Secrets of London
08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: 08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała (/showthread.php?tid=6308)



08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - The Edge - 25.08.2026

adnotacja moderatora
Rozliczono - The Edge - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Popiół opadający na Londyn wyglądał jak czarny śnieg.

Kozioł musiał już dopaść do rogu następnej alejki, ale to nie uspokajało Crowa wcale. Chował twarz pod przepaloną chustą, którą Laurent obwiązał go kiedy przekraczali granicę miasta, obserwując dwójkę Śmierciożerców z dachu, na którym leżał od dobrych kilku minut. Powietrze wokół miało smak miedzi i parzącej gardło sadzy, więc pewien był tego, że gdyby nie lata hartowania się paląc i czołgając po podziemiach, kaszlałby teraz niemiłosiernie, zdradzając swoją pozycję parze oprychów.

To nie było tak, że lubił zabijać. Prawdę mówiąc, gdyby miał wymienić rzeczy, które lubił w życiu najmniej, liczne morderstwa jakich się dopuścił umiejscowiłby wysoko na swojej liście niechęci. Mimo tego trochę nie mógł się powstrzymać. Trzy lata – tyle wytrzymał bez moczenia palców w krwi tych pierdolonych miernot – to i tak było sporo mając na uwadze to, jak wielu bliskich musiało mierzyć się z krzywymi spojrzeniami i narastającą z miesiąca na miesiąc niechęcią. Śmierciożercy uczyli społeczeństwo nienawiści, Flynn mógł wreszcie nauczyć ich, co społeczeństwo myślało o ich podejściu do rzeczywistości. Ktoś inny dopisałby pewnie do listy powodów tego, dlaczego chciał zobaczyć jak jeden z typów potyka się i wpada w zastawioną na niego pułapkę, dzisiejszą próbę obrócenia w pył setek lat historii. Ale wiecie co? Kiedy tak o tym myślał, to może i dobrze, że tym wszystkim bogatym sukinsynom spłonie dorobek życia.

Na jego ruinach przykrytych czarną mazią, będzie można budować inny świat. Ścieżki zapadały się wielokrotnie i każda ich kolejna wersja była doskonalsza, trwalsza i coraz mocniej pozbawiano je więzów z fundamentami świata, którego Crow nienawidził. Spopielenie stolicy, gdyby tylko nie wiązało się z cierpieniem tych najniżej postawionych, byłoby właściwie ziszczeniem jego niegdysiejszych marzeń. W końcu tam, gdzie Lewis i Waughy marzyli o bezwzględnej równości, Crow skręcał niebezpiecznie w kierunku tego, co kiedyś napędzało jego istnienie.

Anarchia.

Ta dwójka miała już tego świata po Spalonej Nocy nie zobaczyć.

Sam nie wiedział, co ostatecznie przypieczętowało ich wyrok. Czy było to bardziej to, że próbowali zabić jego przyjaciela, noszone na mordach paskudne maski, czy jednak obelżywe zdania sypiące im się z ust, kiedy wybijali kolejne okna okolicznych kamieniczek w poszukiwaniu ofiar? Crow słyszał krzyki ludzi, którym wcześniej nie pomógł i coś chyba jednak w jego głowie rozbłysło – spoglądał na światło pożaru spowijające ulice i dwie postacie w czarnych płaszczach wściekłą czerwienią – i najwyraźniej jakaś iskra wpadła mu przez ucho i nie wyleciała drugą stroną. Zapłonęła w nim pasja, ta sama kiedy zakładał na twarz maskę i przez ten absurdalnie krótki moment wyreżyserowanego występu mógł poczuć się bohaterem. Zapowietrzył się, napuszył. Mógłby po prostu przejść po dachu na drugą stronę kamienicy, zeskoczyć, pobiec w kierunku Rejwachu i zapomnieć, ale zamiast tego obserwował ich jak postacie w kinie, bezczelnie sterując celem ich wędrówki.

Poruszył ręką, chcąc wprawić w ruch okiennicę mieszkania z zastawioną pułapką.

[roll=PO]


RE: 08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - The Edge - 25.08.2026

Wabik zadziałał skutecznie. Z wyraźną satysfakcją obserwował więc, jak ta dwójka chłystków porywa się na coś, czego do końca nie rozumieli. Nie wiedział, czy spodziewali się tam uciekającego przed nimi od godzin mugola, czy kolejnych przypadkowych mieszkańców Nokturnu, ale wyraźnie nie przewidzieli tego, że ktoś mógł chcieć pokrzyżować im plany. A już na pewno nie spodziewali się tego, że ten ktoś będzie wiedział co robi.

Crow usłyszał wyraźnie dźwięk otwieranych na siłę drzwi i momentalnie podniósł się do siadu, żeby móc stanąć na nogach bez ryzyka zsunięcia się z dachówek. Mógł ograniczyć się do tego, że budynek nie spłonął, chociaż ich dwójka go podpaliła – wątpił jednak w to, aby byli aż tak uważni i postanowił im w tym żenującym śledztwie pomóc – a teraz zebrał z tego plony. Rozkoszował się pełnym przerażenia wrzaskiem mężczyzny zaplątującego się w żyłkę wędkarską i uderzającego głową o drewniany blat, aby następnie upaść na przygotowany do tego szpikulec i
Trigger Warning: oczy (Odkryj)
nabić się na niego oczodołem
. Ciężko było mordować ludzi w metalowych maskach i dobrze uszytych strojach, ale wszystko miało swoje słabe punkty. Nie darował sobie zauważenia, że kolejnym z nich była szyja.

Przeszedł się po dachu, zszedł na murek i zmrużył oczy. Chciał zorientować się, czy z tej wysokości da radę trafić nożem w drugiego z nich tak, żeby się go pozbyć jednym ruchem. Mając na uwadze jego przypadłość, w ciemności nie mógł spodziewać się wybitnej precyzji.

[roll=N]


RE: 08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - The Edge - 25.08.2026

A jednak los czasami się do niego uśmiechał. Dojrzał idealną linię cięcia, wystarczyło trafić i zniknąć w kłębach dymu gromadzących się przy głównej alei. Być może bogowie faktycznie istnieli i nie podobało im się to, czego dopuścili się ci popieprzeni rebelianci? Uśmiechnął się do tej myśli z głęboką drwiną – bo jakże durnym było nazwanie się we własnych myślach kimś wypełniającym wolę boską.

Chwycił za nóż przytwierdzony do paska i cisnął nim, pozwalając pamięci mięśniowej działać – była to przecież umiejętność szlifowana latami.

[roll=PO]
Jeśli jednak nóż postanowił na przekór wszystkiemu chybić, machnął ręką, zakreślając nową trajerktorię za pomocą translokacji.

[roll=PO]


RE: 08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - The Edge - 26.08.2026

Ostrze wbiło się w podłogę, omijając przeciwnika w sposób, który potrafił opisać tylko i wyłącznie jako żałosny. Na tyle żałosny, żeby nawet obłąkana i chora od obsesji Fontaine mogła zmienić zdanie co do tego, czy nadal miała ochotę wysyłać mu listy nagabujące go do powrotu do domu. Wbrew wszelkiej logice łatwiejszym do przełknięcia scenariuszem wydawało mu się teraz, gdyby błędnie wyliczył to wszystko w swojej głowie i nie doprowadził do jego śmierci mimo trafienia. Wielki i zły Crow, samozwańczy postrach Nokturnu, wrócił na Ścieżki tylko po to, żeby zaprezentować swój spektakularny upadek. Nie miał nawet pomysłu jak mógłby przemienić tę sytuację w scenę mogącą pociągnąć tę opowieść dalej. Charyzmatyczny jak kałuża, pozwolił wypełznąć na twarz… zwątpieniu.

Zdradziwszy swoją pozycję, w pełni świadom tego, że drżenie ręki mógł przypłacić własną śmiercią, Crow stał na tym murku i wpatrywał się w tego cholernego kleszcza w niemalże bezruchu. Zgodnie z przewidywaniem Śmierciożerca odwrócił się w jego kierunku i uniósł różdżkę do góry, nie mając zamiaru oddawać tutaj życia, nawet jeśli deptał właśnie po krwi swojego sprzymierzeńca i nie mogło to nie odbić na jego psychice żadnego śladu. Crow wpatrywał się więc dalej. W to jak drżała mu ręka, jak cofnął się o krok i tym samym nieco lepiej skrył się za framugą drzwi, omijając śmiercionośną żyłkę, ale nieświadomie udając się głębiej w przygotowane wcześniej miejsce walki. To musiał być ktoś stąd. Ktoś znający miejscowe legendy, ktoś zastanawiający się teraz głęboko, czy kompletna porażka w rzucie nożem była faktyczną porażką, czy jednak elementem misternie skrojonego planu*. Ktoś, kto bał się śmierci i nie chciał wcale z nim rywalizować, bo zasłyszane plotki stawiały zaginionego przydupasa Fontaine w świetle czyniącym go kimś, z kim nie było warto stawać do równej walki.

I to było to.

Zmrużył te swoje smutne oczy. Nie poruszył głową, chociaż już planował w którym miejscu powinien zeskoczyć na ulicę.

Ten idiota nie chciał umierać. To wcale nie legendy o morderczym Crowie sprawiały, że wygra tę walkę. Zwycięży to, choćby miał przypłacić to zdrowiem, bo śmierć była mu obojętna. Niech przyjdzie! Laurent poradzi sobie bez niego, a on będzie mógł dołączyć do Caina w nicości. Koniec nie był nigdy jego wrogiem, nigdy nie lękał się chwili, w której człowiek orientuje się, że odchodzi i nic więcej go już nie czeka. Nicość oznaczała spokój. Nie miał szans na zaznanie go za życia – więc powita go kiedyś jak najlepszego przyjaciela.

Ale jeszcze nie teraz. Najpierw spróbuje wyrwać temu chujowi język.

Łup.

Skoczył na bruk, a powietrze przeciął świst różdżki i rzucanego przez Śmierciożercę zaklęcia tworzącego tarczę.

[roll=Z]

Odkryj wiadomość pozafabularną
* – XDDDDDDDDDDD pozdrawiam każdego kto to czyta



RE: 08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - The Edge - 26.08.2026

Crow zrobił krok w jego kierunku. Pierwszy, drugi, trzeci. Przy trzecim coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że myśl jaka w nim zakiełkowała była słuszna. Nie miał szans go zastraszyć, nikt nie będzie bał się rzucającego groźbami pedała i jąkały, ale nie pierwszy raz będzie grał wariata większego niż w rzeczywistości. Wykrzywił więc gębę w koszmarnym grymasie, nie do końca dostrzegalnym (bo usta i nos wciąż miał przysłonięte chustą), ale oczy przy tym wybałuszył i było w nich widać obłęd, kiedy parsknął gromkim, nieprzerwanym śmiechem. Ten durny rebeliant nie musiał wiedzieć o tym, że mu się na ten śmiech zebrało przez swoją nieudolność. Czwarty, piąty.

Haa… boi-sz się śmierci? Jak zacznę wyrywać ci paznokcie, to będziesz o nią błagał – wrzasnął, niewyraźnie i chaotycznie, a później zarechotał jeszcze raz. Szósty, siódmy. Śmierciożerca się cofał. Słusznie zresztą – chciał pewnie, żeby Crow też zaplątał się w tę żyłkę, nadepnął nogą na miedziany drucik. To się jednak nie wydarzyło, bo to przecież Crow to wszystko zamontował, tak samo jak przygotował wcześniej ten zagięty dywan, jeszcze chwilę, jeszcze kroczek i o…

Łup.

Crow skoczył nad żyłką i dał susa do przodu, a Śmierciożerca runął na plecy i zaniemówił, rozpoczynając wierzganie się w tych przydługich, czarodziejskich szatach, które jego przeciwnik nie bez powodu od lat uważał za wyjątkowo mało praktyczne. Można się w nich było, na przykład, potknąć i upaść. Wtedy napastnik mógł wymierzyć siarczystego kopa w twoją rękę, żeby wybić ci z niej różdżkę i najlepiej kilka palców.

[roll=PO]


RE: 08.09.72 — Zbrodnia niedoskonała - The Edge - 26.08.2026

I wtedy – nie daj Matko – mogło do ciebie dotrzeć, że to może być ostatnia walka w twoim życiu. To było najgorsze, bo wtedy od razu się poddawałeś. Po pełnym beznadziei skowycie pełnym bólu sięgałeś ręką w kierunku swojej broni w geście czystej desperacji. Bo widziałeś faceta, który nad tobą stał. Widziałeś okute metalem buty, którymi mógł wymierzyć ci kolejnego kopa, tym razem w brzuch. Silne ręce człowieka pracującego, mogące zerwać ci z twarzy maskę wykutą przez lidera grupy. Brzęczący łańcuch przerażał chyba najbardziej – szczególnie kiedy ktoś owijał ci go wokół szyi, a ty nie mogłeś się skutecznie bronić, bo te cholerne szczury Fontaine potrafiły się bić. Ostatnim co byś wtedy zobaczył, byłyby deski podłogi, o którą uderzało twoje czoło.

Tak, Crow nie lubił ubrań nieprzylegających do ciała. Każdy element, za który dało się łatwo złapać, był przecież proszeniem się o guza.

Dla nieszczęśnika sprawdzającego ten content:
1. Pułapki przygotowane tutaj (Tworzenie mechanizmów II). Generalnie założeniem pułapki było to, że kto w nią wpadnie uderza łbem o krawędź blatu, a następnie
Trigger Warning: Oczy (Odkryj)
spada na podłogę i ostre narzędzie wbija mu się w oko.
2. W walce poza pułapkami wykorzystałam – Występowanie I, Znajomość półświatka II, Magia bezróżdżkowa II. Dobijam go Walka wręcz I.
3. Rzut na percepcję wykonałam w zgodzie z zawadą – Daltonista I. Nawiązywałam też do Pośmiewisko I (wie, że go nie zastraszy bo jest jąkałą), Lęk przed byciem bezużytecznym 0 (nie widzi wartości swojego życia, od razu zakłada, że Laurent poradzi sobie bez niego, bo przecież w ogóle go nie potrzebuje), Szalona ex I, Wyuzdany I (myśli o tym, że Fontaine by go wyśmiała i przestała do niego pisać listy pełne podrywu).

Koniec sesji