![]() |
|
[24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus (/showthread.php?tid=6370) |
[24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus - Helloise Rowle - 09.09.2026 Zadanie od Voldemorta— otrzymane tutaj —
24 października — zdobywanie materiału
Czerń nocy pozacierała już kontury rzeczy, gdy czarownica podchodziła do bram cmentarza krokiem niespiesznym, a jednak zdradzającym jakąś determinację, wyzbytym typowej dla Helloise leniwej powłóczystości. Mimo że nie należała do osób energicznych, przy drętwej martwocie cmentarza nie przypominała wcale zjawy, która by tu przyszła nawiedzać. A nawiedzeń właśnie obawiała się czarownica najwięcej, lecz nie ze względu na pomstę złych duchów, a z obawy, że duchy mogłyby być świadkami jej wizyty. Świadków nie życzyła sobie, lecz tak jak ludzi mogła pod osłoną nocy uniknąć, tak duchów godziny snu nie obowiązywały. Musiała się z ich ewentualnością pogodzić. Weszła tedy czujna między alejki mogił, lecz początkowo nie dostrzegała żadnych nieproszonych obecności. Nie było nic występnego w tym, co zamierzała zrobić. Nie sądziła, żeby miała tymi działaniami uchybić jakiemukolwiek bytowi, który mógł być do cmentarza nieszczęśliwie uwiązany. Wręcz przeciwnie. Miała do ich niedoli duży szacunek i w cichości swej duszy wiedźma prosiła Bogów, aby tym, którzy wciąż tu być mogli, dano tego Samhain możliwość dobrego przejścia, aby żadne z nich nie pozostało tu uwięzione na kolejne miesiące. I jej intencja była szczera, bo słuszny porządek rzeczy leżał jej na sercu. Nie żywiła szczególnego szacunku wobec ziemi trzymającej ziemskie szczątki, nie przypisywała obrazoburczych znaczeń rozkopywaniu grobów. Zamierzała zabrać trupom ich ziemię tak, jak została o to poproszona. Aby dopomóc sobie w tym celu, czarownica wzięła ze sobą miotłę obciążoną sztychówką i kilkoma blaszanymi wiadrami, na których wyłaniający się zza chmur samotny księżyc kładł srebrzyste odblaski. Na cmentarzu nie było jednak tej nocy ani martwej, ani żywej duszy, która by mogła kobietę z tym osobliwym ekwipunkiem ujrzeć. Wyszukała sobie Helloise miejsce na skraju cmentarza, skryte przed potencjalnymi oczyma i ozdobione kilkoma drzewami. Mogiły w tej części były raczej stare, nikt się o nie od dawien dawna nie troskał. Wiele z nich składało się wyłącznie z ukruszonego pomniczka, nie miało żadnej płyty nagrobnej. Takiego zakątka było jej trzeba. Tutaj przystąpiła do pracy. Rozkopywanie cmentarnej ziemi było zajęciem żmudnym i fizycznie uciążliwym, lecz nie różniło się wiele od przekopywania grządek, do czego wiedźma była przywykła. Kopała początkowo równym rytmem; za drugim wiadrem zaczęła ociągać się nieco. Szata była już uwalana ziemią. Monotonia fizycznej pracy zawsze kobietę mimo to relaksowała i mogła przy niej swobodnie oddać się rozmyślaniom nad sensem. Sensy cmentarnej ziemi musiały być. Początkowo Helloise skierowała swoje myśli ku przyrodzie — rozważała, jakie bakterie, jakie grzyby, jakie patogeny skrywa ta gleba, w której od wieków składano ludzkie ciała. Zapewne nie o grzyby i bakterie żerujące przy miejscach pochówków chodziło Voldemortowi. Nie. Znaczenie musiało być rytualne, tak jak o rytuał ocierało się całe to, co kazał jej zrobić. Po czwartym wiadrze zmęczona czarownica przyklękła przy swoim urobku, dla rozluźnienia poruszając obolałymi ramionami. Wzięła z wierzchu jednego z kopców czarną, wilgotną grudę ziemi i w zamyśleniu rozbiła ją w palcach. A więc cmentarna ziemia i glina. Była część Helloise, która pragnęłaby umieć uchwycić ten konkretny komponent, który glinę z cmentarza czynił szczególną dla jej dzieła. Może mogłaby wyizolować ów element i użyć go dla jakiegoś innego, własnego celu. Jednocześnie czarownica chciała wierzyć, że wie, kiedy przestać zadawać światu pytania. Poniżeniem tajemnic magii było czynienie z nich przedmiotu laboratoryjnego badania, do jakiego sprowadzali go w Ministerstwie. Czarownica wstała. Zapach wilgotnej, świeżo rozkopanej ziemi unosił się wszędzie wokół; komplementowały go mokre mchy obrastające stare nagrobki oraz kwiaty gnijące w wazonach opodal. Aby ocenić, ile zajmie jej wyrównanie porytego szpadlem terenu, Helloise rozejrzała się dookoła, przebierając palcami u rąk. Wtedy poczuła drzazgę, która musiała wejść jej w dłoń, kiedy kopała. — Huh. Zafascynowana czarownica podniosła dłoń do ust. Zębami wygryzła z brudnego ciała kolec — bez chwili namysłu, jakby tylko czekała na pretekst do zaspokojenia niepoprawnej ciekawości i posmakowania ziemi z grobów. Tajemnice magii nie musiały być przed nią odkryte, żeby mogła je skonsumować. Helloise wiedziała, że zapewne będzie musiała wrócić jeszcze którejś nocy. Bezpieczniej byłoby zrobić to za jednym razem, lecz wątłych sił kobieta nie miała krzepy do kopania długimi godzinami. Postarała się, aby rozgarnąć ziemię i utwardzić ją nieco, aby punkt nie rzucał się aż tak w oczy. // z wykorzystaniem przewagi Latanie na miotle do przenoszenia tych jebanych wiader; z respektem dla mojego lichego AF, że nie ukopałam ich wszystkich na raz |