Secrets of London
[Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka (/showthread.php?tid=6360)



[Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka - Ceolsige Burke - 06.09.2026

16.10.1972 WIECZÓR - OSTOJA DLA ZWIERZĄT

Stała rozglądając się badawczo po pomieszczeniu, do którego zaprowadziła ją Guinevere. Pora była wieczorna. Ściemniało się już kiedy podchodziła do lądowania. Z zadowoleniem odkrywała, że częste loty ostatnich tygodni przywracały jej szybko dawną wprawę i zuchwałość w obsłudze miotły. Ten lot nie był daleki ale pozostawił na niej wyraźny ślad powolnej zmiany pór roku. Cera wydawała się jeszcze bledsza niż zazwyczaj co sprawiało, że zaczerwienione chłodem poliki i czubek smukłego nosa nadawały jej wyjątkowo sympatyczne wrażenie.
Poprawiła wiszącą na ramieniu torbę i niewielki, poręczny pakunek, który do niedawna był długim drągiem miotły. Skomplikowany mechanizm sprężyn i zębatek jak zwykle okazywał się nader praktyczny. Z zadowoleniem przyjęła fakt, że tym razem niemal nie przerywając lotu na lądowanie, przeszła płynnie w marsz składając miotłę. Niemal jakby znowu była nastolatką.
Nawet ubranie nosiła z poprzedniej epoki. Poza szarym miotlarskim płaszczem, którego rozpięte obecnie luźne poły odsłaniały znajdującą się pod spodem szatę. Czarny dopasowany kaftan sznurowany po bokach, z koronką przypominającą pajęczynę wspinającą się z obojczyków na szyję nosiła ostatnio, jak miała niewiele więcej niż dwadzieścia lat. Dobrała nawet starą srebrną, owalną broszkę z kilkoma ametystami, która z daleka wydawać się mogła lśniącym pająkiem.
Kaftan płynnie przechodził w czarną, długą spódnicę na której matowym materiale pyszniły się obsydianowo lśniące hafty. Ich symetryczny, zorganizowany wzór układał się w wielką pajęczynę, która łączyła się w gęstych, lśniących sznurach owiniętych w równym oplocie dokoła tali. Swego czasu popularny styl wśród młodych czarownic pewnych "mrocznych" kręgów.
Eliksiry i opatrunki pomogły ale nadal w ruchach, w tym jak obracała ciałem dało się dostrzec pewną sztywność wywołaną bandażami, które zabezpieczały żebra oraz samym faktem, że jeszcze się goiły. Mimo to krok miała już sprężysty i z gracja poruszała się na wysokich obcasach swoich sznurowanych kozaków.
Pobieżnie obejrzawszy pomieszczenie powróciła uwagom do egzotycznej rozmówczyni. Nie była pewna kiedy Anthony podał jej personalia ale teraz nie mogła mieć wątpliwości. Utrzymywała na zmarzniętej twarzy sympatyczny wyraz uprzejmego zainteresowania. Delikatny uśmiech rozciągał czerwone usta. - Wybacz proszę oficjalny ton moich wiadomości. Nie spodziewała się zastać Cię w tych szarych, niebezpiecznych okolicach. - Powolnym ruchem zdjęła spiczasty kapelusz. Trzymając go za krawędź ronda opuściła go razem z ręką swobodnie wzdłuż ciała. Długi, ciasno zapleciony warkocz, jak wąż leniwie rozwinął się z głowy. Powoli końcówka opadła na ramię i podążyła wzdłuż pleców do pasa dopiero kiedy ciężar pozostałych zwojów pociągnął ją na plecy. Zakręciła delikatnie głową wprawiając warkocz w miarowe kołysanie.
- Co skusiło Cię do przybycia w te rejony jeżeli mogę spytać? - Zapytała dopełniając wymogów kurtuazji i sięgając po zaspokojenie własnej ciekawości.


RE: [Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka - Guinevere McGonagall - 08.09.2026

List, jaki otrzymała od Anthonego, a następnie od Ceolsige, wprawił ją w zdziwienie. To jest – owszem, sprawy starożytne i zagadki były jej chlebem powszednim, wszak poniekąd tym właśnie była praca archeologa, a Ginewra na wykopaliskach nie była tylko by ładnie wyglądać, albo czekać, aż coś się komuś stanie, lecz posiadała wykształcenie w historii i jak najbardziej znała się na rzeczy. Natomiast rzadko się zdarzało, żeby pisał do niej ktoś z zewnątrz, a już tym bardziej tutaj, w Wielkiej Brytanii, gdzie nie była za bardzo znana, nie wychowała się tutaj w końcu, ani nawet się tutaj nie uczyła, na żadnym etapie swojej edukacji. Ale chyba najbardziej zaskoczyła ją treść listu, jaki otrzymała od Burke: że coś w jakiś sposób dotyczyło jej rodziny. Chodziło jej o McGonagallów? Bo chyba nie o krewnych z Egiptu?

Dlatego też, gdy Ceolsige zjawiła się o umówionej porze, to Guinevere ją przywitała, upewniając się przy tym, że owszem, jest to ta sama kobieta, którą poznała dawno temu w Egipcie, a która chyba jej nie skojarzyła: i nic dziwnego, bo pomiędzy piaskami pustyni, Guinevere używała raczej swojego egipskiego imienia Nefret, oraz nazwiska matki – zwyczajnie z wygody, a to dla anglików powróciła do drugiej części personaliów. Zaprosiła ją na drugie piętro budynku, do pokoju, w którym trzymała wszystkie swoje instrumenty do wróżenia; było to przestronne pomieszczenie, dość proste w wystroju: pośrodku stał okrągły stolik nakryty ciemną tkaniną i dwa wyściełane krzesła dokładnie naprzeciwko siebie, dosunięte do niego, znajdowały się tutaj regały, a na nich stały różne kamienie, książki, ale też inne przyrządy używane przy wróżeniu. Na jednej z półek, na atłasowej poduszeczce leżała przykuwająca oczy kryształowa kula do wróżenia. To nie był pokój, w którym Guinevere mieszkała na co dzień – tu nie było żadnego łóżka, nie było tutaj niczego zbędnego. Ba, nie było nawet firan – za to czarne grube zasłony.

– Nie jestem obrażona. Sama potrzebowała chwili, żeby skojarzyć twoje imię i nazwisko – uśmiechnęła się do Ceolsige, zapraszając ją do stolika. Zwykle przy nim wróżyła, ale dzisiaj nie spodziewała się, że będzie to robić… Tym niemniej przygotowała dla nich herbatę w dzbanku, tak zwyczajniej łatwiej się rozmawiało, zwłaszcza gdy zapadały momenty ciszy. Guinevere była ubrana swobodnie, ale schludnie i raczej po egipsku, niż angielsku: w długą do ziemi dopasowaną do figury, granatową sukienkę, z geometrycznym motywem ciągnącym się od dekoltu przez klatkę piersiową, by ostatecznie kończyć się przy biodrach i do ziemi kontynuować się jedynie cienkim paskiem przedzielającym sukienkę na pół. Podobny wzór znajdował się jeszcze przy mankietach długich rękawów. Długie, ciemne włosy Ginewry puszczone były luźno. – Herbaty? – zagaiła i sama zajęła drugie z krzeseł. – Skusiła mnie praca. Dołączyłam do pewnej grupy mieszanej egipsko-angielskiej, skończyliśmy swoją pracę na jednych wykopaliskach i akurat nadarzyła się okazja, żeby kontynuować wspólnie pracę tutaj… Więc przyjechałam – a Guinevere zawsze chciała chociaż trochę popracować w Wielkiej Brytanii. Bardzo ją ciągnęły legendy arturiańskie. – A ty? Czym się obecnie zajmujesz? – pytanie za pytanie, tym bardziej że być może lekko zahaczało to o sprawę, z którą Ceolsige miała do niej i z którą tutaj w ogóle przyszła.




RE: [Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka - Ceolsige Burke - 14.09.2026

Uprzejmym, nieznacznym skinieniem głowy podziękowała za zaproszenie. Przesunęła się ku krzesłu zachowując wyprostowaną lecz swobodną postawę. Zręcznym ruchem zarzuciła swój kapelusz na krawędź oparcia krzesła gdzie zakołysał się leniwie gdy smukłe palce puściły rondo. Niby od niechcenie kawałek odsunęła je od stolika. W jej ruchach i gestach widać było pewną elegancką nonszalancję, którą w swojej własnej pamięci odznaczała się wyraźniej w młodszych, bardziej żwawych czasach.
Zagarniając dłonią poły płaszcza wsunęła się w powstała między meblami przestrzeń.
Usiadła w powolnym i niemal miarowym ruchu. Jakby czynność ta wymagała dodatkowej uwagi lub pielęgnacji. Towarzyszyła temu pewna sztywność torsu kiedy pochylała się, jedną dłonią wspierając się o blat stolika. Tym razem nie musiała wstrzymywać oddechu. Ostatecznie gdyby było to konieczne to przełożyłaby podróż na bardziej dogodny stan.
- Nie jestem w stanie odmówić. - Odparła na propozycję uśmiechając się z wdzięcznością, która uwydatniały wywołane chłodem lotu bartwy policzka i nosa. Czerwień, która powoli rozpływała się po bladej cerze wygaszając uprzedni urokliwy kontrast na rzeczy bardziej chłodnych barw. Mimo to, uniesione w uprzejmym uśmiechu usta nadawały twarzy szczerze przyjazny wyraz. - Dziękuję. Mocna, gorąca herbata najlepiej rozgrzewa jesienne podmuchy i o ile pamiętam zaskakująco równie skutecznie radzi sobie z upałami. - W jej guście herbata pasowała jako dobry napój do większości okazji. Wspomniana właściwość byłą dodatkowym atutem.
- Mam nadzieję, że prace okazały się wartościowe. Muszę z żalem przyznać, że pogłoski o nowych, pasjonujących archeologicznych odkryciach umknęły mojej uwadze. - Było to uprzejme stwierdzenie faktu podane ze swobodą, która nadawała wypowiedzi nieco przepraszający ton. Jakby trochę żałowała, że ominęło ją coś co mogło być interesujące. - Towarzyszy mi pewne wrażanie, że mijające dwa lata wypełnione są natłokiem aktywności. Prowadzę zakład na Nokturnie, zgodnie z rodzinną tradycją zajmuję się znajdowaniem właściwych posiadaczy dla specjalnych przedmiotów. Równolegle prowadząc niewielki sklepik z bardziej rozpoznawalnym ale prowincjonalnym asortymentem. - Delikatnie przekręciła głowę i wzruszyła ramionami w niemal niewinnym geście podkreślającym trywialność tego zajęcia. - Byłam przekonana, że będę miała chwilę na opanowanie sztuki pieczętowania korzystając z bardziej ustatkowanego planu dnia. Dziwnym trafem odnoszę jednak wrażenie, że powinnam się zapoznać z członkami nieco innego klubu jako, że moje działania obfitują w walki z potworami, które wyraźnie pomyliły swoje żerowiska. - W delikatnie drgającym uśmiechu można było łatwo dostrzec szczerą ekscytację perspektywą jaką obecnie przedstawiała. - Niestety nie dały mi okazji bym wyraziła im wdzięczność za stworzenie sposobności do zbadania kilku zapomnianych mitów. - Skryty w głosie żal by nazbyt teatralny i nawet cieniem nie zamaskował zadowolenia jakie czuła z możliwości zanurzenia się w przygody. - Mam nadzieję, że w twoich obecnych badaniach nie pojawiły się takie trudności. - jeszcze pojawił się cichy głosik, nienasyconej potrzeby podejmowania wyzwań i pokonywania ich. Nie śpieszyła się w rozmowie. Mimo, że czuła jak wraca dawna gibkość i pewność miotły to i tak musiała chwilę odpocząć. Wyciągnęła z kieszeni szaty ciemną dębową fajkę. - Nie będzie Ci przeszkadzać? Łatwiej mi formułować myśl na tytoniowej goryczce. - Zapytała uprzejmie w sposób dopuszczający zdanie rozmówcy.


RE: [Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka - Guinevere McGonagall - 18.09.2026

– Z mlekiem? – zapytała, nauczywszy się już, że Anglicy mają bardzo dziwne gusta jeśli chodziło o kuchenne zwyczaje i widziała już że zdecydowana większość dolewa mleka nie tylko do kawy (co uważała za całkowitą profanację), ale również do herbaty (z tym się nie sprzeczała, Anglicy mieli dużo większą tradycję herbacianą, więc jedynie wzruszała na to ramionami). Niezależnie od odpowiedzi Ceolsige, nalała więc napój do obu filiżanek, a złoty płyn zawirował, pozwalając osiąść fusom na dnie. Przygotowała też dla nich cukier, gdyby blondynka życzyła sobie posłodzić.

– Dla nas na pewno. O tych tutaj pisali coś w którejś z gazet, bodaj w czerwcu – ale nie wspominano tam o Guinevere, zresztą nic dziwnego, nie była tutaj przesadnie znana (prawdę mówiąc nie była prawie w ogóle znana i było jej to na rękę). To znaczy była pewna że na angielskiej ziemi jest więcej stanowisk archeologicznych, ale o tych konkretnych, walijskich, na których pracowała, rzeczywiście pisano w Proroku Codziennym. – Ale prace idą powoli – przede wszystkim mieli ciągłą rotację w składzie, jakoś nie potrafili się podocierać, bo to jednak nie był dokładnie taki sam skład grupy, jak w Egipcie i miewali spięcia na różnych liniach. – Brzmi mimo wszystko jak sporo pracy – uśmiechnęła się lekko, przerzucając ciemne włosy przez ramię na plecy, by jej nie przeszkadzały. – Wydaje mi się, że po Spalonej Nocy, mocno zmieniła się dynamika wielu przedsięwzięć, więc nic dziwnego, że nie znalazłaś na to chwili. Bo to nowe zagadnienie? – to pieczętowanie. A potem Ginewra przekrzywiła lekko głowę. – Walkę z potworami? Masz na myśli jakieś dzikie magiczne bestie? – podsunęła, sięgając po odrobinę cukru do swojej herbaty. Zamieszała powoli. – Coś cię zaatakowało? – zapytała jednocześnie, zastanawiając się być może trochę niepotrzebnie, co mogło spowodować atak magicznej bestii. Guinevere jednak nie znała się na tym zbyt dobrze, za to jej dziadkowie, a zwłaszcza dziadek – już tak. – Och nie, żadnych potworów i bestii w moich obecnych badaniach – zaśmiała się krótko, bo to nie oznaczało, że nie mieli problemów. Na przykład wrzesień przywitali wybuchem jakiejś pieczęci i sporym problemem na wykopaliskach.

– Śmiało – zapewniła, machnąwszy dłonią na znak, że rzeczywiście nie będzie jej to przeszkadzać. Była przyzwyczajona do towarzystwa palacza, Cathal, zwłaszcza jak się denerwował, to palił całkiem sporo. – Co cię do mnie sprowadza, Ceolsige? – oparła się wygodnie o krzesło i zapatrzyła na czarownicę, czując, że ta zręcznie przędzie sieć swojej opowieści, a poszczególne jej elementy pozornie tylko są ze sobą niepowiązane.




RE: [Jesień 72, 16.10, Ostoja dla zwierząt] Ledwie ciekawostka - Ceolsige Burke - 19.09.2026

Zaprzeczyła propozycji mleka nieznacznym uniesieniem dłoni i pokręceniem głową. W geście zawarła dość miękkości by był w wyrazie możliwie blisko wdzięcznej odmowy. Delikatnym skinieniem podziękowała za filiżankę. położyła dłoń na stoliku tak by czubkami palców pogładzić szybko rozgrzewającą się powierzchnię naczynia.
Spojrzeniem podążała za rozmówczynią w trakcie jej odpowiedzi. Delikatnie się uśmiechając miała ten typowy dla siebie wyraz uprzejmego zainteresowania.
Otrzymawszy zgodę sięgnęła ręką do kieszeni szaty wyjmując z niej na chwilę różdżkę. Delikatnym skinieniem drzewca sprawiła, że fajka wykonując powolny obrót wysunęła się z dłoni. Równocześnie pojawiła się, mozolnie sunące ku niej niezbędnik i tabakiera. Wszystkie przedmioty zaczęły płynnie orbitować dokoła wzniesionej różdżki.
- Pieczętowanie to rzecz powracająca. Dziwnym zbiegiem okoliczność zawsze majaczy na horyzoncie coś ciekawszego. - Odrobina tytoniu przefrunęła do komina fajki akuratnie kiedy ich orbity się przecięły. - Z żalem stwierdzam, że artykuły na ten temat musiały umknąć mojej uwadze. - Nutka żalu w głosie wydawała się szczera. - Z przyjemnością nadrobię przy najbliższej okazji. - Niezbędnik z delikatnym chrzęstem metalu rozczapierzył się i złożył ponownie zostawiając wysunięty ubijacz. - Niestety na własną szkodę uparły się atakować. Jedno na pewno, odnośnie drugiego nie jestem pewna. - Ceolsige nie śpieszyła się z dotarciem do sedna. Cierpliwie lawirowała w powietrzu elementami. - Nie nazwałabym ich bestiami. Potwory wydają się najbardziej odpowiednim określeniem. Pierwszy jest mało istotny a jego natura wydaje się być powiązana z limbo i morzem. - Uszykowana fajka swobodnie wsunęła się w wysuniętą dłoń. Pozostałe elementy odnalazły swoje miejsce w kieszeni spódnicy. - Nie wydaje się on jednak istotny dla naszego spotkania. - Ustnik ciemnej fajki zniknął między wargami. Ostatni gest różdżki przywołał w kominie delikatny żar, nim drzewce trafiło ponownie do kieszeni spódnicy. Ceolsige powoli zaciągnęła się smakiem i zapachem dymu. Jeden łyk, który następnie zamieniła wydechem i idealne kółeczko. - Drugiego natomiast spotkałam w Itali. Kurort prowadzony przez rodzinę McGonagall. - Jej poza była wyraźniej odprężona chociaż spojrzenie nabrało rzeczowego, ostrego wyrazu. Wypowiedź delikatnie przyśpieszyła tracąc nieco melodyjność głosu na rzecz bardziej wyrównanego wyrazu sugerującego, że dotarły do właściwego punktu rozmowy. - I to stworzenie, a raczej okoliczności jej powstania i zachowania w istnieniu stały się zagadką, której wątły trop sprowadził mnie do Ciebie. - Zaciągnęła się jeszcze jednym łykiem tytoniu nim odsunęła fajkę i oparła dłoń o krawędź stolika, tuż obok filiżanki z herbatą. - Wycieczka do Lamezia Terme okazała się bardziej ekscytująca niż zakładała. Oczywiście kurort powstał na ruinach dawnej szkoły magii, zniszczonej w wyniku kataklizmu przed stuleciami. Podania mówią dodatkowo, że był to także grobowiec mitycznej Ligei. Na bazie tego mitu kurort od lat szczycił się występami rewii syren. Były to czarodziejki korzystające z dziedzictwa rodzinnych umiejętności. Urokliwe i warte zobaczenia. Nie mniej pewna zjawa zdawała się wiedzieć więcej o tych przypadłościach. W podziemiach, pod podziemiami dawnej szkoły, w głębi jaskiń była grota. W tej grocie ołtarz a na nim. - Zawiesiła głos na chwilę. By kontynuować w wyraźnie miększym, bardziej współczującym tonie. - Groteskowo zdeformowane, nieumarłe monstrum stworzone z przemienionych ciał i dusz członkiń rodziny McGonagall. Hybryda łącząca w sobie ciała czterech istot na obraz wielogłowej i wielopłetwej syreny, przykuta do ołtarza. Uwięzione dusze pchane przymusem lub szaleństwem nuciły pieśń na chwałę martwej Ligeii. - Uniosła powoli dłoń z fajką do ust by wraz z tchem zaczerpnąć dymu i dać chwilę odetchnąć uszkodzonym żebrom. - Udało nam się ocalić najświeższą ofiarę, której duch jeszcze zachował resztkę świadomości. Pozostałe były od dawna martwe a ich dusze opuściły ciała jak tylko magia spajająca istotę została rozproszona. Magia ta powiązana była z runicznym łańcuchem, który zadawał się próbować porwać okoliczne kobiety lub śpiewaków i spętać je z istotą. Nie sprawdziliśmy na ile był zdolny tego dokonać z ludźmi niezwiązanymi z rodziną McGonagall. Jedną z ofiar można było zidentyfikować. Pokrewieństwo pozostałych oparliśmy na wizjach bardzo utalentowanego i doświadczonego wieszcza. - Zamilkła zagryzając delikatnie ustnik fajki w zębach. Poszperała w torbie i wyjęła z niej niewielki, wiązany notes. Otwierając go na czerwonej zakładce rozłożyła na stoliku. Na kremowej kartce czarnym rysikiem nakreślone były rzędy run z naszkicowanymi poniżej ogniwami łańcucha sugerującymi ich położenie. Ponownie chwyciła fajkę i wypuszczając kolejne kółku kontynuowała. - Tradycyjnie co trzecia zamieniona jest miejscem z poprzednią na wszelki wypadek. Nie udało nam się całości odczytać toteż ciekawa jestem twojej ekspertyzy. Duch wspominał ofiarom coś o naszyjniku zwanym Emerald Siren of the Tides, który rzekomo może wskazywać miejsce spoczynku martwej Ligeii. Jak wiec widzisz trop jest bardzo rozmyty i wątpię bym mogła znaleźć odpowiedź na nią u tylko jednego źródła. - Sięgnęła po filiżankę. Nagle jednak przerwała wznoszenie ją do ust jakby przypominając sobie o czymś. - To już może być moje wrażenie tylko. Efekt jednak w swej naturze przypominał w pewnym zakresie efekty zbliżone do klątwy Maledictusa. Zdaje się, że kurort był popularny wśród ofiar tej przypadłości jako miejsce wytchnienia.
Zakończyła wypowiedź i wzięła niewielki łyk herbaty. Smakowała go z wyraźną przyjemnością, spoglądając w lekko falujący złotawy płyn. - Doskonała herbata.