![]() |
|
[01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are (/showthread.php?tid=6331) |
[01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Bard Beedle - 03.09.2026 adnotacja moderatora Wypierdoliłyśmy z „Dziupli” dokładnie w taki sposób, w jaki sfrustrowany furiat, będący jednocześnie właścicielem tej godnej pożałowania nory, sobie tego zażyczył - zresztą jego rozkaz i tak był naszym życzeniem - trudno było nazwać to „eleganckim wyjściem” albo „subtelnym w tył zwrotem”, skoro przez ostatnie kilka minut wszyscy byliśmy raczej częścią jednej wielkiej, przeklinającej i przepychającej się masy. Kiedy tylko znalazłam się na zewnątrz, wzięłam pierwszy głęboki oddech od dłuższego czasu, uświadomiwszy sobie, jak bardzo go dotąd wstrzymywałam - zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, a deszcz natychmiast przypomniał mi, że jeszcze kilka minut temu byłam przekonana, iż najgorszą rzeczą tego wieczoru będzie moja przemoczona fryzura. Wyciągnęłam papierosa z paczki drżącymi palcami i przez moment walczyłam z zapalniczką, którą wiatr uparcie próbował mi zgasić, zanim wreszcie osłoniłam płomień dłonią, podpaliłam końcówkę fajka i zdołałam zaciągnąć się dymem. Pierwszy haust był zdecydowanie zbyt mocny, lecz potrzebowałam czegoś, co pozwoliłoby mi zebrać myśli po tym całym cyrku. Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Bajarz II Stanęłam obok Prue, poprawiłam kołnierz płaszcza i spojrzałam na wejście do Dziupli, zza którego nadal dobiegały podniesione głosy. - No dobrze. Tego zdecydowanie nie przewidziałam. - Wypuściłam dym bokiem, obserwując sposób, w jaki rozpływał się w wilgotnym powietrzu, pokręciłam głową, nadal trochę oszołomiona tempem, w jakim spokojny wieczór zamienił się w kompletną katastrofę, nie zdążyłam jednak powiedzieć nic więcej, ponieważ podeszła do nas jakaś dziewczyna. Wyglądała na wyraźnie zagubioną, w dłoniach trzymała pieniądze i zaczęła tłumaczyć, że potrzebowała pomocy w przeliczeniu ich wartości, ponieważ chciała wymienić czarodziejskie pieniądze na mugolskie funty i nie była pewna, czy miała ich wystarczająco dużo. Spojrzałam na nią, potem na monety, które pokazywała, po czym powoli uniosłam wzrok na Prue i zerknęłam na przyjaciółkę z miną kogoś, kto właśnie został postawiony przed problemem wymagającym wiedzy znacznie większej niż ta, którą aktualnie dysponował. - Ja się na tym kompletnie nie znam. - Przyznałam bez najmniejszego wstydu, nadal trzymając papierosa między palcami. - Pree, chyba będziesz wiedziała, ile to wszystko jest warte? - Odsunęłam się odrobinę, robiąc dziewczynie więcej miejsca, po czym spojrzałam na moją przyjaciółkę wyczekująco. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4e579bd4abe761b069b246185cd77010/e3ddd7cf995c6897-e2/s500x750/4002b02123b13bc2472bcc75c0283cb287213ce3.pnj[/inny avek] RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Prudence Fenwick - 03.09.2026 Ich wyjście z tego przybytku było naprawdę spektakularne. Prue nie pamiętała, kiedy ostatnio skądś tak szybko spierdalała, no nie wliczając tej nocy kiedy Londyn płonął. Było to naprawdę niesamowitym przeżyciem, zwłaszcza, że jakimś cudem typ postanowił wskazać właśnie na nią palcem, jakby miała coś wspólnego z tym nieszczęsnym wiecem na który została listownie zaproszona. Odetchnęła z ulgą, kiedy znalazły się za drzwiami Dziupli. Nie znosiła ścisku, nie lubiła kiedy obcy ludzie jej dotykali, a to było nieuniknione podczas tej grupowej ewakuacji. Dramat. - Trzeba będzie mu wysmarować odpowiednią opinię w Czarownicy, czy innych czasopismach. - Mruknęła poprawiając sobie włosy opadające na jej twarz. Schowała je za ucho, nic więcej nie dało się z tym zrobić zważając na warunki atmosferyczne. Ludzie zaczęli się rozchodzić we wszystkie strony, póki co uważała, że Cressida wybrała bezpieczniejszą opcję, lepiej było to przez chwilę przeczekać, zapalić, pomyśleć co dalej, bo noc przecież była jeszcze młoda. - Myślę, że nikt tego nie przewidział. - Sięgnęła do kieszeni płaszcza po swoją papierośnicę, za trzecim razem udało jej się odpalić fajka, zaciągnęła się głęboko dymem, dopiero zaczęła się uspokajać. Nie przywykła do podobnego zamieszania. Miała zacząć psioczyć na właściciela baru, gdy pojawiła się przed nimi ta dziewczyna. Prudence starała się stać prosto, w sumie nie było to aż takie trudne, bo nieco otrzeźwiała kiedy kazano im wypierdalać ze środka. Nie mogły odmówić pomocy, czyż nie, szczególnie dziewczynie, to było zapisane w dziewczyńskim kodeksie. - No jasne, pokaż co tam masz, zaraz ustalimy wartość. - Posiadała sporą wiedzę na temat mugolskiego świata, nie miała więc problemu, żeby pomóc dziewczynie oszacować wartość. Wyciągnęła dłoń, by ta mogła jej przekazać monety. Prue zawiesiła się na moment, musiała wrócić w głowie do przelicznika, który ostatnio widziała, jak wiadomo wartość waluty dość często się zmieniała. Mrugnęła, wzięła między palce jedną monetę, wpatrywała się w nią bardzo intensywnie, dotarło do niej, że coś jej nie pasuje. Była bardzo podobna do prawdziwej, jednak różniła się jednym małym szczegółem. - One są fałszywe. - Postanowiła przekazać jej to wprost, bez owijania w bawełnę. RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Bard Beedle - 03.09.2026 Pokiwałam głową, kiedy Prue wspomniała o wystawieniu właścicielowi odpowiedniej opinii, i aż uśmiechnęłam się pod nosem, chociaż po tym, co właśnie odjebał, podejrzewałam, że nawet bez naszej pomocy będzie miał fatalną reputację. - No, a niech mu pójdzie w pięty. - Zaciągnęłam się papierosem, osłaniając żar dłonią przed wiatrem, jednocześnie zerknęłam na drzwi Dziupli, zza których wciąż dobiegał przytłumiony gwar. - Nie wiem, jak można prowadzić interes i jednocześnie tak bardzo nie lubić ludzi. - Stwierdziłam z niedowierzaniem, faktycznie, nie dało się tego wszystkiego przewidzieć, gdybym jednak wiedziała, że planowałyśmy zostać wyrzucone z baru przed rozpoczęciem nieistniejącego wiecu, będącego tak naprawdę nielegalną próbą zgromadzenia, ubrałabym się cieplej - przelotnie oceniłam wzrokiem własny płaszcz, który na szczęście nadal trzymał większość wilgoci z dala ode mnie, pytanie tylko, na jak długo. Nie zdążyłam jednak rozwinąć tej myśli, ani zasugerować koleżance pójścia gdzieś indziej, ponieważ przed nami pojawiła się dziewczyna prosząca o pomoc z pieniędzmi - od razu zerknęłam na nią uważniej, a kiedy Prue wyciągnęła rękę, przekazując tym samym, że rzeczywiście zamierzała się tym zająć, odsunęłam się odrobinę, żeby zrobić im więcej miejsca. Początkowo byłam przekonana, że chodziło o zwyczajne przeliczenie waluty, sama nie miałam w tej kwestii szczególnie imponującej wiedzy, więc z ulgą zostawiłam sprawę przyjaciółce i po prostu obserwowałam ją, gdy brała jedną z monet między palce i przyglądała się jej z coraz większym skupieniem. Nie umknęło mi przez to, że mina Prudence zmieniła się już zaledwie po kilku sekundach, przez co również zaczęłam patrzeć na monetę z większą uwagą, chociaż z mojego miejsca niewiele mogłam dostrzec, kiedy wreszcie powiedziała, że pieniądze są fałszywe, uniosłam brwi i spojrzałam na dziewczynę. - Fałszywe? - Powtórzyłam z wyraźnym zdziwieniem, po czym pochyliłam się nad jej dłonią. - Cholera, rzeczywiście. - Sama wcześniej nie zauważyłam żadnej różnicy, ale teraz, kiedy wiedziałam, czego szukać, dostrzegłam drobny szczegół. - Czyli ktoś właśnie próbował cię wypuścić z tym na ulicę i liczył, że nie zauważysz? - Spojrzałam na Prue, potem ponownie na dziewczynę, która zdawała się być całkowicie zszokowana - może wyłącznie grała zdziwioną, tego też nie wykluczałam, ale raczej wydawała się być po prostu głęboko osłupiała. Nagle wyprostowała się, zaciskając palce na monetach, po czym wskazała palcem w stronę stojącego kilka kroków dalej goblina - „o kurwa, jak rozpoznała, że to ten konkretny, skoro wszystkie wyglądały na takie same, i jakim cudem potrafiła tak trafnie rozróżnić gobliny, a nie fałszywki?” - jej głos przebił się przez szum deszczu, kiedy oskarżyła go o fałszerstwo. Przez krótką chwilę patrzyłam to na nią, to na niego, próbując nadążyć za rozwojem wydarzeń, bo jeszcze przed momentem problemem były tylko bezwartościowe monety, a teraz nagle mieliśmy podejrzanego, goblin w tym czasie najwyraźniej uznał za to, że dalsza rozmowa nie była najlepszym pomysłem, bo rzucił nam jedno nerwowe spojrzenie, odwrócił się na pięcie i ruszył biegiem w stronę głębi Nokturnu, znikając między przechodniami, zanim ktokolwiek zdążył zrobić coś więcej. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4e579bd4abe761b069b246185cd77010/e3ddd7cf995c6897-e2/s500x750/4002b02123b13bc2472bcc75c0283cb287213ce3.pnj[/inny avek] RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Prudence Fenwick - 03.09.2026 - Co nie? Powinien się zatrudnić w kostnicy, jak mu ludzie przeszkadzają, tam nikt by się nie odzywał. - Pokiwała jeszcze twierdząco głową, na znak, że zgadzała się z przyjaciółką. Dlaczego pomyślała właśnie o kostnicy, zapewne ze względu na zboczenie zawodowe. Ten wieczór żył swoim własnym życiem. Jeszcze kilka godzin wcześniej Prue nie brała pod uwagę tego, że w ogóle wyjdzie z domu. Pojawiła się jednak Cressida - wcale długo nie musiała jej namawiać do tego, aby towarzyszyła jej w tym wiecu, nie dało się jednak przewidzieć tego, że ten wiec nie został odpowiednio zorganizowany. Z drugiej strony, czego innego można się było spodziewać po charłakach i goblinach? Na pewno nie tego, że będzie to profesjonalne. Może jednak faktycznie dało się domyślić tego, że to wydarzenie będzie wielką klapą? Skłoniła się do drobnej refleksji, jednak nie powiedziała nic z tego na głos, żeby przyjaciółce nie było przykro, że jednak faktycznie mogły to przewidzieć. Nie zdążyły nawet do końca wymienić spostrzeżeń na temat tego, co się wydarzyło, bo podeszła do nich ta dziewczyna, która potrzebowała pomocy. Prue naprawdę skupiła się na monetach, nie chciała jej wpuścić w maliny, zresztą w cokolwiek się angażowała to zawsze robiła to bardzo rzetelnie, nie chciała, żeby ktoś przez jej nieuwagę poniósł jakieś straty. Nie było wcale takie trudne wyłapanie tego, że tutaj pojawił się jakiś problem, no na pewno nie dla niej i jej pamięci. Mało kto dokładnie przyglądał się monetom, jednak Prue gdy zamykała oczy dokładnie widziała każdy, najdrobniejszy szczegół więc mogła to sobie na bieżąco porównać. - Zdecydowanie ktoś próbował ją wpuścić w maliny. - Nie wątpiła w to, że to było celowe. Falsyfikaty były bardzo podobne do oryginałów, co powodowało, że trudno było wychwycić różnicę, zwłaszcza o tej porze, jeszcze w deszczu. Na szczęście ona była czujna. Nie zdążyła nawet zadać pytania, dziewczyna sama z siebie wskazała im winowajcę. No jasne, no jasne, że to musiał być goblin. Przeczuwała, że dojdzie tutaj dzisiaj do jakiegoś występku związanego z tymi istotami, akurat to mogły przewidzieć. Prudence starała się być poważna, chociaż komentarz jej przyjaciółki spowodował, że miała ochotę się roześmiać, bo był bardzo trafny, brutalny, ale trafny. Goblin uniósł głowę, spojrzał w ich stronę - zorientował się, że to o nim mówiły. Został przyłapany na gorącym uczynku. - O kurwa, spierdala! - Skomentowała jeszcze bardzo elokwentnie, bo tamten faktycznie postanowił uciec z prawdziwymi pieniędzmi, a zostawić dziewczynę z fałszywkami. Spojrzała na Cressidę, później na dziewczynę, później znowu na przyjaciółkę, jakby czekała, aż któraś z nich powie, że mają za nim biec. W sumie to może ona powinna to zarządzić. - Łapmy go! - Krzyknęła w końcu i sama ruszyła przed siebie, chociaż nie do końca wierzyła w powodzenie tej misji, warunki nie sprzyjały zbytnio pościgom. RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Bard Beedle - 03.09.2026 Przez sekundę naprawdę tylko na nią patrzyłam, bo wszystko wydarzyło się tak szybko, że mój mózg potrzebował chwili, żeby przyjąć do wiadomości, że właśnie zostałyśmy postawione przed dosyć absurdalnym wyborem między staniem w deszczu i patrzeniem, jak goblin znika w ciasnych zakamarkach Nokturnu, a urządzeniem sobie pościgu, którego żadna rozsądna osoba nie powinna była podejmować w takich warunkach. Owszem, mogłam się zgodzić, że tamten złodziejski pomiot zasługiwał na złapanie, a dziewczyna zdecydowanie nie powinna była zostać sama z fałszywymi pieniędzmi i z tym całym problemem na głowie, ale bieganie po mokrym, zlanym deszczem mieście, zwłaszcza w kierunku szemranej okolicy, nie znajdowało się wysoko na mojej liście przyjemnych sposobów spędzania wieczoru. Prue, teoretycznie bardziej odpowiedzialna z nas, najwyraźniej uznała jednak, że rozsądek mógł poczekać, bo już ruszyła przed siebie, więc ni to pisnęłam, ni to westchnęłam, wyrzuciłam niedopałek na mokry bruk i ruszyłam za nią, podciągając materiał przemokniętej spódnicy, żeby przypadkiem nie wywinąć się na pierwszej kałuży i nie zakończyć tej całej bohaterskiej akcji na własnych plecach, niczym parodia wielkiego żuka. - Prue, czekaj! Ja nie wiem, czy to jest dobry pomysł! - Zawołałam, chociaż sama przyspieszyłam, bo przecież nie zamierzałam pozwolić jej samotnie ścigać goblina w stronę Nokturnu, szczególnie że nie miałam najmniejszego pojęcia, co właściwie zamierzała zrobić, kiedy już się tam znajdzie - mogłam sobie wyobrazić wiele scenariuszy, ale żaden nie kończył się szczególnie dobrze, zwłaszcza że Prue zazwyczaj należała do osób, które najpierw ustalały plan, a dopiero później podejmowały działanie. Zwykle wyglądało to dokładnie odwrotnie, niż w tej chwili, lecz najwidoczniej cały dzisiejszy wieczór przeżywałyśmy pod znakiem nieprzewidywalności, czego uroków zresztą zdążyłam już doświadczyć kilka razy za dużo. Goblin był szybszy, niż początkowo mogło się wydawać, szybko przecisnął się między ludźmi, wykorzystując swój wzrost oraz panujący wokół chaos, widziałam tylko jego sylwetkę przemykającą pomiędzy płaszczami i parasolami, coraz bliżej wejścia prowadzącego w stronę lokalnych slumsów, a już pierwsze kilka kroków wystarczyło mi, żebym mogła w pełni zrozumieć, że warunki rzeczywiście nie sprzyjały żadnym bohaterskim pościgom. - Prue, jeśli połamiemy sobie nogi, to przysięgam, będę cię za to obwiniać! - Krzyknęłam za przyjaciółką, próbując ją dogonić, co wcale nie było takie proste, ponieważ mokre kamienie ślizgały się pod moimi butami na obcasach, wiatr wciskał mi deszcz prosto w twarz, a tamten typ miał nad nami tę niewątpliwą przewagę, że najwyraźniej od początku tego wieczoru traktował ucieczkę jako część swojego planu. - Stój, ty mały kurwiszonie! - Wydarłam się bezmyślnie, zupełnie nie przejąwszy się tym, że połowa ulicy mogła właśnie uznać mnie za osobę niespełna rozumu - no, nas dwie, tak naprawdę, przynajmniej nie byłam w tym sama - nie zatrzymał się oczywiście, pobiegł jeszcze szybciej, znikając za grupą przechodniów, więc przyspieszyłam, chociaż rozsądek podpowiadał mi, że rozsądniej byłoby jednak pozwolić komuś bardziej odpowiedzialnemu zająć się całą sprawą. Problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, gdzie w tej chwili znajdował się ktoś bardziej odpowiedzialny, nie zamierzałam jednak odpuszczać, bo dziewczyna została oszukana, a te pieniądze były jej potrzebne do czegoś konkretnego, nawet jeśli nie wiedziałam, do czego, bo nie zdążyła nam tego powiedzieć. Wbiegłam za Prue w węższą ulicę, niemal wpadając na jakiegoś bardzo wysokiego i masywnego mężczyznę, wyłaniającego się właśnie z fajką w zębach zza rogu zaułka - zaklął pod nosem, kiedy musiał uskoczyć mi z drogi, ale nawet nie próbował spytać, czemu biegłam, więc solidarnie ja nawet nie zatrzymałam się, żeby go przeprosić - po prostu pognałam dalej, podciągając spódnicę ponad kolana, żeby nie zaplątać się w materiał. Sama nie miałam pojęcia, co właściwie zamierzałyśmy zrobić, kiedy go dogonimy, bo przecież nie posiadałam żadnego szczególnie wybitnego planu, nie byłam aurorem, nie miałam kajdanek ani nawet kawałka sznurka, którym można byłoby go związać, właściwie, cholera… Jedynym, co mogłam zaoferować całej tej operacji, były moje długie nogi, które w tym momencie zaczynały żałować wszystkich decyzji życiowych prowadzących do tej właśnie chwili, lecz jeszcze nie odmawiały działania. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4e579bd4abe761b069b246185cd77010/e3ddd7cf995c6897-e2/s500x750/4002b02123b13bc2472bcc75c0283cb287213ce3.pnj[/inny avek] RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Prudence Fenwick - 03.09.2026 Znalazła w sobie jakieś głęboko ukryte pokłady odwagi o których istnieniu nie miała pojęcia. No, ale kto to widział, żeby ten mały skurczybyk, fałszerz tak po prostu sobie spierdolił. Miał krótsze nogi od niej, nie powinien być jakiś super szybki, a przynajmniej tak się jej wydawało, gdyby to wszystko było takie proste… Deszcz padał jej na mordę, bo zostawiła parasolkę na jakimś parapecie, żeby przypadkiem jej nie uszkodzić - to by była naprawdę okropna strata, z którą mogłaby się nie pogodzić, dokładnie zapamiętała kamienice, przy której postanowiła go położyć, zamierzała za chwilę wrócić po swoją własność. Włosy zaczynały przyklejać się jej do twarzy, co jeszcze bardziej ograniczało widoczność, a do tego było ślisko, ona była podchmielona, to nie był najłatwiejszy bieg w jej życiu, a do tego miała na stopach te swoje ulubione pantofelki, które zdecydowanie nie nadawały się do biegania. - Nie mogę poczekać, bo na pewno go zgubię. - Widziała jeszcze tego krasnala przed sobą, więc nadal próbowała go gonić, chociaż coraz bardziej czuła, że złapanie go się nie uda. Karzeł dzięki swojemu niskiemu wzrostowi całkiem zgrabnie lawirował w tłumie, Bletchley miała z tym drobny problem, chociaż sama nie należała do najwyższych osób, jednak nieco odstawała od ziemi w przeciwieństwie do niego. Coraz trudniej się jej oddychało - bo nie oszukujmy się nie była w jakiejś wyjątkowej kondycji. Biegała czasem rano, żeby utrzymać formę, ale to byłoby na tyle, nie robiła tego na czas, a dla rekreacji, a ten goblin musiał mieć ogromne doświadczenie w spierdalaniu. - Przecież to nie ja okradłam tę dziewczynę i nie ja spierdalam, to ten karzeł! - No jeszcze tego brakowało, żeby to na nią spadła odpowiedzialność w razie jakichś komplikacji, nie miała zamiaru tego akceptować. Nie tym razem, dzisiaj wszystkie nieszczęścia tego świata spadały na gobliny. Goblin nie zareagował na słowa Cressidy, no oczywiście, niby dlaczego miałby to zrobić, miał jasny cel - spierdolić stąd jak najszybciej ze swoim łupem. - Łapcie tego małego kurwia! - Krzyknęła jeszcze licząc na to, że być może ktoś zareaguje - oczywiście tak się nie stało. Kilka osób spojrzało na nią spode łba. Fantastycznie, to było naprawdę niesamowite doświadczenie. Wbiegły w końcu w węższą ulicę, to powodowało, że goblin miał mniejsze pole manewru, być może nieco zmieni się ich sytuacja, naprawdę liczyła na to, że go dorwą. Nie widziała, że Cressida zaliczyła drobne potknięcie, bo skupiona była na tym, aby nie zgubić tego goblina, widziała jak się nachylał przy jednej ze ścian, nie miał możliwości ucieczki - już prawie złapała go w locie za pelerynę, ale nagle zniknął. Musiał przejść przez wąskie przejście, które dopiero teraz dostrzegła. - Ja pierdole kutas wszedł do swojej nory. - Nie wyszło im złapanie goblina. Oparła się o ścianę, oddychała bardzo ciężko, jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, płuca ją bolały od tego nieszczęsnego biegu. RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Bard Beedle - 03.09.2026 Dopadłam do końca uliczki kilka sekund po niej, zdecydowanie mniej efektownie, ponieważ ostatnie metry pokonałam bardziej siłą rozpędu niż dzięki jakiejkolwiek świadomej kontroli nad własnym ciałem - jeden z moich obcasów ześlizgnął mi się z kociego łba, sunąc po mokrym bruku, moje kolano ugięło się niebezpiecznie, ręce machnęły w powietrzu w poszukiwaniu czegoś, czego można byłoby się złapać, ale ostatecznie tylko odbiłam się dłonią od ściany i utrzymałam pion, co uznałam za wystarczający sukces, jak na ten absurdalny wieczór. Przez chwilę nawet nie próbowałam mówić, ponieważ moje płuca palaczki najwyraźniej postanowiły zaprotestować przeciwko pomysłowi biegania po Londynie w przemoczonym ubraniu, po dwóch butelkach wina i w kozaczkach, które projektowano raczej do wyglądania ładnie niż do ścigania przestępców, oparłam dłonie na kolanach, głęboko zaciągnęłam powietrze i dopiero wtedy spojrzałam na Prue, która również wyglądała tak, jakby właśnie przebiegła maraton. Nikt za nami nie pobiegł, nikt nie zainteresował się naszymi krzykami, nikt nawet nie próbował pomóc, kiedy wołałyśmy, żeby złapać tego małego drania, więc cała nasza heroiczna akcja zakończyła się dokładnie tam, gdzie można było się tego spodziewać - w głębokiej, czarnej du…norze - goblin miał pieniądze, przewagę i znajomość terenu, my miałyśmy mokre ubrania, zadyszkę oraz coraz bardziej absurdalne poczucie, że właśnie urządziłyśmy sobie wycieczkę po najgorszych, najbardziej kryminalnie aktywnych zakamarkach magicznego Londynu. - Wiesz co? - Odezwałam się w końcu, kiedy mój oddech przestał przypominać próbę wycharczenia sobie płuc przez usta. - Chyba jednak nie jesteśmy stworzone do pracy w organach ścigania. - Popatrzyłam jeszcze raz na przejście, o którym wspomniała przyjaciółka, po czym westchnęłam ciężko i odsunęłam się od ściany, bo w tej chwili nie zamierzałam przeciskać się za goblinem do jego nory, szczególnie że nie miałam pojęcia, dokąd prowadziła, ilu jego kolegów mogło znajdować się po drugiej stronie i czy przypadkiem za kolejnym zakrętem nie czekałoby nas następne bardzo nieprzyjemne spotkanie. Moment później dotarło do mnie zresztą coś jeszcze - to, że przez cały ten pościg ani razu nie obejrzałam się za siebie. Zrobiłam to więc teraz, z pewnym opóźnieniem, i zobaczyłam dokładnie to, czego chyba powinnam była się spodziewać od samego początku - dziewczyny nie było - ani kawałka jej płaszcza wyłaniającego się z opóźnieniem zza rogu, ani śladu sylwetki biegnącej za nami, ani nawet cienia zainteresowania całym tym przedstawieniem. Została przy barze, z fałszywymi monetami w dłoni, podczas gdy my właśnie przebiegłyśmy pół ulicy, zgubiłyśmy parasolkę, papierosa i resztki godności, a na koniec pozwoliłyśmy goblinowi zniknąć w jakiejś dziurze. Właściwie trudno było jej się dziwić, jeśli sama zostałabym wstrętnie oszukana, a potem zobaczyłabym dwie osoby altruistycznie biegnące za podejrzanym typem, który mi to zrobił, też prawdopodobnie zostałabym na miejscu, szczególnie gdybym nie miała najmniejszej pewności, czy za chwilę nie rozpoczną się kolejne krzyki, bójka albo coś jeszcze gorszego. - No pięknie. Gonimy go, żeby ratować jej pieniądze, a ona nawet nie uznała, że warto zobaczyć, czy nam się uda. - Pokręciłam głową, mimo to, nadal próbując złapać oddech, spojrzałam jeszcze raz w stronę przejścia, za którym zniknął goblin, po czym wzruszyłam ramionami. - Dobra. Koniec bohaterstwa. - Oznajmiłam, poprawiając przemoknięte włosy. - Wracamy po parasolkę, zanim ktoś ją ukradnie, a potem możemy udawać, że ta część wieczoru wcale nie miała miejsca. Trochę tu upiornie. - Nie sądziłam zresztą, żeby ktokolwiek nam uwierzył, gdybyśmy próbowały tę wersję zdarzeń opowiadać na głos przy kubku kakao. [inny avek]https://64.media.tumblr.com/4e579bd4abe761b069b246185cd77010/e3ddd7cf995c6897-e2/s500x750/4002b02123b13bc2472bcc75c0283cb287213ce3.pnj[/inny avek] RE: [01/10/72] To be, or not to be... unfortunately here we are - Prudence Fenwick - 03.09.2026 Przymknęła na moment oczy, starała się uspokoić oddech. Była zmęczona, mokra, zła. Goblin wymknął im się ze swoim łupem, niby to nie były jej funty, ale skoro już zostały wmieszane w sprawę, to chciała, aby zakończyła się sukcesem. Niestety nie tym razem. Uniosła wzrok dopiero wtedy, kiedy usłyszała, że Cressida do niej dobiegła. Spoglądała przez krótką chwilę na przyjaciółkę, widziała, że ona również nie jest specjalnie zadowolona. To był naprawdę głupi pomysł, później spojrzała na swoje pantofelki, które były całe ubłocone, tak samo jak nogawki eleganckich spodni. - Zdecydowanie nie jesteśmy do tego stworzone, co racja to racja, ale przynajmniej mogłyśmy się sprawdzić. - Trzeba było szukać pozytywów, prawda? To nie tak, że kiedykolwiek w ogóle wpadłaby na pomysł, aby się przebranżowić, a na pewno nie w tym kierunku. - Tak, ona ma gdzieś nasze poświęcenie, co za wredna siksa. - Może nie powinna tego mówić, ale dziewczyna nie zachowała się w porządku, czy liczyła na to, że one załatwią za nią sprawę? Pewnie tak, wyglądały na całkiem zdeterminowane. Prue stwierdziła, że nie ma sensu nawet do niej wracać i informować o tym, jak potoczyła się sprawa. Najwyraźniej niektórzy nie potrafili się w ogóle odwdzięczyć. Być może misja nie zakończyła się sukcesem, ale mogłaby powiedzieć im chociaż głupie dziękuję za samo to, że spróbowały. - Tak, musimy zmienić lokację, uważam, że należy nam się kilka shotów, ale najpierw parasolka. - To było teraz jej priorytetem, potem mogły dalej podbijać miasto. Nie przebolałaby straty jednej z parasolek ze swojej kolekcji. Koniec sesji
|