rosły w oczach. Jak przed oczami Zenka wyrosły już dwa szpikulce, to mu się z nimi rzuciła do gardła. Przebiły tkankę. Trysnęła krew. A Zenek na serio otworzył oczy. |