Secrets of London
[19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125)
+--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126)
+---- Dział: Swansea (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=130)
+---- Wątek: [19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello (/showthread.php?tid=6329)



[19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello - Brenna Longbottom - 02.09.2026

Krajobrazy przesuwały się szybko za oknem. Pora była wczesna, więc i od samego początku szczęśliwie pasażerowie nie zawalali pociągu po dach, a w miarę jak zbliżali się do Swansea, ubywało ich na każdej kolejnej stacji.
– Czuję się prawie jak w Hogwarts Express – stwierdziła, przyciskając dłoń do szyby. Wciąż cieszyła się niezmiernie, że to jej własna dłoń, bo jeszcze do mniej więcej drugiej nad ranem była ręką Atreusa, w wyniku klątwy wyjątkowo złośliwego poltergeista. Odzyskanie swojej było absolutnie pożądane. – Od siódmego roku jechałam pociągiem chyba tylko raz i to w dodatku absolutnym przypadkiem i bez prawdziwego biletu.
Olivia wtedy wskoczyła do niego, sądząc, że widzi swoją siostrę, i cóż, Brenna wskoczyła po prostu za nią, a potem transmutowała kawałek papierku, żeby mugolski konduktor się do nich nie doczepił. Walijskie krajobrazy nie były wbrew pozorom aż tak podobne do szkockich, ale gdy tory biegły pomiędzy wzgórzami, myślała mimowolnie o tamtych podróżach. Tych do szkoły, wiążących się z żalem za utraconymi wakacjami czy świętami, westchnieniem na myśl o pracach domowych, ale też ekscytacją na myśl o spotkaniu z przyjaciółmi i powrotowi do starego zamku. Tych do domu, gdy tęskniło się za rodziną i Warownią. I tym ostatnim kursem, pełnym trudnej do określenia tęsknoty i trochę przerażenia na myśl, że zaczyna się coś zupełnie nowego.
Ale tym razem mieli po prostu wysiąść na stacji w Swansea.
– A tak w ogóle… – oświadczyła, odwracając się do niego z poważną miną. Miejsca naprzeciwko nich zwolniły się ledwo co na przedostatniej stacji względem tej docelowej. – Przypomnij mi, żebym nigdy przenigdy w żadnych okolicznościach nie próbowała flirtować. Obserwowałam to z boku wczoraj i to wspomnienie będzie mnie prześladować przez następne dziesięć lat. Myślałam, że spalę się ze wstydu – stwierdziła, i powaga roztopiła się pod wpływem odrobiny rozbawienia. – Jeśli ten poltergeist zamieni cię teraz w dziecko, to uznam, że się na ciebie uwziął.


RE: [19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello - Atreus Bulstrode - 11.09.2026


Ja mam w ogóle wrażenie, że od ukończenia szkoły nie zdarzyło mi się ani razu — powiedział z pewnym zdziwieniem, jakby musiał sobie to parę razy przeliczyć w głowie i odpowiednio przetrawić nabyte w ten sposób informacje. Nie przeszkadzało mu to ani trochę, ale było to zwyczajnie… dziwne. Kiedyś pociąg wyznaczał pewien rytm roku, ale w momencie kiedy skończył się siódmy rok, wszystko skończyło się gwałtownie, zostało spakowane do walizki i zwyczajnie zapomniane.

Wyglądał przez okno, obserwując przesuwający się tam krajobraz, na szybie wyłapując co jakiś czas swoje własne odbicie. Cieszył się z powrotu na swoje miejsce, dokładnie tak samo jak Brenna. Cała zamiana ciał z udziałem Poltergeista i to jeszcze w momencie kiedy mieli iść w świat i prowadzić sprawę, była okropnym wręcz zrządzeniem losu. Atreus też był przekonany, że jeszcze przez bardzo długi czas nie zapomni tego, jak cudacznie Bren zachowywała się wciśnięta w jego ciało.

I gdzie jechałaś? — dopytał, wreszcie odwracając wzrok od krajobrazu i samego siebie, by unieść spojrzenie na nią. Siedzieli obok siebie, ale Atreus osunął się na swoim siedzeniu, opierając głowę o jej ramię. Całe szczęście nie wyglądało to przesadnie dziwacznie, bo byli w miarę podobnego wzrostu.

Mam parę uwag odnośnie całej tej… uwagi. Po pierwsze, na całe twoje szczęście, raczej nie musisz już tego praktykować na co dzień. Po drugie, przysięgam, w normalnej konfiguracji wyglądałoby to lepiej. A w ogóle po trzecie, to chcę powiedzieć, że mam podobne przemyślenia do tego co ty robiłaś — zaczął niby poważnie, ale z każdym kolejnym punktem, było w jego głosie słychać coraz większe… poruszenie. — Po czwarte to nawet mi nie sugeruj, że ten Poltergeist tak robi. Robi?




RE: [19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello - Brenna Longbottom - 11.09.2026

– Najpierw nie miałyśmy pojęcia. Wskoczyła do pociągu, bo wydawało się jej, że widzi siostrę, a ja wbiegałam tam za nią. Potem okazało się, że trafiłyśmy do Maidstone – powiedziała. Ciężar na ramieniu jej nie przeszkadzał, splotła nawet palce z jego zimnymi palcami: jakoś głupio było z takimi gestami wczoraj, kiedy przejęli nawzajem swoje ciała. – Urocze miejsce. Umarłbyś tam z nudów.
Całkiem ładna architektura, mała, miła miejscowość, śliczne widoki i okolica, w której jej zdaniem Atreus najdalej po dwudziestu czterech godzinach miałby ochotę wzniecić jakieś kłopoty tylko dlatego, że nie miałby co robić.
– Zła odpowiedź, naprawdę, powinieneś zaproponować, że mogę poćwiczyć na tobie – odparła z rozbawieniem, gdy pociąg zaczął powoli zwalniać, a widoki za oknami zmieniać. Najwyraźniej wjeżdżali już na teren miasta i wkrótce powinni dotrzeć do stacji docelowej. – Poza tym zachowywałam się tak, jak się zachowywałam, tylko dlatego, że miałam ochotę walnąć o najbliższą ścianę, tak żeby się ogłuszyć na widok tego, co wyrabiałeś… jeśli kiedykolwiek wpadnę znowu na tę dziewczynę, chyba umrę ze wstydu – zapowiedziała, chociaż to oczywiście też nie było szczególnie poważną deklaracją. Brenna w ogóle peszyła się bardzo rzadko… choć owszem, wczoraj to przez chwilę się udało i naprawdę miała ochotę walnąć dłonią w czoło. Nie była tylko pewna, czy samą siebie, czy jego. – Oczywiście, że może. – Chyba nawet wspomniała o tym, gdy ich przeklął pierwszy raz, ale biorąc pod uwagę, ile się wtedy działo, sama nie była pewna, a on pewnie uznał, że sobie żartuje albo próbuje go nastraszyć. – Nie marzy ci się powrót do nastoletnich czasów? Jeśli dobrze pamiętam, to cud, że nie doprowadziliście do załamania nerwowego Victorii.
To pewnie było słodko gorzkie, zważywszy na to, w jaką stronę poszło: Stanley cholera wie gdzie, i Anthony… cóż, Anthony się za nią wtedy uganiał, więc wyszło to trochę dziwnie.
Jakaś pasażerka przeszła korytarzem. Może to jej wypadł przedmiot, może wytoczył się spod siedzenia, ale Atreus mógł dostrzec na podłodze coś, co wyglądało jak pudełeczko.


RE: [19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello - Atreus Bulstrode - 11.09.2026

Maidstone? Gdzie to w ogóle… — zmarszczył na moment brwi. — Cholera, ja nawet byłem w Maidstone. Była taka taka sprawa, jeszcze w lecie, że rozprowadzali tajemnicze maski. Ktokolwiek je założył, nagle zaczynał zachowywać się w zupełnie inny sposób, często agresywny i tym samym sprawiając kłopoty. Faktycznie, całkiem ładne miejsce. I masz rację, że okropnie nudne — parsknął, chociaż po prawdzie mieścina wydawała mu się wtedy co najwyżej przeciętna, nie wspominając już o tym, że miał inne rzeczy na głowie niż zastanawianie się nad tym czy było coś tam konkretnego do roboty.

Proszę cię, obawiałbym się, że pierwszą twoją próbą byłoby wepchnięcie do jakiejś dziury — przyznał, udając śmiertelną powagę. — No to było nas dwoje. Moim zdaniem to najlepiej o całym zdarzeniu w ogóle zapomnieć — deklaracja poważna, czy nie, szybko straciła na ważności, bo Atreus już wykrzywiał niezadowolony twarz w odpowiedzi na to co Poltergeist mógł. Serio ktoś go powinien złapać i zamknąć, żeby wszyscy mieli z nim spokój, bo to nie mogło przecież tak wyglądać, że coś podobnego szalało po magicznym Londynie bezkarnie.

A pomyśl, że to tylko przez te wyskoki, o których zdążyła się dowiedzieć. Miło jednak mieć świadomość, że tak się działało na ludzi — parsknął z rozbawieniem, bo Hogwart wydawał się teraz tak cholernie daleko. Za dużo teraz było zmartwień, ale z drugiej strony czy chciałby tam wrócić? — Chyba nie. Fajnie było, ale ile można. Znowu to zielarstwo albo opieka nad magicznymi stworzeniami. Okropieństwo — chociaż ciekawe, czy gdyby do czegoś podobnego doszło, Borgin też by tam trafił. Czy nagle wszystko to, co się pokomplikowało, w ogóle by się nie wydarzyło.

Odwrócił głowę w bok, podążając mimowolnie za ruchem i po chwili zdał sobie sprawę, że coś leżało na podłodze. Uniósł się więc lekko, łapiąc w ręce pudełeczko i nawet chciał zaczepić kobietę, która przeszła chwilę temu korytarzem, ale ta zniknęła.
Z resztą, gdyby się cofnąć do Hogwartu to ciekawe czy bylibyśmy jak przed Beltane czy teraz.




RE: [19.10.72, ranek] Someone's out there to say hello - Brenna Longbottom - 11.09.2026

– Brzmi paskudnie. Dorwaliście go? – spytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, gdy zgodził się z tym, że faktycznie miałby je za okropnie nudne. – Hej! Po pierwsze, takie zabawy jak wpychanie gdzieś kogoś, zrzucanie ze schodów albo wciąganie do schowków to sposoby chłopców, nie dziewczynek. Po drugie, sugerujesz, że nie bawiłbyś się dobrze, jakbyśmy musieli w takiej posiedzieć? – prychnęła z udawanym oburzeniem.
Widać niemo się z nim zgodziła, że najlepiej o wszystkim zapomnieć, bo nijak tej sprawy z zamianą ciał i nieudanymi próbami flirtów w tychże niewłaściwych ciałach już nie skomentowała.
– Lubisz doprowadzać ludzi do załamania nerwowego? – Wcale nie była zaskoczona, że był chyba trochę dumny z tego, ile zamieszania tworzyli wśród Ślizgonów. Właściwie zresztą wśród Gryfonów zawsze też dużo się działo, a Brenna… cóż, też nie w każdej sytuacji była grzeczną dziewczynką, choć większość jej wybryków bywała chyba innej natury.
Przez moment zastanawiała się nad tym powrotem: i właściwie to się z nim zgadzała, nie chciałaby wrócić, nie dlatego, że nie cierpiała zielarstwa czy niektórych lekcji, ale dlatego, że choć za tym tęskniła, to jednocześnie odeszła od tamtych czasów o wiele za daleko. Hogwart był symbolem dzieciństwa i beztroski, ale ona nie chciała znów być dzieckiem i stracić tego, co było teraz.
Jego kolejne słowa były już znacznie bardziej skomplikowane.
– Cóż, gdyby użyć zmieniacza czasu, to byłoby się takim jak obecnie, i patrzyło z boku, nie mogąc niczego zmienić, żeby nie wysadzić świata czy coś takiego. Nie miałabym na to najmniejszej ochoty – stwierdziła lekko, bo chyba żadne z nich nie miało siły na zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby tacy jak teraz trafili do tamtych czasów jako nastoletni oni. Pewnie oboje przede wszystkim pomyśleliby o tym, że niektórych ludzi da się uratować. – W każdym razie jestem pewna, że gdybyśmy mieli wtedy dłużej pogadać, któreś z nas dostałoby załamania nerwowego. Albo byśmy się pobili. Co to takiego? – spytała, kiedy podniósł pudełko, odruchowo trochę podejrzliwa. Ale zaraz uznała, że szanse na to, że trafią na coś magicznego i niebezpiecznego w mugolskim pociągu była znikoma.