Secrets of London
[Jesień 1972, 28.10 rezydencja Shafiq'a | Jonathan & Anthony] - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [Jesień 1972, 28.10 rezydencja Shafiq'a | Jonathan & Anthony] (/showthread.php?tid=6345)



[Jesień 1972, 28.10 rezydencja Shafiq'a | Jonathan & Anthony] - Anthony Shafiq - 04.09.2026

—28/10/1972—
Anglia, Londyn
Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=DZUszrE.png]

waves of lights dancing
brilliance of nature’s ribbons
soul basking in silk



Posiadłość pusta była i cicha bez rodziny Anthony'ego, ale trzeba było przyznać, że taką ją lubił najbardziej.

Woda w fontannie stojącej na środku przestronnego holu posiadłości szemrała cichutko, a ciurkot wody roznosił się echem tak na parterze, jak i piętrze.

Było cicho. Było okropnie cicho, teraz gdy ta piekielna maszyna w końcu umilkła, wysycona swoją demoniczną pracą.

Anthony nie byłby w stanie powiedzieć jak to się właściwie stało. W jednej chwili widział jak Jonathan wychodzi z pokoiku gospodarczego umiejscowionego na parterze obok kuchni po kawę, a w drugiej… to chyba rąbek jego szaty wkręcił się w magiczne trybiki, a może rękaw zaplatał w prowizoryczne przewiązanie jednego z pakunków dedykowanych pierwszym gościom fundacji w zupełnie innej miejscowości niż Little Hangleton. Może to te pałąkowate ramiona prototypu koszmarnej demonicznej maszynerii potraktowały go jako przerośniętą lalkę, bo wstrzymał oddech i był nieco blady, zbyt zaspany by po wyjściu Selwyna ochoczo zabrać się do pracy.

To była intensywna noc po powrocie z delegacji. Intensywny poranek, który miał być tylko ćwiczeniem aurowidztwa dla Jonathana, a skończył się… cóż, intensywnie. Był zmęczony, był zaspany, był nieuważny.

A teraz, gdy turkot pakowarki w końcu umilkł, był związany.

Ilość wstążek znajdujących się na jego ciele przekraczała najśmielsze oczekiwania kogokolwiek. Jedna, na prawdę jedna by wystarczyła, ale wobec niestandardowego kształtu maszyneria powzięła specjalne kroki i zamiast eleganckiego papieru zastosowała ekstremalną ilość wstążek, wstęg i sznurków, najprawdopodobniej zużywając wszystko co miała w swoim przeklętym wnętrzu.

Teraz Anthony leżał na zewnątrz, niczym popartowa mumia nawet nie kłopocząc się, żeby się ruszać. Oszczędzał siły w pętach przeklętego pomysłu, nie mając już nawet wściekłości by zastanawiać się nad tym, czy ilość kokard na jego ciele jest parzysta oraz czy układają się symetrycznie. Nie. Myślał tylko o tym kiedy w końcu Jonathan przyjdzie go uratować i jak długo będzie musiał wysłuchiwać opowieści o tymże ratunku.

Najprawdopodobniej do końca życia.

Nie byłoby to nic niezwykłego, choć ten jeden raz najprawdopodobniej Selwyn nie będzie musiał dramatycznie ubarwiać historii, albowiem już teraz stan Shafiq'a był bez mała karykaturalny.

Ileż to mogło trwać? Ileż można było robić kawę?

Poruszył się niespokojnie (wciąż jak mumia, która klątwą nie mogła nawet po śmierci opuścić świata). Mówienie nie wchodziło w grę wstążki bowiem ciasno oplatały głowę, a jedyna pociecha była w tym, że pachniały czysto i były z miękkiego materiału nie rażąc nosa i umożliwiając oddech.

Westchnął ciężko, ale i to westchnienie było całkiem stłumione.

A gdyby tak drzemka? – myśl równie absurdalna jak absurdalna była sytuacja w której się znalazł zakwitła w nim barwami jego obecnego, bardzo rozległego okrycia.



RE: [Jesień 1972, 28.10 rezydencja Shafiq'a | Jonathan & Anthony] - Jonathan Selwyn - 15.09.2026

Jonathan pogwizdując radośnie wyciągnął dwie niebieskie filiżanki i nalał do nich kawy. Humor miał wręcz wybitny, zwłaszcza po tym, gdy okraszony frustracją i bólem głowy poranek miał naprawdę przyjemny finał na biurku w jego gabinecie.
Czy życzysz sobie może cynamonu mój drogi? – krzyknął do Anthony'ego z pokoju gospodarczego, a następnie doprawił swoją własną kawę. Odpowiedziało mu milczenie. – Znalazłem też syrop waniliowy. Myślę, że cukier i kofeina dobrze ci zrobią po twoim porannym popisowym wysiłku.
I znowu. Milczenie.
Jonathan zmarszczył brwi.
Anthony? – Odłożył pudełko z cynamonem na blat i ruszył w stronę pomieszczenia, w którym powinien znajdować się Shafiq. – Anthony, czy wszystko w porzą…
W tym momencie naprawdę się cieszył, że wrócił do pokoji bez filiżanek, bo teraz niechybnie by je wypuścił. Anthony żył, ale Selwyn nie powiedziałby, że miał się dobrze, bo oto eksperymentalna maszyna najwyraźniej postanowiła nieco zaszaleć i udekorować samego Shafiqa.

Jonathan szybko dopadł swojego partnera, teraz jakże pięknie odzobionego, i zdjął z ukochanen twarzy te wstążki, które uniemożliwiały mu mówienie. Tylko, że… Z każdym kolejnym rozplątanym supełkiem, jego dłonie drżały coraz bardziej, a gdy tylko upewnił się, że nic nie blokuje już ust Tony'ego… Nie wytrzymał i roześmiał się. Jonathan zaniósł się śmiechem tak silnym, że aż sam skończył leżąc na podłodze.
Merlinie – wydyszał próbując złapać oddech. – Przepraszam po prostu… – Kolejna fala śmiechu. – Wyglądasz pięknie. Te kokardki. Zwłaszcza te złote. Co się stało? Czyżbyś uznał, że sygnety nie są już dla ciebie odpowiednie i postanowiłeś poszukać dla siebie innych akcesoriów?