![]() |
|
[19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +---- Dział: Las Wisielców (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=32) +---- Wątek: [19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. (/showthread.php?tid=6326) |
[19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. - Benjy Fenwick - 01.09.2026 - Osy s Wimboulne to chuje, złodzieje, S kaszdego gola pół tlybun się śmieje. Sędzia ich klyje, dostał galeony, Niech będzie w dupę ten klub pieldolony. Mgła nadal snuła się nisko nad ziemią, wilgotne liście przyklejały się do podeszew, a pomiędzy wiekowymi pniami panował ten specyficzny rodzaj ciszy, który sprawiał, że człowiek mimowolnie zaczynał nasłuchiwać każdego trzasku gałązki, nawet jeśli chwilę wcześniej sam deptał po już niemal całkowicie suchych krzewach. Mieliśmy znaleźć chrust, co wbrew pozorom nie oznaczało zebrania pierwszych lepszych patyków leżących tuż pod naszymi nogami, ponieważ potrzebowaliśmy takich dostatecznie wyschniętych, żeby faktycznie nadawały się do rozpalenia ognia, ale jednocześnie nie tak spróchniałych, by rozsypywały się w dłoniach przy próbie ich podniesienia, bo wtedy równie dobrze moglibyśmy próbować rozpalić sabatowe ognisko za pomocą mokrej szmaty. - Almaty s Chudley, jebane śmiecie, Najchujowsi są na świecie. Pałkasz to ciota, szukający - flajel, Zamiast na miotłach, lecą na bajel. Miotła w dupie, znicza nie widzi, Własna matka się go wstydzi. W międzyczasie zdążyłem wypić już sporą część absyntu, co niewątpliwie poprawiało moje podejście do całej wyprawy, chociaż niekoniecznie sprzyjało zdolnościom oceny sytuacji. Szedłem przed siebie, zupełnie nie przejmując się tym, że w miejscu nazwanym dosłownie „Lasem Wisielców”, które zresztą aż nazbyt dobrze znałem od dziecka, bardziej odpowiednia byłaby ponura cisza, ostrożne, szeptane rozmowy oraz rozglądanie się za wszystkim, co mogło mieć zęby - ja natomiast najwyraźniej uznałem, że skoro jeszcze nie umarliśmy przy wyrzygiwaniu sobie żołądków, teraz już pustych i napełnianych wyłącznie procentami, można było potraktować naszą wycieczkę raczej… Krajoznawczo. - Meteolyty, kulwa mać, Umieją tylko w gacie slać. Zamiast po niebie śmigać na miotle, Mieszają gówno w swoim kotle. Nie miałem żadnego szczególnego powodu, żeby akurat teraz obrażać „Moose Jaw Meteorites”, a tym bardziej nie miałem pewności, czy ktokolwiek z tych zawodników kiedykolwiek zrobił mi coś osobiście, ale kibolskie przyśpiewki nigdy nie wymagały specjalnie rozbudowanej argumentacji - wystarczało, że drużyna istniała, znajdowała się w innym rejonie geograficznym, aby miało się ochotę ją znieważyć. - Jastszębie s Falmouth - chujowe pióla, Obrońca pedał, a pałkasz lula. Tlenel to ciota, szukacz to śmieć, Wszyscy ich w dupie musimy mieć. Cóż, trochę się wstawiłem, a kiedy byłem w takim stanie, moja zdolność do zachowywania stosownego nastroju w stosownych miejscach spadała mniej więcej tak szybko, jak poziom alkoholu w butelce. Zatrzymałem się na chwilę, podpierając butem większą gałąź, po czym spróbowałem dobrać do melodii odpowiedni rytm wznowionego marszu, co wychodziło mi tym gorzej, im więcej wypijałem, chociaż nie w mojej własnej ocenie. W pewnym momencie znalazłem następny kawałek ładnego, suchego drewna, więc zgarnąłem go i ruszyłem dalej, nucąc już nieco mniej składnie, ale nie bez entuzjazmu. - Zielona zaraza, w głowach sterta siana, Harp– - Ekhm. Ten, no. - Nana, nana, nana… Im dalej wchodziliśmy między drzewa, tym gęstsza stawała się mgła, światło coraz słabiej przebijało się przez gałęzie, wilgoć osiadała na moim ubraniu i włosach, ziemia wraz z rozkładającą się ściółką uginała się pod butami, a gdzieś wysoko nad nami coś zakrakało w sposób, który przypominał mi, że Las Wisielców jednak nie zmienił się nagle w przyjemny szlak spacerowy w parku tylko dlatego, że miałem butelkę absyntu i dobry humor. Spojrzałem w górę, próbując znaleźć źródło dźwięku, ale niczego nie zobaczyłem, wzruszyłem więc ramionami i pochyliłem się nad kolejnym kawałkiem drewna, zupełnie tak, jakbym nie zreflektował się w ostatniej chwili, co prawie opuściło moje usta. - Gdzie szeka Piddle w Dolset płynie, Tam Puddlemele s jebnięcia słynie. Glanatowe balwy, duma i siła, Szadna inna szmata by tu nie pszeszyła. Najstalsi w lidze, władcy latania, Zjednoczeni - nie do losjebania. W takich momentach człowiek naprawdę zaczynał doceniać prostotę życia - pozyskałem kolejny kawałek chrustu, tym razem idealny, suchy, twardy i pozbawiony śladów próchnicy, więc zadowolony dorzuciłem go do reszty - nie byłem jeszcze pijany w stopniu, który uniemożliwiałby mi chodzenie albo rozpoznawanie gałęzi, ale zdecydowanie przekroczyłem moment, w którym można było twierdzić, że alkohol nie miał żadnego wpływu na moje zachowanie. RE: [19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. - Heather Wood - 01.09.2026 Benjy wybrał swoje lekarstwo. Ruda nie spodziewała się, że zadziała tak fenomenalnie. Sama nie zanurzyła swoich ust w alkoholu - bo obawiała się, że mogłaby nie wrócić do domu w jednym kawałku, właśnie dlatego szła koło tego wielkiego typa, który postanowił się z nią podzielić swoim talentem wokalnym, o którym wcześniej nie miała zielonego pojęcia. Najwyraźniej absynt wyciągał z niego to, co najwspanialsze. Starała się dzielnie iść obok niego, chociaż było to bardzo trudne. Kilka razy musiała się zatrzymać i powstrzymać śmiech, kto by się spodziewał, że Benjy Fenwick jest taki fanem quidditcha? Na pewno nie ona. Był pełen tajemnic, powoli zaczynała odkrywać większość z nich, co tylko powodowało, że czuła, że łączy ich więcej niż mogła się spodziewać. Pokręciła głową, gdy zaczął obrażać Osy, najwyraźniej zapomniał/ nie przyswoił informacji, że jej matka była gwiazdą os od kilku lat, nieładnie tak śpiewać o najbliższych członkach rodziny swoich przyjaciół, bardzo nieładnie. Zapamiętała, że musi podesłać mu bilety na ich mecz, żeby mógł zobaczyć, jak naprawdę gra się w quidditcha. Nie wytrzymała i parsknęła bardzo głośnym śmiechem, gdy opamiętał się przy przyśpiewce o Harpiach. Najwyraźniej jego pijany mózg pamiętał, że ona kiedyś tam grała. To było naprawdę interesujące, nie spodziewała się bowiem po nim takiej reakcji. Niesamowite. - Zjednoczeni z Puddlemere, duma i chwała? Miotła im właśnie się rozjebała Szukający pizda, ścigający ciota, cała drużyna to dopiero chołota Najwyraźniej Heather Wood nie była fanką akurat tej drużyny, miała nadzieję, że Benjy wybaczy jej dołączenie do tej zabawy, ale nie mogła się powstrzymać. - Zielone szaty falują na niebie, Harpie z Holyhead rozpierdalą i Ciebie, Zapierdalają jak burza, nie znają strachu, Przez nie na pewno znajdziesz się w piachu Duma Walii, Mająca jaja ze stali. Nachyliła się w końcu, bo wydawało jej się, że znalazła idealny patyk, to znaczy chrust, patyk, który był chrustem, już dotarło do niej, że to wcale nie było takie proste i nie każde drewienko nadawało się do rozpalenia sabatowego ognia. Obejrzała go dokładnie w ręce i pokiwała sama do siebie głową z aprobatą. RE: [19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. - Benjy Fenwick - 01.09.2026 Las pozostawał ponury, mgła gęstniała między pniami, a gdzieś dalej coś trzasnęło w zaroślach, ale po kilku łykach czegoś mocniejszego na pusty żołądek trudno było przejmować się atmosferą. Alkohol rozwiązał mi język, ale nie odebrał jeszcze pamięci do wszystkich najbardziej absurdalnych przyśpiewek. Nie od razu zorientowałem się, że Heather zaczęła rechotać pod nosem, bo byłem zbyt zajęty wyszukiwaniem kolejnych kawałków drewna oraz utrzymywaniem odpowiedniego poziomu absyntu w organizmie, który uznałem za niezbędny do wykonywania tej niezwykle potrzebnej pracy na rzecz lokalnej społeczności - patriotyzm godny Little Hangleton, kurwa jego pierdolona mać - dopiero kiedy jej śmiech zrobił się trochę głośniejszy i nie dało się go już mimowolnie ignorować, zerknąłem na nią przez ramię, marszcząc brwi, nie zamierzałem jednak pytać, co ją tak bawiło, ponieważ w moim przekonaniu wszystko, co robiłem, było całkowicie uzasadnione, a przede wszystkim artystycznie wartościowe, poza tym miałem ważniejsze sprawy na głowie, takie jak znalezienie kolejnej suchej gałęzi nadającej się do sabatowego ogniska. Niby byłem świadomy, że właściwie znajdowaliśmy się w środku niezbyt przyjacielskiego lasu, nasze głosy niosły się między drzewami, i jeśli w okolicy rzeczywiście nadal mieszkały jakieś przeklęte stworzenia, właśnie dostawały bardzo szczegółową informację o tym, gdzie się znajdowaliśmy, lecz uznałem, że jeśli coś miało nas zaatakować, przynajmniej będzie wiedziało, że robiło to kibicowi Zjednoczonych - najstarszej i najbardziej zajebistej drużyny w Wielkiej Brytanii. Szedłem więc między drzewami z butelką w jednej ręce i wiązką chrustu pod drugą pachą, nucąc sobie pod nosem, aż moja rozbawiona towarzyszka nagle postanowiła wkroczyć na teren, którego nie zamierzałem jej tak łatwo oddać - pierwszy wers o Puddlemere sprawił, że odwróciłem głowę w jej stronę, za to przy drugim zatrzymałem się niemal w pół kroku, z jedną nogą uniesioną w górze. Przez sekundę patrzyłem na nią z absolutnym niedowierzaniem, ponieważ najwyraźniej właśnie dowiedziałem się, że moja nowa znajoma miała bardzo konkretne poglądy na temat drużyny, której kibicowałem. - Co ty powiedziałaś? - Zapytałem, chociaż doskonale słyszałem każde słowo. Oczywiście nie zamierzałem robić z tego prawdziwej afery, ale były pewne rzeczy, których człowiek nie mógł puścić płazem, a obrażanie Zjednoczonych Puddlemere w mojej obecności należało do tej kategorii. - Co to za klub, co zielenią świeci? To kulwy s Holyhead, jebać te śmieci. Duma s walijskiej, zaslanej doliny, To nie są ptaki, to zwykłe padliny. Wypieldalać s boiska, wlacać do chaty, Puddlemele sządzi, lozjeszcza wszystkie szmaty. Jaja ze stali? Chyba s plastiku. Wsiadacie na miotły nalobiś tylko kwiku. Zjednoczeni pędzą, losjebią ten chlew, Będzie się lała walijska klew. Przy ostatnim wersie machnąłem butelką w powietrzu tak energicznie, że niewiele brakowało, a połowa absyntu wylądowałaby na mchu. - Halpie s Holyhead - kulwa mać. Nie umieją lataś, potlafią tylko ssać. Zjednoczeni potęga, Puddlemele moc, Jebać te pizdy pszes całą noc. RE: [19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. - Heather Wood - 07.09.2026 Nie spodziewała się po swoim kompanie takiej podzielności uwagi. Doskonale radził sobie z wyśpiewywaniem kolejnych przyśpiewek w połączeniu z poszukiwaniem najwspanialszego kawałka chrustu. To było całkiem intrygujące. Nie miała wcześniej świadomości, że jest fanem quidditcha, do tego nie patrzył na nią dziwnie, kiedy się poznali, z drugiej strony mógł podróżując po świecie nieco nie nadążać ze zmianami w drużynach, czasem dochodziło do nich bardzo szybko. Wyglądał trochę jak niedźwiedź, który najadł się fermentowanych jagód. Nachylał się i wstawał, do tego sobie śpiewał, całkiem zabawny widok. Heath nie wytrzymała, nie wydawało jej się, aby ktokolwiek inny by sobie z tym poradził - przez to zaczęła się śmiać, z początku bardzo cicho, później głośniej. Bawiło ją to, że on zdecydowanie miał swój świat, do którego ona nie do końca pasowała - była trzeźwa, a więc mogli mieć lekki problem z komunikującą i zrozumieniem. Postanowiła jednak dołączyć do jego gry, dlatego wyśpiewała ten krótki, ale jakże chwytliwy utwór, który miał irytować fanów Zjednoczonych - widać to działało, bo jej kumpel się obruszył, co w sumie też ją bawiło. - Co to jest za drużyna, - Zjednoczeni nie potrafią nawet ssać, - to pizdy takie, że szkoda gadać, - nie ma sensu ich jebać, czy pierdolić, - bo mogliby się zbytnio zadowolić. Być może powinna w końcu spauzować, bo nie miała pojęcia jak Benjy zareaguje na dalsze przyśpiewki, ale jakoś tak nie umiała się powstrzymać, w końcu tylko zbierali chrust, co złego mogło się wydarzyć? Nachyliła się właśnie, aby zebrać kolejne, ładne drewienko. RE: [19/10/72] Grab the wood, feelin’ good, grab the flask, fuck the task | B.F, H.W. - Benjy Fenwick - 07.09.2026 Przez chwilę naprawdę nie wiedziałem, czy powinienem był się zaśmiać, czy raczej potraktować przyśpiewki Wood jako nad wyraz osobistą zniewagę, szczególnie że robiła to z takim przekonaniem, jakby całe swoje życie przygotowywała się właśnie do tej jednej chwili, w której będzie mogła stanąć pośród prastarej flory Lasu Wisielców i zacząć obrażać Zjednoczonych Puddlemere w obecności jednego z ich najbardziej oddanych kibiców. Nie przeszkadzało mi nawet szczególnie to, że robiła to wszystko z wyraźną satysfakcją, ponieważ sam przecież zacząłem całą tę zabawę i nie mogłem teraz udawać, że nagle odkryłem istnienie granic dobrego smaku, problem polegał wyłącznie na tym, że wybrała sobie wyjątkowo niewłaściwy klub do obrażania, a ja po kilkunastu solidnych łykach alkoholu nie miałem już ani odpowiedniej trzeźwości, ani odpowiedniej godności, żeby pozwolić jej przejść nad tym do porządku dziennego - oczywiście - mogłem udawać, że mnie to nie ruszało, ale absynt skutecznie odebrał mi resztki wyrozumiałości w zakresie wysłuchiwania cudzych błędnych opinii o Quidditchu, nawet tych śpiewanych. Być może miałem w sobie więcej tych konkretnych genów, których wolałbym nie dopuszczać do głosu, lecz im więcej procentów płynęło mi we krwi, tym wyraźniej traciłem umiejętność zachowywania poważnej, dorosłej twarzy w obliczu nagłego sprzeciwu przeciwko moim ideologiom - kiedy więc usłyszałem kolejne „pierdoleni Zjednoczeni”, zatrzymałem się z patykiem w jednej ręce i z butelką w drugiej, po czym spojrzałem na Heather z niemal karykaturalnym niedowierzaniem. - Mułem? - Powtórzyłem w końcu, unosząc brwi. - Mułem ci jebie? - Spojrzałem na swoje buty, potem ponownie na Rudą, a następnie gdzieś w bok, próbując przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek słyszałem coś równie bezczelnego. Najgorsze było to, że śpiewała całkiem dobrze, a przyśpiewka rzeczywiście była chwytliwa, przez co przez dobre kilka sekund mój własny pijany mózg próbował podchwycić melodię, zanim przypomniałem sobie, że powinienem był się obrazić. Nie zamierzałem jednak odpuszczać, szczególnie że Wood najwyraźniej uważała, iż miała przewagę tylko dlatego, że potrafiła przypomnieć sobie więcej przyśpiewek. Wyciągnąłem patyk spod warstwy mokrych liści, obejrzałem go, odrzuciłem, bo był spróchniały, i dopiero wtedy kontynuowałem. - Puddlemele szanuj na kaszdym stadionie, Klękaj przed nami w niskim pokłonie. Błękitna klew, wyglanych w pas, Jebaś was wszystkich po wieczny czas. Schyliłem się po kawałek drewna, który leżał przy poskręcanych korzeniach starego wiązu, przełamałem go przez kolano i z zadowoleniem stwierdziłem, że był suchy w środku, dorzuciłem go zatem do wiązki, po czym wyprostowałem się i zacząłem odpowiadać jej kolejną przyśpiewką… - Latają Halpie i głośno dziamgają, A same we własne gniazdo wciąsz slają. Swojego blata bes wstydu luchacie, O gsze i klasie pojęcia nie macie. Po tej deklaracji przez chwilę stałem z wiązką chrustu na jednym przedramieniu, z suchym patykiem w ręce i z butelką w drugiej, bardzo z siebie zadowolony - nadal byłem w stanie rozpoznać dobre drewno od spróchniałego, nadal potrafiłem chodzić prosto i nadal pamiętałem, że jesteśmy w Lesie Wisielców, ale zdecydowanie przestałem przejmować się tym, że gdzieś w pobliżu mogło czaić się coś, czego rozsądny człowiek nie chciałby spotkać. - Wymysły snujesz, bo zawiść cię zszela, A Puddlemele cały świat wybiela. Klakaś potlafisz, lecz lataś nie umiesz, Gdy wlecim na boisko, szybko to zlozumiesz. Halpie na glebie, Zjednoczeni w gósze, Lozjebiemy pizdy w najgolszą buszę. Ruszyłem dalej, przeczesując wzrokiem ziemię pod kolejnymi drzewami, po chwili znalazłem kilka suchych gałęzi, więc zacząłem zbierać jedną po drugiej, układając je pod pachą, doskonały humor sprawiał, że nuciłem jeszcze przez jakiś czas, ale po ostatniej przyśpiewce przeszedłem raczej do pojedynczych pomruków melodii, ponieważ zaczynałem czuć przyjemny ciężar absyntu również w całym ciele, już nie tylko na języku, czy w głowie. |