![]() |
|
[lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz (/showthread.php?tid=6306) |
[lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz - Vernon Mulciber - 24.08.2026 Suma przypadków Zagubione, odnalezione Wnętrze prezentowało się natomiast wytworniej. Poprzedni właściciel zadbał, by zachować historyczny charakter tego miejsca, a nie starać się je na siłę uwspółcześnić. Kamienne ściany ocieplały rozwieszone arrasy oraz blask świec, a większość mebli została wykonana z ciemnego drewna ze zdobieniami. Ojciec wraz z Vernonem dokupili brakujące wyposażenie, wybierając przedmioty stylizowane na historyczne. Wszyscy Mulciberowie byli zadowoleni z rezultatu, choć te zakupy skutkował sporym ubytkiem w rodzinnym skarbcu. Podczas swoich wcześniejszych wycieczek na Wyspy Brytyjskie, Vernon znajdował sobie jakieś wygodne lokum w Londynie, rzadko przebywając w zamku. Zatem kiedy przeprowadził się na stałe, musiał zabrać ze sobą wiele kufrów, do których spakował swoje najpotrzebniejsze rzeczy. Były tam stroje na każdą okazję, książki, notesy rachunkowe, skrzypce oraz luksusowy zestaw do higieny osobistej. Bracia przetransportowali z Francji również skrzata domowego o imieniu Etienne. Bagaży było tyle, że nawet z pomocą magii nie wszystko zostało jeszcze wypakowane. Vernon miał też inne sprawy na głowie, a niektórych osobistych przedmiotów nie chciał powierzyć skrzatowi. Dlatego gdy tego ranka szykując się nie mógł znaleźć swojego podręcznego lusterka (zdobionego w narcyzy – sarkastyczny prezent od Petunii) nie przejął się tym za bardzo. Dopiero później, kiedy jakimś cudem zgubił spinki do mankietów, które sekundę wcześniej odłożył, zaczął coś podejrzewać. Natomiast po południu, gdy po schowaniu w zwykłe miejsce zegarka od ojca on również zaginął, Vernon naprawdę się wkurzył. Jakim cudem ważne dla niego rzeczy znikały! Odtworzył wszystkie swoje kroki z tego dnia i nawet zaangażował do pomocy w poszukiwaniach Etienne, lecz nic to nie dało. Po sprawdzeniu każdego możliwego zakamarka był już na tyle zdesperowany, że postanowił skonfrontować się z jedynym możliwym podejrzanym. – Gdzie są moje rzeczy?! – rzucił, wparowując do pokoju brata bez pukania. Jako młodsze rodzeństwo nigdy nie pukał, bo też co mógłby ukrywać taki nudziarz jak Émile. A zresztą, gdyby starszy Mulciber nie chciał, by mu przeszkadzano, to zamknąłby drzwi. – Jeśli to ma być jakaś zemsta, za wszystkie twoje rzeczy, które pożyczyłem bez pytania, to nie jest ona zbyt wyrafinowana. A zresztą od dawna tak nie robię. – spojrzał oskarżycielsko w stronę brata. RE: [lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz - Émile Mulciber - 26.08.2026 Émile nie potrafił uwierzyć, w jakim stanie pozostawiono zamek w Cork. Owszem, on i Vernon przyjeżdżali tu rzadko, ale niektóre zakamarki przynosiły najzwyczajniej wstyd ich rodzinie. Już udało się uporać z myszami w kuchni, pułapki translokacyjne doskonale się sprawdzały, teleportując gryzonie na pobliską łąkę. Iście średniowieczny wystrój miał swój urok, choć niektórych gobelinów trzeba było się pozbyć przez ubytki, jakie pozostawiły na nich wygłodniałe mole. Etienne pomagała mu, bez niej na pewno w niczym by sobie nie poradził. Regularnie sprzątała, próbowała uporać się ze wszechobecnym kurzem. Latem nie musiała rozpalać w kominkach, a wnętrza pozostawały przyjemnie chłodne. Jednak Émile obawiał się, co będzie jesienią i zimą, ponieważ zamek nie miał porządnego systemu magicznego ogrzewania. Trzeba było go zamontować, a do tego potrzebowali środków. Tych, które musiał wyłożyć z własnych oszczędności. Księgowość go męczyła, jednak pozostawała złem koniecznym w tej trudnej sytuacji. Musiał się ożenić i znaleźć pracę. To były absolutne priorytety. Siedział więc w swym chłodnym pokoju, przy dębowym biurku, zdecydowanie zbyt monumentalnym jak na jego potrzeby. Skrobał piórem na eleganckim kawałku pergaminu swoje curriculum vitae, które potem miał wysłać do Szpitala świętego Munga. Miał nadzieję, że tamtejsze szefostwo doceni jego bogate, potwierdzone doświadczenie, certyfikaty z kursów i konferencji, a także dobre opinie przełożonych z Hopital Magique de Paris. Jego komnata była raczej standardowych rozmiarów. Drewnianą podłogę pokrywał gruby dywan, na kamiennej ścianie wisiał ogromny gobelin przedstawiający coś a la obraz Hieronima Boscha. Panoramę z wieloma małymi postaciami uczestniczącymi w jakimś festynie. Bardzo szczegółowy i kunsztowny, kolorami odrobinę ożywiający ponure pomieszczenie. Niewielkie okno pozostawało lekko otwarte. Pod ścianą stało łoże, dość sporych rozmiarów. Porządne, drewniane, z nowym baldachimem i wzorzystą pościelą. Naprzeciw łóżka ozdobna szafa z pasującego doń ciemnego drewna, a przy oknie biurko. Spore, wyposażone w kilka szuflad, również pokryte kunsztownymi wzorami. Sam Émile nie wyglądał wyjściowo, choć zdecydowanie nosił się po domu schludnie. W białym swetrze, spodniach lżejszych, ale wciąż skrojonych na miarę i domowych trzewikach, czuł się zarówno elegancko, jak i komfortowo. A i pisanie szło mu całkiem nieźle. Pismo miał wyćwiczone przez odpowiedni kurs kaligrafii, przyjemne dla oka i łagodnie pochyłe. Kreślił litery precyzyjnie, żadna nie mogła wyjść krzywo. Całe szczęście maczał pióro w atramencie, gdy nagle do pokoju wpadł jego braciszek. Gdyby był w trakcie pisania, z następnej literki wyszłaby zapewne paskudna krecha. – Istnieje coś takiego, jak pukanie do drzwi, Vernonie – przypomniał mu, bo zdecydowanie wolałby, żeby brat uprzedził go przed tym wściekłym wtargnięciem. Émile odłożył pióro i odwrócił się do niego. – Nie zabierałem żadnych twoich rzeczy. Mam trochę ważniejsze sprawy na głowie – westchnął i rozmasował dłonią kark. Już długo siedział nad tymi papierami… – Może zostawiłeś je w Paryżu? Matka lub ojciec mogą ci je przysłać. – Skrzyżował ramiona na piersi. RE: [lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz - Vernon Mulciber - 01.10.2026 Na uwagę o pukaniu, jedynie przewrócił oczami. Przecież gdyby Émile robił coś naprawdę ważnego albo wprost powiedział, żeby mu nie przeszkadzać, Vernon uszanowałby jego prośbę. Tak się jednak nie stało, ergo mógł dowoli wchodzić do pokoju brata. Starszy Mulciber był pod tym względem jego zupełnym przeciwieństwem; zawsze ostentacyjnie pukał do pokoju brata, jak gdyby spodziewał się nakryć go na jakiejś hańbiącej czynności (co zresztą zdarzyło się tylko raz). Logicznie rzecz biorąc, Émile nie miał żadnego powodu by kraść jego rzeczy; sam posiadał przecież podobne akcesoria. Gdyby natomiast chciał coś pożyczyć od młodszego brata, to na pewno by spytał (a Vernon dałby mu wtedy nieproszoną darmową radę w kwestii mody). Teraz jednak był sfrustrowany nieudanymi poszukiwaniami i potrzebował jakoś rozładować te negatywne emocje. – Nie mogły zostać w Paryżu, bo korzystałem z nich wczoraj. – rzucił, rozglądając się po pokoju. Oczywiście, nie było tutaj jego zguby. – Merde. Ja też mam ważne rzeczy na głowie, wiesz? Miałem założyć te spinki do mankietów i zegarek na dzisiejsze spotkanie z potencjalnym kupcem. To człowiek o wielkich zasobach, więc muszę wyglądać jak milion galeonów. – Niestety, w obecnej nie mógł pozwolić sobie na kupowanie nowej biżuterii. Musiał zatem znaleźć jakieś inne dodatki, które pomogłyby mu stworzyć iluzję luksusu. – Idę kontynuować poszukiwania. Jakbyś coś znalazł, to daj mi znać. – mówiąc to, dramatycznie odwrócił się na pięcie i wyszedł. Drzwi tradycyjnie pozostawił za sobą otwarte. Nie musiał jednak długo szukać, ponieważ na korytarzu przy którym znajdował się pokój Émile'a ujrzał nagle swoją spinkę do mankietu. W pierwszej chwili pomyślał, że to zwidy, ponieważ na pewno nie było jej tutaj jeszcze chwilę temu. Szybko podbiegł i podniósł ją z ziemi, by znowu nie zniknęła mu z oczu. Czyżby cały czas miał ją na sobie i zgubił? Nie, niemożliwe… Wtem kątem oka zauważył coś błyszczącego na parapecie. Leżał tam jakiś śpiący gryzoń (nie miał na tyle wiedzy przyrodniczej by go rozpoznać) a z jego futerka wystawała druga spinka do mankietu. – Aha! Mam złodzieja! – wykrzyknął, rzucając się do schwytania zwierzęcia. // Rzut na aktywność fizyczną (II) [roll=N] Ten głośny dźwięk obudził, gryzonia, który w ostatniej chwili wyśliznął mu się z dłoni. Zwierzak popędził w głąb korytarza, ale druga spinka wypadła mu z futerka. Vernon odzyskał więc przynajmniej jedną zgubę. RE: [lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz - Émile Mulciber - 10.10.2026 Vernon zachowywał się dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy miał zaledwie trzynaście lat. Przynajmniej tak wydawało się Émile'owi, który takie oskarżenia uważał za dziecinadę. I to taką, w której był zmuszony – wiekowym prawem postępowania rodzeństw – wziąć udział i samemu dostosować się do poziomu rozmowy. Oczywiście starał się być ponad to. Uważał się przecież za tego rozsądniejszego, mądrzejszego brata. Spojrzał więc na Vernona znudzonym wzrokiem. – Ale wiesz, że ten twój kupiec kupuje obraz, a nie ciebie? – odgryzł się, choć wiedział, że sam by przyłożył ogromną wagę do stroju w takiej sytuacji. – Naprawdę nie możesz sobie wziąć innych spinek? Kiedyś bym zasugerował, żebyś je sobie dokupił, ale sam wiesz, jak jest. A teraz pozwól mi pracować, bo chcę choć trochę poprawić naszą sytuację. – Jego ton ociekał przemądrzałością. – Dobrze, idź szukać. Tylko nie u mnie. Vernon wyszedł, a Émile odetchnął z ulgą. Mógł spokojnie kontynuować pisanie. Zanurzył więc pióro w atramencie, zadowolony, że udało mu się zbyć brata. Nie cieszył się zbyt długo, bowiem nagle z korytarza dobiegło jakieś łupnięcie, jakby Vernon postanowił się z kimś pobić albo wywalił się na podłogę. Wielka kropla atramentu skapnęła na kartkę. – Putain! Vernon! – zdenerwował się Émile, po czym gwałtownie wstał z krzesła. Przez ten kleks jego curriculum vitae było zrujnowane i musiał pisać je od początku. Ruszył więc, by zobaczyć, co działo się na korytarzu. Kiedy wychynął z pomieszczenia, zobaczył swojego brata ze spinkami od mankietu i uciekające przed nim zwierzątko. Wiedza o przyrodzie III - czy rozpoznaję zwierzaka? [roll=Z] Na oko Émile'a był to przerośnięty szczur. Albo jakiś dziobak? Co do jasnej cholery robiłby tu ten dziwny ssak z Australii? Czy to był kolejny projekt artystyczny ich ojca? Czy dziobaki potrafiły tak szybko popierdzielać? – Najpierw myszy, teraz to! Będzie trzeba wezwać jakiegoś magizoologa. Masz jakiegoś byłego, który złapałby go pro bono? RE: [lipiec 1972] Bracia Mulciber vs. niuchacz - Vernon Mulciber - 22.10.2026 Te parę sekund, podczas których Vernon oceniał stan spinek, wystarczyły by zwierzak zniknął gdzieś za zakrętem korytarza. Cóż, wyglądało na to, że jeśli chciał zdobyć resztę zaginionej biżuterii, będzie musiał uganiać się za tym gryzoniem. Zdecydowanie nie był to jego zamierzony sposób na spędzenie dnia (zwłaszcza, że po wysiłku fizycznym będzie musiał się znowu umyć), lecz nie było innej rady. Gdyby nie musiał szykować się na wyjście, cała ta sytuacja zapewne by go bawiła; koncept członków szlachetnego rodu Mulciber łapiących skunksa, bo nie stać ich było na zakup nowej biżuterii, był doprawdy komiczny. – Mam byłą, która nawet za darmo złapałaby tego zwierza, w zamian za możliwość zatrzymania go dla siebie. Niestety, jakiś czas temu wyjechała badać anakondy w dżungli amazońskiej. – odpowiedział bratu, kiedy ten wreszcie raczył opuścić swoją sypialnię. Komentarz starszego Mulcibera o myszach sprawił, że w jego głowie pojawił się pewien pomysł. – Skoro ostatnio tak dobrze idzie ci pozbywanie się gryzoni, to może pomógłbyś młodszemu bratu? Jeśli razem się za to zabierzemy, na pewno łatwiej będzie złapać złodzieja. W końcu impossible n'est pas français. – Vernon liczył się z możliwością, że jego brat będzie chciał czegoś w zamian, lecz tym razem za bardzo zależało mu na załatwieniu tej sprawy, by marnować czas na sprzeczki. Ruszył korytarzem, rozglądając się uważnie dookoła, by wypatrzeć złodziejskiego gryzonia. Niestety zwierzak miał czarne futerko, więc mógł łatwo wtopić się we wnętrza zamku w Cork, które pozostawały ciemne nawet latem. Mając na uwadze, że najwyraźniej spodobały mu się błyskotki, Mulciber zwracał szczególną uwagę na lśniące powierzchnie. – Wracając do twojej wcześniejszej uwagi, skąd wiesz, że kupiec nie zechce zawiesić też oka na mnie? W moim skromnym doświadczeniu atrakcyjny handlarz sprzedaje więcej towarów. – Niezwykła uroda zdecydowanie była zaletą w tej profesji, lecz miała też swoją stronę; niektórzy bowiem rościli sobie prawa do ciała Vernona, jak gdyby sam był rzeczą na sprzedaż. – A tak na serio, skoro mam okrojona garderobę, to muszę uważnie planować stroje, by ich nie powtarzać. Poza tym nie każde spinki pasują; te bardziej wyszukane wolę zostawić na oficjalne wydarzenia, a te z herbem Mulciberów mogą pośród niektórych Anglików wywoływać niechęć. Nie chciałbym też pożyczać od ciebie, ponieważ ktoś mógłby to zauważyć i domyślić się naszej sytuacji finansowej. No chyba, że wziąłbym coś z twojej drugiej szafy… – Chodziło mu o stroje przeznaczone dla damskiej wersji Émile'a, ale nie dokończył myśli, gdyż jego wzrok wychwycił coś ruszającego się za srebrnym świecznikiem. – Ćśś… – Zatrzymał brata, po czym przeszedł cicho parę kroków i tak jak ostatnim razem rzucił się w stronę gryzonia. // Rzut na aktywność fizyczną (II) [roll=N] I niestety się przeliczył, ponieważ nie dość, że zwierzak uciekł mu sprzed nosa, to jeszcze poleciał twarzą prosto na ścianę. – PUTAIN! – wykrzyknął, rozmasowując czoło. – Nie, nie mogę mieć siniaka. Nie dzisiaj! |