Secrets of London
[03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] (/showthread.php?tid=6291)

Strony: 1 2


[03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Billius Weasley - 20.08.2026

Od pieprzonej Spalonej Nocy prawie nieustannie pił.

Zaczynał rano, od piwka najczęściej — chociaż czasem, jak Merlin pozwolił i go swym błogosławieństwem naznaczył to Whiskey czy innym, wysoko procentowym trunkiem też swa piegatą mordę zalewał. Tuż przed otwarciem lokalu, co się otwierał pierwszy ze wszystkich londyńskich lokali, stał przed drzwiami kilka minut przed otwarciem i był osobą, którą zmęczony barman, otwierający tam drzwi widział, jako pierwszego. A Billius go witał szerokim uśmiechem na swej piegatej mordzie, chociaż nie był on do końca szczery, bo w jego oczach czaił się też zupełnie nietypowy dla Weasleya smutek.

W czasie, gdy płonął Londyn być może i nic mu się fizycznie nie stało — zachował te swoje krzywe kończyny i ten pusty łeb co go nosił na karku, również mu z tego właśnie karku nie spadł, ale był jakimś dziwnym altruistom, któremu bardzo trudno patrzyło się na cierpienie innych ludzi. Nie potrafił więc zapomnieć o krzykach, jakie rozlegały się tamtego dnia na ulicach, ani o nieprzyjemnym zapachu, jaki był wszechobecny i niemożliwy do uniknięcia, ani o zawalonych domach czy wszechobecnych płomieniach. Nie potrafił też zrozumieć, jak można być aż tak wielką kurwą — i nie bał się użyć tego słowa, chociaż nie używał wulgaryzmów zbyt często — by zostawiać po sobie tak wielkie zniszczenia i zniszczyć życie tak wielu ludzi. Dlatego też pił, bo cierpiał z tego powodu, że wokół, wszędzie na każdym kroku, nie tylko na Nokturnie, ale i w całym Londynie, mijał takich właśnie podłych czarodziejów. W tej całej swojej depresji to i Rejwach unikał, bo mu się było wstyd przed Aseną, bo chodził ciągle taki nieogolony i śmierdziało od niego alkoholem i nie nadawał się do kontaktów z jakimikolwiek ludźmi, a co dopiero tymi, których naprawdę lubił i naprawdę szanował.

Przez ten ciągły stan upojenia wpadał więc w co raz głębsze bagno. Dwa dni temu, przegrał w karty swoje ostatnie galeony. Próbował orżnąć, jak mu się zdawało, nieumiejącego grać, bezbronnego czarodzieja, prawda okazała się jednak inna, bo dostał niezłe manto i został praktycznie z niczym. Dlatego musiał się teraz odkuć, i dlatego poszedł do tego baru, gdzie rzadko bywał, bo tam to już w ogóle towarzystwo najbardziej podejrzane bywało, ale gracze dużo ryzykowali i można było się nieźle obłowić. Dlatego również teraz obijano mu mordę, bo znów próbował kogoś ocyganić, i cholera, właśnie chyba tracił z tego powodu zęba, bo ten sierpowy, którego zarobił był wyjątkowo bolesny, trochę bardziej bolesny, niż zazwyczaj.

Znalazł jednak siłę i to wyjątkowo jej dużo, próbując się ratować i jako, że czarodziej znajdował się w odpowiedniej odległości, odchylił się do tyłu odrobinę i z całej swojej, osłabionej alkoholem siły, wyrąbał mu z główki. I to chyba był naprawdę zły pomysł, bo jego przeciwnik zrobił jedynie krok do tyłu i już miał mu znów przywalić, i Billius, znów szykował się na to, że kolejnego zęba traci, gdy czarodziej zniknął albo raczej teleportował się z miejsca całej sprawy.

W pierwszym odruchu, rudy nie wiedział co się dzieje, przez chwilę myślał nawet, że może naprawdę był taki straszny i swego przeciwnika przeraził na tyle, że on mu postanowił zostawić te za cyganione kilkanaście minut wcześniej galeony, jednak w tym samym momencie pojawił się przy nim auror i wtedy Billius po prostu zrozumiał, że jest teraz w jeszcze ciemniejszej niż normalnie dupie.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Victoria Lestrange - 20.08.2026

Victoria również nie miała najlepszego czasu. Fizycznie nic jej się podczas Spalonej Nocy nie stało, prócz tego, że robiła wtedy jakieś kosmiczne nadgodziny i do teraz nie wiedziała, jakim cudem przeżyła w ogóle najbliższe dni po Spalonej Nocy, bo prócz tego, że atak zastał ją, gdy była już u końca swojej zmiany i nie wróciła do domu przez cały następny dzień, to po przespaniu się krótko – wróciła do pracy. I mniej-więcej tak wyglądał cały tydzień po ósmym września. Później trochę się rozluźniło, minimalnie, ale musiała wrzucić trochę na luz, żeby się nie zajechać, a po drodze jeszcze musiała zadbać o swoje siostry, które straciły dach nad głową (zgoda, mogły się przenieść do głównej rezydencji rodziny przy ogrodzie Maida Vale, ale Victoria wolała je wziąć do siebie) i w ogóle wszystkie swoje rzeczy, ubrania… nie miały przecież nic. Ale na tym pech września się nie zakończył, o nie. Tydzień przed jego końcem okazało się, że coś jest nie tak z jej kamienicą na Pokątnej, tej samej, w której teraz mieszkała z siostrami. Że była najprawdopodobniej w jakiś sposób przeklęta, skoro najpierw ona, a później Primrose natknęły się na pomieszczenie, którego w ogóle nie powinno tam być wedle planów domu, a gdzie znajdował się jakiś dziwny ołtarz i zakrwawiony bęben… po czym znikał. Jak nie cholerny poltergeist wciśnięty w kratkę wentylacyjną w salonie, mieszający jej w głowie, to jakieś przeklęte piwniczki. No i właśnie wtedy jej przedziwna, i tak umierająca relacja z Saurielem, się zakończyła, gdy oznajmił, że on to wyjeżdża i nie planuje wrócić. Victorii było bardzo ciężko udawać, że wszystko jest w porządku. Jej życie uczuciowe nie istniało, dostała kosza drugi raz od tego samego faceta, w którym faktycznie była zakochana, nawet jeśli ją unieszczęśliwiał i wiedziała, że to w zasadzie zakończy się szybciej niż później – i tak bolało.

Nie miała więc najlepszego nastroju, nawet pomimo tego, że udało jej się bardzo szybko dopiąć sprawę kupna nowego domu na totalnym zadupiu, z dala od wszystkiego. Teraz więc, gdy była na patrolu na Nokturnie, również tym dobrym nastrojem nie emanowała. Prawdę mówiąc czekała tylko, aż jej zmiana się skończy. Brygadzista, z którym była na patrolu, strasznie ją wkurwiał swoimi głupimi teoriami na temat świata, zresztą chyba był do niej uprzedzony ze względu na nazwisko i gdy wszedł do najbliższego lokalu, by go sprawdzić, odetchnęła z ulgą, bo to oznaczało przynajmniej pięć minut świętego spokoju: nie weszła tam z nim, a została na zewnątrz. Gdy tylko zniknął za drzwiami, Victoria spojrzała na zegarek na nadgarstku i westchnęła, rozkoszuj;/.ąc się świętym spokojem. Świętym spokojem jak na Nokturn, rzecz jasna, bo ludzie na jej widok prychali i złorzeczyli pod nosem, ale widząc mundur aurora i kojarząc jej twarz, mało było takich, którzy mieli odwagę ją zaczepić.

I stojąc tak, usłyszała charakterystyczne odgłosy dochodzące najprawdopodobniej z uliczki pomiędzy budynkami. Przez kilka sekund starała się to ignorować, ale przy jakimś jęku uznała, że chyba jednak nie może… Ruszyła więc, wydobywszy różdżkę z kieszeni, chociaż wcale jej się nie spieszyło. I przyszła w sam raz, żeby zobaczyć, jak rudowłosy mężczyzna bierze zamach głową, uderza drugiego gościa, który po chwili już miał się zamachnąć, kiedy jakoś tak niefortunnie uniósł głowę, i zobaczył ją – w czerni, ze srebrnymi insygniami Ministerstwa, przyłapującą ich właśnie na gorącym uczynku i…

Zwiał.

Z trzaskiem aportacji.

Drugi koleś, ten który został, miał trochę więcej pecha i nie wyglądał, jakby był w stanie zrobić teraz to samo.

– No no no, a co my tutaj mamy – powiedziała cicho, może nawet nieco kpiąco, gdy znalazła się blisko Biliusa, ale nie na tyle, by być w zasięgu jego rąk, celując do niego różdżką. – Rączki do góry, palce szeroko i nic nie kombinuj – jeszcze by brakowało, żeby i na nią się rzucił z pięściami, albo próbował rzucić zaklęcie, a przecież wiedziała doskonale, ze da się to robić bez różdżki.


!nokturn


RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Pan Losu - 20.08.2026

To twój szczęśliwy dzień – nic się nie dzieje.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Billius Weasley - 20.08.2026

Aurorzy. Niby zawód, jak każdy inny. Może nawet lepszy, bo żeby do nich trafić trzeba się było postarać, Billius na przykład, niemiałby tam żadnych szans. Nie zmieniało to faktu, że Bill nie był ich zbyt wielkim fanem — no władza jako taka, była im wszystkim potrzebna, ale zdecydowanie zbyt często go u siebie w kryminale zamykali. Pobyty kończyły się krótką odsiadką co prawda i jeszcze nigdy w Azkabanie za swoje drobne wybryki nie skończył, nie zmieniało to faktu, że zdecydowanie zbyt częstą byli się go czepiali. Zupełnie niepotrzebnie zresztą, przecież był wzorowym obywatelem.

Kiedy ta aurorka, której w pierwszej chwili po głosie zupełnie nie poznał, zaczęła mu wydawać rozkazy to ciepło mu się zrobiło w środeczku i szczerze powiedziawszy, już dawno niczego takiego nie czuł. Może, jakby to był jakiś facet z BUM albo auror to by się tam z nim pokłócił. Może nawet by go zaatakował? Ale kobiety? Szczególnie te, które były od niego silniejsze, no musiał wykonywać te polecenia, bo jakżeby inaczej? Budziła w nim szacunek tak od wejścia właściwie, nie musiała nic mówić, nic robić nie musiała, on sam z siebie padłby na kolana, odrzucił różdżkę gdzieś w bok, ale jakby ją tylko przy sobie miał, bo teraz jej nie miał i nie pamiętał nawet, czy ona pozostała w środku czy może zostawił ją w własnym mieszkaniu?

Zrobił to, co mu kazała, ale uprzednio, odwrócił się jeszcze w jej stronę, by ujrzeć twarz tej, co go miała najprawdopodobniej wsadzić do kicia i to co ujrzał było tym, co widzieć lubił chyba najbardziej, bo to była szanowna Pani auror Victoria Lestrange. Wypiął pierś do przodu, całkowicie zapominając o tym, że jest teraz zatrzymywany, bo istniała szansa, że ona go swymi zręcznymi dłońmi przeszuka, gdzieś z boku, na drugim planie palił się również ze wstydu, bo jebało od niego alkoholem, fajami i przygodami poprzedniej nocy, ale nic na to już nie mógł poradzić, takie życie.

Victoria… W sensie, pani auror szanowna. — kiwnął głową z uśmiechem głupim na twarzy. Być może odsłonił jednocześnie jeden z brakujących zębów, chociaż trudno było stwierdzić czy je wszystkie posiada, czy może nie. — Jak zawsze spotykamy się w tak okropnej sytuacji, a przecież moglibyśmy się spotkać po prostu, poza godzinami pracy. Mógłbym panią szanowną auror zabrać do Rejwach na przykład albo w inny ciekawy zakątek Nokturna. Może nawet do mugolskiego Londynu? — może jakby był trzeźwy i umyty i niezarośnięty, jak jakiś żul ostatni to mogłoby zrobić na jakiejś pannie wrażenie, teraz jednak Victoria miała najgorszą wersję Weasleya przed sobą. Wiedział, że nic te jego zaloty nie zmienią, ale może trochę robił to na złość? Może lubił, jak się na nim po każdym kolejnym tekście wyżywała?




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Victoria Lestrange - 21.08.2026

Ach. Weasley. Victoria westchnęła. Miała z nim do czynienia co jakiś czas – najpierw, gdy pracowała jako brygadzistka (może wtedy nawet częściej, bo brygadzistom lubiono zrzucać najczarniejszą z czarnych robót, zwłaszcza tym nowym w biurze brygady). Później, gdy była na stażu na kursie aurorskim, i najwyraźniej teraz również. Weasley okazywał się być pewną stałą w jej życiu: prędzej czy później gdzieś się na niego natykała i rzadko kiedy nie robił czegoś, co by nie zasługiwało na areszt. Nie była tylko pewna, czy to on przyciągał kłopoty, czy zwyczajnie dla sportu lubił raz na jakiś czas wylądować w areszcie, ale tak właśnie się działo (a na pewno nie przyszło jej do głowy, że robił to celowo, żeby popatrzeć sobie na ładne funkcjonariuszki w mundurach).

Teraz zaś pokręciła głową i zacmokała cicho, gdy się odwrócił i zwrócił do niej tak poufale, jakby byli starymi dobrymi znajomymi. Nie byli, chociaż nie był od niej wiele starszy, mieli jednak zupełnie inne grono przyjaciół, a na Nokturn zapuszczała się dlatego, że musiała, a nie dlatego, że chciała.

– Tak? I co byśmy robili w tych ciekawych zakątkach Nokturna albo w mugolskim Londynie? – zapytała kpiąco, podchodząc do niego, przez chwilę taksowała go wzrokiem, jednocześnie obijając sobie różdżkę o drugą dłoń, w wyrazie zniecierpliwienia. – Chyba dawno nie byłeś w areszcie, aż tak ci do tego tęskno, Weasley? – teraz, stojąc bliżej, zdecydowanie czuła smród alkoholu. Musiał wypić dość, by nim parować i najwyraźniej nie wystarczająco, by bełkotać. Ale tyle, by wdać się w bójkę już tak. I z tego co widziała – samo danie sobie po mordach nie było wystarczające, skoro tuż przed tym, jak ten drugi zwiał (najwyraźniej będąc z w znacznie lepszy stanie niż Billius), w ruch poszło uderzenie głową. – Chyba cię przymknę żebyś wytrzeźwiał i przemyślał swoje zachowanie – choć to chyba niewiele da, pomyślała sobie, bo najwyraźniej nie lubił się uczyć, a zwłaszcza na swoich błędach. O tak, fajki też czuła. Ogólnie czuła, jak od niego jedzie wszystkim, tylko nie kwiatkami. Rzuciła mu jeszcze jedno oceniające spojrzenie i schowała różdżkę, by rzeczywiście obmacać mu kieszenie i zabrać różdżkę, albo inne niebezpieczne narzędzia, żeby nie wywinął jej zaraz jakiegoś numeru. W normalnych warunkach w takich chwilach osoba, z którą było się na patrolu pilnowała pleców, a druga skuwała w kajdanki i sprawdzała kieszenie takiemu delikwentowi, ale w tej chwili była tutaj sama. I na brodę Merlina, jakże się z tego cieszyła. Była lodowata. Nieprzyjemnie, kurewsko lodowata, nie jak trup, tylko gorzej; zionęła tym zimnem, a nie nosiła rękawiczek. Łatwo było jej zapomnieć jak to jest czuć ciepło – wystarczyło kilka miesięcy, by tęsknić za tym, jak za czymś być może bezpowrotnie utraconym.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Billius Weasley - 21.08.2026

Billius znalazł się w stanie całkowitego ogłupienia i to wszystko z powodu aurorki, co go teraz trzymała na końcu swej ródżki. Nie chodziło oczywiście o to, że go zatrzymała, a raczej o to, że zapytała go co by mogli w mugolskim Londynie razem robić. Czy to oznaczało, że ma u niej szansę? I to jeszcze taki zażulony? A może właśnie tak działały na kobiety te wszystkie męskie feromony, co to teraz wokół siebie roztaczał? I wystarczyło się przez dwa dni nie myć żeby czarownicę i to tą względnie lubianą, poderwać.

Zabiorę szanowną Panią auror na spacer wzdłuż Tamizy, potem do swojego ulubionego, londyńskiego baru, a na koniec, jak już oczywiście zgodzi się Pani zostać moją żoną to pozna Pani moich rodziców. Moja matka na pewno ucieszy się, gdy przyprowadzę do domu tak piękną czarownicę.— i może oczyma wyobraźni już widział ich ślub, a potem wspólne mieszkanie gdzieś na Horyzontalnej żeby miał blisko na Nokturn, a ona gdziekolwiek sobie tam po magicznym Londynie normalnie chodziła. I rude dzieci też tam były, trochę piegate, ale bardzo piękne — po mamusi oczywiście.

Jeśli będzie trzeba to, jak mnie wypuścicie to znów coś narozrabiam. Ale to tylko dlatego, że istnieje mała szansa, że znów się spotkamy. — wypowiedział miękko, jak do swojej ukochanej, jakby ona była ucieleśnieniem całego piękna w tym ich szarym, smutnym świecie. Przemawiał przez niego przede wszystkim alkohol, bo normalnie to pewnie by z nią rozmawiał z szacunkiem większym, bez tych podrywów, ale pod wpływem tracił już nawet te ostatnią komórkę mózgową, co się w jego głowie obijała z boku na bok, pomiędzy uszami.

To jednak było teraz nieważne, bo ona się do niego zbliżyła z b l i ż y ł a i zaczęła przeszukiwać. Spodziewał się cieplutkich, miękkich dłoni, czegoś niezwykle przyjemnego nawet przez materiał ubrań, a dostał lodowatość. Jego ciało mimowolnie chciało odskoczyć, odsunąć od tego nieprzyjemnego uczucia. Ten dotyk był na swój sposób obrzydliwy, przenikał przez komórki, głęboko do samych kości. I nie mógł nic na to poradzić, bo co, miałby się wyrywać? Dostałby co najwyżej od niej w łeb i może pojawiłby się na miejscu jeszcze ktoś inny, w sensie jej obecny partner na patrolu, a Weasley dużo bardziej wolał użerać się z zimnem dłoni, niż innym, aurorskim półgłówkiem.

Masz bardzo zimne dłonie, pani auror. Czyżby problemy z krążeniem? — spytał głupkowato, próbując nie myśleć o zimnie, jakie go owładnęło, może nawet dzięki temu odrobinę otrzeźwiał. Świat w jego oczach był zdecydowanie wyraźniejszy.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Victoria Lestrange - 21.08.2026

Otumaniony alkoholem mózg to był fascynujący narząd. Nie dość, że ściągał z ust filtr, to jeszcze podsuwał do głowy naprawdę niezwykłe rzeczy, takie, jakich na trzeźwo zupełnie by się nawet nie pomyślało. Niektórzy upijali się na wesoło, niektórzy robili się przytulaśni, niektórzy chlipali nad stołem i użalali się nad swoim życiem, a niektórzy, jak najwyraźniej Billius, w ogóle tracili instynkt samozachowawczy. Bo Victoria wcale nie zamierzała się nigdzie z nim umówić po pracy, ot była zwyczajnie ciekawa, cóż ten takiego mądrego wymyśli w odpowiedzi.

Nie zawiodła się.

– Tak ci szybko na ślubny kobierzec? Powinieneś więc lecieć do panny z bukietem kwiatów, a nie rozpijać się na Nokturnie, a potem prać się po mordach i liczyć na okazję pięć sekund przed aresztowaniem – coś w wypowiedzi Billiusa ją jednak rozbawiło. Ona i ślub – a to dobre. Było w tym coś ironicznego, bo poprzednich dwóch narzeczonych oraz ślubów również nie chciała; gdy rodzina wymyślała zamążpójście, obu kandydatów nie znała. Pierwszy był kompletnym niewypałem, nie była w stanie przy Rosierze wytrzymać nawet pięciu minut, ale jej trud skończył się półtorej miesiąca później, gdy ten zginął w ataku Śmierciożerców… Nie życzyła mu tego, ale nie dało się ukryć, że w pewnym sensie odetchnęła z ulgą. A później był wampir. Z początku się nie znosili, później jakoś się dogadali… a jeszcze później potoczyło się jak potoczyło – tak, że teraz nie zamierzała się wiązać z kimkolwiek dlatego, że ktoś tak jej kazał. O to zresztą pokłóciła się w lipcu z matką; że układają jej życie i wychodzi chujowo. Zamierzała sama za siebie decydować. – Przy okazji nie polecam zabierać dziewczyny nad Tamizę. Za bardzo cuchnie – wyjaśniła mu wspaniałomyślnie i uśmiechnęła się krzywo.

– Widzę, że jesteś z tych całkowicie niereformowalnych – westchnęła, puszczając mimo uszu tę gadkę na podryw. To nie było pierwszy raz, jak coś podobnego słyszała. Niekoniecznie od Weasleya, po prostu czasami goście, których aresztowała, albo którzy widzieli ją w areszcie, gwizdali pod nosem i rzucali naprawdę obleśne teksty. Po pięciu latach takiej pracy, już się zwyczajnie uodporniła. Zabawne, prawda? Obcy faceci na pewien sposób potrafili docenić jej urodę (jakkolwiek niekoniecznie przyjemnie), ale facet, który miał być jej mężem, nie potrafił jej nawet powiedzieć, że mu się podoba. A umiał to zrobić najebany Weasley.

Obmacała mu kieszenie i z lekkim zaskoczeniem przyjęła, że nie miał przy sobie różdżki, ani nawet jednej monety pieniędzy – nic. Może co najwyżej jakieś zasmarkane chusteczki, czy cokolwiek facet może trzymać w kieszeniach.

– A może jestem wampirem? – zasugerowała, uśmiechając pod nosem, bo już jeden z nich przez moment ją z takowym pomylił jakieś dwa tygodnie temu. – Ktoś tu chyba nie czyta gazet – skomentowała, po czym go puściła, sięgając tym razem do swojej kieszeni. Ale może i jej dotyk był nieprzyjemny przez swoją lodowatość, to dłonie faktycznie miała zadbane i miękkie. – Gdzie zgubiłeś swoją różdżkę, Weasley? – rzuciła, wyciągając swoją parę kajdanek.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Billius Weasley - 22.08.2026

O, i znów go tam chwaliła, bo teraz to już mu jasno sugerowała, że wygląda bardzo młodo, na tyle młodo, że jak ktoś, kto jeszcze nie powinien szukać sobie żony, a przecież miał zawrotne trzydzieści lat! Bo ojciec Billiusa, będąc w jego wieku na przykład, miał już na swoim koncie wszystkie swoje dzieci, więc patrząc w perspektywie poprzedniego pokolenia to on serio słabo prządł, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo nic o żadnych dzieciach nie wiedział.

Ah, dziękuje Ci Pani auror, jestem wzruszony. Mam jednak trzydzieści lat i szukam okazji, gdzie i kiedy mogę, a skoro już jesteśmy tutaj razem, w tych pięknych okolicznościach, — obleciał wzrokiem uliczkę, gdzie śmierdziało szochem, rzygiem i Merlin jeden wie czym jeszcze — to stwierdziłem, że zaryzykuje, bo co mi szkodzi. Na kwiaty mnie nie stać i dlatego też dzisiaj się biłem, zostałem oszukany, cóż innego miałem zrobić! — wyrzucał z siebie kolejne słowa z prędkością karabinu. To nie było pierwsze spotkanie pomiędzy Victorią, a Billiusem, ich drogi ścinały się wielokrotnie, ale nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawiali, a szkoda, bo mądrego miło było posłuchać i może przydałby mu się ktoś rozsądny w życiu. Oprócz Aseny oczywiście.

Billiusowi, nie przyszło na myśl nawet, że może być w tych swoich wyznaniach i kogucim pieniu przepełnionym zachwytem obrzydliwy. Nie był kompletnym zboczeńcem, a kobiety nie musiały przechodzić na drugą stronę ulicy, gdy on szedł z nimi po tej samej stronie. Posiadał jednak trochę niewyparzony język, nie myślał wcale, gdy coś mówił i nie zawsze potrafił postawić się na miejscu drugiej osoby.

No cóż, życie. Jak to mówią? Każda potwora znajdzie swego amatora i dzisiaj tym amatorem mogę być właśnie Ja. — odparł i poruszył sugestywnie swymi miedzianymi brwiami. Ciągle pozostawał uległy, pozwalał Lestrange robić co sobie tylko chciała. Nie przeszkadzało mu, że tymi łapami tam grzebie mu po kieszeniach, no dobra, przeszkadzało, ale tylko ze względu na zimno dłoni, a nie że bał się, że coś mu z nich zginie. Bo nic zginąć nie mogło, był przecież całkowitym gołodupcem.

Nie czytam gazet, bo to jest jeden, wielki chłam, szkoda tracić galeonów, jeśli za tą samą kwotę mogę mieć piwo i wypić piwo, prawda? — to było dla niego jasne, jak słońce. Wiedział, jaka była sytuacja w kraju, bo była beznadziejna i to od dłuższego czasu, więc czy był sens w dobijaniu się tanimi pismakami? Większość plotek i tak znał, a jeśli jakiś nie znał to najprawdopodobniej był zbyt pijany by zrozumieć tego co mu te plotki sprzedawał.

Ródżką, różdżka, różdżka. — powtarzał szeptem do samego siebie, zastanawiając się, gdzie właściwie ją zostawił, ale szczerze to nie miał pojęcia gdzie albo raczej nie pamiętał czy ją dwa dni temu zabrał z domu, czy nie — Jedna, niezmiennie od trzydziestu lat zresztą, znajduje się pomiędzy moimi nogami. Ta drewniana jest albo dalej w lokalu albo w moim mieszkaniu. Ale to chyba dobrze? Teraz przynajmniej możesz być pani auror pewna, że nie rzucę na Ciebie żadnej klątwy. — nie żeby próbował, nie był na tyle pieprznięty żeby mieć na głowie szwadron aurorów. Wiedział przecież, że nie ma z nią żadnych szans. — Możemy iść do środka razem i się rozejrzeć, obiecuje, że nie będę uciekał, ani robił zadymy, słowo Weasleya! — zapewniał pannę Lestrange rzewnie. Był może łachudrą i to nie do końca prawdomówną, w tym momencie wyjątkowo nie kłamał.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Victoria Lestrange - 22.08.2026

Czy go chwaliła… Raczej niekoniecznie. Typ snuł wizję małżeństwa z laską, której zupełnie nie znał, snując wizję jednego wyjścia i oświadczyn na nim, ale chyba oboje wiedzieli, że to się nie wydarzy. To, że w jego głowie były też dzieci, na całe szczęście dla Victorii było niewiadome.

– Ach, desperacja – skomentowała gładko, słysząc jego wytłumaczenie. Że trzydzieści lat, że rzeczywiście szuka okazji… Victoria brała jego słowa przez palce, bo wiedziała, że do najtrzeźwiejszych to nie należał, zresztą… nie była zainteresowana. – Za to stać cię na alkohol i z tego co czuję, to na całkiem dużo – Victoria dla swoich bliższych znajomych, przyjaciół i rodziny mogła być najłagodniejszą wersją siebie, ale w interakcjach na Nokturnie i ogólnie w pracy, wychodziła na wierzch ta druga część jej charakteru: nie bez powodu ludzie mieli ją za zdystansowaną i chłodną w obyciu, bo i nie dość, że raczej  rzadko dało się z niej odczytać emocje, to jeszcze potrafiła niektóre uwagi powiedzieć naprawdę bezlitośnie. Ale to nie tak, że była bez serca.

To też nie tak, że uważała słowa Billiusa za obrzydliwe. Jak na swój stan upojenia to i tak był bardzo cywilizowany i nie odebrała tego źle. Raczej refleksja była zwyczajnie taka, że może to i dobrze, że jej życie prywatno-uczuciowe się zwyczajnie rozpieprzyło na kawałki, skro o obcy ludzie na ulicy podczas aresztowania potrafili powiedzieć jej komplement (nawet jeśli wcale tak do końca nie myśleli), w przeciwieństwie do jej wtedy-jeszcze-narzeczonego.

Zignorowała go, gdy stwierdził, że może być amatorem potwory wampirze (którą zresztą nie była). Zamiast tego rzuciła do niego.

– Dobra, odwróć się i rączki do tyłu – bo jeśli sądził, że ją tak zagadał, że ta go puści, to nie tym razem. Nie leżało to w naturze Victorii Lestrange.

– Polecam zatem wybrać się do biblioteki Maeve, mają tam archiwum dzienników i gazet, i sobie jednak poczytać – bo o Victorii rozpisywali się sporo. Ba, nawet dała wywiad do gazety – ludzie byli w końcu zafascynowani i jednocześnie przerażeni tym, co wydarzyło się w maju podczas Beltane; że czterech funkcjonariuszy trafiło do Limbo i wyszło stamtąd, przeżywszy, że stali się Zimni. To była sensacja na skalę nie tyleż krajową co nawet w pewnym sensie światową w pewnych kręgach naukowych. Trzeba było żyć naprawdę pod kamieniem, by nie usłyszeć o Victorii Lestrange, Atreusie Bulstrode czy Mavelle Bones albo Patricku Stewardzie (choć o tej ostatniej dwójce nieco mniej i ostatecznie głosy ucichły) i o tym, jak nazywani są Zimnymi. A dlaczego, to Billius miał właśnie bardzo dosłowny pokaz.

– Świetnie, skoro więc jedną masz niezmiennie od trzydziestu lat między nogami, to jestem pewna, że raz dwa wyplączesz się z moich kajdanek – sarknęła, zapinając mu jedną na jednym nadgarstku. – Bardzo bym chciała to zobaczyć. I w takim razie nie będziesz płakać, że nie masz tej drugiej – powiedziała oschle, nie godząc się na żadne szukanie różdżki w środku przybytku, przed który właśnie go aresztowała i zaraz pociągnęła mocniej za parę kajdanek, by zapiąć mu też drugą rękę. To był jego problem, że nie pilnował swoich rzeczy, a nie jej.




RE: [03/10/1972]against all authority except my mom and Miss Lestrange [Billius&Victoria] - Billius Weasley - 22.08.2026

Prychnął śmiechem na pomysł, że poszedłby do biblioteki i to z własnej woli, i to jeszcze żeby grzebać w gazetach, by dowiedzieć się tego czym teraz była. Billius, ostatnią książkę przeczytał w Hogwarcie, do gazet zaglądał, ale jedynie by móc obstawiać zakłady (chociaż te równie często co wygrywał to przegrywał). Słodkie to było na swój sposób, że tak jej zależało na tym, by on wiedział co się u niej w życiu działo i obecnie dzieje.

Kiedy zapinała mu te kajdanki na nadgarstkach to syknął z bólu, ale też trochę mu się podobało. Cóż mógł poradzić? Kobiety silne, zdecydowane i posiadające mocny charakter były w stu procentach w jego guście. Spokojnie, żadna różdżka nie stanęła nagle, w pełnej gotowości, ale skoro miał ponownie trafić do aurorskiej celi to wolał żeby przetransportowała go tam Lestrange niż jakiś pajac, auror, płci męskiej. Bo mogli po drodze wymienić jeszcze kilka słów i może w końcu naprawdę zgodziłaby się iść z nim na randkę? Może nie nad Tamizę, ale na jakiś spacer? Cokolwiek.
[a]— Nie no, skoro narobiłem se kłopotów to przyjmuje to na klatę, jak mężczyzna! — wyrzekł, wyjątkowo z siebie dumny, chociaż nie było się czym przechwalać.

Gdyby mógł teraz machnąć ręką to by to zrobił, ale nie mógł, bo przez kajdanki całkowicie stracił swą mobilność. Nie zmienia to faktu, że zrobił to automatycznie, ruszył palcami najzwyczajniej na świecie, gdzieś na wysokości swojego tyłka.[/a]

Czy jeśli poproszę na kolanach to się szanowna pani auror zgodzi? — odwrócił głowę do tyłu, żeby spojrzeć jej prosto w oczy z namiastką uwielbienia, ale i błagalnie. Pewny był, że nic to nie da, ale warto było spróbować, Weasley uparty był, jak osioł i zawsze próbował nawet jeśli nie miał żadnych szans. Ostatecznie, westchnął głęboko, rozluźnił spięte mięśnie i kiwną głową w geście oddania. — No dobra, płakał nie będę. Skoro mugole od zawsze radzą sobie bez różdżek to i ja raczej podołam. — i dał się zabrać, gdziekolwiek go ta biedna Victoria chciała go zabrać. Czyli do celi, ale jeszcze nie tej w Azkabanie (chyba).