![]() |
|
[01.09.1957] ahoj, szkolna przygodo! [Sabrina Slughorn & Alice Bletchley] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [01.09.1957] ahoj, szkolna przygodo! [Sabrina Slughorn & Alice Bletchley] (/showthread.php?tid=6320) |
[01.09.1957] ahoj, szkolna przygodo! [Sabrina Slughorn & Alice Bletchley] - Sabrina Morgan - 29.08.2026 1 września 1957, Hogwart Ekspres
Z Chciała być uznana za inteligentną, ale bardziej chciała być po prostu docenioną. Lubiła czytać, ale nie lubiła się uczyć dłużej niż tego od niej wymagano. No i chciała być najlepsza. Opis raczej nie pasował do Ravenclaw, ale tata przed śmiercią mawiał, że jakby trafiła do Slytherinu, mogłaby być wielką czarownicą. Oczywiście gdyby tylko się słuchała i nie spędzała całego wolnego czasu w ogrodzie… Chciała przede wszystkim udowodnić tacie, że nie miał racji. Gdy szukała swojego miejsca, taszcząc ze sobą wielką walizkę i klatkę z malutką sówką imieniem Luna, trzęsła się jak osika. Nie miała powodu, już kilka razy usłyszała jak ktoś powiedział jej cześć, jakieś dzieciaki, które kojarzyła, czy to z jednej, czy drugiej strony rodziny. Jednak chciała znaleźć swoje miejsce, pusty przedział, aby móc w spokoju usiąść i, ewentualnie, rozpłakać się, gdy zajdzie taka potrzeba. Po przejściu niemalże połowy pociągu (lub tak tylko jej się wydawało), poddała się, westchnęła widząc, że w najbliższym przedziale siedzi tylko jedna dziewczynka i zapukała w szybę. Mama mówiła, że miała być dzielna? No to musiała spróbować. Nawet jeśli cała misja skończy się płaczem i jeszcze większym stresem na myśl o tym, że przez całą drogę nie będzie miała gdzie usiąść. A ona chciała usiąść! Chciała wygody, przynajmniej po to, aby ukoić trochę nerwy przed Ceremonią Przydziału! Przecież musiała być wtedy spokojna, opanowana, uśmiechnięta! To był ważny moment w jej życiu i nie mogła tego zepsuć. Zdawała sobie z tego sprawę aż za dobrze. – Cz-cześć, czy jest tutaj może wolne miejsce? – zapytała niepewnie, ale dość głośno. Niemalże sama sobie tym przeczyła, bo wyglądała na zdecydowaną, aby tam wejść, rozsiąść się jak u siebie, a jednak się zająkała i zawahała na samym początku. W głowie pojawiła jej się myśl o tym, że przynajmniej tato nie byłby zły o to, że się garbi. Bo definitywnie się nie garbiła. Była wręcz wyprostowana i sztywna jak struna. Nienaturalnie dla jedenastoletniej, prawie dwunastoletniej dziewczynki; dziewczynki z długim blond warkoczem, raczej skomplikowanym i fantazyjnym, nieskazitelnie czystej i wyprasowanej szałwiowej sukience i czarnych lakierkach na niskim obcasie. Czuła się… dziwnie. I tak niesamowicie tęskniła za mamą i rodzeństwem… RE: [01.09.1957] ahoj, szkolna przygodo! [Sabrina Slughorn & Alice Bletchley] - Alice Bletchley - 09.09.2026 Alice nie mogła się doczekać pierwszego dnia szkoły i gdy nadszedł, była najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Słyszała od rodziców tyle historii, a w książkach przeczytała chyba wszystko o zamku i jego historii. Każdy dom wydawał się jej fajną opcją, by do niego trafić. W Ravenclawie pewnie spotkałaby wielu mądrych uczniów, którzy mogliby jej pomóc, gdyby miała problemy z nauką. Hufflepuff gromadził najmilszych ludzi na świecie, w Gryffindorze wszyscy wydawali się strasznie odjechani, ale w pozytywnym sensie. Nawet w Slytherinie Alice dostrzegała szansę na przygodę – życie w lochach było co prawda mrożące krew w żyłach, ale na pewno nie mogło być tak źle. Ponoć pokój główny Ślizgonów udekorowano wprost przepięknie i z okien dało się patrzeć na dno jeziora. Bolało ją tylko, że musi się pożegnać z mamą i tatą na cały rok. Gdyby mogli pojechać z nią… albo chociaż być gdzieś blisko. Byłoby to o wiele lepsze. Wiedziała też, że zatęskni za małą Hestią. Już w pociągu brakowało jej szczerego, dziecięcego śmiechu czterolatki. Alice kochała swoją rodzinę i bardzo nie chciała ich zostawiać, ale cóż… tak to wyglądało. Dlatego starała się skupiać na pozytywach sytuacji wokół siebie, jak to zwykle robiła. Usiadła w pustym przedziale. Ubrała się w swoją ulubioną sukienkę – kolorową, dość zwiewną z szerokimi rękawami zrobionymi na szydełku. Do tego jej ulubione kozaki w kwiatowe wzory i białe rajstopy. Włosy uczesała jej mama przed wyjazdem, zaplotła je w dwa dobierane warkocze i obwiązała barwnymi wstążkami. Alice miała wielką nadzieję, że ktoś przyjdzie do jej przedziału. Wiedziała, że tak można było poznać przyjaciół nie tylko na czas szkoły, ale i na całe życie. Dlatego tak bardzo się ucieszyła, gdy w drzwiach pojawiła się śliczna dziewczyna. Wysoka jak na jedenastolatkę, szczupła, nadzwyczaj elegancka. Wyglądała jak kompletne przeciwieństwo Alice, która była dość niska i raczej pulchna, a także ubrana w zupełnie odmiennej palecie kolorystycznej. – Jasne! Tak, oczywiście! – wykrzyknęła Alice. Po chwili złapała się na tym, że chyba ucieszyła się za bardzo. Nie chciała spłoszyć koleżanki swoim nadmiernym entuzjazmem. Wyciągnęła do dziewczynki rękę do uściśnięcia. – Jestem Alice Bletchley. Miło mi cię poznać i cieszę się, że tutaj przyszłaś. Nie do Ekspresu tak ogólnie, ale do mojego przedziału. Zarumieniła się. Strasznie plątały się jej słowa. Miała nadzieję, że to nie odstraszy dziewczyny. |