Secrets of London
[23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka (/showthread.php?tid=6296)

Strony: 1 2 3


[23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Victoria Lestrange - 21.08.2026

– Nie, inaczej – mruknęła, podpierając się pod boki.

Stała właśnie w salonie i zamieniała miejscem donice z kolorowymi kalateami, mrużąc przy tym oczy. Wczorajszego dnia robiła tutaj małe przemeblowanie, żeby jakoś wpasować we wnęki te nieszczęsne akwaria – jedno całkiem spore krewetkarium, teraz prezentujące się już naprawdę dobrze, bo wypełnione w środku  formacją skalną i wodnymi roślinami. Kolorowe krewetki najwyraźniej były zadowolone, bo pływały wesoło, zamiast się chować. Musiała jeszcze wkomponować w to całkiem spore pomieszczenie dwa trochę mniejsze akwaria (a w każdym był piękny, kolorowy bojownik; jeden kobaltowo-karmazynowy, a drugi krwistoczerwono-biały) oraz te rośliny, które chciała trzymać właśnie tutaj – wymyśliła sobie, że najlepiej sprawdzą się w salonie razem z akwariami te, które lubią wyższą wilgotność. I teraz ciągle coś przestawiała, bo najwyraźniej któryś element nadal zaburzał jej salonowe feng-shui. A jak ruszysz jedną część układanki, to zwykle było tak, że trzeba przy okazji ruszać też kolejne.

Siadała na minutę, maksymalnie dwie i znowu wstawała, nie przejmując się wcale tym, że ma tu teraz gościa, który zajął jeden z foteli.

Ani, że Luna zajęła jego kolana. Mała zdrajczyni mruczała w najlepsze, zupełnie nie przejmując się poruszeniem w pomieszczeniu, jakimś niespokojnym zachowaniem Victorii, która musiała mieć absolutnie wszystko poukładane tak, żeby pasowało i miało swoje miejsce w kompozycji, bo inaczej dostawała szału. Szał objawiał się jak wyżej. Przestawiała rzeczy. Kwiatki, jakieś książki czy inne drobiazgi. Aż w końcu założyła dłonie na piersi i nieco niecierpliwie zastukała trzy razy stopą. Jeśli Christopher chciał mieć potwierdzenie, że Victoria nie jest wcale niewzruszoną królową lodu, to miał to właśnie jak na dłoni przed swoimi oczyma.

– Wybacz, ciągle nie umiem tego ułożyć tak, żeby coś mnie nie denerwowało – powiedziała po chwili i usiadła, sięgając po swoją filiżankę z herbatą. Druga rzecz jasna stała przed Chrisem, tuż obok rysunków, które obiecała mu przynieść z biura: jeden portret pamięciowy przedstawiał starszego mugola w charakterystycznym ubraniu, ze strzelbą w ręce, a drugi faceta niepodobnego do nikogo innego, paskudnego jak najpaskudniejszy pająk (i który poruszał się jak on w ostatnim koszmarze, który o nim śniła). Błękitny kwiatuszek znalazł sobie miejsce na parapecie, obok tych roślinek, których Victoria nie ruszała co chwilę i wydawałoby się, że leżał całkiem spokojnie, gdyby nie to, że jego ogon chyba żył własnym życiem.

Za oknem było już całkiem ciemno. Ale o tej porze roku następowało to już szybciej niż później.




RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Christopher Rosier - 22.08.2026

Christopher był perfekcjonistą, jeśli szło o projekty, i lubił kiedy wszystko wokół było ładne, ale nie poruszało go zwykle to, co zwano „artystycznym nieładem”: Victoria najwyraźniej musiała mieć natomiast wszystko poukładane absolutnie idealnie, i nie mogła wciąż odnaleźć właściwej wizji. Początkowo zerkał na nią co jakiś czas, gdy się tak podrywała, przestawić donice i bogowie co jeszcze, ale dość szybko skupił się na przyniesionych mu rysunkach.
Nieuważnie przesunął dłonią po głowie Luny, która zapewne wybrała jego kolana, bo w przeciwieństwie do Victorii siedział teraz bardzo statycznie, ale tak naprawdę małą uwagę zwracał na kota. Spojrzenie, niemalże gniewne, utkwił w szkicu przedstawiającym mugola ze strzelbą.
Tylko oczywiście to nie był żaden mugol. Mugole nie przechadzają się po snach czarodziejów.
Inna sprawa że zazwyczaj nie robili tego także czarodzieje.
Oderwał od nich wzrok dopiero, gdy Victoria usiadła i przeprosiła za to całe przestawianie, wyrwany na moment z rozmyślania o tamtym śnie sprzed ponad roku, o którym przecież dawno zdążył zapomnieć… i na pewno nie pamiętałby, gdyby słowa Lestrange mu o nim nie przypomniały.
– Nie szkodzi. Ten mi nikogo nie przypomina, chociaż to paskudny gość. Powinni go zakuć w żelazną maskę i zamknąć w Bastylii, od razu widać, że jest podejrzany – ogłosił w końcu, stukając palcem w wizerunek człowieka, który zaatakował Victorię w snach. – Za to ten? Jestem całkowicie pewny, że to na niego wpadłem. Twarz mógłbym zapomnieć, ale strój się zgadza, poza tym…
Tu urwał i pochylił się, by wydobyć nieco pomięty i przybrudzony szkic, który sporządził po tamtym śnie i znalazł wreszcie na dnie szuflady. Nie był identyczny z tym, który ona przyniosła, ale różnice wynikały zapewne trochę po prostu z różnicy stylu malowania – w końcu Chris nie był policyjnym rysownikiem – a trochę z tym, że tworzył obrazek nie na podstawie opisu, a własnego snu. I z pewnością jeden przypominał drugi.
– Widać, że to ta sama osoba – powiedział, zapadając się głębiej w fotel, jakiś taki zrezygnowany, bo co teraz? Czy miał się tym przejmować po takim czasie? I tym, że Ministerstwo nic nie robiło?
Pokrywka imbryka stojącego na stoliku pomiędzy filiżankami podskoczyła, raz, drugi, trzeci, ściągając na siebie spojrzenie jasnych oczu Christophera.


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Victoria Lestrange - 22.08.2026

Victoria była po prostu perfekcjonistką na każdym polu. I do tego pedantką, która potrafiła strzepywać z ubrań nieistniejący kurz, lub wygładzać cos, co wcale nie jest zagniecione. Po prostu wszystko musiało być idealnie, nie zadowalała się półśrodkami, a jej rodzina akurat tę cechę jej charakteru podsycała przez całe życie. Przecież Victoria również musiała być idealna. Na pewien sposób ta presja ją przytłaczała, pomimo tego, że robiła co mogła, byle tylko sprostać oczekiwaniom rodziny. I paradoksalnie rozwinęła skrzydła, gdy się rodzinie postawiła. Nadal wszystko musiało być idealnie, ale gdy w pełni kontrolę nad wizją idealności miała ona, to jakoś tak mocno nie przytłaczało, nawet jeśli nikt jej już nie wyznaczał kierunku i musiała (i właściwie to chciała) w pełni polegać tylko na sobie.

– Ciągle mam przed oczami jak się paskudnie uśmiecha i pełznie po moim łóżku – Victoria skrzywiła się wyraźnie i nawinęła kosmyk długich ciemnych włosów na palec. Luna w tym czasie mruczała w najlepsze, najwyraźniej niezrażona tym, że Chris, którego postanowiła obdarzyć swoją atencją i jej puszystą mością, wcale jej nie głaszcze, tylko wgapia się w jakieś kartki. Po chwili, gdy już blondyn wyciągnął swój rysunek i położył go obok tych, które przyniosła mu ona, nachyliła się trochę nad stolikiem i przysunęła do siebie te przedstawiające „mugola” do porównania. To znaczy już w sobotę, gdy o tym rozmawiali, była przekonana, że to ten sam gość, ale teraz, gdy porównywali oba rysunki, mieli chyba stuprocentową pewność. – Taak… To on – mruknęła, nadal bezwiednie bawiąc się włosami, gdy tak patrzyła na rysunek, który do tej pory trzymała w pracy, a następnie na ten kreślony ręką Chrisa. A potem spojrzała na niego. Nie chciała go dobijać, na Merlina, wręcz przeciwnie. Ale bardzo też chciała, żeby był uważny, zwłaszcza w tych niespokojnych czasach. – Mam nadzieję, że to tylko przypadek… Ale gdybyś jakimś cudem w przyszłości czuł, że jesteś obserwowany, to kogoś poinformuj. Tak na wszelki wypadek – ale nie mogła się pozbyć wrażenia, że „mugol” faktycznie przepędził tego drugiego. Może zwietrzył wtedy lepszą ofiarę… I oby już sobie więcej o nim nie przypomniał, bo nie chciała dla niego tego, co sama wtedy przeżywała.

Odłożyła rysunki na stół i wtedy wpatrzyła się podejrzliwie w imbryk, i aż zmarszczyła brwi, bo wydawało jej się, że ta pokrywka podskoczyła. Był to zestaw, który kupiła wczoraj; gdy wyszli z kawiarni po śniadaniu i akurat spojrzała przez witrynę sklepu z antykami i jakoś tak… pomyślała, ze sobie weźmie, chociaż miała już w domu zestaw do herbaty, to żeby mieć coś dla odmiany…

Tylko czemu do licha ciężkiego pokrywka podskakiwała?

Victoria zmarszczyła ciemne brwi, a pokrywka na jej oczach (i oczach Chrisa) podskoczyła raz jeszcze, na jakieś pół stopy do góry, czym przykuła również uwagę obu kotów, których główki śledziły jej lot zupełnie tak samo, jakby oglądały mecz Quidditcha. A gdy pokrywka wróciła na miejsce, podskakiwać  zaczął cały imbryk.

– Co do… – wymamrotała, aż zsunęła się ze swojego fotela, i teraz wsadziła dłoń do strategicznej kieszeni na swojej sukience, żeby wydobyć z niej swoją różdżkę.




RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Christopher Rosier - 23.08.2026

Presja wychowania w niektórych domach nie była czymś Rosierowi absolutnie obcym. Sam wprawdzie jak na rody czystokrwiste otrzymał całkiem liberalne wychowanie i pozwolono mu na sporo, ale obserwował to u niejednego kolegi, więc to nawet nie tak, że nie rozumiał. Ale chyba dopiero zaczynał pewne rzeczy podejrzewać, do tej pory nie zdając sobie sprawy z tego, jaką presję położono na najstarszej z sióstr Lestrange. Sam fakt zaręczyn z wampirem, a wcześniej z jego kuzynem, skłaniał jednak do przemyśleń – ot te przemyślenia przychodziły dopiero teraz, bo wcześniej przecież nie analizował tego aż tak dokładnie.
– To mógł być tylko sen, ale na twoim miejscu pewnie spaliłbym tę pościel. I może jeszcze na dzień lub dwa przeniósł się do innego pokoju. Ale tutaj to się nie powtórzyło? – upewnił się, unosząc na chwilę głowę, by spojrzeć ku sufitowi, bo zakładał, że sypialnie są na górze. Wyglądało to trochę jakby oczekiwał, że mężczyzna ze snów będzie pełzał po suficie. – Tak zrobię, tylko czy poinformowanie kogoś pomoże? Przecież prędzej czy później będę musiał iść spać. Mogę to najwyżej spróbować odwlec do kolejnego dnia – stwierdził. Wolałby po prawdzie o tym nie myśleć. Może ten gość ze strzelbą odstraszył tego paskudnika raz na zawsze? Albo ten w ogóle się pomylił? Bo niby czemu miałby atakować Chrisa? Czuł się obrażony, że nie może nosić jego ubrań czy jak?
Tu żywa fantazja Rosiera podsunęła mu wizję mężczyzny ze szkicu w jednej z jego sukni i sprawiła, że wzdrygnął się mimowolnie, ale zaraz utkwił spojrzenie z powrotem w Victorii.
– Czy… – zaczął, ale nie dokończył, bo przykrycie od imbryka podskakiwało coraz bardziej i bardziej, a z dzióbka zaczął wydobywać się gwizd, jakby ktoś potraktował go zaklęciem podgrzewającym. Chris zrobił taki ruch, jakby też chciał sięgnąć po różdżkę i wstać, ale zamarł nagle, przypominając sobie o kocie na kolanach i przez moment zdawało się, że nie ma pojęcia, co robić. Poderwać się ot tak, gdy zwierzak siedział na kolanach? Może ta chwila zawahania minęłaby szybko, ale tak czy inaczej nie dostał szansy nic zrobić: imbryk bowiem nagle… zaczął szybować. Uniósł się nad stołem i pomknął nad dywan, gdzie zaczął kręcić się jak szalony, a Christopher śledził to ze zdumieniem szeroko otwartymi oczami.
– Jesteś pewna, że ten dom nie jest nawiedzony? – zapytał podejrzliwie, z pewnym trudem wygrzebując różdżkę, pomimo Luny na kolanach. – Albo że ten poltergeist z poprzedniego mieszkania nie przeprowadził się z tobą?


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Victoria Lestrange - 24.08.2026

Wiedziała, że pod względem wychowania, to Lestrange swoje dzieci chowali wyjątkowo surowo. Teoretycznie pozwalano na wiele, ale w praktyce, gdy nie szło to z wizją rodziny, albo jej głowy, to nie było wcale kolorowo. Matka Victorii była do tego apodyktyczna i choć wcale jej nie groziło, by miała nagle zostać kandydatką na osobę, która poniesie ich ród dalej, to Isabella i tak na swoje najstarsze dziecko położyła mnóstwo presji, zakazów i nakazów. Przynajmniej jej siostry miały chociaż trochę lżej. Ale Victoria się nie skarżyła, bo i nie znała innego życia. Obiecywała sobie za to, że jeśli sama kiedykolwiek zostałaby matką, to nie naraziłaby swojego dziecka na coś podobnego.

– Tamtej nocy przeniosłyśmy się do Maida Vale – przyznała i usmiechnęła się krzywo. Dla Victorii była to ostateczność, bo teraz mieszkali tam też jej rodzice, ale to było ważniejsze niż jej napięte stosunki z matką. Może i domownicy zdziwili się przy śniadaniu, gdy zastali trzy dodatkowe osoby, które zjawiły się w środku nocy niezapowiedziane, ale zostało to przyjęte z całkowitym zrozumieniem. – A pościel kazałam wyrzucić. Więcej tam nie spałam… – niedogodność zresztą nie trwała jakoś przesadnie długo, bo kilka dni później kupiła ten dom i niedługo później można się było do niego wprowadzać. Spały w Maida Vale ile… dwa tygodnie maksymalnie, może nawet niecałe. A teraz były tutaj… ona i Primrose. Bo Daphne została jednak w Maida Vale. – Nie, tutaj nic takiego się nie działo. Prim też niż nie mówiła, ani moja skrzatka – tutaj na całkowitym obrzeżu Grasmere, niewielkiej mugolskiej wioski nad malowniczym jeziorem, było zupełnie spokojnie. – A uczuliłam je, że jeśli usłyszą jakieś stukanie, pukanie, dudnienie, bębny, ryki, wrzaski, dziwne śpiewy, albo zobaczą jakąś dziwną klapę w podłodze albo drzwi, których wcześniej nie było, albo cokolwiek, co jakkolwiek odbiega od schematu, to mają mnie powiadomić – czy Victoria była sfrustrowana? Była, czemu dała upust przy tej całej wyliczance, a najgorsze było to, że była wzięta z życia, a nie wytworu jej chorej wyobraźni. Przy tym Chris dobrze zakładał, że sypialnie były na górze, tak jak i pokoje dla ewentualnych gości. – Tak, ale gdyby jednak coś się stało, to ktoś może zareagować wtedy od razu, szybciej, a nie… – Victoria przygryzła usta. – Kiedy mnie zaatakował, to byłam całkiem sama. Gdyby nie to, że moją przyjaciółkę tknęło i wpadła do nas w środku nocy, no to nie wiem jakby to się skończyło – może zdołałaby zawołać skrzata. Może jednak Sauriel by ją znalazł, bo czując że grozi jej niebezpieczeństwo, jednak dostał się do jej domu. Ale to wszystko to było gdybanie.

A imbryk chyba oszalał.

Błękitny Kwiatuszek prychnął na niego, i najeżony stanął na parapecie, po czym zeskoczył i zwiał, wymijając Victorię. Luna najwyraźniej nie bardzo wiedziała co się dzieje, ale w tym małym ciałku, które nie znało czegoś takiego jak “krzywda”, nie było strachu, a ciekawość. Victoria zaś czuła, jak poziom jej cierpliwości gwałtownie topnieje, pod wpływem gorącej złości (bardzo podobej do temperatury, jaka normalnie musiałaby się znaleźć w czajniczku, by ten zaczął tak gwizdać). Zmrużyła oczy, zacisnęła usta i wycelowała różdżką w czajnik, ale ten teraz szybował i kręcił się (brakowało tylko żeby migał).

– Jak ostatnio sprawdzałam, to nic się tu nie działo – oczywiście, że sprawdziła, czy dom nie jest nawiedzony, bo wolała się drugi raz nie nadziać na coś podobnego. Nie był. Ale wcale nie była pewna, czy coś się jednak nie przyplątało już po, bo może coś się uczepili jej? Skrzywiła się i machnęła różdżka, próbując rozproszyć jakąkolwiek magię, jaka działała na imbryk i sądziła że to wystarczy, chociaż w tym momencie nie wiedziała jeszcze, co się tu do ciężkiego licha działo.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
[roll=PO]


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Christopher Rosier - 25.08.2026

Chris, słuchającej tej wyliczanki, zastanawiał się przez chwilę czy Victoria ma po prostu pecha, czy świat oszalał, czy faktycznie przyciągała kłopoty. Oczywiście z tego, co mówiła, źródłem problemów z poltergeistem prawdopodobnie był sąsiad, ale do tego dochodziła ta cała piwniczka i bębny… chociaż może to też była jakaś pozostałość po jego działaniach? Chwilowo postanowił jednak zachować te przemyślenia dla siebie, a przynajmniej póki co nie działo się nic, co mogło go zniechęcić: ewentualnie za bardzo ją już lubił, żeby to mogło zadziałać w ten sposób.
– Może masz rację, ale będę po prostu miał nadzieję, że się do mnie nie zbliży, zwłaszcza gdy wychodzi na to, że niewiele da się zrobić – mruknął, znów spoglądając na rysunek. Ponieważ jednak Chris nie planował kończyć zamordowany w snach, odnotował sobie w myślach, aby wziąć sobie przestrogi Victorii do serca, wrzucić do szuflady przy łóżku eliksir wiggenowy i bandaż, tak na wszelki wypadek. I postanowił, że jeśli poczuje, że ktoś go obserwuje, na wszelki wypadek będzie nocował w apartamencie rodziców, nie w domu, którego zakup właśnie finalizował.
Inna sprawa, że istniała spora szansa, że bogata wyobraźnia teraz będzie mu podsuwała wrażenie obserwacji nieustannie.
Nie zdążył dodać nic więcej, bo szalejący i lewitujący imbryk pochłonął całą jego uwagę. Wstał na wszelki wypadek z fotela, zgarniając kotkę jedną ręką – w jakimś odruchu, czy przypadkiem ta nie postanowi na imbryk polować – a drugą unosząc różdżkę. Czar Victorii sprawił, że imbryk opadł na podłogę, zalewając dywan gorącą herbatą, i pozostawiając na nim ciemną plamę… ale… nie załatwiło to sprawy tak do końca. Bo po chwili podskoczył i ruszył ku nim z powrotem, jeden skok, drugi, niezgrabne, jakby ciągnął na jakichś resztkach zaklęcia. Przekleństwo ciążące na przedmiocie ot było na tyle silne, że trudno było dezaktywować je na dobre pojedynczym zaklęciem.
– Sprawdzał to egzorcysta? – upewnił się Rosier podejrzliwie, i uniósł różdżkę, próbując odepchnąć od nich imbryk w drugą stronę.
Stuk. Stuk. Stuk.
W tym czasie odezwały się filiżanki, które zaczęły rytmicznie podskakiwać na stoliku, a potem zaczęły wirować po blacie, rozlewając wokół herbatę, która je wypełniała. Chris odsunął się odruchowo, umykając przed chluśnięciem herbatą, która zamiast w niego trafiła w fotel. Filiżanka tańczyła na stoliku, a druga przeskoczyła na najbliższy mebel, by tam zacząć dalsze harce.

Odepchnięcie imbryka
[roll=O]


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Victoria Lestrange - 26.08.2026

Nie była taką egocentryczką, by uważać, że jest jakąś główną bohaterką w historii świata i że los się na nią uwziął, zrzucając na nią co raz kolejne przeciwności. Daleka była również od okrzyknięcia siebie za pechową, nawet jeśli w tym roku rzeczywiście wiele spraw nie układało się po jej myśli. Uważała za to, że coś się do niej przykleiło. I że to coś od pewnego czasu robi jej na złość: może to ten poltergeist, a może poltergeist był tylko skutkiem, zaś powodem było coś innego, co się na nią uwzięło.

– Miej nadzieję na najlepsze, ale bądź gotowy na najgorsze – potwierdziła i uśmiechnęła się lekko. Miała nadzieję, że Christopher nie będzie się tym niepotrzebnie zadręczał, bo rzeczywiście jak mówił – minęło już sporo czasu i może to był tylko przypadek, pomyłka, albo zbieg okoliczności… Ale w głębi duszy Victoria czuła, że wcale nie, bo przecież Borgin też prowadził jakąś sprawę, w której ktoś został zaatakowany – chyba rok temu właśnie, ale już sama nie pamiętała dokładnie. Znaczy się, że to już trwało, a modus operandi było w zasadzie całkowicie nieznane, a przynajmniej nie dla nich.

Luna nie protestowała, zgarnięta jedną ręką – zresztą i tak była za mała i niezbyt jeszcze silna, żeby móc się wyrwać z czułych ludzkich rąk, które ją właśnie teraz trzymały i broniły przed… imbrykiem. I jakimś szaleństwem, które obserwowała z wielkimi oczami, miauknąwszy raz czy dwa, przebrała łapkami ale poza tym nie próbowała się wyrwać Chrisowi, najwyraźniej przyzwyczajona do takiego trzymania przez Victorię. Lestrange zaś w odruchu z gracją odskoczyła do tyłu, gdy jej zaklęcie podziałało, a imbryk poleciał na ziemię i zaczął zalewać jej dywan. Czarnowłosa ze zdumieniem obserwowała jak imbryk zaraz podnosi się.

I podskakuje, chociaż mniej żwawo.

Christopher zdołał go odepchnąć tak, ze ten podjechał na drugi koniec salonu, skąd teraz próbował w podskokach dostać się z powrotem do nich, ale równie niezgrabnie co przed chwilą i jakby trochę wolniej, jakby stracił wiele ze swojej pary po tym, co zrobiła Victoria – która z kolei zachodziła w głowę, jakim cudem tak silne zaklęcie z jej strony podziałało… ale nie do końca.

– Tak, ale… – miała mu powiedzieć, że dom był sprawdzany trzy tygodnie temu, że poprosiła o to swojego przyjaciela, który pomagał jej też z tym skurwiałym poltergeistem, ale urwała, bo jej spojrzenie przykuł teraz kolejny ruch od strony stolika, gdzie oprócz tych filiżanek i jeszcze przed chwilą imbryka, stał jeszcze wazonik z różą, którą wczoraj zerwał dla niej Chris.

Filiżanki.

Te pierdolone filiżanki też oszalały.

– No nie! Tak się nie będziemy bawić! – nie powstrzymała się już, i wyglądała na głęboko oburzoną i obrażoną tym, co właśnie się tutaj wyczynia. Zwłaszcza, jak jedna z filiżanek skakała po fotelu jak po trampolinie, a druga kręciła młynki na stoliku wokół wazonu, rozlawszy już wszystko, co w sobie miała.

Victoria już miała ponownie machnąć ręką i rzucić zaklęcie, kiedy usłyszała stukanie od strony szafki, na której stało jedno z akwariów z bojownikiem. Odwróciła się gwałtownie w tamtą stronę i zmarszczyła brwi, a nim zdążyła cokolwiek zrobić, szafka otworzyła się i na podłogę wysypały się… kolejne filiżanki z tej serii. Ale nie pozostałe cztery, a dobre osiem. Nie, dwanaście… I zaraz zaczęły podskakiwać.

– Nosz kurwa mać – warknęła i wycelowała w filiżanki, które właśnie się multiplikowały przy szafce, próbując powstrzymać to zaklęcie, bo zaraz będą tutaj mieli cholerny problem (jakby już nie mieli). Ale przynajmniej teraz już do niej dotarło, tak mniej-więcej, co się tutaj dzieje. To był ten cholerny zestaw, który kupiła wczoraj! – Cholerne sklepy z antykami! – wycedziła, próbując opanować ten cały chaos. Bogowie, żeby tylko Rosier nie pomyślał o niej przez to wszystko źle.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
[roll=PO]


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Christopher Rosier - 27.08.2026

Christopher po prawdzie nie lubił być gotowy na najgorsze. Wolał oczekiwać tylko tego, co najlepsze i ogółem patrzeć na świat jak na małżę czy ostrygę, w której może znajdować się perła, a jeżeli nawet jej nie będzie, to środek uda się przyrządzić z masełkiem tak, że będzie smakował wyśmienicie. Stawało się to jednak coraz trudniejsze w Anglii ogarniętej wojną, a tu jeszcze dochodziło coś, co Chris chętnie zwalałby na śmierciożerców – w końcu to musiała być czarna magia – ale mogło być zagrożeniem zupełnie nowego rodzaju.
Zagrożeniem, które zeszło na dalszy plan na skutek Sprawy Morderczego Serwisu Do Herbaty.
Imbryk odjechał na drugi koniec pomieszczenia, i chyba przy okazji pękł, bo herbata wylała się już do końca, więc choć skakał w ich stronę, mniejszym był zagrożeniem… ale filiżanki nie tylko zaczęły tańcować po całym salonie. O nie, kolejne i kolejne, i kolejne, wyskakiwały z szafki, a Chris obserwował to oniemiały, nieświadom, że początkowo było ich mniej, a teraz po prostu się duplikowały.
- Ile osób przyjmować na herbacie planowałaś? - spytał trochę słabym głosem, gdy doliczył się dziesiątej filiżanki i stracił rachubę. Przynajmniej te wyskakujące z szafki nie były pełne herbaty, ale Rosier pomyślał, że zastawa stołowa może wyglądać zaskakująco przerażająco, kiedy skacze ku tobie w szyku bojowym, chrzęszcząc przy każdym uderzeniu o podłogę.
Zaklęcie Victorii sprawiło, że dwie filiżanki z przodu zadrżały i znieruchomiały, ale wciąż podążała za nimi reszta armii, niezrażona utratą generałów. Nie wspominając o tej, która rozlała właśnie herbatę na jednym z mebli i przeskoczyła dalej, by strącić coś na ziemię.
Chris uznał, że nawet jeśli Victoria była do tego serwisu szczególnie przywiązana - a sądząc po tym co krzyczała o antykach i po przekleństwach sypiących się jej z ust niekoniecznie - nadeszła pora na bardziej zdecydowane działania. Machnął więc ponownie różdżką, ale tym razem jego celem było porozbijanie tyłu filiżanek, ile tylko mu się uda.

próba rozbicia paru filiżanek
[roll=O]


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Victoria Lestrange - 27.08.2026

Niestety ich świat stał się trochę bardziej ponury w ostatnich miesiącach (jeśli nie powiedzieć, że latach, ale ostatnie miesiące wzmogły to na sile). Był czas, że Victoria widziała świat głównie w czarnych barwach i był nawet moment, w którym straciła nadzieję. Potem odwróciło się to odrobinę i te prześwity światła wlały się odrobinę do jej życia. Obecnie walczyła, by w nim pozostały. Nie przyznawała tego na głos, ale obecność Christophera trochę to ułatwiała, nie czuła się przy nim taka beznadziejna czy bezwartościowa, jak potrafiła się czuć i wydawało jej się, że jest szczery w tym, gdy dawał jej jakiś komplement (a na pewno nie było to dla niego nic wymuszonego, czy w ogóle obcego).

– Sześć. Kupiłam klasyczny komplet herbaciany – rzuciła, marszcząc brwi, ale nie na słowa Chrisa, a po prostu na to, co za szaleństwo się tutaj działo.

I to nie zastawa do herbaty martwiła ją tu najbardziej, a to, w jaki sposób przy niej zmajstrowano (a następnie sprzedano nieświadomej osobie). Nie przejmowała się tym, że straciła na to pieniądze, bo to nie były rzeczy, które spędzały jej sen z powiek, natomiast denerwowało ją to, że wciśnięto jej bubla. I to, co tu się mogło jeszcze dziać. Bo to, że ten zestaw został w jakiś sposób przeklęty, było dla niej już w tym momencie oczywiste. Może i nie umiała łamać klątw, ale była na tyle wyedukowana i wyćwiczona w magii rozpraszania, że przynajmniej to dostrzegała.

– Sprzedali mi jakiś przeklęty zestaw! – i to przeklęty bardzo dosłownie. Victoria trochę odruchowo zrobiła krok do tyłu i trafiła udami w stolik. Patrzyła przy tym jak dwie filiżanki, które próbowały na nich natrzeć, przewróciły się po machnięciu jej różdżką, ale reszta nie ustawała w swoich zamiarach i po prostu zepchnęły te dwie na bok. Christopher popróbował rzucić jakiś czar, ale ten najwyraźniej nie podziałał na dziwacznie zaklęte naczynia. Victoria czuła, że trzeba je unieszkodliwić jak najszybciej, bo jeśli kolejne filiżanki będą wyskakiwać z szafki, to w końcu zaleje ich tu filiżankowy potok. Spróbowała więc raz jeszcze usunąć z nich wszelką magię.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
[roll=PO]

// Czy filiżanka skacząca po stole mnie ugryzie
[roll=TakNie]


RE: [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka - Christopher Rosier - 28.08.2026

– Co się robi z przeklętymi zestawami herbacianymi? – spytał Christopher, bo jako żywo, on z kolei o klątwach nie wiedział absolutnie niczego, a jego zaklęcie nie przyniosło żadnego rezultatu. Czar Victorii zadziałał trochę lepiej: kolejne elementy zastawy przestały wyskakiwać z szafki i skończyło się na jakoś szesnastu czy osiemnastu filiżankach, Rosier nie był pewien, bo cofnął się, wciąż z kotem w ramionach, przed tym natarciem. Nie dość szybko i jedna wskoczyła na jego buta, choć szczęśliwie ta akurat była kolejną, która znieruchomiała wraz z dwoma następnymi, po czarze Victorii. Przeklinając w duchu, jak to idiotycznie musi wyglądać, wskoczył po prostu na fotel w ucieczce przed kolejnymi, wyraźnie zamierzających się na niego rzucić… jak to w ogóle brzmiało?! Rzucające się na niego filiżanki?! A on właśnie uciekał przed zastawą stołową! Gdyby nie to udane zaklęcie, to chyba całkiem musieliby salwować się ucieczką z salonu.
Nie dostrzegł tej chwili, w której filiżanka wyhodowała sobie zęby i udziabała Victorię w rękę. Sam również machnął ponownie różdżką, tym razem usiłując transmutować podłogę pod filiżankami, tak by stała się kleista i je choć trochę przytrzymała, skoro czar mający je porozbijać nie przyniósł żadnego rezultatu.

[roll=Z]

- Cholera! - zaklął, choć podobnie jak Victoria robił to raczej rzadko, ale gdy nie wyszło mu kolejne zaklęcie, tym razem z dziedziny, z którą radził sobie już lepiej, to było irytujące. Podobnie jak fakt, że kilka filiżanek otoczyło fotel i zaczęło podskakiwać kłapiąc...
...tak, zębami.
- One mają zęby - wyrwało się mu, nim spróbował rzucić kolejne zaklęcie: tym razem mające zwyczajnie rozwalić najbliższe filiżanki. Pal licho czy była przywiązana do tego serwisu, kupi jej dziesięć innych, byleby się uwolnili od tego ataku!

[roll=O]

Tym razem, ku jego niezmiernej uldze, ciśnienie rozsadziło pięć filiżanek otaczających fotel, zasypując podłogę odłamkami szkła. A Luna poruszyła się w jego ramionach i Chris ponownie zaklął, by wyglądało na to, że zamierza się wyrwać - może bo było jej niewygodnie, może by zaatakować te ruszające się zabawki...?