Secrets of London
[01.10.1972, Hrabstwo Kent] Efekt motyla - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [01.10.1972, Hrabstwo Kent] Efekt motyla (/showthread.php?tid=6277)



[01.10.1972, Hrabstwo Kent] Efekt motyla - Victoria Lestrange - 14.08.2026

1 X 1972, popołudnie
Hrabstwo Kent, siedziba Magicznego Towarzystwa Herbologicznego

[Obrazek: imgproxy.php?id=pq2u2YG.png]

Zajmowanie się sprawą zaginionych, wielkich, zmutowanych pustynnych mandragor, było czasem wyszarpywanym z wolnych chwil i po trochę nadgodzin – bo wcale niełatwo było w tym grafiku i obecnej sytuacji w Anglii wygospodarować w czasie pracy, gdy tej był nawał i ciągle mieli braki kadrowe, odpowiednią jego ilość na wszystko. Ostatnie tygodnie to było dla Victorii skakanie od sprawy do sprawy, od wątku do wątku; problemy w życiu prywatnym to jedno, poszukiwania domu (dzisiaj zakończone sukcesem i podpisem na dokumentach oraz przekazaniem sumy pieniędzy) to drugie, a przy tym radzenie sobie ze skutkami Spalonej Nocy, sprzątanie całego tego bajzlu, to rzecz jasna trzecie. Wiedziała przy tym, że Brenna ma równie mało tego czasu, umawiały się więc ze sobą ostatnio jedynie na spotkania-związane-z-pracą w naprawdę dziwnych porach (chociaż na przestrzeni lat… obie przywykły do tego tak bardzo, że  już tego chyba nie zauważały, że potrafiły się spotkać na przykład w rodzinnym ogrodzie o północy…), chociaż popołudnie pierwszego października mogło być tą najmniej dziwaczną.

Październik jednak jawił się dla Victorii pewną nadzieją. Nadzieją, że oto właśnie zamknęła bardzo przykry rozdział swojego życia, który dość niefortunnie kojarzył jej się również z kamienicą na Pokątnej, która miała być przecież tym świeżym startem po wyrwaniu się ze szponów despotycznej matki – nie było nim jednak. To było przedłużające się, powolne wewnętrzne cierpienie, z którego Lestrange nawet nie  do końca zdawała sobie sprawę, póki nie było tego tak dużo, że coś w niej pękło, a dziwne wydarzenia, jakie miały miejsce w tamtej kamienicy pod sam koniec września sprawiły, że trochę bez żalu się stamtąd wynosiła.

To znaczy póki co została wlaścicielką „domu na zadupiu”, jak miała to w przyszłości dumnie nazywać. Skoro formalności zostały dopełnione, klucz znalazł się już w jej rękach, a i tak miała się zjawić w Ministerstwie, by załatwić podpięcie kominka do sieci fiuu… Tak się jakoś zdarzyło, że wracając chciała zahaczyć o biuro aurorów, choć miała dzisiaj wolne i natknęła się po drodze na Brennę, która oznajmiła jej, że ma właśnie trochę czasu…

I od słowa do słowa wylądowały w Kent, w siedzibie Towarzystwa Herbologicznego, skąd zniknęły bez śladu dwie mandragory.

Victoria powiadomiła Mirabellę Abbott, że przejmuje to śledztwo i zobaczy co da się zrobić, zdobyła wiec pozwolenie przewodniczącej na wejście do siedziby klubu, gdyby potrzebowali tutaj wykonać jakieś czynności. Victoria poprowadziła więc Brennę znajomą sobie drogą z wielkiego holu, z którego na przestrzał widać było przeszklone kondygnacje. Wystrój był tutaj w pewien sposób przypominający to, co można było napotkać w domu Victorii: rośliny pięły się po różnych częściach pomieszczeń przypominających palmiarnię; bluszcz na ścianach, fluoroscencyjne paprocie zwisające z balustrad, ale tez książki na regałach zabezpieczonych przed wilgocią. Zostały na parterze, gdzie musiały zatrzymać się przed pokrytą zielenią ścianę, a rośliny rozsunęły się przed nimi ukazując… no właśnie, ścianę, lecz była to tylko iluzja, a Victoria wprawnie ściągnęła zaklęcie zabezpieczające, i w końcu otworzyła przed nimi drzwi do owalnego (przeszklonego) pomieszczenia o naprawdę sporych rozmiarach. Stały tutaj dwie wielkie, wysokie na ponad dwa metry, przezroczyste tuby.

– Tutaj właśnie siedziały mandragory – zaprezentowała Brennie, zamykając za nimi drzwi ukryte w ścianie. – Z tego co zrozumiałam, to pomieszczenie jest jednym ze specjalnych, w którym przetrzymuje się gatunki niebezpieczne. Tuby wcześniej były wypełnione ziemią, a pędy było widać. Teraz… No sama widzisz – Victoria westchnęła i zresztą sama podeszła do jednej z wielkich tub, by się jej przyjrzeć.